niedziela, 28 lutego 2010

Dla odmiany - haft krzyżykowy :)




Wyszywanie i wszelkiego rodzaju dzierganie lubię prawie na równi z gotowaniem. Choć teraz, z braku czasu rzadko udaje mi się usiąść z robótką w ręku, staram się wykrzesać choć odrobinę czasu na swoje hobby. Tak więc, bez zbędnych słów, w ramach małej przerwy od gotowania pokażę Wam co w ostatnich latach udało mi się wyprodukować haftując krzyżykami.
Dwa pierwsze obrazy są spore i wiszą u mnie w domu na ścianie. Kobieta z książką, to obraz o wymiarach 60 x 70 cm, a róże mają 107 x 52 cm.
Reszta, te małe obrazki nie doczekały się jeszcze ramki. Dzbanuszki i filiżanki docelowo mają wisieć w kuchni nad stołem:)











sobota, 27 lutego 2010

Klasyka - apple pie




Gdy zastanawiałam się co upiec na ostatni weekend ferii, dotarło do mnie, że w tym sezonie jabłkowym upiekłam rekordowo mało ciast z jabłkami. Jedno czy dwa - i to wszystko. W poprzednich latach ciast z jabłkami produkowałam wręcz za dużo. A teraz - jabłkowa posucha:)
W ramach choć częściowego nadrobienia i wyrównania moich jabłkowych statystyk postawiłam na apple pie. Ten klasyczny amerykański deser to debiut w moim wykonaniu. Wybrałam przepis z książki Pie napisanej przez Kena Haedricha. Jako, że był to debiut, nic w przepisie nie zmieniałam tym bardziej, że w książce nie było zdjęcia, a ja chciałam poczuć autentyczny smak klasyki. Apple pie wyszedł taki jak sobie wyobrażałam i jaki widuje się na amerykańskich filmach.
Ciasto, jak pękata beczka, napchane po brzegi jabłkami duszonymi w maśle, pieczone w okrągłej ceramicznej formie z falbanką. Dzięki temu kształtowi, pie różni się od szarlotki na ciepło z lodami - tak popularnej w naszych kawiarniach (z resztą często bardzo dobrej w smaku), która najczęściej jest w kształcie kwadratów.
Apple pie zrobił na nas bardzo dobre wrażenie, ciasto było po prostu pyszne! Najlepiej smakowało lekko ciepłe z gałką lodów waniliowych. Powtórzę je nie raz!
Z książką Pie dopiero się poznaję, ale już jest naszpikowana zakładkami - na razie w kolejce czekają orzechy, a później letnie owoce - już ja będę wiedziała co z nimi zrobić !:)



Klasyczny apple pie
okrągła forma 23 cm

Ciasto
3 szkl mąki
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
113 g zimnego masła pokrojonego na małe kawałki
113 g margaryny pokrojonej na małe kawałki
0,5 szkl lodowatej wody


Nadzienie
6-7 szt średniej wielkości jabłek
2 łyżki masła
0,5 szkl cukru (lub trochę mniej jak jabłka są bardzo słodkie)
1 łyżka mąki kukurydzianej
2 łyżeczki świeżego soku z cytryny
0,5 szkl rodzynek
0,25 łyżeczki cynamonu

Ciasto
Pierwszą czynnością jest nalanie do szklanki zimnej wody i włożenie jej do zamrażarki, aby dobrze się schłodziła podczas gdy będziemy przygotowywać składniki ciasta, formę itp.
Oba rodzaje tłuszczu przesiekać z mąką, cukrem i solą. Wyjąć wodę z zamrażarki i zagniatając ciasto stopniowo wlewać wodę. Zagniecione ciasto dzielimy na dwie części - jedna trochę większa niż druga. Obie części spłaszczamy do grubości około 2 cm i w osobnych woreczkach wkładamy do lodówki na co najmniej 1 godz. lub na noc.

Nadzienie
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na ćwiartki a następnie na grube plasterki. W garnku rozpuścić masło i poddusić jabłka przez około 3 minuty często mieszając. Z pół szklanki cukru odsypać 2 łyżki. Resztę wsypać do jabłek. Dusić kolejne 2-3 minuty na małym ogniu. Do odsypanego cukru wsypać mąkę kukurydzianą, wymieszać i wsypać do jabłek, Wymieszać i gotować 1 min. Zdjąć z palnika, wlać sok z cytryny, cynamon, wymieszać i odstawić do wystudzenia.

***
Piekarnik nagrzać do 200°C. Formę wysmarować masłem. Większą część ciasta rozwałkować na grubość 3-4 mm i wyłożyć nim formę tak, aby brzegi wystawały około 1 cm ponad krawędź foremki. Nałożyć wystudzone jabłka, wyrównać łyżką. Drugą część ciasta wyjąć z lodówki i też rozwałkować. Przyciąć ciasto na kształt okręgu pasującego wymiarem do formy. Krążek ciasta położyć na jabłkach, wystające brzegi zwilżyć wodą i obie części ciasta skleić ze sobą. Brzeg wykończyć falbaną „pierogową” - wzorcową falbankę można zobaczyć u Asiejki :). Można też skleić brzegi pomagając sobie widelcem.
W środku ciasta wyciąć otwór wentylacyjny i zrobić nożem kilka nacięć.
Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec 45 min.
Studzić na kratce. Jeść lekko ciepły. Doskonale smakuje w towarzystwie lodów waniliowych lub bitej śmietany.

czwartek, 25 lutego 2010

Chleb żytni z rodzynkami




Parę dni temu, gdy zaglądałam do Tili, zastał mnie tam opis porannego śniadania. Opisy śniadań zawsze mnie pozytywnie nastrajają i odpędzają przygnębiające myśli, których od pewnego czasu byłam pełna. Na szczęście wychodzę powoli z dołka i nie muszę udawać, ze wszystko jest w porządku, bo naprawdę jest:)
Nie wiem, czy to było odczuwalne dla postronnych, ale rozważałam poważnie zakończenia działalności blogowej. Uff!!!
Ale wracając do tematu:
Postanowiłam od razu wypróbować jeden z dwóch chlebów, który przed upieczeniem można na noc włożyć do lodówki. Metoda „lodówkowa”, to jedna z najwygodniejszych dla mnie metod przygotowania pieczywa.
Wstaję rano, wyciągam chleb z lodówki i wkładam do piekarnika.
Wykonałam go jak w przepisie, tylko zamiast melasy dałam miód, a rodzynki namoczyłam w soku jabłkowym, dzięki czemu dodały jeszcze więcej słodyczy temu pysznemu chlebkowi. Chleb kiedyś gościł w Weekendowej Piekarni (co dodatkowo przekonało mnie do jego upieczenia), za sprawą Chlebka.tv.


Chleb żytni z rodzynkami
mała keksówka

Zaczyn:
50 g zakwasu żytniego
60 g mąki żytniej (typ 2000)
120 g wody

Ciasto właściwe:
zaczyn jw
190 g mąki żytniej chlebowej
80 g wody
15 g melasy
1 łyżka cukru muscavado
1 łyżeczka soli
1/2 szklanka rodzynek namoczonych przez 4 godz. w soku jabłkowym i odsączonych

Składniki zaczynu wymieszać i odstawić na 12 godzin. Po tym czasie dodać pozostałe składniki i zagnieść lepkie i luźne ciasto. Przełożyć do keksówki wysmarowanej olejem. Przykryć naoliwioną folią i odstawić na 2-5 godzin do wyrastania (musi prawie podwoić objętość, tak o 90%) lub na 18 godzin do lodówki. Piec w piekarniku nagrzanym do 230°C przez 10 minut, potem zmniejszyć do 200°C i dopiekać ok. 50 minut (z czego ostatnie 10 minut bez foremki). Wystudzić zawinięty w ściereczkę.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Sama w domu




Od dziecka lubiłam zostawać sama w domu. Zdarzało się to bardzo rzadko i zawsze czekałam podekscytowana kiedy usłyszę -zamknij za nami drzwi. Głowa buzowała od pomysłów. Miewałam najróżniejsze, ale dwa z nich były stale w czołówce „rankingu”: zrobię sobie coś odlotowego do jedzenia i uzupełnię pamiętnik. Na spokojnie. Bez pośpiechu i obaw, że w połowie zdania ktoś wejdzie i nie dokończę myśli. Zawsze gdy przerywałam opisywanie jakiegoś ważnego przeżycia i wracałam do niego za jakiś czas, to już nie było to. Kreślenie, zamazywanie, bo już były inne emocje i inne spojrzenie na sprawę.
Dziś już nie piszę pamiętnika. Z biegiem lat wygasła we mnie ta potrzeba, lecz w dalszym ciągu lubię sama zostawać w domu. A teraz, w dorosłym życiu, zdarza mi się to chyba jeszcze rzadziej. Naprawdę są to nieliczne momenty. Urastają one do rangi chwil magicznych, które planuję z radością - każdą minutę spędzoną w bezcennej samotności. Chociaż bardzo kocham swoich Najbliższych, to cieszę się jak małe dziecko kiedy mam okazję pobyć sama ze sobą. Plany dotyczące drogocennych chwil sięgają zenitu -

zrobię sobie coś extra do jedzenia, najlepiej ze stu składników
obejrzę „Bezsenność w Seattle” . Obiorę jabłko ze skórki tak, żeby została w jednym kawałku
podrutuję, a może powyszywam?
zrobię sobie domowe spa


To plany. A rzeczywistość? Ostatnio było tak:
Kanapa, książka i prościutkie kotleciki. Ziemniaki, twaróg i kilka szprotek. I dobrze mi było!



Kotleciki ziemniaczano-twarogowe ze szprotkami

180g ugotowanych i rozgniecionych ziemniaków
90 g twarogu
3 szprotki z puszki winter sprouts
1 łyżka kaszy manny
30 g mąki
1 małe jajko
1-2 łyżki natki pietruszki
sól, pieprz do smaku

Wszystkie składniki wymieszać dokładnie (łyżką, ręką lub widelcem). Formować dłońmi kotleciki i smażyć na rozgrzanym oleju.

sobota, 20 lutego 2010

Drożdżówka na Czekoladowy Weekend







Przedwczoraj nad moim miastem przelatywało ogromne stado gawronów. Skoro ptaki już zaczynają odlatywać do Skandynawii, to znaczy, że wiosna stoi tuż za rogiem:)
A co najbardziej nam umili czas oczekiwania jak nie coś słodkiego? A najlepiej z czekoladą?
Bea, organizująca Czekoladowy Weekend wspaniale trafiła z tym przedwiosennym terminem.
Długo zastanawiałam się co przygotować w tym roku, przeglądałam internet i książki w nieskończoność. Aż znalazłam, na stronie firmowej King Arthur Flour przepis na pięknie wyglądającą brioszkę z czekoladą, wiśniami i kakao. Zainspirowało mnie to do stworzenia własnej jej wersji. Tutaj jest dokładnie pokazane krok po kroku jak przygotować taką drożdżówkę. Oryginalny przepis znajduje się w linku do King Arthur Flour, a poniżej wersja zainspirowana recepturą.





Zawijana drożdżówka z czekoladą i kakao
okrągła tortownica ø 23 cm

500 g mąki typ 650
30 g świeżych drożdży
200 ml mleka
50 ml wody
40 dkg cukru
2 jajka
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki świeżo startej skórki z pomarańczy
70 g rozpuszczonego masła

100 g deserowej lub gorzkiej czekolady
2 łyżki kakao w proszku
1/3 szkl. cukru

1 jajko do posmarowania ciasta

Drożdże rozpuścić w letnim mleku z wodą. Dodać cukier, mąkę, dokładnie wymieszać i zostawić w ciepłym miejscu do czasu, aż płyn się wzburzy.
Pozostałą mąkę wsypać do miski, posolić i wymieszać. Dodać wyrośnięte drożdże i jajka. Wyrobić mikserem, aż ciasto będzie gładkie i zacznie tworzyć kulę. Dodać letnie masło. Miksować tak długo, aż ciasto wchłonie całe masło. Teraz wsypać pokrojoną na małe kawałki czekoladę i skórkę z pomarańczy i krótko wymieszać mikserem, lub ręką.
Miskę z ciastem przykryć folią i zostawić do wyrośnięcia na około 40 min.
W tym czasie przygotować foremkę, której dno wyłożyć papierem do pieczenia.
Wyrośnięte ciasto wyjąć na oprószony mąką blat i uformować wałek długości 50 cm. Rozwałkować go na kształt mniej więcej prostokąta o wymiarach około 50 x 20 cm.
Kakao z cukrem zmieszać w kubeczku i posypać ciasto, dość grubo, zostawiając spore marginesy od wszystkich brzegów. Brzegi zwilżyć wodą i ciasto zwinąć w roladę. Szczelnie skleić. Roladę zwinąć „w ślimaka” i przełożyć do formy zlepieniem w dół. Oba końce wsunąć pod spód.
Foremkę z ciastem przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 20 - 30 min. W tym czasie nagrzać piekarnik do 220°C. Wyrośnięte ciasto posmarować rozbełtanym jajkiem i włożyć do nagrzanego piekarnika na 25-30 min.
Wystudzić na kratce i posypać cukrem pudrem.
Najlepiej smakuje taki kawałek drożdżówki, gdy go posmarujemy masłem.

środa, 17 lutego 2010

Książka na spóźnione Walentynki

Herbata parzona w dzbanku przykrytym wełnianym, szydełkowym kubraczkiem stoi na stoliku nocnym. Kawałek babki mokrej od słonych łez.
Nikt mnie nie opuścił, ani nie przestał kochać. Ja czytam książkę.



Mężczyzna ze starym, zużytym pamiętnikiem na kolanach. Kobieta doświadczająca porannych rytuałów, których nie rozumie - do czasu, kiedy on zaczyna czytać. Powoli przypomina sobie czasy młodości, pierwsze spotkanie, rozstanie...

Książkę Nicholasa Sparksa Pamiętnik (ang. tytuł The Notebook) czytałam już parę razy i za każdym razem wzrusza mnie tak samo. Wciąż wracam do niektórych scen. Co tu dużo mówić -jest to powieść o potędze miłości. O tym jak dużo się dało i po stokroć więcej otrzymało. Jak dla mnie - najpiękniejsza książka o miłości jaką czytałam. Nie jest to romansidło, a romantyczna, czuła książka. Polecam ją wszystkim:)
Książka w dużej części opowiada o autentycznym życiu i miłości dziadków żony autora, którzy przeżyli razem ponad 60 lat.
Ze strony internetowej autora dowiedziałam się trochę więcej o kulisach jej powstania:
Żona autora była bardzo dumna ze swoich dziadków, była bardzo z nimi związana i podczas, gdy dziadkowie koleżanek dawno już odeszli, jej dziadkowie dotrwali do dnia jej ślubu. Jednak z powodu złego stanu zdrowia nie mogli dotrzeć na ceremonię, choć nie mieli daleko.
Następnego dnia, świeżo upieczona żona wpadła na pomysł, aby oboje wdziali ślubne stroje, zapakowali kawałek tortu weselnego i pojechali odwiedzić dziadków, by cieszyć się z nimi swym szczęściem.
Nicholas opowiada, że z tego spotkania najbardziej zapamiętał sposób w jaki On patrzył na Nią, jak Ją traktował, jaki miał błysk w oku gdy na Nią patrzył i jak Jej podawał herbatę. Nicholas pomyślał wtedy: jaki wspaniały prezent dostaliśmy od nich. Pokazali nam w pierwszym dniu małżeństwa, że prawdziwa miłość może trwać wiecznie.

Nicholas Sparks pisze takie właśnie książki. O ważnych uczuciach. Czytam wszystkie. To styl i tematy, w których dobrze się czuję. Chciałabym je również przeczytać je w oryginale, po angielsku i porównać, czy emocje, które mną targają są takie same jak w czasie czytania po polsku.
Książka na zimę, pasuje do kominka i ciepłego koca. Walentynki, czy nie Walentynki - pasuje zawsze.

wtorek, 16 lutego 2010

Ten ostatni słoik





Otworzyłam ostatni słoik dżemu z letnich owoców. Czasem potrzebuję męskiej ręki do pomocy, ale tym razem udało mi się pokonać zassaną pokrywkę. Już po dżemie. Zapasy przetworów w spiżarni kurczą się niesamowicie, za to przybywa pustych słoików.
Teraz już tylko chwila i będzie wiosna.
Zaczęłam się przygotowywać na jej nadejście.

wymieniłam wierzchnią warstwę ziemi mojemu fikusowi
przesadziłam hibiskusy do większych doniczek
reszta roślin doniczkowych została poddana zabiegom kosmetycznym:)
posiałam nasiona aksamitek
zebrałam pierwsze plony rzeżuchy

Czekam aż będę mogła otworzyć balkon i okna na dłużej niż na chwilę.
Ostatni słoik dżemu został zjedzony z bułeczkami.






Bułeczki śniadaniowe
12 szt
źródło: stara kolekcja przepisów wysyłkowych

50 g drożdży
1 łyżka cukru
250 ml wody (dałam 270)
500 g mąki typ 650
1 łyżeczka soli
4 łyżki oleju

W kubeczku rozetrzeć drożdże z cukrem aż się zrobią płynne.
Do dużej miski wsypać mąkę, dodać olej i wodę (ja potrzebowałam trochę więcej wody - dodatkową porcję wlałam w trakcie miksowania) i rozpuszczone drożdże. Posolić. Ciasto miksować na średnich obrotach aż zacznie odchodzić od brzegów naczynia i utworzy gładką kulę. Ciasto oprószyć mąką, przykryć folią i włożyć na noc do lodówki.
Rano wyjąc ciasto z lodówki, 1-2 min pozagniatać na blacie i podzielić na 12 części. Każdą część uformować w bułeczkę i położyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (np. blacha od kompletu z piekarnikiem). Zostawić na 20 min. W tym czasie nagrzać piekarnik do 225°C.
Bułeczki posmarować olejem, można posypać sezamem lub makiem, włożyć do gorącego piekarnika i piec około 15 min.

sobota, 13 lutego 2010

Naleśniki z ugotowanych ziemniaków




Za oknem szalała taka zamieć, że miałam wrażenie, że śnieg padał poziomo. Na szczęście już nigdzie nie musiałam wyjść. Aż do następnego dnia.
Moje dziecko zrobiło latawiec ozdobiony kolorową bibułą i frędzlami z włóczki - może wywoła tym wiosnę? A ja siedziałam w ciepłej kuchni popijając herbatę i pilnując gotującego się obiadu. Przede mną na stole leżały stosy przepisów na kartkach i karteczkach. Dokonywałam oględzin starych zbiorów. Wśród nich znalazłam przepis na naleśniki, ale trochę inne, bo z ugotowanych ziemniaków. Był on na odwrocie jednej z kartek z kalendarza. Naleśniki zrobiłam już następnego dnia.
Konsystencja surowego ciasta do złudzenia przypomina ciasto na babkę. Bardzo przyjemne w przygotowaniu. I w jedzeniu też:) Tak jak lubię!
Jako dodatek użyłam prostego sosu pomidorowego, ale pieczarkowy też by pasował.



Naleśniki z gotowanych ziemniaków z sosem pomidorowym
13 szt ø 15 cm

0,5 kg ziemniaków
15 dkg mąki
3-4 jajka (dałam 4)
1 szkl. mleka
szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz do smaku

Ziemniaki ugotować w mundurkach. Usunąć skórkę. Do blendera wrzucić ziemniaki, mleko i jajka i zmiksować na aksamitną masę. Dosypać mąkę, przyprawy i wymieszać łyżką.
Smażyć na odrobinie rozgrzanego oleju. Na jeden naleśnik przypadają 3 łyżki ciasta, które rozprowadzamy po patelni grzbietem łyżki do średnicy około 15 cm. Smażymy z obu stron.
Podajemy zwinięte w ruloniki polane sosem pomidorowym lub pieczarkowym.

Prosty sos pomidorowy

1 puszka (400 g) pomidorów bez skórki
1 spora cebula
1 ząbek czosnku
100 - 150 ml bulionu
0,5 łyżeczki startej skórki z pomarańczy
sól i szczypta cukru do smaku


Cebulę udusić w garnku na 2 łyżkach oliwy, dodać rozgniecione pomidory, a puszkę po nich wypłukać bulionem i też dolać do pomidorów. Dołożyć rozgnieciony ząbek czosnku, skórkę z pomarańczy, sól i cukier. Gotować bez przykrycia około 5 min, aż część płynu odparuje. Zmiksować.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Chleb z jabłkiem i nasionami




Zatęsniłam za brioszkami na jabłkowym zakwasie. Chodzą za mną i nie dadzą mi spokoju aż ich znów nie upiekę. Muszę się jednak duchowo nastawić na pieczenie czegoś takiego ;) Jednak zanim to zrobię, przedstawię Wam chleb z dodatkiem jabłek w zakwaszonym cieście. Nie wpłynęły one na smak pieczywa - nie czuć ich wcale, lecz dzięki nim chleb jest wilgotny i ma spore dziury, które lubię. Bazowałam na przepisie na chleb na zakwasie z mieszanych mąk, który piekłam na okrągło przez ostatnie dwa tygodnie. Dodałam do niego mieszankę różnych nasion, które mam zmieszane w słoju. Są tam: kilka rodzajów otrąb, siemię lniane, słonecznik, drobne płatki owsiane, pestki dyni i kminek. Gdzieniegdzie pałętają się też płatki kukurydziane, które, w dobrej wierze, dodał Krzyś, wzbogacając skład mieszanki.
Znów użyłam niewielkiej ilości mąki kukurydzianej, która niedawno powróciła do łask w mojej kuchni:) Tym razem chleb upiekłam w okrągłym naczyniu żaroodpornym.



Chleb na zakwasie z jabłkiem i nasionami

100 g aktywnego zakwasu żytniego
200 g mąki pszennej (650)
70 g startego jabłka bez skórki
60 g ciepłej wody

50 g mąki kukurydzianej
250 g mąki pszennej (650)
25 g świeżych drożdży
180 - 200 ml letniej wody
1 łyżeczka łagodnego miodu
1,5 łyżeczki soli
2 kopiaste łyżki dowolnych nasion

Jabłko zmiksować blenderem z wodą na papkę. Zakwas, mąkę i jabłko z wodą wymieszać w misce rózgą . Przykryć folią i odstawić na 12 godz. w temp. pokojowej.
Następnie dodajemy mąkę kukurydzianą, pszenną, pokruszone drożdże, wodę, miód i miksujemy, aż wszystkie składniki się połączą. Teraz dodajemy sól i ziarna i znów miksujemy, aby otrzymać dobrze wymieszane ciasto. Nie będzie to kula, ale będzie się odrywać od ścianek miski.
Miskę przykrywamy folią i odstawiamy w ciepłe miejsce, aby ciasto wyrosło. Trwa to od 1 godz. do 1,5 godz. Wyrośnięty chleb przekładamy do koszyka do wyrastania z dobrze omączoną ściereczką lub do długiej keksówki natłuszczonej i wysypanej otrębami na 30-40 min.
Piekarnik nagrzewamy do 220°C. Do nagrzanego piekarnika przekładamy chleb, ścianki piekarnika jak i sam chleb spryskujemy wodą w sprayu. Pieczemy 20 min, a później zmniejszamy temp. do 200°C i pieczemy jeszcze 15-20min.

niedziela, 7 lutego 2010

Lecą kartki z kalendarza





Niektóre zwyczaje nigdy się nie zmieniają. Kiedyś coś zrobiliśmy i tak już zostało. Powtarzamy to, czekamy na to i czujemy się jak w bezpiecznej przystani. Stałe zwyczaje. Powtarzalne, które nigdy nam się nie znudzą. Nie wyobrażamy sobie, aby mogło być inaczej. Wiemy, co czeka za rogiem i dobrze nam z tym.
Mam całą listę rzeczy i czynności, dzięki którym wiem, że wszystko jest na swoim miejscu, czasem dochodzą nowe, ale o dziwo nic z tej listy nie ubywa.
w tygodniu jemy w kuchni, a w weekend w jadalni
co trzy dni mielę kawę
czytam przed snem

Stałym elementem kojarzącym mi się z domem rodzinnym jest wiszący w kuchni kalendarz ścienny z wyrywanymi kartkami. Codziennie chudnie o jedną karteczkę. Pamiętam go od zawsze. Wiedzieliśmy jaki jest dzień tygodnia, czyje imieniny, kiedy wzejdzie i zajdzie słońce i księżyc. Co kilka dni pojawiała się czyjaś złota myśl

Dwojakiego rodzaju istnieje lenistwo,
z braku woli i z nadmiaru myśli.
K.W.Aleksandrowicz



A po drugiej stronie kartek - hulaj dusza! Porady jak czyścić srebro, zamsz, zwyczaje ludowe i przepisy! Mnóstwo przepisów!
Karteluszki z przepisami zbierało się i zbiera do dziś. Tak już się przyjęło i nikt nie chce tego zmieniać.
Kilkakrotnie pojawiał się przepis na murzynek, w różnych wersjach, z różnymi proporcjami składników. Wypróbowałam już niejeden przepis na to ciasto. Na czele rankingu murzynkowego są przepisy, z których wychodzą ciasta zwarte i wilgotne. Taka konsystencja, to dla mnie idealny murzynek. Wersja, do której najczęściej wracam jest taka:



Murzynek

1 kostka margaryny ( daję 200 g masła)
1,5 szkl cukru
3/4 szkl wody
4 łyżki kakao
2 szkl mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 jajka
0,5 łyżeczki olejku migdałowego

Piekarnik nastawić na 175°C.
Masło włożyć do garnka, wlać wodę i postawić na palniku. Wsypać cukier i kakao i doprowadzić do wrzenia mieszając, żeby powstała gładka masa. Po zagotowaniu odlać pół szklanki i odstawić. Masę w garnku zostawić do wystudzenia. Do letniej masy wbić żółtka, wlać olejek, wsypać mąkę z proszkiem i zmiksować na gładką masę. Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wmieszać łyżką do masy. Ciasto wyłożyć do formy wysmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką lub bułką tartą i piec około 50 min.
Wystudzone ciasto można przełożyć dżemem, powidłami lub bitą śmietaną.
Polewę, którą odlożyliśmy w szklance podgrzać, chwilę pogotować, aż trochę zgęstnieje i polać nią ciasto. Aby ciasto było jeszcze bardziej wilgotne, można przed polaniem ciasto ponakłówać widelcem, aby polewa trochę wsiąkła w ciasto.

środa, 3 lutego 2010

Wspomnienia przy bezach



Albumy ze zdjęciami trzymam na półkach z książkami. Stoją obok książek ogrodniczych. Albumy, to skrawki mojego życia - od urodzenia, poprzez przedszkole, wszystkie szkoły, wszystkie wakacje i mnóstwo zdjęć roślin i ogrodów.
Trochę dalej stoją dorosłe albumy. Wakacje we dwoje, spotkania to tu, to tam, nasz ślub, święta, urodziny, wakacje ... Ta część zdjęć, choć nam bliższa, jest mocno uszczuplona. Nie dlatego, że nie robimy zdjęć, lecz dlatego, że są one ponagrywane na płyty. Aparat cyfrowy, to wspaniały wynalazek, lecz dostrzegam w nim jedną wadę: ciągle brakuje mi czasu lub po prostu zapominam, że trzeba by z tych zatrzymanych chwil zrobić odbitki i uzupełnić albumy. A gdy nadejdzie odpowiedni moment, wyjąć album z pomiędzy książek ogrodniczych, pooglądać twarze, mury, przedmioty, pouśmiechać się do tych, których już nie ma, do wspomnień, do miłych chwil. Na zdjęciach uwieczniam tylko dobre chwile.
Nostalgia i ucieczka myślami do tego co było, ogarnia mnie zwykle zimą, a już najbardziej na przełomie stycznia i lutego, kiedy organizm tak bardzo jest spragniony światła i ciepła - tego zewnętrznego. Pokłady zgromadzonej we mnie letniej energii już się wyczerpały. Już nie dam rady gonić dalej siłą rozpędu. Nostalgia z braku słońca objawia się u mnie ucieczką we wspomnienia. Część energii czerpię właśnie z rozpamiętywania tego co było. Siedzę przy małej lampce, ciepło żarówki grzeje mi policzek. Oglądam albumy i jem bezy. Jedną za drugą. Niedowierzając, że po mnóstwie prób wreszcie wyszły tak, jak powinny! Do bez dodałam trochę cream of tartar, który kiedyś podarowała mi Margot.



Bezy klasyczne
2 duże blachy

4 biaka w temp. pokojowej
290 g zwykłego cukru
1/2 łyżeczki cream of tartar

Białka wlać do miski i zacząć miksować na średnich obrotach. Gdy się spienią, wsypać cream of tartar i dalej ubijać. Gdy będą już białe, ale jeszcze płynne, wsypywać cukier cienką stróżką nie przerywając miksowania. Po wsypaniu całego cukru miksować jeszcze 8 min. Piana musi być bardzo sztywna.
Piekarnik nastawić na 120°C. Pianę przełożyć do rękawa cukierniczego i wyciskać porcje trochę większe od orzecha włoskiego na blachy wyłożone papierem do pieczenia w odstępach około 3 cm.
Piec 60-70 min. Wyjąć z piekarnika, przełożyć na metalową kratkę i wystudzić.