czwartek, 30 kwietnia 2009

Bułeczki na podwieczorek




Gdy myślę o podwieczorku, pierwsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy, to ciepłe ciasto biszkoptowe z jabłkami polane sosem waniliowym. Takie były moje podwieczorki w „zamierzchłych” czasach :). Proste i pyszne. W pamięć zapadły mi też przedszkolne podwieczorki mojego syna, kiedy zaczynał swoją edukację jako trzylatek w przedszkolu Sióstr Elżbietanek w Gdańsku ( tak na marginesie przedszkole było wspaniałe, z cudowną atmosferą:). Zdarzało się, że brałam syna wcześniej do domu, zaraz po leżakowaniu i wówczas dostawał „na wynos” swoją porcję podwieczorku. Jako, że bardzo lubił się dzielić (na szczęście nie wyrósł z tego:) mama, czyli ja dostawałam kawałek z jego ciasta nieco zmaltretowany w małej piąstce. Pamiętam, jak kiedyś, po przyjściu do domu jedliśmy razem Krzysiowy podwieczorek - była to szarlotka. Tak pyszna, że następnego dnia poprosiłam Siostrę o przepis. Powiedziała, że nie ma przepisu i robi „na oko” i miesza różne rodzaje tłuszczów.
Oprócz szarlotki, w taki sam sposób jedliśmy również babkę i sernik. Ach, dobrze mu było z takimi podwieczorkami...
A u nas w domu.... jest tak:
Gdy nadchodzi weekend, nasze posiłki ulegają dużym zmianom. Inne pory jedzenia, inne menu - czasem bardziej pracochłonne, czasem bardziej odświętne, bywa, że zmienia się też ilość osób przy stole, jak też ilość posiłków. Dochodzi podwieczorek! Ten traktowany „per noga”, z braku czasu, posiłek w pracujące dni tygodnia, podczas weekendu jest u nas często „gwoździem kulinarnego programu”. Na podwieczorek czekamy z niecierpliwością, bowiem, jako, że nie jadamy go na co dzień jest czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Zwykle jemy ciasto, owoce z sosem waniliowym lub słodkie bułeczki, najlepiej jeszcze ciepłe. Na takie właśnie bułeczki zapraszam dzisiaj:)



Bułeczki na podwieczorek
16 szt

90 ml letniego mleka
20g świeżych drożdży
1 łyżka cukru
350 g mąki
szczypta soli
90 g rozpuszczonego masła
skórka starta z 1 cytryny
2 jajka (1 całe i 1 żółtko do ciasta, a białko do posmarowania bułeczek)

W kubeczku utrzeć drożdże z mlekiem, cukrem i 2 łyżkami mąki. Odstawić, aby podrosły.
Do miski przesiać resztę mąki i dodać sól.
Przestudzone masło wybełtać z jajkiem, żółtkiem i skórką z cytryny.
Do mąki wlać podrośnięte drożdże, wymieszać mikserem do połączenia się składników. Następnie wlać masło z jajkami i zmiksować do momentu aż ciasto utworzy kulę.
Przykryć miskę folią i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 30 min. odgazowując w połowie rośnięcia.
Po 30 min. ciasto przełożyć na lekko wysypany mąką blat i zagniatać ręcznie przez 2-3 minuty. Podzielić na 16 kawałków i uformować owalne bułeczki. Ułożyć je na blasze i odstawić do wyrośnięcia na czas nagrzania piekarnika do 200°C.
Przed włożeniem do piekarnika bułeczki posmarować białkiem. Piec na złoty kolor około 15 min.
Podawać z dżemem i/lub twarożkiem waniliowym.

środa, 29 kwietnia 2009

Weekendowa piekarnia #28 Żytni chleb z siemieniem lnianym







Trochę spóźniona, ale z wielką ochotą dołączyłam do tej edycji Weekendowej Piekarni, której gospodynią była Tilianara. Upiekłam chleb żytni z siemieniem lnianym. Chleb jest bardzo dobry w smaku, nie było z nim żadnych problemów (nie licząc braku czasu:)). Upiekłam 1 bochenek, ale z pewnością zrobię powtórkę, bo jesteśmy nim zachwyceni. Tili dziękuję za wspaniały wybór, a Margot dziękuję za całokształt:) Pozdrawiam wszystkich i idę zrobić kanapki z pysznym chlebem z siemieniem!

P.S. Właśnie zauważyłam, ze jest to mój setny wpis od początku blogowania:) Jak to szybko minęło!
Przepis podaję za Tili:



Żytni chleb z siemieniem lnianym

Namaczanka z siemienia lnianego:
91 g. siemienia lnianego
273 g wody


Przygotowanie: Wymieszać wszystkie siemię z wodą i odstawić na 16 godzin w temperaturze pokojowej.

Zaczyn zakwasowy:
364 g. mąki żytniej razowej
290 g. wody
17 g zakwasu żytniego

Przygotowanie: Wymieszać składniki, aż do uzyskania jednorodnej konsystencji. Zostawić pod przykryciem na 16 godzin w temperaturze pokojowej.

Ciasto właściwe:
182 g mąki żytniej razowej
364 g mąki wysokoglutenowej np. Manitoba
119 g wody
4 1/2 g (1 1/2 łyżeczki) drożdży instant
16 g (1 solidna łyżka) soli
cała namaczanka
cały zaczyn

Przygotowanie: W misce miksera połączyć wszystkie składniki ciasta właściwego i mieszać na wolnych obrotach do połączenia składników przez ok. 3 minut. Ilość wody dostosować do konsystencji ciasta. Miksować na średnich obrotach, aż ciasto zacznie się razem trzymać (mało rozwinięty gluten - patrz linki poniżej). Powinno to trwać ok. 3 minut, ale ciasto i tak będzie bardzo lepkie. Przełożyć ciasto do naoliwionej miski i odstawić do fermentacji na 45 minut, przykryte folią, w temperaturze ok. 26-27 stopni Celsjusza (można to uzyskać, przez włożenie miski do dużej torby foliowej z miseczką z gorącą wodą). Po tym czasie wyjąć ciasto na omączony blat, podzielić na dwie części i uformować bochenki. Zostawić pod przykryciem na 10 minut, by odpoczęły. Uformować właściwe bochenki i ułożyć do wyrastania w formach lub koszykach. Odstawić do rośnięcia na ok. 1 godzinę w temperaturze 26-27 stopni Celsjusza. Nagrzać piekarnik do temperatury 240 stopni Celsjusza. Przed pieczeniem posmarować glazurą i naciąć. Piec z parą przez 15 minut, potem zmniejszyć temperaturę do 220 i piec przez 35-45 minut, do czasu aż skórka będzie ciemno brązowa. Wyłączyć piekarnik, zostawić chlebki by wyschły przez ok. 10 minut w otwartym i stygnącym piekarniku. Ostudzić na kratce, potem zawinięte w ściereczkę przez kilka godzin zanim zostaną pokrojone.

niedziela, 26 kwietnia 2009

Botwinka




Wiosna. Jest pięknie i ciepło. Nie pamiętam takiego kwietnia. Rokrocznie w kwietniu miałam potrzebę natychmiastowego wyjechania gdzieś daleko do ciepłych krajów „bo przecież maj za pasem, a tu tak zimno i paskudnie”. Ale nie w tym roku. Nagroda za dobre sprawowanie? Ocieplenie klimatu? Czy przypadek? Wszystko jedno co :). Ważne, że ta naturalna fototerapia zrobiła swoje i teraz rozpiera mnie energia. Jeszcze tylko kilka kilogramów trzeba by zgubić, bo okropnie mi się przytyło od zeszłego lata...
Kilka dni temu w ogrodzie u Rodziców skosiliśmy trawę, napowietrzyliśmy trawnik areatorem i grabiliśmy obumarłe źdźbła, które nie pozwalały rosnąć młodej trawce. Ach cóż to był za piękny zapach! - ni to siano, ni trawa. Mogłam tak stać i wdychać wiosenne zapachy ziemi, one też ładują baterie!
Wczoraj wypakowałam wszystko z mojej zimowej, czarnej, skórzanej torebki i włożyłam ją głęboko do szafy. Kilka najpotrzebniejszych drobiazgów przełożyłam do letniej, bawełnianej, malutkiej torebeczki, którą wydziergałam podczas długich zimowych wieczorów. Będzie mi towarzyszyła przez najbliższe pół roku :)
Oprócz zimowej torebki, pożegnałam również zimowe zupy. Zamiast krupniku, kapuśniaku i fasolowej, zrobiłam pierwszą w tym roku botwinkę. Pycha!



Botwinka
6 porcji

1,5 l bulionu warzywnego (wywaru z włoszczyzny)
1 pęczek botwinki
kilka kropel soku z cytryny
0,25 szkl. śmietanki
sól do smaku
opcjonalnie koperek
jajka na twardo (po jednym na porcję zupy)

Botwinkę umyć pod kranem. Oddzielić liście od buraczków. Buraczki pokroić w plasterki, łodygi pokroić na kawałki dł. około 3 cm, wrzucić do wywaru i gotować 10 min. Po tym czasie wrzucić pokrojone na mniejsze części liście i gotować następne 10 minut. Zupę posolić, wcisnąć odrobinę cytryny, wlać śmietankę i wymieszać mątewką. Podawać z jajkiem na twardo pokrojonym na ćwiartki. Jeśli chcemy, można posypać koperkiem.

środa, 22 kwietnia 2009

sernik imieninowy




Na tegoroczne imieniny mojego męża Bartosza upiekłam sernik waniliowy wprost rozpływający się w ustach. Jakoś w tym roku wiosenno-słoneczna aura u nas nie pasuje i nie sprzyja jedzeniu ciężkich tortów ze słodkimi, kalorycznymi masami, a na torty owocowe jest jeszcze za wcześnie. Sernik ten widziałam u Dorotus i również u Agnieszki, która nieco zmieniła proporcje masy w stosunku do ciasteczkowego spodu. Spodobały mi się te proporcje, więc przepis powtarzam po Agnieszce. Aby jednak mój sernik był bardziej odświętny (bo to w końcu imieniny męża :)), jako spodu użyłam ciastek Digestive z czekoladą, a górę sernika pokryłam cieniutką warstwą bitej śmietany. Niebieskie różyczki, to lukier zapożyczony od Karolci, z Jej przepisu na babeczki podwójnie waniliowe. Zrobiłam go z 1/4 porcji i dodałam kilka kropel barwnika spożywczego.
Podaję więc za Agnieszką przepis na pyszny sernik - cheesecake, który w wersji tylko trochę „wypasionej” robił u nas w tym roku za tort imieninowy:)
Muszę dodać, że nigdy nie jedliśmy pyszniejszego sernika:)



Cheesecake waniliowy

tortownica o średnicy 22cm

Spód:
130g herbatników digestive (dałam z czekoladą)
40g roztopionego masła

Masa serowa:
3 jajka
1 op. cukru waniliowego
120g drobnego cukru
600g serka kremowego typu philadelphia
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
225ml śmietany kremówki

Lukier
30 g miękkiego masla
0,75-1 szklanka cukru pudru
2-4 łyżki mleka
odrobina ekstraktu z wanilii


Spód:
Tortownicę owijamy z zewnątrz folią aluminiową. Herbatniki kruszymy malakserem. Dodajemy roztopione masło. Dokładnie mieszamy i rozkładamy masę na spodzie tortownicy ubijając dnem szklanki . Wstawiamy do lodówki.

Rozgrzewamy piekarnik do 170°C. Ubijamy mikserem jajka z cukrem i cukrem waniliowym, aż zrobią się kremowe. Dodajemy resztę składników i krótko miksujemy do otrzymania gładkiej masy. Wylewamy ostrożnie łyżką na spód. Ja jeszcze dodatkowo od razu przykryłam ciasto od góry folią aluminiową.
Pieczemy przez ok. 50-60min aż wierzch sernika się zetnie. Zostawiamy do wystygnięcia w piekarniku. Gdy osiągnie temperaturę pokojową wstawiamy na całą noc do lodówki.
Krótko przed podaniem na stół sernik pokryć bitą śmietaną (100 ml śmietany 30-36% ubić z 1 łyżką cukru waniliowego (w końcu to waniliowy cheesecake!). Udekorować różyczkami z lukru (składniki lukru wymieszałam dokładnie łyżka w kubeczku).

niedziela, 19 kwietnia 2009

Spacer po lesie i ragoût warzywne






Wczoraj , po cotygodniowych zakupach warzywno-owocowych, poszliśmy na spacer do pobliskiego lasu. Dzielnica Gdyni, gdzie mieszkamy mieści się w sąsiedztwie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego i w którą stronę byśmy nie poszli na spacer, i tak w końcu wylądujemy w lesie. I to nie byle jakim lesie! Ciągnie się on (z małymi przerwami) aż na Półwysep Helski.
Pomimo sporego chłodu, jaki nagle wczoraj się zjawił, słońce świeciło tak ślicznie, że po prostu żal było siedzieć w domu. Wzięliśmy więc ciepłe swetry i polary, Krzyś założył zapomnianą już czapkę i poszliśmy podziwiać piękno wiosennej przyrody. Próbowaliśmy rozpoznawać drzewa po pąkach i korze, obserwowaliśmy zapracowane mrówki, a nawet udało nam się zobaczyć w rzeczce ogromne skupisko żabiego skrzeku:). Zziębnięci przyszliśmy do domu i wypiliśmy po kubku gorącej herbaty. Z pomocą mojego dziecka szybko zrobiłam rozgrzewający, kolorowy obiad, składający się z warzyw, którym nie mogłam się oprzeć rano na targu. Pstrokaciznę na talerzu uzupełniał szpinak, pięknie zmieniający barwę po obróbce cieplnej ze zwykłej zieleni na przepiękny, głęboki, całkiem niezwykły zielony kolor. Ciepło ubrana zrobiłam zdjęcia obiadowi na balkonie i zmarzłam okropnie przestawiając miseczkę z jedzeniem z miejsca na miejsce:) Było tak zimno, że wieczorem, na wszelki wypadek okryłam agrowłókniną moje donice ze świeżo posadzonymi ziołami oraz młodziutkie pędy poziomek. Mam nadzieję, że dzięki temu przymrozek im nie zaszkodził:)



Ragoût warzywne
5-6 porcji

2 łyżki oliwy z oliwek
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
1 czerwona papryka
2 wąskie cukinie dł. około 20-25 cm
1 bakłażan
1 puszka pomidorów bez skórki (w sezonie 3 spore świeże pomidory)
ok. 100 g świeżego szpinaku
0,5 - 1 łyżeczka ostrej papryki w proszku
1 łyżeczka kurkumy
sól, pieprz do smaku

Przygotowania najlepiej zacząć od pokrojenia wszystkich warzyw. Cebulę w półplasterki, czosnek zetrzeć na tarce, paprykę, pomidory i cukinię w dużą kostkę, bakłażana w ćwierćplasterki (tak pokrojony bakłażan rozłożyć i posypać solą. Odstawić na 20 min i następnie osączyć papierowym ręcznikiem), szpinak na mniejsze części usuwając ogonki liściowe.

Na dużej patelni z pokrywką lub w garnku podgrzać oliwę i podsmażyć na niej cebulę, dodać czosnek. Niemal od razu wrzucić paprykę, cukinię i bakłażana. Dusić na małym ogniu 10 min, dodając kilka łyżek wody lub bulionu warzywnego, gdyby warzywa zaczęły przywierać do dna. Następnie dodać pomidory i przyprawy. Wymieszać i dusić następne 10 min. Zestawić z palnika i od razu wrzucić szpinak, póki potrawa jeszcze wrze. Zamieszać. Podawać z ryżem lub z chrupiącą bagietką.

czwartek, 16 kwietnia 2009

Co można zrobić z mussli?




Od czasu do czasu robię sobie zapas mussli na śniadanie. Po pierwsze, to miła odmiana po tostach, muffinach i kanapkach jakie zwykle jem na śniadanie, a po drugie, zauważyłam, że gdy przez co najmniej tydzień jem więcej błonnika niż zwykle, mój brzuch robi się bardziej płaski. I ta zaleta mussli baaardzo mi się podoba :) Ze względu na siedzący tryb życia i mało ruchu podczas zimy, takie „kuracje” będę teraz aplikować sobie częściej. Miseczka pysznego, lekkiego mussli daje mi energię na dobrych kilka godzin!
Bardzo mi się spodobało określenie Doroty Wellman na zapas mussli w dużym hermetycznym pojemniku - nazwała to paszą :))) Zdaje się, że mamy takie samo poczucie humoru, bo słówko to weszło na stałe do naszego domowego gastronomicznego słowniczka.
W książce „Pożywianie dla zdrowia” autorstwa Charlesa Rachela znalazłam opis składu domowego mussli wraz ze sposobem przygotowania do konsumpcji. Trochę oczywiście pozmieniałam składniki, aby dostosować skład do swojego gustu.
A wracając do pytania tytułowego - szukając alternatywy do jedzenia „paszy” dzień w dzień, upiekłam miękkie, lekko słodkie ciastka w magdalenkowych foremkach. Jedno lub dwa takie ciastka popite kawą, to coś, dla czego warto rano wstać :)

Mieszanka mussli:
z danych składników otrzymujemy 1100 g mussli.

400 g płatków owsianych
400 g płatków jęczmiennych
3 garście posiekanych orzechów ( mieszanka włoskich i laskowych)
2 garście posiekanych suszonych moreli
2 garście rodzynek
1 garść pestek dyni
1 garść pestek słonecznika

Wszystko wymieszać łyżką w dużej misce i wsypać do szczelnego pojemnika.

Śniadanie:
Wieczorem poprzedniego dnia wsypać do miseczki 4 kopiaste łyżki mussli i zalać 0,5 szkl. mleka. Przykryć i zostawić w temp. pokojowej do rana. Rano dosypać 1 łyżeczkę drobnych otrębów, dorzucić banana lub jabłko i 1-2 kopiaste łyżki gęstego jogurtu naturalnego. I gotowe! Zaznaczam, że są to moje proporcje. Być może 4 łyżki mussli to dla Was za dużo, lub wolicie zalać płatki wodą, a nie mlekiem. Wszystko jest dozwolone, grunt aby smakowało i wprawiło w dobry humor od samego rana :)



Ciastka mussli udające magdalenki
około 18 szt

1 szkl. mussli
160 g mąki
2 łyżki cukru
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu

3 kopiaste łyżki łagodnego miodu (np. akacjowego)
90 g rozpuszczonego masła
2 jajka
1 średniej wielkości marchewka starta na tarce o drobnych oczkach



Piekarnik nagrzać do 180°C.
Mussli, mąkę, cukier, sodę oczyszczoną i cynamon wymieszać w misce. Odstawić.
W gorącym maśle rozpuścić miód. Wymieszać i wystudzić. Do wystudzonej masy dodać rozbełtane widelcem jajka i wymieszać. Całość wlać do miski z mieszanką mussli, dodać startą marchew i wymieszać łyżką. Gęstą masę kłaść łyżką we wgłębienia formy do mini magdalenek wypełniając każde wgłębienie po brzegi. Można również tradycyjną blachę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia i kłaść łyżką ciastka grubości 1 cm w odległości 2 cm od siebie. Każde ciastko, to 1-1,5 łyżki surowej masy. Piec 15 min.

czwartek, 9 kwietnia 2009

Wesołych Świąt !!!





Życzę wszystkim zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych. Niech radość płynąca z bycia z rodziną i przyjaciółmi da Wam dużo sił i radości. Życzę Wam też (i również sobie) słonecznej, ciepłej pogody, aby te kilka wolnych dni wykorzystać na cudne spacery z Najbliższymi.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Karkówka Worcester z kardamonem i pieczonymi warzywami

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009




Pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, to u nas śniadanie z rodziną przeciągające się nieraz do 14 po południu. W niedzielę nie jemy obiadu, ponieważ nasze dania śniadaniowe często zakrawają o te obiadowe. Tak jest w przypadku żurku z białą kiełbasą i pieczonego schabu ze śliwką. Ale za to w drugi dzień Świąt pierwsze skrzypce gra uroczysty obiad. Zazwyczaj na długo przed Świętami (gdy już ustalimy kto będzie kiedy u kogo - z czego zawsze wynika zamieszanie z poplątaniem:) ustalamy menu. Jakoś zwykle trudniej jest nam wymyślić dania obiadowe i sałatki niż ciasta. Czy u Was też tak się dzieje?
W tym roku postawiłam na karkówkę, a jako, że jestem w dalszym ciągu na etapie odkrywania kardamonu (tutaj o nim trochę pisałam) i moja miłość do tej przyprawy wciąż rośnie, skomponowałam marynatę z jej udziałem i wyszła mi całkiem dobra pieczeń:)
Jest to moja wielkanocna propozycja do zabawy Olgi Smile prowadzącej blog Smak Imprezy



Karkówka Worcester z kardamonem i pieczonymi warzywami
4-5 osób

800g karkówki
1 łyżeczka soli
pół łyżeczki zmielonego kardamonu
5 łyżek sosu Worcester
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka czosnku granulowanego

bulion warzywny

1 średnia cebula pokrojona w plastry
1 duża marchewka pokrojona w 0,5mm grubości krążki
1 łodyga selera naciowego pokrojona w 1 cm kostkę
2-3 średnie ziemniaki pokrojone na ósemki


Sól, kardamon, sos Worcester, oliwę i czosnek wymieszać. Karkówkę włożyć do naczynia żaroodpornego z pokrywką, zalać marynatą, przykryć pokrywką i włożyć na całą noc do lodówki. Następnego dnia, nastawić piekarnik na 200°C. Do naczynia z karkówką i marynatą wrzucić warzywa (oprócz ziemniaków) i obtoczyć je w marynacie. Dolać bulion, aby płyn uzyskał głębokość około 15 mm. Piec bez pokrywki 40 min od czasu do czasu podlewając mięso i warzywa wytworzonym sosem. Po upływie 40 min dołożyć ziemniaki, przewrócić mięso na drugą stronę i piec dalsze 40 min.

sobota, 4 kwietnia 2009

Weekendowa piekarnia #26 Chleb z serkiem ricotta







Weekendową Piekarnię # 26 poprowadziła Atina. Wybrała bardzo dobry, puszysty chlebek o białym miąższu z dodatkiem serka ricotta. Tak jak Atina zalecała, zagniotłam chleb ręcznie w ramach wiosennych ćwiczeń na mięśnie ramion i przedramion;)
Ciasto było tak plastyczne, że nie mogłam się powstrzymać, aby zapleść go na kształt chałki:)




Chleb z serkiem ricotta

100 g wody
40 g mleka 3,2%
5 g drożdży instant
250 g mąki (w przepisie podana jest uniwersalna)
15 g masła
90 g serka ricotta
5 g soli
* wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową

Wszystkie składniki wymieszać, a następnie przełożyć na omączony blat i wyrabiać przez około 10 minut. Ciasto warto wyrobić ręcznie, całkowicie rezygnując z wyrabiania przy pomocy maszyny. Zagniecione ciasto przełożyć do naoliwionej miski i pozostawić do wyrośnięcia na około 1,5 godziny albo do podwojenia objętości.
Wyrośnięte ciasto ponownie przełożyć na omączony blat i uformować z niego bochenek o dowolnym kształcie. Następnie przykryć go ściereczką i pozostawić na kolejną godzinę.
Chleb włożyć do piekarnika nagrzanego do 230°C, z parą wodną. Po około minucie zmniejszyć temperaturę do 200°C i piec przez 20-25 minut, aż do momentu, kiedy skórka będzie miała średnio brązowy kolor. Pozostawić do całkowitego wystudzenia.

piątek, 3 kwietnia 2009

Weekendowa Cukiernia #1 - Maksymalnie Czekoladowe Ciasto





Zaczęła się nowa międzyblogowa zabawa, tym razem wspólnie, co dwa tygodnie pieczemy ciasta. Szefem akcji jest Zawszepolka prowadząca blog Around the kitchen table.... Polka również była gospodynią pierwszej, inauguracyjnej Weekendowej Cukierni. Wybrała ciasto czekoladowe do granic możliwości lecz przy tym wyważone i wykwintne. Jeśli ktoś planuje obiad np. dla przyszłej Teściowej, to polecam, bo tort robi wrażenie. Jak dla mnie jest perfekcyjny. Tym ciastem nie da się „obżerać” (przepraszam za wyrażenie:) - jeden kawałek i na tym koniec, w myśl zasady, aby przerwać zabawę w najlepszym momencie.
Polko, dziękuję za przepis!!!
Wprowadziłam jedną zmianę w musie czekoladowym, którym przełożyłam ciasto: zamiast piany z białek dałam 250g serka mascarpone i wyszedł krem zamiast musu.
oryginalny przepis jest u Polki, a ja podaję tak jak zrobiłam (zmiana polegała na zrezygnowaniu z białek na rzecz mascarpone oraz piekłam ciasto w dwóch formach, a nie w jednej.

To ciasto przeniosło mnie do maleńkiego miasteczka Lansquenet we Francji, gdzie dzieje się akcja książki Joanne Harris „Czekolada”. Siedzę przy ladzie w sklepiku La Celeste Praline, piję chocolat espresso i jem maksymalnie czekoladowe ciasto malutkim platerowanym widelczykiem. Vianne Rocher ukroiła też kawałek dla siebie i córki Anouk. Reszta tortu stoi na kontuarze obok srebrnego czajnika z parującą czekoladą...





Maksymalnie czekoladowe ciasto: z kremem czekoladowym i czekoladową polewą

Ciasto
225g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)
5 dużych jajek, białka i żółtka oddzielnie
150g drobnego cukru do wypieków
125g niesolonego masła, miękkiego
50g mielonych migdałów4 łyżki stołowe Grand Marnier (nie dałam)

Krem
142ml śmietany kremówki
225g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)
4 duże żółtka
250g serka mascarpone


Polewa:
200g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)
50g masła
2 łyżki cukru pudru

Piekarnik nagrzać do 180°C (termoobieg 160°C, piekarnik gazowy poziom 4). Okrągłą tortownicę o średnicy 20cm wyłożyć papierem do pieczenia.Zaczynamy od ciasta - czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. Gdy czekolada rozpuści się, odstawiamy ją aby ostygła. Żółtka ubijamy z cukrem (najlepiej mikserem) aż masa będzie gładka i lśniąca. Nie przerywając miksowania dodajemy po trochu masło ubijając mikserem na małych obrotach. Następnie dodajemy wystudzoną czekoladę i mielone migdały. W osobnej misce ubijamy białka i dodajemy do masy jajecznej w dwóch częściach delikatnie mieszając. Przekładamy do tortownicy ( ja podzieliłam ciasto na dwie tortownice i piekłam równocześnie) i pieczemy 45 - 50 minut (ciasto ma być lekko wilgotne w środku, ale wypieczone na brzegach). Studzimy, wyjmujemy z tortownic.

Krem:
Żółtka ubijamy na parze aż uzyskają 80°C i staną się bardzo gęste. Czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Łączymy z żółtkami. Do tej masy dodajemy serek mascarpone i dokładnie mieszamy. Na końcu, gdy masa jest całkiem zimna, dodajemy ubitą śmietanę, jeszcze raz mieszamy i wykładamy krem na jeden krążek ciasta i przykrywamy drugim. Wstawiamy na noc do lodówki.
Na drugi dzień ciasto wyjmujemy z tortownicy i przygotowujemy polewę - masło, czekoladę i cukier topimy w kąpieli wodnej, lekko studzimy i pokrywamy nią ciasto.

środa, 1 kwietnia 2009

Chleb na zakwasie z otrębami i puree ziemniaczanym



Chleby zaczęłam piec dzięki Margot i Jej Weekendowej Piekarni. Przedtem wydawało mi się, że do wypieku chleba trzeba być zawodowym piekarzem, a wyprodukowanie zakwasu, to juz po prostu cud. Weekendowa Piekarnia była dla mnie pretekstem i bodźcem do przełamania strachu „piekarniczego”:)
I udało się! Pierwszy mój międzyblogowy wypiek stanowiła ciabatta, a było to w październiku zeszłego roku. Od tamtej pory piekę też na zakwasie, do którego podchodziłam trzy razy, ale w końcu odniosłam zwycięstwo. Świat mojej domowej piekarni wypełniony jest przepisami kolejnych wspaniałych chlebów i bułeczek proponowanych przez gospodynie poszczególnych edycji. Mam jednak trzy wspaniałe przepisy „z zewnątrz”, do których często wracam: pierwszy, to chleb tostowy, drugi to razowy chleb żytni z kminkiem Liski, a trzeci to bagietki z dużą ilością zakwasu Agnieszki z „Kuchni nad Atlantykiem”. Ten trzeci przepis zdążyłam już dobrze poznać. Na tyle dobrze, że mimo braku dużego doświadczenia przerobiłam go ostatnio nieco i jestem bardzo zadowolona z efektu. Wyszedł mi wilgotny, sprężysty i przepyszny chleb, który po trzech dniach wciąż pozostaje świeży.
Przy okazji pozbyłam się wielkiej ilości zakwasu:)



Chleb na zakwasie z otrębami i puree ziemniaczanym
keksówka 27 cm

550 g zakwasu żytniego
300 g mąki pszennej typ 650
1,5 łyżeczki drożdży suszonych

Papka:
125 ml wrzątku
3 kopiaste łyżki otrębów pszennych
3 kopiaste łyżki puree ziemniaczanego w proszku
1 łyżka zarodków pszennych
0,75-1 płaska łyżka soli
2 łyżki oliwy

Mak do posypania chleba

Zaczynamy od papki: wlewamy wrzątek do miski, wsypujemy otręby, puree ziemniaczane, zarodki pszenne, sól i oliwę. Wszystko dokładni mieszamy łyżką i odstawiamy do ostygnięcia.

Chleb:
Do dużej miski wlać zakwas i wymieszać go łyżką z mąką i drożdżami. Za pomocą miksera mieszać dalej dodając po łyżce letniej papki. Miksować około 5 minut na średnich obrotach. Ciasto będzie gęste, lecz nie utworzy kuli. Miskę przykryć i zostawić do wyrośnięcia na około 1,5 godziny. W połowie rośnięcia odgazować.
Przełożyć do keksówki posmarowanej olejem i wysypanej otrębami. Zostawić do wyrośnięcia na 1-1,5 godziny. Piekarnik nastawić na 220°C . Ciasto posypać makiem i dowolnie naciąć. Włożyć do gorącego piekarnika i od razu spryskać ścianki piekarnika spryskiwaczem. Piec około 40-45 min. Wyjąć i studzić na kratce.