
Od dziecka lubiłam zostawać sama w domu. Zdarzało się to bardzo rzadko i zawsze czekałam podekscytowana kiedy usłyszę -zamknij za nami drzwi. Głowa buzowała od pomysłów. Miewałam najróżniejsze, ale dwa z nich były stale w czołówce „rankingu”: zrobię sobie coś odlotowego do jedzenia i uzupełnię pamiętnik. Na spokojnie. Bez pośpiechu i obaw, że w połowie zdania ktoś wejdzie i nie dokończę myśli. Zawsze gdy przerywałam opisywanie jakiegoś ważnego przeżycia i wracałam do niego za jakiś czas, to już nie było to. Kreślenie, zamazywanie, bo już były inne emocje i inne spojrzenie na sprawę.
Dziś już nie piszę pamiętnika. Z biegiem lat wygasła we mnie ta potrzeba, lecz w dalszym ciągu lubię sama zostawać w domu. A teraz, w dorosłym życiu, zdarza mi się to chyba jeszcze rzadziej. Naprawdę są to nieliczne momenty. Urastają one do rangi chwil magicznych, które planuję z radością - każdą minutę spędzoną w bezcennej samotności. Chociaż bardzo kocham swoich Najbliższych, to cieszę się jak małe dziecko kiedy mam okazję pobyć sama ze sobą. Plany dotyczące drogocennych chwil sięgają zenitu -
zrobię sobie coś extra do jedzenia, najlepiej ze stu składników
obejrzę „Bezsenność w Seattle” . Obiorę jabłko ze skórki tak, żeby została w jednym kawałku
podrutuję, a może powyszywam?
zrobię sobie domowe spa
To plany. A rzeczywistość? Ostatnio było tak:
Kanapa, książka i prościutkie kotleciki. Ziemniaki, twaróg i kilka szprotek. I dobrze mi było!

Kotleciki ziemniaczano-twarogowe ze szprotkami
180g ugotowanych i rozgniecionych ziemniaków
90 g twarogu
3 szprotki z puszki winter sprouts
1 łyżka kaszy manny
30 g mąki
1 małe jajko
1-2 łyżki natki pietruszki
sól, pieprz do smaku
Wszystkie składniki wymieszać dokładnie (łyżką, ręką lub widelcem). Formować dłońmi kotleciki i smażyć na rozgrzanym oleju.






16 komentarze:
o to coś zupełnie nie z mojej bajki. To zostawanie w domu... Ja się boję. Od lipca śpię z zapaloną lampką i każdy szmer mrozi mi krew w żyłach!
Za to kotleciki to już coś dla mnie :)
Uściski :*
Pyszne kotleciki, Kasiu:))
U mnie to jest tak, że nie czuję potrzeby, by zostać sama w domu,ale jak się tak zdarzy, to jest może być. Ja pewnie kotlecików bym nie robiła a usiadła przed kompem albo z książką, z kawą i kanapką hihi;))
Pozdrówki ciepłe:)
Kasiu a ja lubię być sama...tylko że prawie mi się to nie zdarza, niestety:(
A kotleciki pyszne!
Pozdrawiam słonecznie, u mnie wiosennie!
Ja nie lubię być sama w domu...
Podziwiam Cię, ja jak jestem sama, to robię sobie zupę z torebki....
Pyszne te kotleciki, notuję przepis i zrobię kiedyś dla wszystkich :)
O tak.. Samotne chwile w domu są na wagę złota... Cisza spokój.. i leń, który niestety strasznie we mnie wchodzi. Nawet czasem kulinarnie... ;-)
Kotleciki ciekawe, nawet bardzo... Nigdy bym nie wpadła na takie połączenie smaków. :-)
Pozdrawiam!
Smakowite kotleciki, bardzo smakowite, ach szkoda że ja na razie smażonych smakołyków nie mogę :(
często jestem sama w domu
z daleka od tego prawdziwego
czasem tęsknię
ale czasem bardzo potrzebuję tych chwil
pyszne kotleciki
O tak, ja tez uwielbiam zostawac sama :) Choc bardzo rzadko mi sie to trafia niestety ;)
Czesto slucham wtedy (glosno ;)) ulubionej muzyki, zatapiam sie w dobrej ksiazce lub filmie.
Nie lubie jednak, gdy taka 'samotnosc' trwa zbyt dlugo ;)
A kotleciki z pewnoscia pyszne :)
oj czemu nie zawołałaś, żeś sama i że takie pyszności robisz :)
Polko, mi się chyba nigdy w życiu nie zdarzyło być w nocy samej:) Nawet nie wiem czy bym się bała. Jak byłam w UK, to pierwsze 10 miesięcy mieszkałam w szesnastowiecznym domu przy zamku Henryka VIII, i tam ponoć było słychać wycie psa w nocy koło kominka, ale ja nigdy nic nie słyszałam i nie mogłam opowiadać mrożących krew w żyłach historii;)
Majanko, czyli sie uzupełniamy:) ja lubię!!! Ciesze się, że kotleciki się podobają:) Pozdrawiam Cię serdecznie:)
Kass, no właśnie - mogłoby to sie ciut częściej zdarzać:)
U mnie jeszcze nie wiosennie, ale mam nadzieję, że juz niedługo:)
Grażynko, każdy jest inny i dlatego życie jest takie ciekawe:) U mnie po zupę z torebki specjalnie musiałabym iść do sklepu i nie byłabym wtedy sama w domu:) A kotleciki polecam!
Poswix, na lenia też czasami sobie można pozwolić. W końcu samemu być w domu, to takie małe święto, skoro to lubimy:)
A takie połączenie smaków znam z dzieciństwa - u nas często robiło sie pastę do pieczywa z twarogu i szprotek - wszyscy to lubiliśmy:)
Tili, o tak, ze smażonymi rzeczami trzeba uważać, gdy żołądek dokucza. Ale już jest lepiej, prawda?
Asiejko, wyobrażam sobie jak to jest być samemu i tęsknić. Ojej, aż mam gęsią skórkę na samą myśl. Wtedy jednak można czymś absorbującym się zająć i przeczekać. Po nocy przychodzi nowy dzień i nowe emocje:)
Dziękuje w imieniu kotlecików:)
Beo, no właśnie, czemu to ma miejsce tak rzadko???
U mnie taka "samotność" ogranicza sie do paru godzin jedynie:) Ale dobre i to!
Pyszne! Zgadza się!
Aga, właśnie widziałam Cię na fotkach:))) Chyba następnym razem zawołam i zrobię podwójną porcję, bo Ty taka jakaś mizerota jesteś;)
A tak naprawdę to śliczna z Ciebie pannica!
Kasiu, mam tak samo... Po prostu uwielbiam samotne chwile. Niestety odkąd Maja przyszła na świat - po prostu się nie zdarzają... W każdym razie nie takie wielogodzinne, a najlepiej z cichą i samotną nocą... Więc cieszę się namiastką. A namiastka zdarza się od czasu do czasu, gdy mąż wyjeżdża na dobę lub dwie - wtedy te ciche nocki, gdy dzieci już śpią - mam dla siebie. Zwykle spędzam je bardzo prozaicznie, sesja filmowa, ale taka szczególna, przy filmach, których z mężem raczej nie pooglądam, bo dla niego raz obejrzany film "babski" jest wystarczający, a ja lubię do nich wciąż i wciąż wracać. ;-)
Małgosiu, takie namiastki bardzo cieszą! U mnie mąż jak na razie nie wyjeżdżał na dobę lub dłużej, ale nawet gdyby tak się zdarzyło, to ja niestety jestem tak zaprogramowana, że w nocy muszę spać, bo jestem po prostu nieprzytomna. Czasem żałuję, że tak jest, bo przez ten sen traci się tyle cennego czasu:)
Haha, mój Bartek tez uważa, że raz obejrzany babski film to wystarczająco:)
ha, ha
czyżby Kasie z Gdyni tak miały ? :)
moje drugie imię to Wilk Samotnik ;)
tylko wtedy absolutnie nie chce mi się gotować, chętnie bym się wprosiła na takie kotlety :)
pozdrawiam
Leloop - Kasiu, Jak będziesz w okolicy to się śmiało wpraszaj:)
Pozdrawiam Cię:)
Kotleciki pysznie wyglądają :).
Ech... ja mam podobnie, bardzoooooo rzadko zostaję sama w domu. I w sumie jakby mąz wybył z dziecięciem to ... ludzie ile rzeczy bym chciala zrobic :D. Czyste szaleństwo.
Pozdrawiam
Kucharzy Trzech, krąg samotników się powiększa:)
To wynika chyba z tego, że człowiek z natury tęskni do tego, czego nie ma na co dzień. A my, czyli mamy i żony mamy naprawdę bardzo mało czasu dla siebie, a przecież na to zasługujemy:) A jak już zamkniemy drzwi za domownikami i w błogiej ciszy usiądziemy na kanapie, to wszystkie ambitne plany "czego to ja bym nie zrobiła!" nagle przestaja mieć znaczenie. Siedzimy i napawamy się ciszą i spokojem:) - Tak ja mam:)
Dziękuję za kotlecikowe pochwały i pozdrawiam!
Prześlij komentarz