piątek, 13 sierpnia 2010

A u nas dziś ryba ...




Czy ryba prosto od rybaka jest zarezerwowana tylko dla tych, którzy mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie portu? To, że mieszkam nad morzem, niestety nie oznacza, że jem ryby prosto od rybaka. Do portu, a w moim przypadku na plażę gdzie zawijają kutry, mam około pół godziny jazdy. Jako, że po ryby trzeba jechać raniutko, „podróż” nieodzownie związana jest z korkami, bo to poranne godziny szczytu. Gdybym pojechała później, byłoby już po wszystkim - rybacy łowią (przynajmniej w Orłowie) bardzo mało ryb. Nie starcza dla wszystkich chętnych. Marzą mi się czasy, kiedy to kurty będą przypływały do brzegu ze skrzyniami po brzegi wypełnionymi rybami i będę mogła wybierać i przebierać. A jak na razie - o ósmej rano na plaży w Orłowie stało kilku rybaków, każdy z nich miał białą skrzynkę, gdzie na dnie leżało trochę fląder. Przyznam, że pierwszy raz kupowałam ryby u rybaka i zrobiło mi się po prostu smutno. Za trzy duże flądry około kilograma zapłaciłam 5 złotych. Nie jestem dobra z matematyki, ale w myśli przeliczyłam sobie mniej więcej dzienny utarg. Rybak, z którym rozmawiałam mówił, że jesienią może będzie większy wybór, bo teraz jest okres ochronny np. na dorsze. Nie miałam odwagi zapytać, czy to jego jedyne źródło utrzymania...



Ale flądry, które kupiłam, były najlepsze na świecie! Takiej świeżej ryby nic nie przebije. Usmażona w panierce na masełku była doskonała.




P.S. W Dzienniku Polskim ukazał się artykuł o blogerkach kulinarnych, gdzie autorka między innymi wspomina o moim blogu. Chętnych zapraszam do lektury:)

9 komentarze:

Małgosia.dz pisze...

Kasiu, ale ładnie o Tobie i blogu napisano... :) Z tą nostalgią to prawda. :) Nostalgiczna Kasia...:)
Co do ryb prosto z kutra, to mnie trochę zaskoczyłaś z Orłowem... Nie miałam pojęcia, że tam cumują rybackie kutry...
Ja co prawda, nie mam tyle samozaparcia by bladym świtem jeździć po świeże ryby, ale od czasu do czasu korzystam z tego, że mój ojciec co jakiś czas robi takie świeże zakupy. :)
Nie da się ukryć, że rybka "prosto z wody" smakuje zupełnie inaczej, niż która trafia do sklepów...

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Kasiu! Bardzo się cieszę, że mogłam o Tobie przeczytać!
A co do ryb, to miałam to samo uczucie, kiedy dwa lata temu podczas wakacji kupowałam u rybaka świeżo złowione flądry - za siatkę ryb zapłaciłam właśnie niecałe 6 zł...
Przesyłam serdeczne pozdrowienia!

kass pisze...

Takie świeże są pyszne, będąc w Kątach Rybackich (tam kiedyś bywałam często latem) kupowaliśmy właśnie takie prosto z kutra, ale powiem Ci że było dość drogo, a ryby tylko mniejsze bo innych nie sprzedawali bo szły do smażalni...ale to było kiedyś, może teraz jest inaczej...
A flądry uwielbiam, pyszna ryba choć płaska:)))
Gratuluję wywiadu, u Ciebie jest pysznie i domowo, a to bardzo cenię w blogosferze...
Pozdrawiam słonecznie i życzę miłego weekendu!

Paula pisze...

Kasiu, gratulacje wywiadu! :) a rybka to coś co barrrdzo lubię :) i ta solniczka/pieprzniczka jest taka śliczna :)

aga-aa pisze...

rybki dawno nie jadłam, a z chęcią bym sobie taką jak Twoja skosztowała :)

kasiac pisze...

Małgosiu, dziękuję:) ja o Orłowie dowiedziałam się całkiem niedawno. Do tej pory wiedziałam tylko o Sopocie, ale to dla mnie za daleko tak rano jechać.

Aniu-Mario, cieszę się, że nie tylko ja miałam takie odczucia:)
Też Cię serdecznie pozdrawiam!

Kass, widać "polityka rybna" zmienia się z upływem lat...
I dziękuję Ci za tak miłe słowa:)

Paula, dziekuję za gratulacje:)
To na zdjęciu, to jest pieprzniczka, do kompletu jest jeszcze solniczka:)

Aga-aa, to zapraszam na świeżutką rybkę!!!

Ania vel Vespertine pisze...

KAsiu , gratuluję artykułu :)

A na rożki basine się zasadzam...

Nemi pisze...

Kasiu gratuluję:) Trafnie autorka oceniła atmosferę panującą na Twoim blogu: nostalgicznie i romantycznie;) Zgada się!!

A wracając do posta: i pomyśleć ile kasy z rybnym biorą za kilogram flądry!! Marża prawie 500%!!! Co za świat!!!!

majana pisze...

Pyszna rybka! Lubię smażone fląderki!:))
No i gratuluję Kasiu!:)