środa, 11 sierpnia 2010

Pieprzne grzanki ... bez pieprzu





Dzisiaj zainaugurowaliśmy przygotowania do Bożego Narodzenia;)
To taka nasza tradycja, że staramy się, aby do dań wigilijnych nie kupować grzybów. Sami je zbieramy. I właśnie rozpoczęliśmy sezon grzybobrania. Efektem ubocznym była dzisiejsza kolacja. Kurki, jako te nie pasujące smakiem do innych grzybów ( stąd tytuł posta, bo kurki są pieprzne w smaku) zostały zjedzone „na poczekaniu”. Udusiłam je na masełku z cebulką i rozłożyłam na grzankach. Mówię Wam - pycha!
Przepis jest najprostszy z możliwych. Aby poczuć prawdziwy smak kurek, liczbę składników dodatkowych ograniczyłam do minimum. Tutaj naprawdę mniej znaczy więcej:)



Duszone kurki z cebulką
3 -4 porcje

3 duże garście kurek (niestety nie ważyłam ich)
1 średnia cebula
1 łyżka masła
sól do smaku

Cebulę dość drobno pokroić. Kurki oczyścić z ziemi i pokroić na mniejsze części. W rondelku poddusić cebulę na maśle, gdy będzie już szklista dodać kurki i od razu posolić do smaku, aby grzyby puściły sok. Chwilę poddusić razem, zmniejszyć moc palnika, przykryć rondelek pokrywką i dusić jeszcze 7 - 10 minut mieszając od czasu do czasu. Gorące kurki rozłożyć na grzankach posmarowanych masłem.

8 komentarze:

Anonimowy pisze...

rewelacja , marzę o kurkach ale u nas od 2 sezonów nie było widać ani jednego gzrybka :(

kass pisze...

Kurki to poezja, a takie grzanki to juz tomik poezji:)))
Kasiu mieszkając pod lasem też bym biegała na grzyby tak często jak się da...uwielbiam zbierac i jeść, pycha!
Pozdrawiam!

Paula pisze...

idealny pomysł na pyszne śniadanie!

trzydziestolatka pisze...

piękne,aż szkoda zjeść.A ślinka leci..................:)

Jagienka pisze...

taki wspaniały pachnący chleb z kurkami musi cudownie smakować, kurki jadłam tylko raz ale były wspaniałe szkoda, że u nas w lesie nie rosną ;-(

olga spaceage pisze...

taka prostota jest najlepsza :)

margot pisze...

o tak kurki to poezja

kasiac pisze...

dziękuję Wszystkim za komentarze!!!
Widzę, że nie tylko ja lubię kurki:) Niestety kurki mają to do siebie, że nie wszędzie można je spotkać. U nas jest ich dużo, ale już 20 kilometrów dalej, jest ich jak na lekarstwo.
Pozdrawiam serdecznie :)