wtorek, 29 grudnia 2009

Babka jogurtowa - test nowej książki




Dziękuję Wszystkim za życzenia świąteczne!!!
W wigilijny wieczór stałam się szczęśliwą posiadaczką książki kucharskiej, która chyba zasługuje na miano białego kruka. Została wydana w nakładzie tylko pięciu tysięcy egzemplarzy, po czym wznawiana dwukrotnie, w takiej samej ilości sztuk. Chicago Entertains, bo tak brzmi jej tytuł, dostałam od naszej znajomej Holenderki (od tej samej pochodzi również ta książka), która z kolei dostała ją od swojej znajomej Amerykanki. Mój egzemplarz pochodzi z wydania pierwszego, czyli z 1982 roku.



Wydana została przez Kenilworth Union Church z Illinois i zawiera ponad 1100 przepisów na wszelkiego rodzaju dania - od śniadań i przystawek, przez sałatki, dania obiadowe aż po desery.
Kenilworth Union Church, usytuowany na północnych obrzeżach Chicago jest najstarszą chrześcijańską wspólnotą kościelną w Stanach Zjednoczonych. Wielu jej członków od lat nosiło się z zamiarem wspólnego zebrania swoich przepisów w jednej książce. W końcu się udało i z niezliczonej ilości receptur napływających z całych Stanów udało się wybrać te właśnie tu zamieszczone. Każdy przepis był testowany anonimowo trzy razy - w celu zachowania obiektywizmu).
Niezwykłość tej książki polega na tym, że są tu receptury podane przez zwykłe gospodynie domowe. Przyznam, że nie mam w moich zbiorach takiej pozycji. Oczywiście poza kolorowymi pismami (nielicznymi zresztą) z przepisami czytelników, ale to się nie liczy:)
Receptury w książce są proste, a dania robione z niewyszukanych produktów. Tak jak jest napisane we wstępie - przygotuje je każdy, bez względu na umiejętności kulinarne.
Dzięki tej książce, mój angielski słowniczek wzbogacił się o kilka słówek, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia - np. catsup - to keczup - niby podobna nazwa, ale nie wpadłam na to, albo consomme - to bardzo esencjonalny bulion:)
Na pierwszy ogień poszedł przepis na babkę jogurtową. Z babkami jogurtowymi nie mam zbyt dobrych doświadczeń. Zwykle wychodziły mi okropnie zbite.
Uznałam więc, że praktyczne wcielenie w życie przepisów z tej książki powinnam zacząć od niezbyt dla mnie pewnej receptury. Jeśli wypiek okaże się sukcesem, będzie to niejaką wizytówką tej książki.



Babka wyszła oszałamiająco puchata, mam nadzieję, że to widać na zdjęciach. Jestem niezmiernie mile zaskoczona, tym bardziej, że ciasto zawiera zero proszku do pieczenia i jedynie pół łyżeczki sody:) Zmieniłam tylko sposób wykonania - w przepisie mowa jest o wymieszaniu wszystkich składników razem, a ja z obawy przed fiaskiem, wykonałam ciasto metodą dobrze mi znaną - masło, cukier, jajka, a później mąka na przemian z płynem.
Jeśli ktoś na Sylwestra obok ciast wystrzałowych, chce podać dla równowagi taką oto babkę, polecam ją serdecznie! Jest puchata i wilgotna. Stała się z miejsca naszą ulubioną babką jogurtową!
Babka jest dość słodka, ale my lubimy słodkie ciasta:)



Babka jogurtowa
okrągła forma z kominkiem ø 25 cm

2-1/4 szkl mąki
2 szkl cukru
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
225 g miękkiego masła
225 g jogurtu jabłkowego
3 jajka

Piekarnik nastawić na 175°C. Formę natłuścić i wysypać mąką.
Mąkę wymieszać z solą i sodą w misce. Odstawić.
Utrzeć masło z cukrem na pulchną masę. Dodawać po jednym jajku. Po każdym dobrze zmiksować. Wlać ekstrakt waniliowy. Do masy przesiać mąkę w trzech partiach, naprzemian z jogurtem. Zaczynamy i kończymy na mące. Po każdym dodaniu zmiksować na najniższych obrotach miksera tylko do połączenia się składników.
Ciasto przełożyć do formy i piec 50-60 min. Sprawdzić patyczkiem, czy już jest gotowe. Wyjąć z piekarnika i po 15 minutach wyjąć do ostudzenia na metalową kratkę.

wtorek, 22 grudnia 2009

Boże Narodzenie 2009



Na te nadchodzące, najpiękniejsze Święta życzę Wszystkim tu zaglądającym
Kolacji wigilijnej upływającej w atmosferze miłości
Rodzinnego ciepła, nacieszenia się sobą nawzajem do woli,
Odpoczynku.
A w Nowym Roku
Nieustającej nadziei i optymizmu,
Sił w codziennych zmaganiach
Oraz radości z każdego drobiazgu


W tym roku dla każdego z Was mam prezent (domowej roboty;)). Każdy, kto tylko chce, poprzez kliknięcie tutaj może zostać obdarowany:)
Wesołych Świąt!

niedziela, 20 grudnia 2009

Schab pieczony świąteczny



Nie wiedziałam, że mięso pieczone z kością tak bardzo różni się w smaku od mięsa bez kości. Owszem, słyszę raz po raz nie tylko od telewizyjnych i książkowych mistrzów kuchni, ale od własnej rodziny, że pieczeń z kością jest bardziej soczysta, że w kości zawiera się cały smak mięsa itp.
W końcu i ja dołączyłam do klubu „Pod Kością”:)))
Nosiłam się z tym zamiarem od dłuższego czasu, ale zawsze z przyzwyczajenia, prosząc o kawałek schabu w sklepie mięsnym dodawałam odruchowo „bez kości”. Z pomocą przyszła mi Martha Stewart, a raczej jej program na Kuchni TV. Show ten - bo tak bym to coś nazwała - nadawany jest w porze, kiedy zwykle jest włączony telewizor u nas w domu, żeby „coś grało”. Nie siedzę i nie oglądam od deski do deski, raczej słucham choć trafniejsze byłoby chyba, że obija mi się o uszy fragmentami:)
Otóż, w odcinku, o którym mówię, Martha robiła pieczeń ze schabu właśnie z kością. Wyglądało to tak smakowicie, że następnego dnia pieczony schab z dekoracyjnie wyeksponowanymi kośćmi (brzmi makabrycznie?;)) postawiłam na naszym stole. Taka pieczeń bardzo pasuje na świąteczny obiad, jest mało pracochłonna, podzielna i pięknie wygląda. Z programu zaczerpnęłam pomysł „kostny”:), a przyprawy dałam takie, jak zwykle daję gdy piekę schab.



Pieczeń ze schabu
porcja na około 5 osób

1 kg schabu z kością
1 nieduża cebula
1 duży ząbek czosnku
sok z pół cytryny
1/3 szkl oleju
2 łyżeczki suszonego majeranku
1 łyżeczka mielonego kminku
sól, pieprz

Schab umyć, osuszyć i usunąć mięso między kościami na około 2 cm głębokości. Mięso związać sznurkiem między każdą kością, aby ładnie trzymało kształt. Przyprawić solą i pieprzem.
Olej zmieszać z sokiem z cytryny, drobno posiekaną cebulą, startym na tarce czosnkiem, majerankiem i kminkiem. W uzyskanej marynacie ułożyć schab i pokryć go marynatą. Przykryć naczynie i włożyć do lodówki na 12 godzin. Marynatę można też przełożyć do większego woreczka na mrożonki, włożyć schab i zawiązać worek. W ten sposób łatwo pokryć całą marynatą mięso operując tylko dłońmi.
W czasie marynowania co jakiś czas przewracać mięso.
Piekarnik nagrzać do 230°C. Mięso wraz z marynatą przełożyć do naczynia żaroodpornego i piec przez 50 - 60 min. Nie trzeba go podsmażać już na patelni. W połowie pieczenia odwrócić mięso. Około 30 min przed końcem pieczenia dodać pokrojone ziemniaki, marchewkę i pietruszkę, wymieszać ostrożnie z utworzonym sosem. Jak trzeba, skropić oliwą i lekko posolić.
Gotowe!

piątek, 18 grudnia 2009

Makaron na kluski z makiem




Na wigilijnej kolacji u nas w domu zawsze są kluski z makiem. Jemy je na samym końcu, ponieważ danie to traktujemy jak deser. Do tej pory kluski robiliśmy z przepisu na ciasto pierogowe, przy okazji przygotowywania pierogów z kapustą i grzybami. Mąka, woda i trochę soli. Część ciasta szła na pierogi, a część (znacznie mniejsza) na kluski z makiem. Ciasto rozwałkowywało się cieniutko i kroiło na małe kwadraciki. Po ugotowaniu mieszało ze słodką, bakaliową masą makową.
W tym roku, jako, że wigilia będzie w moim domu, postanowiłam wypróbować ciasto na kluski z innego przepisu. Przeglądając stare czasopisma kulinarne, natknęłam się na grudniowe wydanie Soli i Pieprzu z roku 2000. Na stronie poświęconej jadalnym prezentom dla naszych Najbliższych, znalazłam przepis na makaron w kształcie gwiazdek. Gwiazdki z cienko rozwałkowanego ciasta makaronowego wycinany foremkami do ciasteczek, a następnie suszymy na papierze do pieczenia przez dwa dni. Wkładamy do ozdobnych, przezroczystych woreczków i przewiązujemy wstążeczką.
Ja nie wycinałam gwiazdek, tylko pokroiłam radełkiem do faworków na małe kwadraciki i ususzyłam.
Szczelnie zamknięte w puszce czekają sobie teraz na wigilię, aby je podać ze słodkim od miodu makiem.
Nie omieszkałam ugotować garstki klusek wcześniej - tak na spróbowanie. Podzieliliśmy się sprawiedliwie, każdy z naszej trójki dostał mikroskopijną ilość makaronowych kwadracików „na jeden ząb” :) Kluski wyszły naprawdę dobre. Polecam Wszystkim ten przepis na tegoroczną wigilię. Można go użyć na kilka sposobów: tak jak w gazecie - jako prezent, lub przygotować kluski z makiem albo łazanki z kapustą i grzybami.



Makaron na kluski z makiem

300 g mąki
3 jajka
2 łyżki oleju
1 płaska łyżeczka soli
1 łyżeczka kurkumy (ja pominęłam)

Ze wszystkich składników zagnieść gładkie ciasto, przykryć folią spożywczą i odstawić na 30 min. Odrywać porcje ciasta, rozwałkować cienko na posypanym mąką blacie i pokroić w dowolne kształty. Suszyć na papierze do pieczenia przez dwa dni. Po tym czasie przesypać do puszki i szczelnie zamknąć.
Makaron gotuje się tradycyjnie - przez wsypanie odpowiedniej jego ilości do lekko osolonego wrzątku. Gotujemy około 10 minut. Czas gotowania zależy od tego jak cienko ciasto zostało rozwałkowane i od naszych preferencji co do stopnia al dente :)

środa, 16 grudnia 2009

Kokosanki




Kokosanki były jednymi z moich ulubionych kupnych ciastek dzieciństwa.

Pamiętam, jak w każdą „niedzielę po kościele” ludzie całymi pielgrzymkami ustawiali się w długim ogonku przed ciastkarnią. Czasem my też to czyniliśmy - ja domagałam się wtedy kokosanek. Ptysie, eklery i babeczki z owocami mogły nie istnieć. Sporadycznie tylko zamieniałam obiekt moich cukierniczych westchnień na napoleonki.

Kokosanki z ciastkarni były pyszne! Ciągnąco - chrupiące, czyli takie, jakie lubię najbardziej i jakie nigdy nie chciały mi wyjść.

Ku mojej radości znalazłam wreszcie przepis, z którego kokosanki wychodzą idealne. Takie kokosanki - marzenie. Kruche z zewnątrz i ciągnące w środku.

Przepis pochodzi z ciasteczkowej książeczki naszej blogowej koleżanki zza oceanu Anity. Książeczkę jak i same kokosanki bardzo polecam!





Kokosanki

około 25 szt

2 białka

0,5 szkl. cukru

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

1,5 szkl. wiórków kokosowych

Wszystkie składniki (białek nie ubijać) wymieszać w metalowej misce, postawić na garnku z wodą i gotować na parze 20-25 min często mieszając. Pozornie z tą masą nic się nie dzieje, po 25 minutach gotowania niewiele różni się konsystencją od stanu pierwotnego, tylko jest gęściejsza, a cukier rozpuszczony.

W czasie jak masa się grzeje, nastawić piekarnik na 175°C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Mini gałkownicą do lodów lub palcami formować kulki wielkości mniej więcej orzecha włoskiego, układać na blasze i piec 14-16 min.

niedziela, 13 grudnia 2009

Ślimaczki pomarańczowo - cynamonowe


Pierwszy grudniowy śnieg - zdjęcie zrobione dzisiaj o 16.30




Będą białe Święta? Tak bym chciała. Świąteczny nastrój jest wtedy jeszcze bardziej świąteczny. Na razie jest zimno ... coraz zimniej. I zaczął padać śnieg!
Ubrana w ciepły sweter wyszłam na balkon opatulić donicę z ziołami i krzewy poziomek. Mam nadzieję, że moje zioła wiosną wypuszczą nowe pędy. W skrzynce na barierce Senecio cineraria (Starzec popielny) wygląda jeszcze całkiem ładnie, choć nie wiem jak długo jeszcze.
Ogromnie zmarzłam na balkonie. Lecz gorąca herbata i pachnące świętami ciasteczko potrafią zdziałać cuda. Szczególnie wtedy, kiedy towarzyszy im blask świeczki i ukochane osoby.
Ślimaczki te zrobiłam wzorując się na przepisie mojej teściowej na rogaliki z jabłkami - ciasto zagniata się z dodatkiem serka homogenizowanego, bez jajek. Przepis ten trochę pozmieniałam i otrzymałam bardzo dobre ciasteczka. Ciasto jest bardzo przyjemne w obróbce. Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to to, że ciasto musi się chłodzić 12 godzin w lodówce.




Ślimaczki pomarańczowo - cynamonowe

Ciasto:
2 szkl. mąki (poj. szklanki 240 ml)
200 g serka homogenizowanego naturalnego
200 g miękkiego masła
skórka starta z jednej sporej pomarańczy
2 łyżki cukru pudru

Nadzienie:
3 łyżki cukru zwykłego
1 łyżeczka cynamonu
0,5 łyżeczki sproszkowanego kardamonu


Składniki ciasta zagnieść ręcznie lub mikserem, aż utworzy się kula. Na posypanym mąką blacie rozwałkować placek o kształcie prostokąta 42 x 28 cm. Składniki nadzienia wymieszać. Rozsypać równomiernie na prostokącie, zostawiając około 2 cm wolnego miejsca na brzegach. Brzegi zwilżyć wodą i całość zwinąć w roladę. Przeciąć ją na pół i każdą połowę zawinąć ciasno w folię spożywczą. Włożyć na 12 godzin do lodówki.
Po schłodzeniu odwinąć z folii i pokroić na plastry około 5 mm szerokości.
Piekarnik nagrzać na 200°C. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Ja zawsze „przyklejam” papier do blachy w kilku miejscach za pomocą odrobiny masła. Piec na jasno złoty kolor. Trwa to około 15 do 20 min. Wystudzić na kratce.
Ciasteczka są najlepsze w dniu upieczenia.

piątek, 11 grudnia 2009

buraczki inaczej




O tym, że buraki są zdrowe, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Natomiast nieco większym wysiłkiem trzeba się wykazać, aby zachęcić domowników do ich jedzenia. Gdy barszcz i buraczki zasmażane, są jedynymi pomysłami na dania z tych pysznych warzyw, mam dla Was dzisiaj przepis na ... dżem z buraków.
Ja właśnie miałam taki problem - ile razy można jeść barszcz, czy sałatkę z buraków i fasoli? Szukałam w książkach, szukałam w sieci i znalazłam kilka przepisów na dżem z buraków. Przepisem wyjściowym był ten, lecz wszystkie, które znalazłam, przeczytałam i stworzyłam swoją wersję dżemu z buraków. Wyszedł lekko pikantny od imbiru, pachnący kardamonem i słodki ... jak tylko dżem potrafi:)

Dżem z pieczonych buraków

4 średniej wielkości buraki
1 szkl cukru
około pół szkl. wody
sok z jednej cytryny
1-2 cm kawałek korzenia imbiru
1/4 łyżeczki sproszkowanego kardamonu


Buraki umyć i upiec w piekarniku nagrzanym do 180°C. Trwa to mniej więcej godzinę. Blaszkę, na której będzie się piec buraki wykładamy folią aluminiową, zakrywamy nią także buraki. Można również zawinąć w folię każdy burak osobno i tak upiec.
Upieczone buraki ostudzić, obrać i zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Tarte buraki włożyć do garnka, wlać wodę i cukier. Gotować 30-40 min. od czasu do czasu mieszając, aż woda wyparuje i powstanie masa. Pod koniec gotowania wcisnąć sok z cytryny, dodać starty imbir i kardamon.
Gotowy dżem przełożyć do wyparzonych słoiczków, zakręcić i studzić ustawione do góry nogami.

wtorek, 8 grudnia 2009

Zawsze musi być ten pierwszy raz ...




Siedzę rano przy kuchennym stole z filiżanką gorącej kawy ze śmietanką. Rolety okienne już u góry, lecz słońce jeszcze nie wstało. Powoli ruch na ulicy robi się coraz większy. Samochody, autobusy, trolejbusy, pojedynczy pieszy idący na przystanek. Światła na przejściu dla pieszych włączone są jeszcze na tryb nocny - migające żółte. To moja ulubiona pora, kiedy najlepiej mi się myśli. Mam tak od kiedy pamiętam. W czasach szkolnych potrafiłam przed ważnym egzaminem pójść wcześnie spać i wstać o 4 nad ranem, by się pouczyć. Projekty też robiłam o 4 nad ranem...
Teraz przede mną jest coś w rodzaju projektu i sprawdzianu w jednym - w tym roku po raz pierwszy w życiu sama organizuję kolację wigilijną u mnie w domu. Zabiegałam o to cały rok, począwszy od zeszłorocznej Wigilii. Odgrażałam się wtedy, że w przyszłym roku spotkamy się u mnie.
Tak tez się stanie. Chociaż rozpiera mnie radość i duma, to jednak mam ogromnego pietra. Czy wszystko wyjdzie? Nie chciałabym, aby cała ta otoczka przyćmiła duchowe przeżycia Bożego Narodzenia, ale jak na razie, to nie mogę o niczym innym myśleć niż świąteczne menu oraz próbuję rozwiązać odwieczny problem czterech palników kuchenki - oby stało się cudowne ich rozmnożenie na ten jeden wieczór! Na szczęście jest jeszcze piekarnik:)
Dla uspokojenia gonitwy myśli, zrobiłam na śniadanie placuszki smakujące jak mini serniczki. Bardzo delikatne i mało słodkie. To kolejne z moich dań doskonale sprawdzających się jako comfort food. Polecam!



Placuszki sernikowe
około 16 szt

2 jajka (białka i żółtka osobno)
1 łyżka bardzo miękkiego masła
250g półtłustego twarogu
1 czubata łyżka cukru pudru
50 ml maślanki
2 płaskie łyżki mąki pszennej
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
szczypta soli

Żółtka oddzielić od białek. Żółtka utrzeć rózgą z miękkim masłem na gładką masę. Można również mikserem. Do masy dodać 2 łyżki mąki, dokładnie wymieszać, wlać maślankę, wymieszać i na końcu dodać dwie następne łyżki mąki. Wymieszać. Twaróg wrzucać stopniowo po jednej łyżce do masy. Dobrze połączyć wszystkie składniki.
Białka ubić z odrobiną soli, stopniowo wsypywać cukier puder i ubijać dalej, aż piana będzie sztywna i błyszcząca. Przełożyć pianę do masy serowej i delikatnie z nią połączyć.
Rozgrzać patelnię i smażyć placuszki na małej ilości tłuszczu na średnim ogniu.
Podawać z dżemem, konfiturami lub cukrem pudrem.

niedziela, 6 grudnia 2009

Babeczki bananowe z mlekiem kokosowym





Bananowe wypieki, banana bread, potraktowane kalką językową i nazywane chlebami bananowymi lubimy wszyscy w trójkę. Jedzone często na śniadanie, są bardzo pożywne właśnie dzięki bananom, a także orzechom, które często im towarzyszą. Pieczone w keksówkach są podzielne i praktyczne. Z łatwością można zapakować kilka kromek na lunch do pracy lub na drugie śniadanie do szkoły. Na ciepło również smakują niczego sobie - opieczone w tosterze. A spróbujcie kiedyś zrobić z kromek chlebka bananowego tosty francuskie - pycha!!! (na dużym płaskim talerzu bełtamy jajko z niewielką ilością mleka, w powstałej masie maczamy kromki chlebka bananowego i smażymy na maśle lub oleju z obu stron na rumiano).



Dzisiejsze babeczki upiekłam wypróbowując nowe metalowe foremki tartaletkowe zakupione w Amazonie. Kupiłam jeszcze formę do bagietek:) Wychodzą idealne! Z delikatną fakturką drobnych kółeczek na spodniej stronie - jak z prawdziwej piekarni.



Wracając do babeczek, kluczem do sukcesu jest użycie bardzo mocno dojrzałych bananów - im brzydsze tym lepiej;) Dzisiejsze babeczki, to taki akt litości nad bananami, które z dnia na dzień coraz bardziej straszyły swoim wyglądem.
Jako, że te babeczki zawierają niedużo masła i nie są zbyt słodkie, polałam je mleczną czekoladą i podałam z lekko słodką, trochę ubitą śmietanką 30%.



A’propos „apetycznie” wyglądającego procesu przygotowywania jedzenia, bardzo mi się podobał fragment Książki poniekąd kucharskiej Joanny Chmielewkiej, która podając sposób robienia bajaderek, w pierwszym jego punkcie poleciła wyrzucić rodzinę z domu :) Wiadomo, jakie powszechnie panuje wyobrażenie o produkcji bajaderek:) i prawdopodobnie, co wrażliwsi w odrazą patrzyliby na te notabene bardzo smaczne ciastka:). Na marginesie - wszystkim lubiącym poczucie humoru Chmielewskiej polecam ta książkę. Zaśmiewałam się do łez!





Babeczki bananowe z mlekiem kokosowym polane czekoladą
7 szt (foremki do tatraletek ø 10 cm)

230 g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli
60 g miękkiego masła
100 g drobnego cukru do wypieków
1 jajko
1 żółtko
3/4 szkl. puree z bananów
125 ml mleczka kokosowego

Piekarnik nastawić na 175°C. Foremki wysmarować masłem i wysypać mąką.
Mąkę z proszkiem, sodą, cynamonem i solą wymieszać w misce. Puree bananowe wymieszać z mleczkiem kokosowym w garnuszku.
Do miski przełożyć masło i utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodać jajko, zmiksować, a następnie dodać żółtko i miksować do momentu, aż masa będzie jasna i puszysta. Zmniejszyć obroty miksera na minimum i przesiać mieszankę mączną w trzech turach na przemian z bananami z mlekiem kokosowym. Zaczynając od mieszanki mącznej. Po każdym dodaniu składników zmiksować tylko tyle, aby składniki się połączyły. Powstałą masą napełnić foremki do 3/4 wysokości. Piec około 35 min.
Po wystudzeniu polać czekoladą rozpuszczoną z odrobiną śmietanki i udekorować lekko ubitą śmietanką.

piątek, 4 grudnia 2009

Kisiel jabłkowo - jagodowy z nutką cynamonu




Kisiel mogę jeść o każdej porze dnia. Bardzo go lubię, choć kojarzony jest raczej z dziecinnym menu. Jest też dziecinnie prosty do ugotowania, toteż mój Krzyś umie go sam przyrządzić. Oczywiście pod nadzorem:)
Wczoraj jadłam kisiel na kolację, a dzisiaj na śniadanie. Dzięki zawartości mąki ziemniaczanej stanowi lekki posiłek, całkowicie wystarczający, jedzony z kleksem twarożku homogenizowanego.
Dzisiejszy przepis jest moją dyżurną recepturą. Zmieniam jedynie rodzaje owoców i dostosowuję do nich ilość cukru. Tutaj użyłam jabłek i mrożonych jagód, a żeby nadać mu trochę świątecznego charakteru, dodałam cynamon. Część jagód dosypałam pod koniec i dzięki temu widoczne są całe owoce. Powstał bardzo dobry kisiel. Polecam!
Kiedyś zastanawiałam się, czy jagody lubią kokos. Okazało się, że tak - i to bardzo. Dzisiaj dowiedziałam się, że jagody również lubią cynamon!

Kisiel jabłkowo-jagodowy z cynamonem
4 -5 porcji

250 g jabłek pokrojonych w kostkę (ważonych po obraniu i usunięciu gniazd nasiennych)
140 g jagód ( w sezonie świeżych, a poza sezonem - mrożonych)
700 ml wody
3 łyżki cukru
3 płaskie łyżki maki ziemniaczanej
0,5 łyżeczki cynamonu

Do kubka wlać 100 ml wody i rozprowadzić w niej mąkę ziemniaczaną. Do garnka wlać 600 ml wody, wrzucić jabłka, połowę jagód i cukier. Zagotować. Gotować około 2 min. Zmniejszyć moc palnika do minimum. Następnie stale mieszając wlać wodę z mąką ziemniaczaną, dodać drugą połowę jagód i cynamon. Zagotować. Zdjąć z palnika i rozdzielić na porcje.

czwartek, 3 grudnia 2009

Tarta z różą i orzechami włoskimi



Róża i orzechy. Wyrazy w sam raz na dyktando dla małego ucznia:)
A tak na poważnie, to konfitura z płatków róży, w towarzystwie orzechów włoskich jest dla mnie małżeństwem doskonałym. Już sam zapach unoszący się ze słoiczka zdradza, że będziemy mieli do czynienia z czymś wyjątkowym, a dodając do tego orzechy włoskie, to po prostu poezja. Nie mam słów, aby opisać mój zachwyt nad smakiem tego połączenia.
Smak róży znam od wczesnego dzieciństwa. Słoiczki wypełnione płatkami spokojnie czekające sobie na długie zimowy wieczory:)
Rodzice i cała reszta rodziny nadziewali różą domowe pączki smażone na Sylwestra i w czasie karnawału. Do tej pory pączki u nas w domu zawsze są z różą. Od pewnego czasu, szukając innego zastosowania tej niezwykłej konfitury, do repertuaru pyszności weszła tarta z jej udziałem, dodatkowo wzbogacona o orzechy włoskie, które są tutaj niezastąpione. Wręcz konieczne!
Zwykle robię tradycyjne kruche ciasto, np. z tego przepisu, lecz tym razem przygotowałam nieco inne. Nie dodałam żółtek, a część mąki pszennej zastąpiłam mąką kukurydzianą, jak przy tych ciasteczkach. Dzięki temu tarta wyszła bardzo krucha, maślana, a przy tym delikatna.
Wierzę, że miłośnicy płatków róży nie będą zawiedzeni przygotowując tą tartę.
A może Wy macie jakieś smakowite przepisy, których składnikiem jest konfitura z płatków róży? Byłabym bardzo wdzięczna za wszelkie podpowiedzi:)




Tarta z różą i orzechami
forma do tart ø 25 cm

50 g cukru pudru
250 g mąki pszennej
50 g mąki kukurydzianej
200 g miękkiego masła

konfitura z płatków róży (około pół szklanki, może trochę więcej)
100 g posiekanych orzechów włoskich


Piekarnik nagrzać do 180°C.
Z cukru, obu rodzajów mąk i masła zagnieść gładkie ciasto. Zawinąć w folię i wstawić do lodówki na 30-60 min. Wyjąć i rozwałkować 2/3 ciasta podsypując blat mąką kukurydzianą. Dno i ścianki (do wys. 1 cm.) formy do tart wyłożyć ciastem. Pozostałą 1/3 ciasta pozostawić na ozdobną kratkę na wierzchu tarty.
Ciasto włożyć do nagrzanego piekarnika na 10 min. Po wyjęciu, zmniejszyć temperaturę do 160°C.
Wszelkie odkształcenia i wybrzuszenia ciasta (póki jest gorące) można wyrównać za pomocą szklanki z płaskim dnem przyciskając ją lekko do powierzchni ciasta miejsce przy miejscu.
Następnie powierzchnię ciasta posmarować cienką warstwą konfitury z płatków róży i posypać orzechami. Odłożoną wcześniej 1/3 ciasta rozwałkować, podsypując blat mąką kukurydzianą. Pokroić na paski i ułożyć w kratkę na orzechach. Włożyć ponownie do piekarnika. Piec 20-25 min. Ciasto nie powinno się zarumienić.

wtorek, 1 grudnia 2009

Rozgrzewająca zupa z wołowiną i curry



Waza do zupy stoi sobie na górnej półce w kuchni. Używam jej bardzo rzadko. Ubzdurałam sobie, że waza to naczynie na zupę odświętną, a nie codzienną. Codzienna zupa jarzynowa ląduje w talerzach nalewana wprost z garnka stojącego na kuchence. Tak jest wygodniej, ale nie przepadam za tym ułatwieniem. Mam nieodparte wrażenie, że wydzielam zupę swoim domownikom. W talerzu lub miseczce jest tyle zupy ile ja naleję. Czasem tylko słyszę: możesz dać mi więcej fasolki, a mniej marchewki? - stoję nad garnkiem i łowię to i owo - czemu nie!
O ileż przyjemniej jest, gdy na stole stoi waza z rozgrzewającą zupą i każdy po kolei, nie spiesząc się, nalewa sobie sam - ile chce. Może nawet polować chochlą na ulubione kąski. Wtedy jest odświętnie i rodzinnie.
Do wazy wybieram odpowiednie zupy. Nie wszystkie mi pasują do takiej oprawy.

Ta dzisiajsza pasuje bardzo. Jest sycąca, treściwa i z powodzeniem zastępuje drugie danie, gdy jest podana w towarzystwie świeżego pieczywa. Składniki przyjemnie rozgrzewają i pachną. Taki jesienno - zimowy posiłek.



Rozgrzewająca zupa z wołowiną
inspirowana kulinarną kolekcją kartek sprzed 12 lat
6-8 porcji

5 szklanek wody
500 g wołowiny (kupuję zrazówkę)
3 kulki ziela angielskiego
1 listek laurowy
2 marchewki
1 pietruszka
1 cebula
4 średnie ziemniaki
kilka różyczek brokułów
2 łyżeczki masła
2 łyżeczki curry w proszku
sól
pieprz
natka pietruszki
szczypiorek

Mięso pokroić w kostkę, zalać wodą w dużym garnku i zagotować. Po zagotowaniu odszumować. Wrzucić ziele angielskie i listek laurowy i gotować 60 min. na małym ogniu pod przykryciem. Warzywa pokroić w kostkę i dorzucić do zupy i gotować jeszcze 30 min. Na zakończenie gotowania dodać proszek curry, masło, sól i pieprz. Wymieszać. Gotowe porcje posypać natką pietruszki i szczypiorkiem.