wtorek, 30 marca 2010

Wielkanocne babeczki do koszyczka




Pamiętam, jak byłam mała i w Wielką Sobotę chodziłam z siostrą i koleżankami do kościoła ze święconką, to zwykle, jak tylko ksiądz poświęcił pokarmy i wszyscy rozchodzili się do domów, my, w drodze powrotnej zjadałyśmy sporą część zawartości częstując się nawzajem. Moje kuzynostwo robiło tak samo:)
Pamiętam kształt koszyczka, który zawsze niosłam, nie zmieniany całymi latami, szydełkową białą serwetkę i gałązki bukszpanu do przybrania. I choć każdego roku razem z Mamą i siostrą wkładałam do koszyczka tradycyjne wielkanocne przysmaki, to w pierwszą Wielką Sobotę jak już „byłam na swoim”, zadzwoniłam do Mamy z pytaniem co jeszcze trzeba włożyć do koszyczka:) Niby pamiętałam, ale zawsze to mama dowodziła, a później to ja byłam „odpowiedzialna” za święconkę i byłam bardzo przejęta swoją rolą - baranek, jajka, ale co jeszcze?!
Teraz, jest to już dziesiąty samodzielny Wielkanocny koszyczek i smakołyki lądują w nim niemal machinalnie. Zawartość jest wciąż ta sama. To jedna z tych rzeczy, gdzie nie wtrącam swoich trzech groszy. Tradycja, to dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy w życiu.
Od kiedy pamiętam, między kolorowymi jajkami i barankiem zawsze była ... babeczka :)



Waniliowe babeczki na jogurcie
7 większych babeczek (lub więcej, jeśli używamy tradycyjnych papilotek)
na podstawie ciasta maślankowego, Gourmet, lipiec 2009

1 szkl* mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
60 g miękkiego masła
2/3 szkl cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 duże jajko
1/2 szkl jogurtu naturalnego

Piekarnik nagrzać do 180°C.
Przesiać do miski mąkę, proszek, sodę i sól. Odstawić.
W drugiej misce utrzeć do białości masło z cukrem, a następnie dodać jajko i dobrze zmiksować.
Wsypać mąkę w trzech częściach i między nimi jogurt w dwóch częściach, zaczynając i kończąc mąką. Po każdym dodatku lekko zmiksować na małych obrotach (lub przemieszać łyżką - ja tak robię), tylko do momentu połączenia się składników. Foremki (ja użyłam formy silikonowej na 6 brioszek + 1 pipilotka) zapełnić masą do 3/4 wysokości i piec 22-25 min.
Babeczki są bardzo puszyste i delikatne. Wprost rozpływają się u ustach. Polecam ten przepis!

* szklanka, to w tym przepisie 240 ml

sobota, 27 marca 2010

Babeczki z kawą i kakao




Babeczki, to takie małe co nieco na podwieczorek lub drugie śniadanie do szkoły. Wspaniale smakują z filiżanką kawy lub herbaty.
Inspiracją dla ich powstania było ciasto kawowe znalezione tutaj. Z niego wzięłam proporcje składników, ale właściwie, to z oryginałem moja wersja ma mało wspólnego. Babeczki wykonane są metodą „muffinkową”, lecz konsystencja ciasta jest dużo rzadsza i dzięki temu babeczki są wilgotne i delikatne. Połączenie kawy i kakao z delikatną nutką kardamonu nadaje im niecodzienny smak. Jest to kolejny wypiek, który śmiało zrobi każde dziecko. Nie używamy miksera, a składniki podzielone na suche i mokre są łączone w misce i przegarnięte parę razy łyżką, aby tylko się połączyły. I gotowe!



Kawowo-kakaowe babeczki z orzechami
10 szt

100 g mąki
100 g cukru
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki zmielonego kardamonu


100 g rozpuszczonego masła
2 jajka
1 kopiasta łyżeczka kawy rozpuszczalnej i 1 łyżeczka kakao rozpuszczone w 50 ml gorącej wody
50 g posiekanych orzechów włoskich

Piekarnik nagrzać do 200°C.
Sypkie składniki wymieszać w jednej misce. W drugiej wymieszać wystudzone masło z jajkami, kawą, kakao i orzechami. Połączyć zawartość obu misek i wymieszać. Masę nakładać do foremek babeczkowych do 3/4 wysokości. Piec około 20 min.

środa, 24 marca 2010

Domowy jogurt



Od kiedy przeczytałam książkę Mirielle Guiliano Francuzki nie tyją, zapragnęłam mieć swój własny domowy jogurt. Robiłam do niego kilka podejść, lecz za żadne skarby świata nie chciał mi się udać. Przepis mówi, aby do zwykłego mleka dodać jedną łyżkę jogurtu naturalnego i po paru godzinach powinniśmy otrzymać zakwaszoną całość, pięknie ściętą - jak to jogurt. Guzik z pętelką. Postępując zgodnie z książkową recepturą otrzymywałam ledwo wyczuwalnie zakwaszone mleko.
Aż w końcu, nie poddając się, pewnego dnia, zamiast jednej łyżki jogurtu naturalnego dodałam cały kubeczek, 170 g. A następnego dnia rano, gdy z obawą zajrzałam do garnka zastałam najprawdziwszy w świecie jogurt - jak ze sklepu:) Był pyszny! Zarówno sam jak i z dodatkami (mrożone jagody, miód, banan lub szczypiorek, koperek i natka pietruszki). Następnym razem gdy przygotowywałam jogurt, dodałam mniej startera, czyli około 100 g. To już był mój starter! Odlany do kubeczka z wcześniej zrobionego jogurtu. Ta mniejsza dawka, to był strzał w dziesiątkę. Jogurt wyszedł (jak dla nas) jeszcze lepszy - nie za kwaśny, nie za gęsty - ot, w sam raz! Euforia była tak wielka, że kilka pierwszych domowych jogurtów znikało w tempie błyskawicznym. Jedliśmy po dwa, trzy dziennie, testując różne dodatki:) Teraz szał minął i jemy je w „normalnym” tempie.
Mleko, do którego dodaję około 100 g swojej pożywki zamienia się w jogurt, który pierwszego dnia jest bardzo delikatny i z każdym następnym dniem nieznacznie zaostrza swój smak, jak również robi się nieco gęstszy. Przygotowany z 1 litra mleka, w mojej lodówce jest najwyżej pięć dni (gdy go bardzo oszczędzałam), ale spokojnie mógłby stać tydzień.
Podam tutaj swoje proporcje i sposób wykonania jogurtu bez jogurtownicy. Oryginalny przepis znajduje się w książce. Jest tam również sposób dla posiadaczy jogurtownicy. Na stronie internetowej Mirielle Guiliano, tutaj, jest króciutki filmik o produkcji domowego jogurtu.
Wszystkim polecam samodzielne zrobienie własnego jogurtu, bo, pomijając wspaniały smak, to naprawdę wielka frajda! Okazuje się, że oprócz chleba, dżemów i wędlin, w domowych pieleszach również da się wyprodukować jogurt! A właściwie, czy jest coś, czego nie da się zrobić w domu?






Domowy jogurt
bez jogurtownicy

1 litr świeżego mleka (nie UHT), użyłam Mlekovita
100 g (lub więcej) jogurtu naturalnego

Wieczorem:
W garnku z grubym dnem podgrzewamy mleko do temp. 60-65°C. Ci, którzy nie mają termometru, temperaturę sprawdzają w ten sposób, że zanurzają palec w mleku i trzymają przez 10 sekund. Jeśli da się tyle wytrzymać - temperatura jest właściwa. Mleko ściągamy z palnika i wlewamy jogurt naturalny. Dokładnie mieszamy trzepaczką, aby jogurt bardzo dobrze połączył się z ciepłym mlekiem. Mieszaninę w garnku przykrywamy pokrywką i stawiamy na blacie porządnie opatulając np. kocem, żeby mieszanina jak najwolniej stygła. W takim stanie zostawiamy garnek na całą noc. Rano jogurt jest gotowy. Przelewamy do dzbanka i wstawiamy do lodówki. Zużywany w przeciągu tygodnia. Trzeba pamiętać o tym, aby zostawić 100 g jogurtu jako pożywka do produkcji następnego jogurtu.

poniedziałek, 22 marca 2010

Leśne roztopy i słoneczny gulasz



Roztopy w mieście, to już przeszłość, śniegu prawie już nie widać. Jedynie tam, gdzie był składowany na wielkie sterty, widać teraz szaro-czarne kopce, które stopią się lada moment. Ale gdy tylko wejdziemy do lasu - śniegu jest jeszcze sporo. Wybraliśmy się wczoraj na niedzielny spacer. Choć siąpił deszcz, poszliśmy do lasu. To nasza pierwsza wyprawa po zimie. Niedaleko za domem przekroczyliśmy jezdnię i po dojściu do łąki, szliśmy jej skrajem, wzdłuż gdyńskiej rzeczki o nazwie „Kacza”, która w niczym nie przypominała wąskiej stróżki do jakiej byliśmy przyzwyczajeni latem - była to rwąca rzeka, tu i ówdzie występująca z brzegów. Dobrze, że śnieg topniał powoli, bo by zalało okoliczne pola. Rzeka doprowadziła nas do lasu. Zeszliśmy w dół, a tam ... oniemieliśmy! Nad doliną unosiła się gęsta mgła zlewająca się z szarawym śniegiem. Nad tym górowały nagie gałęzie dębów i buków. Nie słyszeliśmy żadnego ptaka - jak to zwykle w lesie bywa - tylko szum rzeki przeobrażonej w żywioł. Było ciepło (+12°C) i śnieg topniał parując i tworząc dramatyczny nastrój jak z horroru. Weszliśmy w sam środek tego „mleka” i zewsząd otaczały nas opary. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Zwykle, jak spotykaliśmy mgłę, to było zielono lub ewentualnie brązowo (gdy opadała nad świeżo zaoranym polem). A tutaj - wszystko w black&white. Surowe i ponure. Z początku żałowałam, że nie wzięłam aparatu, ale później stwierdziłam, że dobrze zrobiłam, bo parę razy o mały włos nie „wywinęłam orła”- rozmoczony śnieg jest bardzo śliski.
Taki tajemniczy krajobraz pewnie nie powtórzy się już w tym roku, a i w przyszłym roku trzeba by po prostu trafić na odpowiedni moment „pogodowy”, aby doświadczyć tych widoków, toteż uznaliśmy wycieczkę za udaną:) Nie sądziliśmy, że parę metrów od domu może być coś takiego.
A po przyjściu zjedliśmy pyszny gulasz segedyński, rodem z Węgier - z miasta Segedyn słynącego z uprawy papryki. Weszliśmy bezpośrednio w totalnie inne widoki - zielone pola z błękitnym niebem nad nimi (Segedyn jest dużo bardziej słoneczny w porównaniu z innymi węgierskimi miastami*). Pewnie jest już tam całkiem zielono i zaczyna rosnąć papryka ...

Gulasz segedyński
źródło - CK Kuchnia, Robert Makłowicz ( z moimi zmianami)

70 dkg łopatki wieprzowej
2 średnie cebule
1,5 łyżki smalcu
1 szkl bulionu
1 ząbek czosnku
1 łyżka mielonego kminku
1,5 łyżki słodkiej papryki
szczypta papryki ostrej
sól
40 dkg kapusty kiszonej
100-150 ml śmietany

Cebule pokroić w półplasterki i podsmażyć na smalcu (najlepiej użyć patelnię z przykrywką). Mięso pokroić w kostkę, czosnek przepuścić przez praskę, dodać do cebuli i razem smażyć do zrumienienia się mięsa. Dodać bulion i przyprawy. Dusić pod przykryciem około 40 min. Dodać kapustę kiszoną (razem z sokiem) i dusić do miękkości kapusty około 15 min. Na koniec dodać śmietanę i wymieszać. Już nie gotować.

* Informacje o mieście, z którego pochodzi ten gulasz zostały zaczerpnięte z Wikipedii

niedziela, 14 marca 2010

Marraquetas



Od kiedy Margot upiekła te piękne bułeczki, chodziły za mną tak długo, aż je też upiekłam. I chociaż zanikły mi nacięcia, smak bułeczek pozostał rewelacyjny! Dzięki zakwasowi pszennemu te bułki mają bardzo fajny miąższ i nie starzeją się tak szybko, jak te pieczone tylko na drożdżach. Jeszcze nie raz je zrobię. Spróbuję tez podwoić proporcje i upiec dwie długie bagietki.
Margot, dziękuję za wyszukanie u Zorry takich pyszności!


Marraquetas
skopiowany od Margot
wychodzą 4 bułki

60 g aktywnego zakwasu pszennego
300 g mąki pszennej
180 g wody
6 g świeżych drożdży
6 g soli

Drożdże rozpuścić w 50 g wody, dodać resztę wody i wlać do zakwasu , rozmieszać. Dodać wszystkie składniki z wyjątkiem soli i wyrabiać robotem ( ja ręcznym hakami w kształcie S) na niskiej prędkości do 4 minut. Dodać sól i wyrabiać 6 minut na wyższej prędkości, aż do uzyskania miękkiego ciasta. Nakryć miskę z ciastem i zostawić do rośnięcia na 60-70 minut, po 30 minutach ciasto raz złożyć . w tym czasie ciasto powinno podwoić objętość
Podzielić ciasto na 8 równych częściach -około 70 gramów każda. Ukształtować z każdej okrągłą bułeczkę i układać po dwie –tak żeby się stykały brzegami, miedzy fałdkami ściereczki, zostawić do wyrośnięcia na 20 minut- ja ściereczką wyłożyłam dużą blachę do pieczenia i po położeniu bułeczek cała blachę z bułeczkami schowałam do wielkiej torebki foliowej ,żeby mi bułeczki nie wyschły
Bułeczki posmarować odrobiną oleju po wierzchu i prętem bambusowym przez środek bułeczek (przez dwie za każdym razem) zrobić przedziałek –ja robiłam grubym drutem do robótek ręcznych.
Bułeczki z powrotem ułożyć między fałdami ściereczki, przedziałkiem do spodu, zostawić do wyrośnięcia na 1 godzinę –ja znowu schowałam blachę z bułeczkami do torby foliowej
Rozgrzać piekarnik do 200°C (w przepisie jest 180° z termoobiegiem) i piec odwrócone bułeczki na drugą stronę (przedziałkiem do góry) 25-30minut.
Ostudzić na kratce

piątek, 12 marca 2010

Pudełko ze skarbami



Chociaż nie jestem osobą panicznie bojącą się zdarzeń losowych takich jak pożar czy powódź, to czasami nachodzą mnie myśli co by było gdyby...
Odganiam je, by nie martwić się na zapas, ale one powracają i zmuszają do zastanowienia. Co zrobię, gdy stracę ... swoje pudełko ze skarbami? W pożarze, włamaniu lub w innych złych okolicznościach. Różowe pudełko po butach, leżące na półce z książkami, w którym chowam skrawki wspomnień. To pudełko jest mi drogie niemal jak rodzina - bo to zapis najważniejszych chwil mojego życia. Są tam między innymi sekretne listy, metka od pierwszych jeansów z Pewexu, wąs kota, mini tomik wierszy Tuwima, pierwszy mleczak Krzysia, stos laurek i zeszyt z przepisami. Ten pierwszy, który zaczęłam pisać we wczesnych latach podstawówki i do którego wciąż jeszcze coś dopisuję.
Pomyślałam, że na wszelki wypadek, żebym miała kopię cennych, przepisów zdobytych od mamy, cioć i mam koleżanek, u siebie na blogu będę co jakiś czas wpisywać jakąś recepturę. Dzisiaj - pyszna, puszysta babka marmurkowa. Zrobiłam ją w zeszłą sobotę i, jak zwykle, znikła sama nie wiem kiedy :).




W moim pudełku ze skarbami jest też pamiętnik, do którego wpisywały się koleżanki (i koledzy!). Właśnie przed chwilą przeczytałam synkowi na dobranoc cały swój pamiętnik. Wierszyki typu ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz i zagięte rogi kartki (sekrety) kto tu zagląda ten tak wygląda :)
Ach, co to za wspaniałe wspomnienia! Nie raz zakręciła mi się łezka w oku. Krzysiowi tak się pamiętnik spodobał, że jutro lecę kupić dla niego! Ale czy teraz dzieci mają pamiętniki?



Babka marmurkowa

20 dkg cukru
20 dkg miękkiego masła
6 jajek (osobno żółtka i ubite białka)
cukier waniliowy (daję 1 łyżeczkę esencji waniliowej)
20 dkg mąki krupczatki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki ciemnego kakao w proszku

Piekarnik nagrzać do 175°C.
Utrzeć żółtka z cukrem na puszystą masę, dodawać po kawałku masło i ucierać aż masa będzie gładka. Dodawać po jednym żółtku i ucierać aż każde dobrze się wmiesza. Dodać wanilię. Mąkę z proszkiem do pieczenia partiami wsypywać do masy i ucierać na najmniejszych obrotach miksera tylko do połączenia się składników. Na koniec wmieszać łyżką ubite białka. Formę z kominkiem lub keksówkę wysmarować masłem i wysypać mąką. 2/3 ciasta wlać do formy, a do reszty pozostałej w misce dodać kakao i wymieszać łyżką. Ciemne ciasto wyłożyć na jasne i lekko wymieszać patyczkiem do szaszłyków lub widelcem. Piec 45 - 50 min.

wtorek, 9 marca 2010

Domowy fast food






Szybki obiad zjedzony w przerwie pomiędzy lekcjami a zajęciami dodatkowymi. Fast food, ale domowy. Przygotowany i zjedzony w domu. Szybko, lecz na siedząco, z czystymi rękami i bez kurtki na grzbiecie. Kawałki kurczaka obtoczone w płatkach kukurydzianych przyjemnie chrupią i mają delikatny smak przyprawy curry. Ładnie się rumienią dzięki dodatkowi papryki. Tak przygotowana pierś z kurczaka sprawia, że moje dziecko skacze z radości pod sam sufit jak tylko się dowie co dziś na obiad:)
Polecam!



Domowe nuggetsy
źródło: Nigella gryzie

40 dkg piersi z kurczaka
10 dkg płatków kukurydzianych (daję trochę mniej)
1 jajko
sok z cytryny
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka łagodnego curry w proszku
słodka papryka (daję pół łyżeczki)
sól

Frytkownica lub patelnia z głębokim olejem do smażenia

Mięso pokroić na małe kawałki, skropić sokiem z cytryny i wymieszać z sosem sojowym. Nakryć folią i wstawić do lodówki na 30 min.
Płatki kukurydziane wrzucić do dużej torebki foliowej (używam takiej na mrożonki) i rozgnieść (np. wałkiem). Dosypać do nich proszek curry. Wymieszać w torebce płatki z curry.
Jajko rozbełtać w miseczce z papryką.
Cząstki piersi z kurczaka posolić i obtoczyć w jajku. Pokryte jajkiem kawałki przełożyć do woreczka z płatkami i obtoczyć w płatkach.
Olej dobrze rozgrzać.
Kawałki kurczaka pokryte płatkami wkładać na rozgrzany olej i smażyć kilka minut.
Przełożyć na ręcznik papierowy do odsączenia.
Podawać z surówką i chrupiącą pszenną bułeczką.

niedziela, 7 marca 2010

Początek marca i nowa energia:)




Początek marca to czas kiedy wysiewam nasiona warzyw i ziół do mini ogródka na balkonie. I choć za oknem aura wciąż jest zimowa, kiełkujące rośliny to dla mnie bardzo optymistyczny i budujący widok. W piątek w skrzynce na listy znalazłam kolejne zamówione nasiona. W spiżarni na podłodze piętrzą się trzy worki ziemi. Wszystko powoli budzi się z zimowego snu. Obudziłam również moje adidasy, kijki i rozpoczęłam sezon nordic walking. Jak na razie, na grzbiecie miałam w dalszym ciągu zimową kurtkę, ale teraz to już naprawdę niedługo i będzie wiosna.
A po godzinnym marszu zjadłam kromkę chleba z ...

Pasta ze szprotek i zielonego groszku

200 g wędzonych szprotek
2 jajka ugotowane na twardo
3 łyżki majonezu
4 łyżki mrożonego, ugotowanego groszku
1 kopiasta łyżka startego łagodnego żółtego sera
sól i słodka papryka do smaku


Usunąć głowy i ogony ze szprotek. Tak przygotowane szprotki wrzucić do pojemnika blendera, dodać jajka pokrojone na mniejsze części i majonez. Rozdrobnić na gładką masę. Do masy dodać ser, groszek i przyprawy i wymieszać łyżką.

piątek, 5 marca 2010

Ciasteczka owsiane z wisienką




Ten przepis ma tyle lat co ja albo jeszcze więcej. Gdy słyszę od moich domowników, że mają ochotę na ciasteczka owsiane, to najchętniej sięgam po ten przepis. Piekę je bardzo często. Wspaniale nadają się nie tylko na podwieczorek, ale i na śniadanie.
Tym razem role się odmieniły i głównym cukiernikiem był mój syn, który doskonale sobie z nimi poradził. Przepis jest zupełnie bezproblemowy - w sam raz do kuchennych wprawek.
Najwygodniej jest wyrobić mikserem masło z cukrem, z wanilią i z jajkami, a później dodać mąkę i wymieszać łyżką. Tak właśnie te ciasteczka przygotowujemy my. Później tylko trzeba wsypać płatki owsiane do miseczki i obtaczać w nich kulki z ciasta. I obowiązkowo - wisienka!
Podwieczorek z takimi ciasteczkami, szczególnie gdy przygotowany dla kolegów lubiących Lego Bionicle, nie może się nie udać:)





Ciasteczka owsiane z wisienką
około 36 szt

20 dkg masła
16 dkg cukru
1 łyżeczka esencji waniliowej
2 jajka
28 dkg mąki
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
kilka łyżek płatków owsianych
wiśnie mrożone lub świeże bez pestek


Piekarnik nastawić na 175°C.
Masło, cukier, wanilię i jajka zmiksować. Dodać mąkę z proszkiem i wymieszać łyżką do połączenia się składników. Do niedużej miseczki wsypać płatki owsiane. Rękami formować kulki z ciasta wielkości mniej więcej orzecha włoskiego i obtaczać w płatkach owsianych. Lekko spłaszczyć i na środek położyć wisienkę. Zamrożonych wiśni nie rozmrażać.
Ciasteczka kłaść na blasze do pieczenia w odstępach. Piec 17-20 min. Nawet jeśli się posklejają, to po upieczeniu, gdy są jeszcze gorące, bardzo łatwo jest je poprzecinać nożem. Zdjąć z blachy i studzić na kratce.

środa, 3 marca 2010

Chleb na cały tydzień



Dzisiejsza propozycja jest dla wszystkich tych, którzy nie mają czasu na pieczenie chleba, a bardzo by chcieli. Jest to przepis na dużą ilość chleba, którą się piecze za jednym razem. Z podanych proporcji wychodzą 3 bochenki. Dwa duże i jeden mniejszy. Piekę je w keksówkach i posypuję różnymi ziarnami. Czasem makiem, czasem słonecznikiem czy płatkami owsianymi. Trzymając się podanej ilości mąki (1100 g) i płynów (około820 g) ten chleb daje nam dużo możliwości. Ja dodaję dwa lub trzy rodzaje mąki w różnych proporcjach - tutaj piekłam bardzo podobny chleb z dodatkiem mąki kukurydzianej. Zamieniam też część wody na mleko lub maślankę. Chleb za każdym razem inaczej smakuje i jest naprawdę bardzo wygodny. Mimo, że jest na zakwasie, dla zaoszczędzenia czasu dodaję też drożdże. Gotowe, wyrośnięte ciasto przekładam do trzech keksówek, które piekę jednocześnie. Tu z kolei oprócz czasu oszczędzam też prąd (u części z Was będzie to gaz), ponieważ piekarnik piecze trzy razy krócej. Gotowe chleby zostawiam na kratce do ostygnięcia, a później oba duże bochenki zamrażam. Mały bochenek zostawiam do bezpośredniego zużycia. W zależności od jadłospisu jaki akurat przewiduję, taka ilość pieczywa starcza nam prawie na cały tydzień. Szczególnie teraz, zimą, kiedy w czasie przerwy w pracy jemy zupy, a nie kanapki.
Przepis dzisiejszy zawiera mąki, które użyłam w ostatnim pieczeniu. Lecz dowolnie można je zmieniać, aby tylko zachować właściwą ich wagę.
Aby upiec ten chleb, potrzebna jest naprawdę duża miska:)



Chleb pszenno-żytni na zakwasie
2 długie keksówki, 1 krótka keksówka

400 g zakwasu żytniego 100% hydracji
200 g mąki żytniej razowej
480 g mąki pszennej typ 650
560 g letniej wody

800 g mąki pszennej typ 650
3 łyżki mąki ziemniaczanej (opcjonalnie)
30 g świeżych drożdży
400-500 g letniej wody
4 łyżeczki soli

Zakwas, mąki i wodę wymieszać w misce rózgą . Przykryć folią i odstawić na 12 godz. w temp. pokojowej. Najlepiej na noc.
Następnego dnia rano dodać mąkę pszenną, ewentualnie mąkę ziemniaczaną, pokruszone drożdże, wodę i zmiksować, aż wszystkie składniki się połączą. Posolić ciasto i znów zmiksować, aby otrzymać dobrze wymieszane ciasto. Nie będzie to kula, ale będzie się odrywać od ścianek miski.
Miskę przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce, aby ciasto wyrosło na około 1,5 godz. Wyrośnięte ciasto przełożyć do dwóch długich keksówek i jednej krótkiej, które należy wysmarować olejem i zostawić na 30-40 min.
Piekarnik nagrzać do 220°C. Do nagrzanego piekarnika włożyć wszystkie keksówki na raz, ścianki piekarnika oraz chleby spryskać wodą w sprayu. Piec 30 min, a później zmniejszyć temp. do 200°C i piec jeszcze 15-20min.