wtorek, 30 czerwca 2009

chleb na mieszanym zakwasie




Wyrób domowego pieczywa tak mnie wciągnął, że co i rusz testuję przeróbki przepisów oraz przeróbki przeróbek:) Jako, że „praca twórcza” to bardzo ciekawe i zajmujące zajęcie, za każdym razem mam niespodziankę wyjmując z piekarnika kolejny chleb.
W zeszły piątek przygotowując chałkę na zakwasie w ramach Weekendowej Piekarni, równocześnie piekłam chleb. Siedziałam nad przepisem chleba, który kiedyś piekłam (chleb na zakwasie z otrębami i puree ziemniaczanym), z ołówkiem w ręku, dopisywałam jedne składniki, skreślając inne i w rezultacie powstało mi coś takiego jak widać na załączonych obrazkach.
Chleb wyszedł bardzo dobry, jest w nim zero drożdży sklepowych i długo utrzymuje świeżość.



Chleb na mieszanym zakwasie z ziarnami i morelami

Wieczorem dnia poprzedzającego pieczenie:

180 g aktywnego zakwasu pszennego
370 g aktywnego zakwasu żytniego
50 g letniej wody
200 g mąki typ 650

Rano następnego dnia:
Papka ziemniaczana:
125 ml wrzątku
3 kopiaste łyżki puree ziemniaczanego
2 łyżki zarodków pszennych
0,75-1 łyżka soli

oraz:

100 g mąki pszennej typ 650
50 g mąki pszennej razowej
2 kopiaste łyżki pestek słonecznika
2 kopiaste łyżki pestek dyni
6 posiekanych suszonych moreli (opcjonalnie)

Wieczorem dnia poprzedzającego pieczenie wymieszać łyżką lub rózgą dwa rodzaje zakwasu z wodą i mąką, miskę przykryć i zostawić w temp. pokojowej na całą noc.
Rano następnego dnia do 125 ml wrzątku dodać puree ziemniaczane, zarodki pszenne i sól. Wszystko dobrze wymieszać i wystudzić aż będzie letnie.
W dużej misce wymieszać całe zakwaszone ciasto z papką ziemniaczaną, dodać oba rodzaje mąki, nasiona i morele. Zmiksować aż składniki dobrze się ze sobą połączą. Około 5 min. Miskę nakryć folią i odstawić na dwie godziny. Po tym czasie ciasto przełożyć do naoliwionej i wysypanej otrębami długiej keksówki, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na około 5 godzin. Ciasto urośnie dwukrotnie.
Piekarnik nagrzać od 210-220°C i do gorącego włożyć chleb. Od razu spryskać wodą ścianki piekarnika. Chleb piec 40-45 min.

piątek, 26 czerwca 2009

Weekendowa piekarnia - Chałka na zakwasie





Dziecko u Babci, a my codziennie po pracy, wieczorem, idziemy na długi spacer po lesie. Wracamy, jak już jest ciemno. Chociaż mieszkamy w tej okolicy już ponad trzy lata, dopiero w tym roku odkrywamy las, ogromny las, który mamy pod nosem. Wczoraj trafiliśmy na bardzo rozległe bagna porośnięte charakterystyczną spiczastą trawą i otoczone mnóstwem jagód oraz widzieliśmy dwie sowy:) Za dnia taka atrakcja by się nam nie trafiła:) Oboje widzieliśmy te piękne ptaki pierwszy raz w życiu poza zoo.
Właśnie wychodzimy się na kolejną wieczorną wyprawę, a póki co, pokażę Wam okrągłe chałki, które upiekłam w ramach Weekendowej Piekarni. Wybrałam przepis Jej z blogu Na kruchym spodzie. Koniecznie chciałam sprawdzić jak smakuje wypiek na zakwasie pszennym, bo nigdy jeszcze nie próbowałam. Chałka wyszła (a raczej wyszły, bo zrobiłam dwie) pysznie! Trochę zatraciła charakterystyczny kształt plecionki, ale jest bardzo dobra w smaku!
Nic nie zmieniałam w przepisie, więc kopiuję go za gospodynią:)
Moje chałki mają takie ciemne punkciki na skórce, ponieważ posypałam je mąką pszenną razową w czasie rośnięcia, żeby nie przykleiły mi się do folii.



Chałka na zakwasie

Poprzedniego dnia wieczorem przygotowuje kwaśne ciasto:

-35g aktywnego pszennego zakwasu
(można wziąć 10 g żytniego i odświeżyć go rano 20g wody i 30g mąki pszennej chlebowej, jeszcze bardziej aktywny zakwas uzyskamy odświeżając go kilkukrotnie co 12 godzin, resztę zachowujemy do kolejnego wypieku, przechowujemy w lodówce i odświeżamy co tydzień oraz zawsze na 12 godzin przed kolejnym wypiekiem).
-80g ciepłej wody
-135g mąki pszennej chlebowej

W misce mieszamy wodę z zakwasem, a następnie wsypujemy mąkę. Dokładnie wyrabiamy na jednolite ciasto. Przykrywamy folią i dostawiamy na 8 do 12 godzin.
Następnego dnia przygotowujemy ciasto właściwe:

-60g ciepłej wody
-3 jajka i jedno do wysmarowania chałek
-8g soli
-55g oleju roślinnego (ja optuję za roztopionym masłem)
-65g delikatnego miodu (akacjowego, lipowego, kwiatowego) lub 60g cukru
-400g mąki pszennej chlebowej
-200g kwaśnego ciasta

W dużej misce ubijamy wodę, jajka, tłuszcz, miód i sól, a następnie wsypujemy stopniowo mąkę, całość mieszając drewnianą łyżką. Powstanie nam postrzępione ciasto. Dodajemy kwaśne ciasto i wszytko razem mieszamy. Wykładamy na stolnicę, w tym czasie ciasto się lepi do rąk, ale nie warto się tym przejmować. Na stolnicy oprószonej mąką wyrabiamy ciasto wilgotnymi dłońmi przez około 8-9 minut ( nie dłużej niż 10 minut). Ciasto powinno być zwarte o konsystencji ciastoliny. Miskę po cieście myjemy w gorącej wodzie, wycieramy do sucha i do takiej nagrzanej miski wkładamy ciasto, przykrywamy folią i odstawiamy do fermentacji na 2 godziny. W tym czasie ciasto może wcale nie urosnąć!

Po tym czasie wykładamy na omączoną stolnicę. Dzielimy na tyle części, ile planujemy zrobić chałek. Dalsze instrukcje dotyczą jednej chałki.
Ciasto wałkujemy. Dzielimy nożem na pół. I każdą część rolujemy. Następnie rolkę wałkujemy dłońmi tak by uzyskać długi, cieńszy na końcach wałeczek. Każdy wałeczek składamy na pół i podwieszamy na patyczku, a następnie zaplatamy jedno ramię na drugie, aż do końca. Patyczkiem wykonujemy jeszcze kilka skrętów w przeciwnym kierunków. Kto kiedykolwiek kręcił się na sznurkowej huśtawce, wie o co chodzi. Z drugim wałeczkiem postępujemy tak samo. Oba wałki układamy na blasze lub w okrągłej formie wyłożonej pergaminem.
Zostawiamy do wyrastania na 5 godzin.
Piekarnik rozgrzewamy pod koniec wyrastania do 180 st. C. Przed pieczeniem chałki smarujemy jajkiem rozkłóconym ze szczyptą soli. Pieczemy 500g chałki 25-35 minut, większą 45 minut.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Afternoon Tea - jak to się zaczęło


Ostrzegam, że dzisiejszy post będzie trochę przydługi, ale mam nadzieję, że zainteresuje on chociaż kilkoro z Was. Od niedawna jestem szczęśliwą posiadaczką książeczki Rosy Mashiter „Afternoon Teas”, w której to znalazłam wiele ciekawych przepisów na kanapki i wypieki podawane właśnie przy okazji angielskiej popołudniowej herbatki. We wstępie książki opisana jest geneza afternoon tea. A ponieważ kocham Wielką Brytanię całym sercem, podzielę się z Wami historyjką jak te herbatki się zaczęły. Kto z Was dobrnie do końca, znajdzie przepis na pyszne podwieczorkowe ciasto z dżemem, które znalazłam w tejże książeczce:). Na samym końcu dodałam również przepis na ulubione ciastka króla Henryka VIII, czyli przepis jest datowany na rok 1525!!!. Podobno król kiedyś wszedł do komnaty, gdzie Anna Boleyn i damy dworu jadły akurat podwieczorek ze srebrnych talerzy i, jako że znany był ze swojego nieposkromionego apetytu, sięgnął po ciastko . Tak mu zasmakowało, że kazał sobie piec je na okrągło pod nazwą Maids of Honour. Nie robiłam jednak tych ciastek, ale może ktoś się skusi i zrobi?
Na początek króciutki rys historyczny: Herbata trafiła do Wielkiej Brytanii z Portugalii - W 1662 roku odbył się ślub Karola II z portugalską księżniczką Katarzyną z dynastii Braganza. W posagu księżniczka wniosła chińską herbatę. Napój ten nie miał jednak dobrego startu w Wielkiej Brytanii. Postrzegany był jako grzeszny napój, jako, że trafił tu z pogańskiego kraju (Chiny), lekarze twierdzili, że jest niekorzystny dla zdrowia, a właściciele browarów naciskali na rząd mówiąc, że herbata może wyprzeć piwo (ale) jako napój spożywany tradycyjnie do śniadania.
Pierwszy sklep w Londynie (jak też w zachodnim świecie) z herbatą i kawą został otwarty w 1717 roku przez Thomasa Twinninga. Był to pierwszy sklep, do którego mogła wejść kobieta bez oskarżenia, że jest to niestosowne. Kobiety mogły tam tez kupić drewniane pudełko, zwykle wyposażone w dwie komory na zieloną i czarną herbatę i w kluczyk. Herbata była tak cenna, że kobiety, panie domu, trzymały kluczyk od puszki z herbatą na pasku od sukni. Oferowały ten drogi płyn tylko wyjątkowym gościom. Pani domu osobiście lub jeśli nie, to nadzorowała odmierzanie liści herbaty do czajniczka i jego zaparzanie. Później częstowała gości. Tak się zaczęła brytyjska ceremonia herbaty. Na początku używano chińskich czajniczków i miseczek. Były one malutkie, ponieważ herbata była droga. Po roku 1784 herbata zaczęła tanieć, stawała się coraz bardziej powszechna, więc i czajniczki były coraz większe, a filiżanki zastąpiły miseczki.
Afternoon tea odbywa się między godziną 15 a 17.30. Na stole stoi czajniczek z herbatą, filiżanki, mleko, cukier i czasami też plasterki cytryny. Jeśli używamy mleka, musi ono zostać wlane do filiżanki na początku, przed herbatą z czajniczka.
Herbatę przegryzamy cieniutkimi kanapkami z ogórkiem, sałata i pomidorem, jeśli jest lato. Zimą natomiast używamy dżemu i mięsnych smarowideł. Ciasta też różnią się w zależności od pory roku - latem są lekkie i kremowe, a zimą cięższe, korzenne, z suszonymi owocami.



Ciasto z dżemem i suszonymi owocami
krótka keksówka

250g mąki samorosnącej (dałam zwykłej + 1 łyżeczka proszku do pieczenia)
125 g brązowego cukru
100 g miękkiego masła
2 duże jajka
3 łyżki soku jabłkowego
3 łyżki dżemu (dałam domowej roboty truskawkowo-rabarbarowy)
200 g suszonych owoców (dałam rodzynki i morele)

Mąkę, cukier, masło i jajka zmiksować na gładką masę. Dodać sok i dżem i zmiksować ponownie. Dodać suszone owoce i wymieszać drewnianą łyżką.
Foremkę wysmarować masłem, przełożyć do niej ciasto i włożyc do piekarnika nagrzanego do 180°C na 1 godzinę. Po upieczeniu wyjąć z piekarnika, odczekać 20 min i wyłożyć z formy na kratkę.

Maids of Honour
12 ciastek
(przepis nie wypróbowany)

250 g curd cheese lub twarożku wiejskiego (lub serka śmietankowego, jak w jednym z przepisów w necie widziałam)
75 g miękkiego masła
2 jajka
1 łyżka brandy
2 łyżki cukru pudru
25 g mielonych migdałów
szczypta gałki muszkatołowej
250 g gotowego ciasta francuskiego

Formę do muffinek lekko natłuścić i wgłębienia wykleić ciastem francuskim. Wszystkie pozostałe składniki połączyć ze sobą i łyżką wyłożyć do przygotowanych wgłębień. Piec 15 - 20 min w temp. 220°C aż będą złotobrązowe, a nadzienie ścięte.

piątek, 19 czerwca 2009

Weekendowa Cukiernia #5 - Dymek z pianą i truskawkami









Dołączyłam dziś do Weekendowych Cukierników Polki i upiekłam dymek z pianą i truskawkami zaproponowany przez Edysię. Ciasto wyszło pyszne! Bardzo, ale to bardzo delikatne, trochę przypominające jedno z moich ulubionych ciast, czyli pleśniak. Kakao, którym posypuje się truskawki daje nie tyle smak, co fajny efekt wizualny w postaci cieniutkiej prawie czarnej kreski oddzielającej białą bezę. Nie wiem, czy to widać na zdjęciach, ale „na żywo” - bardzo wyraźnie.
Edysiu, dziękuję za świetny przepis na ciasto z truskawkami. Już go wpięłam na stałe do mojego segregatora:)
Ciasto robiłam z 2/3 porcji. Drugą zmianą było to, że ciasto z zamrażalnika całe od razu starłam i nałożyłam na białka.
Przepis podaję na moje ilości składników, a oryginał można zobaczyć tu:



Dymek z pianą i truskawkami
forma 22x30 cm

Składniki
na ciasto:
- 2 szklanki mąki pszennej
- 4 żółtka
- 1 kostka margaryny
- 2/3 łyżeczki cukru pudru
- niecałe 2 łyżeczki proszku do pieczenia

na wierzch:
- 50 dag truskawek
- 2/3 łyżki
kakao

- 4 białka
- 1 szklanka drobnego cukru
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 2/3 łyżeczki soku z cytryny

Mąkę przesiekać z margaryną, następnie dodać żółtka, proszek do pieczenia i cukier puder. Zagnieść ciasto (jeśli jest zbyt lepiące, można jeszcze podsypać mąką). Gotowe ciasto podzielić na pół. Jedną część owinąć folią spożywczą i włożyć na godzinę do zamrażalnika, drugą wyłożyć natłuszczoną prostokątną blachę.
Truskawki opłukać, osuszyć, usunąć szypułki. Pokroić na połówki i ułożyć na cieście przecięciem do dołu. Kakao wsypać do sitka i oprószyć truskawki.
Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli, wciąż ubijając wsypywać powoli cukier, a pod koniec mąkę ziemniaczaną i sok z cytryny. Wyłożyć na truskawki.
Ciasto wyjęte z zamrażalnika zetrzeć na tarce o dużych oczkach i nałożyć na pianę.
Piec 60 min w temp. 180°C.

wtorek, 16 czerwca 2009

Trifle z truskawkami




Jeżeli miałabym kiedyś wyjechać z Polski, to wybrałabym Anglię. Może dlatego, że jest to jedyny kraj dobrze mi znany (inne znam bardzo wybiórczo z tygodniowych lub dwutygodniowych wyjazdów), a może dlatego, że od początku czułam się tam dobrze? Chociaż nie było rodziny, pieniędzy, mieszkania i pracy. Za sprawą dobrych ludzi wszystko się dobrze potoczyło.
... Zamieszkałabym na wsi. W dwustuletnim domu z ogródkiem, który sąsiadowałby z pastwiskiem. Ogromnym. Spacerowałabym codziennie wzdłuż drewnianego ogrodzenia obserwując stado 250 krów. To bardzo relaksujące. Spokojne rogate zwierzęta w ciapki, których nie obchodzi nic poza przeżuwaniem trawy. Można tak stać i stać i patrzeć i ładować baterie (tak na marginesie - krowy mają ładne, bardzo długie rzęsy;)).
W ogrodzie miałabym szklarnię z pomidorami i bugenwillą, a za płotem staw, gdzie co roku kaczki i łabędzie wychowywałyby swoje pisklęta. Raz w tygodniu robiłabym zakupy w sklepie i na targu spotykając starych znajomych i umawiając się na popołudnie,a na spotkanie przygotowałabym trifle z truskawkami.
Jest to moja luźna wariacja na temat tego tradycyjnego angielskiego deseru:) Dołączę go również do zabawy truskawkowej Olgi Smile.

Sezon Truskawkowy 2009



Trifle z truskawkami


8 kromek babki piaskowej (babka upieczona w keksówce, pokrojona na 2 cm kromki

Owoce w syropie:
2 x 250 g truskawek
250 g czereśni
3 łyżki cukru
1 łyżka wody

Krem angielski - custard*:
300 ml mleka
250 g Mascarpone
3 łyżki cukru pudru
2 łyżki mąki kukurydzianej
2 żółtka

200 ml śmietany 30 %
1 łyżka cukru pudru

Truskawki pokroić na ćwiartki, lub połówki, jak są małe. Czereśnie przekroić na pół i usunąć pestki. 250 g truskawek i czereśnie wrzucić do naczynia żaroodpornego, zasypać cukrem, połać łyżką wody, wymieszać i włożyć do piekarnika nagrzanego do 170°C na 20 min.

Krem angielski
Mąkę kukurydzianą wymieszać dokładnie mątewką z odrobiną mleka. Dolać resztę mleka i cukier. Powoli doprowadzić do wrzenia mieszając. Zdjąć z ognia.
Żółtka ubić w misce i stopniowo wlewać do nich gorące mleko cały czas miksując. Przelać z powrotem do garnka i mieszając zagotować. Gotować 2 minuty na małym ogniu. Następnie zdjąć z palnika, przykryć pokrywką i wystudzić. Po wystudzeniu wymieszać z serkiem Mascarpone na gładką masę.

Po tych przygotowaniach można już komponować deser w naczyniu, najlepiej szklanym, przezroczystym.
Kromki babki kroimy w 2 cm kostkę. Połowę rozkładamy na dnie naczynia i posypujemy owocami z syropu nie osączając ich mocno z soku. Polewamy połową kremu. Kładziemy drugą warstwę babki, z tym, że teraz każdy jej kawałek wkładamy do syropu z owoców nasączając go dokładnie. Polewamy resztą kremu. Ubijamy śmietankę z cukrem i rozkładamy ją równomiernie na górze deseru. Posypujemy truskawkami.


* podpatrzony u Gordona Ramseya

sobota, 13 czerwca 2009

daktyle - tak!





Handel wymienny jest tak stary jak świat. Od zawsze ludzie wymieniali towar za towar, choć obecnie o wiele rzadziej niż przed laty. Jednak kilka dni temu taki rodzaj transakcji przeprowadziliśmy i my. W jej wyniku otrzymaliśmy pół kilo daktyli prosto z ... Libanu! Libańczyk, który przysłał nam daktyle okazał się bardzo otwartym i serdecznym człowiekiem. Dodam, że jest to pierwsze nasze zetknięcie z tym krajem, więc w ruch poszły wszelkie atlasy i Wikipedia :)
Opisał on pokrótce swoją rodzinę, pracę, hobby oraz napomknął, że uwielbia piec i że u niego w domu to on piecze ciasta:) Ile dzięki internetowi dowiadujemy się o ludziach!
No, ale do rzeczy:
Daktyle nie są dla nas tym, co tygryski lubią najbardziej, więc po krótkim namyśle postanowiłam je zutylizować przemycone w ciastkach. Genialny przepis znalazłam u Ani - "Strawberies from Poland" i od razu wzięłam się do roboty. Spapugowałam wszystko, łącznie z ozdobą w formie orzeszków. A już miało ich nie być... Lecz przypadkiem, po otwarciu szafki same wypadły. Jak już się tak prosiły, to je uprażyłam:) Szybko przeliczyłam - starczy - babeczek było 7 sztuk, a orzeszków 8. Jeden z nich okazał się być pustą skorupką, więc było ich tyle, ile akurat potrzeba:)
Babeczki wyszły wspaniałe, daktyle dały piękną karmelową barwę. I przy okazji odkryliśmy, że uprażone i pozbawione brązowej skórki orzeszki laskowe w połączeniu z polewą czekoladową smakują jak czekolada z okienkiem. Znacie ją?
Trochę się porządziłam przepisem Ani i poszedł on w świat, a dokładnie do Libanu! Dziś otrzymaliśmy maila, że babeczki were delicious:)
A nasze dziecko pestki daktyli posadziło do ziemi i bacznie obserwuje czy już coś widać:)





Babeczki z daktylami
7 sztuk

90 g daktyli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g mąki
30 g cukru
jajko
30 g stopionego masła
150 ml gorącej wody

Daktyle z odrobiną mąki rozdrobnić w malakserze. Przełożyć do miski, wymieszać z cukrem, jajkiem, masłem. Dodać gorącą wodę i resztę mąki. Dokładnie wymieszać.
Piec 15 min w 200°C, w foremce na mufiny.

Polewa czekoladowa:

40 g masła
40 g cukru pudru
40 g gorzkiej czekolady
70 ml kremówki


Składniki wymieszać w rondelku, na małym gazie. Gdy polewa stopnieje, udekorować nią babeczki.

piątek, 12 czerwca 2009

Odzyskana zguba !!!

Dzisiaj rano spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Odzyskałam swojego bloga! Pomimo, że zaczęłam pisać pod nowym adresem, nigdy (choć byłam już trochę zrezygnowana) nie utraciłam nadziei, że mój blog do mnie wróci. Stało się tak dzięki Bei i Dobrej Duszy (jak nazwała tą osobę Bea). Zawsze miałam i mam wiarę w ludzi i wiedziałam, że i tym razem się nie zawiodę. Od trzydziestu kilku lat spotykam na swojej drodze samych dobrych ludzi. I wierzę, że tak będzie zawsze. Nie ma złych ludzi na świecie. Są jedynie zagubieni i mający gorsze dni.
Trochę bez ładu i składu piszę, ale jestem po prostu bardzo szczęśliwa i wdzięczna Bei i Dobrej Duszy.
Bardzo również dziękuję wszystkim, którzy trzymali kciuki i za to, że chciało Wam się podmieniać chyba ze trzy razy adres mojego nowego bloga.
Teraz mam już wszystko tutaj, całkowicie u siebie, z kompletem komentarzy od samego początku mojego blogowania.
Wszystko się dobrze skończyło:)

czwartek, 11 czerwca 2009

Ciasto 5 smaków z klonową glazurą


To ciasto chciałam zrobić od kiedy tylko jestem w posiadaniu przepisu na nie, ponieważ ma dwa składniki, które bardzo mi odpowiadają - chińską przyprawę pięć smaków oraz syrop klonowy. Na przeszkodzie zawsze jednak stał nieszczęsny cream of tartar. Nigdzie nie mogłam go dostać, a jest on odpowiedzialny za puszystość ciasta zrobionego z samych białek. Z pomocą pospieszyła mi Margot i podarowała ten tajemniczy proszek, dzięki któremu mogłam upiec ciasto, które śniło mi się po nocach:) Margot też piekła je razem ze mną, tyle, że w innej kuchni :)
Oczyma wyobraźni widziałam siebie pożerającą pół blaszki ciasta za jednym razem (z powodu tej pysznej przyprawy zawartej tutaj:) Dodam, że książka z przepisami gdzie znalazłam to cudo jest bez obrazków, co pozwoliło na maksymalne pobudzenie wyobraźni co do wyglądu gotowego wypieku. Już na wstępie dokonałam pewnych zmian - użyłam keksówkę dłuższą niż podaje przepis, a i tak ciasto wypełniło ją po brzegi. Dół foremki wyłożyłam papierem do pieczenia, a ścianki wysmarowałam masłem.
Polewę również zrobiłam nieco inaczej. Za radą Margot zamieniłam cukier drobny na cukier puder i dodałam 1 łyżeczkę masła.
Ciasto jest...oryginalne, na pewno warto je wypróbować choćby z ciekawości. Jest bardzo słodkie, z delikatną , taką w sam raz, nutką przyprawy pięć smaków. Myślę, że nie zaszkodziłby spory kleks z ubitej niesłodzonej śmietanki do dopełnienia całości.
Wspólne pieczenie jak zwykle okazało się przednią zabawą . Dziękuję Margot za wspólne pieczenie:)
Przepis zaczerpnięty z książki „The Best American Recipes 2004-2005. Podaję po moich modyfikacjach.



Ciasto z przyprawą pięć smaków i klonową glazurą
keksówka 30 cm

Ciasto:
1 szkl mąki
1,5 szkl. cukru pudru
1 łyżeczka chińskiej przyprawy pięć smaków
szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
1,5 szkl. białek (11-12 szt), w temperaturze pokojowej
1,5 łyżeczki cream of tartar
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Glazura:
1 szkl cukru pudru
szczypta soli
1/3 szkl syropu klonowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka masła

Ciasto:
Nagrzać piekarnik do 175°C.
Do miski przesiać mąkę z połową szklanki cukru, przyprawą pięć smaków i szczyptą startej gałki muszkatołowej. Przesiewanie powtórzyć 4 razy w celu dobrego napowietrzenia.
Ubić trochę białka aż się spienią. Dodać cream of tartar i sól i ubić białka na średnich obrotach miksera. Podczas ubijania dodawać stopniowo pozostałą 1 szkl. cukru. Po dodaniu całego cukru włączyć mikser na największe obroty i ubijać jeszcze trochę, aż piana będzie błyszcząca i sztywna. Wmieszać wanilię.
Przesiać do piany połowę mieszanki mącznej i delikatnie wmieszać. Przesiać resztę mąki i delikatnie, ale dokładne wymieszać. Ciasto przełożyć do foremki, wyrównać wierzch. Piec 30-35 min aż góra ciasta będzie jasno brązowa. Przełożyć ciasto na kratkę do góry nogami i wystudzić w foremce. Za pomocą noża oddzielić ciasto od ścianek foremki i wyjąć do góry nogami na talerz / paterę.

Glazura:
Syrop klonowy mocno zagrzać w rondelku. Wmieszać masło i cukier z solą. Dodać i wanilię i wymieszać na gładką masę. Rozsmarować glazurę na górze ciasta, żeby trochę spływała po ściankach ciasta.
Ciasto należy kroić nożem z piłką.

Z ostatniej chwili:)
Dowiedziałam się, że cream of tartar po polsku zowie sie Winny kamień i można go kupić tutaj.

niedziela, 7 czerwca 2009

Babeczki kakaowo - kawowe



Czekolada lub kakao w połączeniu z kawą jest tym, co nie raz ratuje mi życie z samego rana, gdy trzeba już na starcie myśleć szybko i logicznie, a organizm nie bardzo chce się dostosować. Jesienią i zimą nutella jest niemal członkiem naszej rodziny, ale teraz, w czerwcu, jakoś nie pasuje mi pora roku do nutelli. Za to te babeczki spisały się na medal! Nawet dziecku do szkoły dałam, choć biłam się z myślami czy dobrze robię - w końcu sporo kawy zawierają.
Gapa ze mnie jednak straszna, bo piekłam je już jakiś czas temu, zrobiłam zdjęcia ( na jednym z nich takie włochate wyszły:) - efekt zabawy z programem na kompie), ale nie zapisałam ile sztuk mi wyszło. Przepis jest na babkę, a ja zrobiłam małe porcyjki. Było ich sporo, na pewno ponad 12 sztuk, ale dokładnie to Wam nie powiem ile.
Gwarantuję, że taka babeczka dodatkowo popita kawą stawia na nogi!
Przepis zaczerpnięty z Biblioteki Poradnika Domowego, Ciasta ucierane



Kakaowo-kawowe babeczki
(lub babka, nieduża okrągła foremka babkowa z kominkiem)

3 szkl. mąki
3 jajka
1,5 szkl. cukru
250 g margaryny (dałam 200 g masła)
3 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki kakao
1/2 gałki muszkatołowej
1 szkl. mocnej kawy

Masło (lub margarynę, jeśli używamy) utrzeć z cukrem, dodając po jajku. Dodać mąkę, proszek, wlać ostudzoną kawę. Dobrze wymieszać, dosypać kakao i startą gałkę muszkatołową. Dobrze połączyć dość gęstą masę. Ciasto przełożyć do formy. Piec 30-35 min lub 60 min w przypadku babki. Temperatura piekarnika - 180°C.

czwartek, 4 czerwca 2009

Lasagne pocieszające;)




Jak w każdy poniedziałek, wszystkie prace domowe muszą zostać przerwane (czy zakończono je czy też nie) o godz. 19.00. Dźwięk przypominania w telefonie komórkowym oznajmia, że zbliża się najważniejszy moment w tygodniu, którego nie możemy przegapić. Składanie prania, ładowanie naczyń do zmywarki lub podlewanie kwiatów musi poczekać, bo oto my, rodzina maniaków kota Garfielda siada w rządku na kanapie przed telewizorem i zaśmiewa się trzymając się za brzuchy.
W miniony poniedziałek, punktualnie o 19.00 usiedliśmy jak zwykle na kanapie, czekamy, czekamy i ... cóż za okropny zawód! Na dobranockę puścili co innego. Ależ nam miny zrzedły!
Nie kupuję gazety z programem, bo rzadko ogląda się u nas telewizję. Gdybym miała takową gazetę, pewnie nie przyszłoby mi do głowy sprawdzić tak oczywistą rzecz jak poniedziałkowa bajka;)
Na pocieszenie załamanej rodzinki następnego dnia zrobiłam na obiad ulubione danie kota Garfielda - lasagne siedmiowarstwowe:) Mieliśmy ucztę jak się patrzy!
Sos bolognese zrobiłam ze swojego przepisu. Wzorowałam się na lasagne Atiny, u której znalazłam sposób przyrządzania.



Lasagne siedmiowarstwowe

1 porcja sosu bolońskiego
7 gotowych płatów lasagne (najlepiej nie wymagające gotowania) moje miały wymiary 17x8 cm
1 porcja sosu beszamelowego
1 łyżka masła do położenia na górze dania
200 g świeżo startego sera żółtego (użyłam sera Edamskiego)

Przygotować sos boloński oraz sos beszamelowy.

Składniki na sos boloński:
40 g bekonu pokrojonego w kostkę
1 posiekana cebula
250 g mięsa mielonego wołowego
250 g mięsa mielonego wieprzowego
1 drobno starta mała marchewka
1 gałązka selera naciowego pokrojonego w małą kostkę
0,5 puszki pomidorów bez skórki
1 łyżka przecieru pomidorowego
1/4 szkl. mleka
sól

Na dużej patelni z pokrywką usmażyć bekon (ja nie daję tłuszczu do smażenia, ale jak bekon jest bardzo chudy, to troszeczkę trzeba dać). Dodać cebulę. Gdy się zarumieni dodać mięso mielone i mieszać drewnianą łyżką rozdrabniając mięso. Gdy mięso się podsmaży dodać marchew i seler. Wymieszać, zmniejszyć ogień i przykryć pokrywką.
Do miski wrzucić pomidory z puszki, dodać przecier pomidorowy i mleko. Zmiksować blenderem na gładką masę. Wlać powstały sos pomidorowy do mięsa, przykryć pokrywką i dusić na małym ogniu 30 min. Posolić do smaku.

Składniki na sos beszamelowy:
2 łyżki masła
250 ml mleka
0,25 szklanki mąki
sól, gałka muszkatołowa


Do rozpuszczonego masła dodać mąkę i mleko - wszystko dokładnie wymieszać, najlepiej trzepaczką, żeby nie było grudek. Dodać przyprawy i cały czas mieszać na niewielkim ogniu, aż sos zgęstnieje.
Wymieszać przygotowane sosy. Zostawić na talerzyku 2-3 łyżki beszamelu. Będzie później potrzebny. Blachę do pieczenia lub naczynie żaroodporne wysmarować masłem (ja użyłam keksówki o wymiarach 20x11 cm wyłożonej papierem do pieczenia - idealnie się sprawdziła, bo zapiekanka dobrze trzymała kształt). Następnie wyłożyć pojedynczą warstwę płatów lasagne i przykryć je warstwą beszamelu z sosem bolońskim. Ja dawałam jakieś 3 łyżki nadzienia na każdy płat. Posypać serem i położyć następną warstwę płatów. Ostatnią warstwę stanowi płat makaronu. Polać beszamelem z wierzchu. Posypać parmezanem i wiórkami masła.
Zapiekać w temperaturze 200ºC, przez około 15-20 minut, aż na wierzchu powstanie chrupiąca skórka. Podawać gorące.

wtorek, 2 czerwca 2009

Śniadaniowe tartaletki z mussli




Sobotni wieczór, a ja mam już plany na niedzielne śniadanie. Szybko zagniotłam kilka składników. Wymyśliłam sobie tartaletki z mussli, które złączę kilkoma białkami. Nazbierało mi się ich mnóstwo! Zaczynam podejrzewać, że w czeluściach mojej zamrażarki, jak nikt nie widzi, białka zaczynają się mnożyć:)
Kłaniają się wszelkie Pawlowy, bezy i beziki. Gdybym tylko mogła gdzieś zdobyć cream of tartar (winian potasu), upiekłabym ciasto z 12 białek z glazurą z syropu klonowego:) Marzę o nim dniami i nocami, tylko, że ciasto mi klapnie bez tego dodatku:(
A tymczasem dzięki tym tartaletkom pozbyłam się już 4 białek. Wieczorem w sobotę wylepiłam foremki ciastem, przykryłam folią aluminiową i włożyłam do lodówki, wyjęłam białka z zamrażarki i przełożyłam je do lodówki, a rano w niedzielę wymieszałam je z mussli i miodem i przełożyłam do foremek z kruchym ciastem. Po upieczeniu przestudziłam, żeby były ciepłe, ale nie gorące i zjedliśmy w towarzystwie szklanki maślanki lub mleka.
Te tartaletki należy jeść ciepłe, po kilku godzinach nie są już takie pyszne.
Nadzienie z mussli, to nic innego jak mussli domowej roboty przesypane do wielkiego pojemnika. Moja mieszanka mussli jest taka:

Mieszanka mussli: z danych składników otrzymujemy 1100 g mussli.
400 g płatków owsianych
400 g płatków jęczmiennych
3 garście posiekanych orzechów ( mieszanka włoskich i laskowych)
2 garście posiekanych suszonych moreli
2 garście rodzynek
1 garść pestek dyni
1 garść pestek słonecznika




Tartaletki śniadaniowe z mussli
6 szt ø 10 cm

Kruche ciasto
15 dkg mąki
10 dkg zimnego masła pokrojonego w kostkę
4 łyżki cukru pudru
1 żółtko
1 łyżeczka kwaśnej śmietany


Wszystkie składniki ciasta zagnieść, rozwałkować i wylepić foremki.

Nadzienie z mussli
1,5 szkl. domowej mieszanki mussli
1 łyżka płynnego miodu
4 białka

Składniki nadzienia wymieszać i odstawić na 30 min, aby napęczniało. Tartaletki wylepione ciastem wypełnić nadzieniem i upiec w piekarniku nagrzanym do 200°C przez 15-20 min. Jeść ciepłe.