
Roztopy w mieście, to już przeszłość, śniegu prawie już nie widać. Jedynie tam, gdzie był składowany na wielkie sterty, widać teraz szaro-czarne kopce, które stopią się lada moment. Ale gdy tylko wejdziemy do lasu - śniegu jest jeszcze sporo. Wybraliśmy się wczoraj na niedzielny spacer. Choć siąpił deszcz, poszliśmy do lasu. To nasza pierwsza wyprawa po zimie. Niedaleko za domem przekroczyliśmy jezdnię i po dojściu do łąki, szliśmy jej skrajem, wzdłuż gdyńskiej rzeczki o nazwie „Kacza”, która w niczym nie przypominała wąskiej stróżki do jakiej byliśmy przyzwyczajeni latem - była to rwąca rzeka, tu i ówdzie występująca z brzegów. Dobrze, że śnieg topniał powoli, bo by zalało okoliczne pola. Rzeka doprowadziła nas do lasu. Zeszliśmy w dół, a tam ... oniemieliśmy! Nad doliną unosiła się gęsta mgła zlewająca się z szarawym śniegiem. Nad tym górowały nagie gałęzie dębów i buków. Nie słyszeliśmy żadnego ptaka - jak to zwykle w lesie bywa - tylko szum rzeki przeobrażonej w żywioł. Było ciepło (+12°C) i śnieg topniał parując i tworząc dramatyczny nastrój jak z horroru. Weszliśmy w sam środek tego „mleka” i zewsząd otaczały nas opary. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Zwykle, jak spotykaliśmy mgłę, to było zielono lub ewentualnie brązowo (gdy opadała nad świeżo zaoranym polem). A tutaj - wszystko w black&white. Surowe i ponure. Z początku żałowałam, że nie wzięłam aparatu, ale później stwierdziłam, że dobrze zrobiłam, bo parę razy o mały włos nie „wywinęłam orła”- rozmoczony śnieg jest bardzo śliski.
Taki tajemniczy krajobraz pewnie nie powtórzy się już w tym roku, a i w przyszłym roku trzeba by po prostu trafić na odpowiedni moment „pogodowy”, aby doświadczyć tych widoków, toteż uznaliśmy wycieczkę za udaną:) Nie sądziliśmy, że parę metrów od domu może być coś takiego.
A po przyjściu zjedliśmy pyszny gulasz segedyński, rodem z Węgier - z miasta Segedyn słynącego z uprawy papryki. Weszliśmy bezpośrednio w totalnie inne widoki - zielone pola z błękitnym niebem nad nimi (Segedyn jest dużo bardziej słoneczny w porównaniu z innymi węgierskimi miastami*). Pewnie jest już tam całkiem zielono i zaczyna rosnąć papryka ...
Gulasz segedyński
źródło - CK Kuchnia, Robert Makłowicz ( z moimi zmianami)
70 dkg łopatki wieprzowej
2 średnie cebule
1,5 łyżki smalcu
1 szkl bulionu
1 ząbek czosnku
1 łyżka mielonego kminku
1,5 łyżki słodkiej papryki
szczypta papryki ostrej
sól
40 dkg kapusty kiszonej
100-150 ml śmietany
Cebule pokroić w półplasterki i podsmażyć na smalcu (najlepiej użyć patelnię z przykrywką). Mięso pokroić w kostkę, czosnek przepuścić przez praskę, dodać do cebuli i razem smażyć do zrumienienia się mięsa. Dodać bulion i przyprawy. Dusić pod przykryciem około 40 min. Dodać kapustę kiszoną (razem z sokiem) i dusić do miękkości kapusty około 15 min. Na koniec dodać śmietanę i wymieszać. Już nie gotować.
* Informacje o mieście, z którego pochodzi ten gulasz zostały zaczerpnięte z Wikipedii





9 komentarze:
Kasiu, ale ostatnio za mną gulasz chodził! Może to przez roztopy, które razem rpzechodzimy w naszym trójmiescie? W każdym razie, zjadłabym sobie go, z chlebem maczanym w sosie. Taki jest najlepszy. Według mnie, rzecz jasna :)
U mnie też ten sam gulasz... Tylko ja sobie sama wymyśliłam przepis, przerabiając jakiś w necie i... wyszedł mi taki jak Twój ;)
Kasiu bardzo lubie takie klimaty, znaczy te z lasu:) czyli tajemnicze jak mokradła z angielskich kryminałów...u mnie często takie opary unoszą się nad Odrą.
A gulasz smakowity, u mnie wszyscy takie jadło lubią. Pozdrawiam.
u nas też już śniegu nie ma, choć pada i to mi się wcale nie podoba!
a gulasz brzmi smacznie, zwłaszcza z tym kminem :)
Hihi to już teraz wiem, czemu Anna wspomniała o gulaszu Twoim u siebie ;)
Ja go zrobię. U nas było ciepło, a dzisiaj wiosna odwróciła się plecami i okropnie zmarzłam :(
Domyslam sie, ze ten widok byl naprawde niesamowity! Tez czasami w takich sytuacjach zaluje, ze akurat nie mam aparatu ;)
A u nas juz wiosna 'na calego' i mam nadzieje, ze tak juz zostanie ;)
Pozdrawiam Kasiu!
Aniu, niby wiosna, a nam w głowach gulasze! Chleb maczany w sosie to i mój ulubiony dodatek do gulaszu:)
An-no, widziałam Twój gulasz. Pięknie go zaprezentowałaś z tym tymiankiem!
Kass, klimaty wprost nieziemskie, a my lubimy takie przygody:) I wszystkie gulasze świata! Pozdrawiam!
Aga, u nas też pada :( A gulasz polecam!
Polko, hihi, ale Annie wyszedł gulasz:))) Zrób go, naprawdę warto!
Cóż ... w marcu jak w garncu... Pozdrawiam Cię ciepło mimo aury:)
Beo, ja powinnam chyba chodzić z aparatem wszędzie, bo później żałuję, że nie wzięłam. Wszędzie, tak jak Mamusia Muminka z torebką:) Trzymam kciuki za Twoją wiosnę, aby się nie rozmyśliła:) Pozdrawiam Cię!
Fajny musiał to być widok!:))
Czułabym się jak w Harrym Potterze hyhy;))
A gulasz brzmi bardzo smakowicie:)
Pozdrówki!:)
Majanko, różdżka Harrego by się przydała, żeby nie było tak ślisko:) Pozdrawiam!
Prześlij komentarz