
Dzisiaj wpis gościnny autorstwa mojego męża Bartka :)
7 dnia drugiego roku rządów Księżniczki Mruczanki nastąpiło nieoczekiwane wydarzenie. Jeden z poddanych księżniczki przyjął tymczasowo funkcję tragarza i dostarczył do Księstwa cały sztapel desek o bardzo interesującym zapachu. Deski były przesiąknięte delikatną wonią tajemniczych zakamarków kryjących tak uwielbiane przez koty sekrety. Po wstępnej akceptacji przez Szambelana Balbina i samą Księżniczkę deski trafiły do magazynu, gdzie sąsiadowały ze spichlerzem pełnym kocich ciasteczek.
Ale największe zamieszanie rozpoczęło się dnia następnego. Rankiem, jakby nigdy nic wszyscy poddani zjedli śniadanie, a potem poddany, który wcześniej wcielił się w rolę tragarza wyjechał poza granice Księstwa i był nieobecny przez kilka godzin. Gdy wrócił dostarczył rulon dziwnej materii i kilka woreczków wydających przy poruszeniu miły dla ucha, szeleszczący dźwięk.
Wtedy nastąpiła kulminacja wydarzeń dziwnych, interesujących i strasznych zarazem. Wyżej wspomniany poddany tym razem wcielił się w rolę budowniczego (jak ci ludzie to robią, że ot tak zmieniają swoje role i nawet nie pytają Księżniczki o zgodę...) i zaczął zwiezione uprzednio deski ciąć straszliwie hałasującą maszyną. W dodatku zaczął jeszcze demolować ściany Księstwa za pomocą innej, wydającej jeszcze chyba potworniejsze dźwięki, machiny. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, choć i tak Księżniczka udała się z godnością do najdalszego zakątka swych włości i sprawowała rządy spod kanapy.
Gdy wreszcie można było wejść do prowincji, w której te wydarzenia miały miejsce oczom Księżniczki i jej szambelana ukazał się iście dantejski widok - wszystkie meble zakryte były folią i pokryte grubą warstwą kurzu przyczepiającego się do łapek. Jednak ta drobna niedogodność nie powstrzymała dostojników przed dokładnym sprawdzeniem wszystkiego. Deski, uprzednio długie teraz jakimś dziwnym sposobem rozmnożyły się płacąc za to swoją długością. Niektóre z nich zaczęły się nawet ze sobą łączyć!
Niestety sielankę szczegółowej inspekcji przerwało wejście na scenę smoka Odkurzacza. Księżniczka znowu zajęła się sprawami wagi państwowej pod kanapą i nawet nieustraszony Szambelan Balbin nie był w stanie powstrzymać smoka przed pożarciem całego kurzu i licznych wiórów zalegających w całej prowincji.
Smok, nażarłszy się umknął do swej jaskini. Straszne odgłosy zostały zastąpione przez znośne odgłosy stukającego młotka i wkrętarki (to już bardziej znane dźwięki zarówno Księżniczce jak i jej Szambelanowi). Z desek powstały jakieś tajemnicze konstrukcje. Szambelan Balbin nie omieszkał oczywiście sprawdzić, że w niektórych z tych konstrukcji da się położyć, zwinąć w kłębek i bardzo miło spędzać czas na rozmyślaniu o niebieskich migdałach i spaniu.
Jednak wszystko, nawet najbardziej interesujące, kiedyś może się znudzić. Zwłaszcza jak oczy się kleją i jakoś tak coraz mocniej ciągnie cię w stronę jakieś przytulnego, miękkiego miejsca gdzie można się troszkę zrelaksować.
Jakie było oburzenie Księżniczki, gdy nagle, w środku sjesty przyszedł poddany i śmiał ją przenieść (co za hańba!) na rękach do ogarniętej rewolucją prowincji... Położył ją na jakimś dziwnym czymś z czego w pierwszym momencie Księżniczka chciała, kocim zwyczajem, od razu zeskoczyć. Ale gdy minęło pierwsze oszołomienie stwierdziła, że jednak tu zostanie i wyrazi swoje niezadowolenie jedynie odwróceniem się na drugi bok. Bo okazało się, że została położona na bardzo wygodnej półeczce, której wcześniej tu nie było! Półeczka miała tak ulubiony przez Księżniczkę rozmiar pokrywy od skanera i jeszcze do tego była otoczona taką miluśką ścianką, żeby łapki czy brzuszek nie wypadały poza krawędź! W takich okolicznościach Księżniczka kontynuowała swoją drzemkę. A w tym czasie powstawały kolejne konstrukcje, które, służąc swej Pani, sprawdzał i testował osobiście Szambelan Balbin. Starał się przy tym z całych swych sił aby każdą półeczką sprawdzić jak najszybciej się da! Najlepiej nawet w czasie montażu...
Rewolucja w prowincji zakończyła się następnego dnia. Jak to w bajkach bywa, zakończenie było szczęśliwe. Okazało się bowiem, że włości Księżniczki rozszerzyły się o trzy sympatyczne półeczki i bunkier, do którego można się dostać jedynie po wskoczeniu na stół, skaner, drukarkę, dwie półeczki i po przejściu po długiej kładce. Już samo pokonywanie tej drogi jest wspaniałą okazją do rozrywki, a sam bunkier jest najwspanialszym miejscem w całym Księstwie. Jest najwyżej położonym punktem, doskonałym do obserwacji poddanych spędzających większość czasu w tej właśnie prowincji (na marginesie dodam, że ci poddani to zbijają bąki jak nikt inny - siedzą tam całymi dniami i gapią się w jakieś takie świecące prostokąty). Bunkier jest dwupiętrowy, Księżniczka od razu zajęła wyższą półkę pozostawiając Szambelanowi miejsce poniżej.
Bunkier ma jeszcze jedną fajną cechę - dolna kondygnacja jest prawie całkowicie zamknięta, jest tylko ciasne wejście, szczelina obserwacyjna i dwa otwory strzelnicze. I dzięki temu można doskonale bawić się, gdy Szambelan leży w środku i wystawia łapki przez różne otwory, a Księżniczka na dachu stara się trafić Szambelana wkładając łapki w akurat wolne otwory. :)
Zresztą zobaczcie sami jak wyglądają nowe włości Księżniczki Mruczanki.









12 komentarze:
wow ,ale te koty mają dobrze , fiu fiu , ja swoim nie pokaże , bo zaczną mi się jeszcze buntować lub strajkować
Bardzo pomysłowe myślę, że koty będą mega szczęśliwe :3
fajnie maja Twoje kotki:)
Jak widać - starania zostały docenione! Nasza zaraza wyleguje się głównie na mnie...
Ale super!:)
To dopiero szczęśliwe futrzaki!
Słodko wyglądają na tych półkach:)
oj to by się moim dwóm łobuzom spodobało :)
To się nazywa arystokracja, moje futrzaki z racji wychodzenia do ogrodu nie maja takich luksusów:)
Cudne, buziaki dla Was:))
Dziękuję Wszystkim! Cieszę się, że kocie mebelki zrobione przez Bartka przypadły Wam do gustu:)
Taki mebelki można dostać z sklepach zoologicznych, ale kosztują 10 razy tyle, co te zrobione samemu:) A poza tym jaka to satysfakcja widzieć, jak koty zaakceptowały i doceniły starania Bartka:)
Uściski!
Niech to ... zabrakło mi języka w gębie, chociaż jestem wygadany. Pomysł niesamowity i wykonanie SUUUUPERAŚNE !!! Gratulacje dla Wykonawcy.
Sam też majsterkuję, chociaż nie dla "sierściuchów", a dla własnej wygody w kuchni. Całe szczęście że mój kudłaty woli swoje leża na podłodze plus tapczan.
Pozdrawiam
wspaniałe domki mają twoje kotki :)
Kaziku, witam u mnie!
Miło mi, że kocie mebelki się podobają:) Nasze kociaki tez lubią podłogę i kanapę :)
Pozdrawiam!
Aga, hihihi, aż sama im zazdroszczę :)))
Prześlij komentarz