poniedziałek, 30 marca 2009

Na straganie w dzień targowy...




Gdynia to miasto, w którym na próżno szukać kilkusetletnich zabytków (jak w sąsiednim tysiącletnim Gdańsku). Jest na to za młodym miastem. Prawa miejskie otrzymała w 1926 roku. Nasze „zabytki” nie są więc bardzo sędziwe.
Jednym z najstarszych gdyńskich budynków jak również jednym z najlepiej rozpoznawalnych, jest hala targowa znana chyba wszystkim w Trójmieście. Spora jej część, to stoiska mięsne, osobny budynek stanowi tzw. hala rybna, gdzie jest spory wybór świeżych ryb oraz targ warzywno-owocowy doskonale zaopatrzony w sezonowe i nie tylko produkty. Regularnie kupujący Gdynianie mają tutaj ulubionych sprzedawców: ten ma najlepsze miody, tamten ziemniaki, a tam na rogu to sprzedają najlepsze jajka, a obok śliczne bratki i stokrotki!
U nas, w Trójmieście, jeśli ktoś mówi „jadę na halę”, od razu wiadomo, że chodzi o targ:) Tak się przyjęło i już!
Tak więc w sobotę z rana pojechałam na halę:) Do tej pory bywałam tam od czasu do czasu, bardzo nieregularnie, ale wraz z wiosną zapoczątkowałam nowy zwyczaj: postanowiłam, że w soboty rano będę jeździć na halę kupować świeże warzywa i owoce. Pierwsza wizyta, jako, że potraktowałam poważnie mój nowy sobotni zwyczaj, upłynęła mi na obserwowaniu stoisk, sprzedawców, zapamiętywaniu co gdzie widziałam.... i tak dalej. Dziwne, ale czułam się, jakbym była tam pierwszy raz w życiu:)
Po pierwszej „poważnej” wizycie wiem, że rukolę kupiłam na dobrym straganie, za dobrą cenę, ale jabłka powinnam kupić kilka kramów dalej... lekcja na następną sobotę:)
Pierwsze oznaki wiosny na straganach już są - pęczki szczypiorku i koperku są jakby większe, rzodkiewki ładniejsze i smaczniejsze...oraz zatrzęsienie bratków, żonkili i tulipanów!
A oto twarożek z zielonymi dodatkami jaki zrobiłam na drugie śniadanie po zakupach:



Twarożek z rukolą, szczypiorkiem i rzodkiewką

400g twarożku śmietankowego
2 garście rukoli + ewentualnie więcej do dekoracji
6 - 8 rzodkiewek
pół pęczka szczypiorku
sól do smaku

Twarożek rozetrzeć w misce, aby był całkiem gładki. Odciąć łodyżki od rukoli, porwać na mniejsze kawałki, posiekać rzodkiewki i szczypiorek. Wszystko dobrze wymieszać , doprawić solą. I gotowe! Można udekorować listkami rukoli.

piątek, 27 marca 2009

Muffiny gruszkowe z goździkowym budyniem



W ogrodzie u mojej babci w Sopocie rosła ogromna grusza. Gdy dziadkowie wprowadzili się tam przed wojną, grusza była już ogromnym drzewem sięgającym dachu jednopiętrowego budynku. Nigdy, przez ponad pięćdziesiąt lat drzewo nie było nawożone, pobielane ani przycinane. A jednak regularnie co dwa lata rodziło tony owoców, które były zbierane przez dziadka, a później mojego tatę i wujków. Wchodzili oni na dach, ponieważ mniej więcej w tych okolicach zaczynały się najniższe gałęzie. Babcia, rzecz jasna, nie wchodziła na dach, ale zbierała owoce z ziemi z dokładnością co do jednego. Ani jeden się nie zmarnował. Cała rodzina i okoliczni sąsiedzi byli obdarowywani koszami soczystych gruszek. Wszyscy mieliśmy ogromny szacunek do tego drzewa. Po części ze względu na jego majestatyczne rozmiary (ta grusza mogłaby z powodzeniem konkurować z wielkimi świerkami), jej wiek, ale również ze względu na hojność wobec nas. Zawsze byliśmy zdziwieni ilością owoców jaką nam daje.
Czy drzewa czują nasze uczucia?
Ktoś twardo stąpający po ziemi mógłby powiedzieć, że przecież okolice Sopotu i Oliwy mają najlepsze warunki glebowe i klimatyczne dla roślin w Trójmieście, ale my wiemy, że to było po prostu wyjątkowe drzewo.
Dzisiaj nie ma Babci, Dziadka ani gruszy wśród nas. Nie ma też ogrodu, a dom został całkowicie odmieniony przez nowych właścicieli. Uśmiecham się do wspomnień - miłych i pogodnych. Przeglądam pożółkłe czarno-białe zdjęcia i te nowsze, kolorowe. Uśmiecham się przywołując w pamięci smak babcinego kompotu z gruszek o intensywnym goździkowym aromacie i gruszek w sosie waniliowym. Zatopiona we wspomnieniach wymyśliłam takie oto muffiny:



Muffiny gruszkowe z goździkowym budyniem
12 sztuk

Ciasto:
200 g mąki
100 g cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka cynamonu
1 jajko
150 ml mleka
75 g rozpuszczonego masła
100 g posiekanej mlecznej czekolady
2 nieduże gruszki pokrojone w kostkę (o wymiarach niecałego centymetra)

Budyń:
125 ml. śmietanki UHT 12 lub 18%
1 łyżka brązowego cukru
4 utłuczone goździki
1 łyżka mąki ziemniaczanej


Składniki budyniu wymieszać w rondelku i zagotować mieszając. Na małym ogniu gotować około 1 minuty. Zdjąć z palnika i wystudzić.

Ciasto
Mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę i cynamon wymieszać w misce. W drugiej misce wymieszać jajko , mleko i rozpuszczone, wystudzone masło. Mokre składniki wlać do suchych, wymieszać łyżką lub widelcem tylko do momentu połączenia się składników. Wsypać posiekaną czekoladę, gruszki i delikatnie wymieszać.
Formę do muffinek wyłożyć papilotkami i nakładać ciasto (najlepiej łyżką do lodów) niemal do pełna. Na wierzch każdej porcji ciasta kłaść łyżeczkę budyniu.
Muffiny piec 25-30 min. w temp. 190°C.

wtorek, 24 marca 2009

Chrupiąca sałatka z selera naciowego



Przypomniał mi się film „Nigdy w życiu” na podstawie książki Katarzyny Grocholi nazywany polską komedią romantyczną. Świetni aktorzy, dowcipne dialogi trafiające w moje poczucie humoru i te sielskie krajobrazy.... Film z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, który z przyjemnością obejrzałabym jeszcze raz. Kiedy grano go w kinach? Nie pamiętam dokładnie, ale utkwił mi w pamięci między wieloma obrazami jeden szczegół - marchewka pokrojona w słupki stojąca w kubeczku na biurku Judyty.
Jak tylko widzę Danutę Stenkę, która grała Judytę, przypomina mi się chrupanie marchewki. Dziwny szczegół zapamiętałam z komedii z romantycznym happy endem na moście Świętokrzyskim:) Co zrobić, tak wyszło:) I jakby tego było mało, od tamtej pory też przygotowuję sobie taką przekąskę siedząc przy komputerze. Tylko ja dokładam jeszcze do kubeczka seler naciowy. W decybelach, to seler chyba nawet przewyższa „hałasem”, który robi przy chrupaniu poczciwą marchewkę, ale to może tylko takie moje odczucie:).
W zeszłym tygodniu kupiłam duży, dorodny seler naciowy, którego część schrupałam w taki właśnie sposób, z części zrobiłam pyszną przystawkę do obiadu zaproponowaną przez Margot, a resztę zużyłam na chrupiącą i lekką sałatkę. Gdy studiowałam, jadłam ją niemal codziennie, ponieważ była stałym elementem baru sałatkowego tam, gdzie się żywiłam. Jedząc ją często, odkryłam składniki w niej zawarte i odtwarzam ją teraz w swoim domu. Smakuje bardzo podobnie.



Sałatka z selera naciowego z jabłkiem
4 porcje

4 łodygi selera naciowego
1 jabłko z intensywnie czerwoną skórką
1 garść rodzynek
1 garść orzechów włoskich
125 ml jogurtu naturalnego

Seler i jabłko pokroić w kostkę. Jabłka nie obieramy, tylko usuwamy gniazdo nasienne. Wrzucamy do salaterki, wsypujemy rodzynki i posiekane orzechy włoskie. Wlewamy jogurt i mieszamy wszystkie składniki. Ja tej sałatki (chyba jedynej) nie przyprawiam zupełnie niczym. Nam smakuje najbardziej bez żadnych dodatków.

sobota, 21 marca 2009

Wiosenne szyszki



Wiosna. Słoneczny, pracowity poranek. Wiosenne porządki, przesadzanie kwiatów do świeżej ziemi i większych doniczek, sprzątanie balkonu, doglądanie młodziutkich siewek aksamitek posianych przez naszego synka w zeszłym tygodniu. Zbiór kiełków rzodkiewki.
Wiosna. Słoneczne, leniwe popołudnie. Wiosenny remont wreszcie skończony. Wdychamy zapach nowych mebli i wykładziny. Chodzimy środkiem pokoju, aby nie dotknąć świeżo pomalowanych ścian. Chcemy, aby ta kojąca zieleń pozostała jak najdłużej nieskazitelna. U Krzysia w pokoju wisi duża tablica korkowa. Mam nadzieję, że uchroni ściany przed zaklejeniem rysunkami z robotem WALL.E. Przed remontem skrobaliśmy kilometry taśmy klejącej ze ścian. Nasze dziecko przyklejało nią własnoręcznie namalowane portrety ulubionego bohatera - WALL.E’ego.
Siedzimy na podłodze i gramy w „Grzybobranie”. Każdy chciałby zebrać jak najwięcej prawdziwków, a ominąć muchomory... Po skończonej grze zerkamy za okno - dalej wiosenne słońce, lecz dość zimno. Nie mamy ochoty na spacer, ale na podwieczorek, owszem! Szybciutko przygotowujemy więc szyszki z ryżu preparowanego, czyli dmuchanego. Taki ryż nasze dziecko jadło pierwszy raz w życiu, a my - po co najmniej dziesięcioletniej przerwie. Dziwne, bo widziałam go nieraz na półce sklepowej. Widocznie został wyparty przez inne, bardziej „nowoczesne” chrupki. Aż w końcu, razem z cukierkami toffi (też zapomnianymi na dłuuugi czas:)) wylądowały w moim koszyku. Jak przyjemnie było sobie przypomnieć smak tego ryżu i charakterystyczny, miły zapach. I nasypać go sobie na rękę i dmuchnąć .... nie szkodzi, że trzeba było później zamiatać kuchnię, musiałam to zrobić, nie mogłam się powstrzymać:)



Przepis na Szyszki zaczerpnięty z Biblioteczki Poradnika Domowego.

Ryżowe szyszki
około 30szt

15 dkg preparowanego ryżu
20 dkg masła
30 dkg cukierków toffi lub irysów
4 łyżki kakao lub 5 dkg czekolady
oliwa

W garnku (dość dużym) stopić masło, wsypać pokrojone na kawałki cukierki i kakao lub czekoladę. Mieszać na małym ogniu aż składniki się połączą i powstanie gładka masa. Zdjąć z palnika i wsypać ryż. Dokładnie wymieszać i odstawić. Gdy masa będzie letnia formować dłońmi maczanymi w oliwie kulki lub szyszki. Układać je na papierze do pieczenia i wstawić do lodówki do zastygnięcia.

Weekendowa piekarnia #24 - Chleb ze świeżym koperkiem






Mamy 24 weekend z Weekendową Piekarnią. Aklat zaproponowała pyszny chleb ze świeżym koperkiem. Chleb jest bardzo pachnący koperkiem i po prostu pyszny. Upiekłam jeden duży bochenek w naczyniu żaroodpornym. Próbowałam naciąć chleb na kształt promieni słonecznych, ale, jak zwykle, miałam problem z nacinaniem. Czy ja się tego kiedyś nauczę???
Aklat, dziękuję za wynalezienie pysznego chleba!



Chleb ze świeżym koperkiem

Sponge:
1 cup (226,7 g) letniej wody,
1/2 łyżeczki drożdży instant,
1 1/4 cup (148,8 g) mąki chlebowej,
1/4 cup (28,3g) mąki
*

Ciasto właściwe:
cały sponge,
1 cup (58,6 g) świeżego koperku, posiekanego,
226,7 g jogurtu naturalnego,
1 1/2 łyżeczki soli,
1/2 łyżeczki drożdży instant,
1 1/4 - 1 1/2 cup (148,8 - 177 g) mąki chlebowej,
1 1/4 - 1 1/2 cup (148,8 - 177 g) mąki *


Wymieszać składniki sponge i zostawić pod przykryciem na 3-12 h, w temperaturze pokojowej.
Sponge wymieszać z resztą składników, mąkę najlepiej dodawać partiami i dostosować jej ilość do wilgotności ciasta. Wyrabiać 5 minut (jeśli mikserem to na 2 prędkości). Pozostawić ciasto na 10 minut, żeby odpoczęło i powtórnie zagniatać przez 5 min. Ciasto umieścić w lekko naoliwionej misce i zostawić do wyrośnięcia na 1 h lub do momentu, aż podwoi swoją objętość. Uformować 1 lub 2 bochenki dowolnego kształtu. Bochenki pozostawić do wyrośnięcia na 45-90 minut.
Rozgrzać piekarnik do 250 stopni mniej więcej w połowie czasu wyrastania chleba. 10 minut przed pieczeniem wstawić do piekarnika naczynie z wodą. Temperaturę w piekarniku przykręcić do 220 stopni i wstawić bochenek. Piec 15 minut, po tym czasie wyjąć naczynie z wodą i piec kolejne 10-15 minut. Gotowy bochenek powinien wydawać głuchy odgłos jeśli się go popuka od spodu. Pozostawić chleb na kratce na 2 h, aż zupełnie ostygnie.
* w oryginale jest to white whole wheat flour, czyli mąka typu 1600, w Polsce raczej niedostępna, ale można użyć mąki razowej typ 2000 i chlebowej w proporcjach 3:1 i powinno się zgadzać (mniej więcej :))

czwartek, 19 marca 2009

Tosty z kremem serowym



Nie tak dawno, przy okazji drożdżówek z twarogiem, pisałam o tym, że nie lubię brzmienia wyrazu „ser”. Ale co tu zrobić, jak inaczej nazwać główny składnik tych tostów? Na dodatek wyśmienitych? Tosty z żółtym .... czymś? Nie będę się wygłupiać i na potrzeby przepisu kombinować nowe wyrazy „tego czegoś, czego nazwy nie wolno wymawiać”. Kto czytał Harrego Pottera, będzie wiedział o czym mówię (ja czytałam wszystkie części z wielkim zaciekawieniem).
Tak więc zapraszam na tosty z kremem z serowym na angielską nutę. Dodam jeszcze, że telepatycznie, bez umawiania się, zrobiłam podobne tosty do tych, które niemal w tym samym czasie przyrządzili Irena i Andrzej w swojej kuchni :)
Chlebek tostowy domowej roboty można znaleźć u mnie tutaj.

Tosty z kremem serowym
6 kromek

1/4 szkl. jasnego piwa (dałam Żywiec)
1 łyżka mąki
1 łyżka masła
150 g łagodnego żółtego sera (można dać cheddar, będzie bardziej „angielskie”, my jednak lubimy tylko łagodne i delikatne w smaku sery)
1 łyżka sosu Worcester
1 żółtko

Masło rozpuścić w garnuszku, energicznie mieszając dodać mąkę, a następnie piwo. Ser pokroić w kostkę, dołożyć do garnuszka i rozpuścić cały czas mieszając. Masę zdjąć z palnika, dodać sos Worcester, żółtko i wymieszać do uzyskania gładkiej masy.
Piekarnik nagrzać do temp. 200°C. Masę rozsmarować np. łyżką na kromkach chleba tostowego i zapiec w gorącym piekarniku na złoty kolor około 10 min. Po zapieczeniu posypać słodką papryką.

wtorek, 17 marca 2009

Kakao. Kawa. Kardamon.



Niezmiernie się cieszę, że tu gdzie mieszkam, mam pod nosem dobrze zaopatrzony sklepik ze zdrową ekologiczną żywnością. To z niego pochodzą wszystkie moje mąki do wypieku chleba, siemię lniane, herbata malinowa, cukierki wykrztuśne i przyprawy. Sklepik jest zapchany towarem maksymalnie, zawsze mogę dostać to, co chcę, a jak nie ma, to pani sprzedawczyni wpisuje to na listę „do zamówienia”. Mam nadzieję, że sklepik jeszcze długo będzie działał. Jest mi z nim bardzo wygodnie.
Ostatnio, gdy kupowałam tam kolejny kilogram mąki do chleba, nabyłam również kardamon, z którym nigdy przedtem nie miałam do czynienia. Wiedziałam, że kardamon jest zdrowy (starożytni Grecy i Rzymianie wykorzystywali go jako lekarstwo), że jest królową przypraw, obok pieprzu - króla przypraw. I że dosypuje się go do kawy i herbaty - ma cytrynowy aromat i korzenny smak. To wszystko o nim wiedziałam, lecz nigdy jeszcze jego właściwości i smaku nie testowałam na własnej skórze.
Tak więc na początek zaparzyłam sobie kawę z kardamonem - pyszna! Później herbatę - też niczego sobie :) A teraz przyszła pora na wypieki i dania obiadowe. Znając już smak tej przyprawy, dodałam ją do zwykłej babki marmurkowej przykrytej polewą również z dodatkiem kardamonu. Byłam bardzo zadowolona z efektu! Z codziennej, niepozornej babki zrobił się wyjątkowy deser :)
Cieszę się również z innego powodu - że jeszcze mam tyle smaków do odkrycia! Jakie to jest ciekawe



Babka z kardamonem

200 g miękkiego masła
3 jajka
240 g mąki
100 g cukru brązowego
120 g drobnego białego cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
3 łyżki mleka
1 płaska łyżka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sproszkowanego kardamonu
1 płaska łyżka kakao
1/4 łyżki kawy espresso w proszku

Polewa
50 g masła
4 łyżki brązowego cukru
1 łyżka kakao
1/2 łyżki kawy espresso w proszku
8 łyżek mleka
1/2 łyżeczki sproszkowanego kardamonu


Ciasto
Masło z cukrami utrzeć na pulchną masę (co najmniej 10 minut mikserem). Po tym czasie dodawać po jednym jajku. Po każdym jajku dobrze wymieszać. Dodać 2 łyżki mleka, kardamon i wymieszać do połączenia się składników. Zmniejszyć obroty na minimalne i dodać mąkę. Zmiksować. 2/3 ciasta włożyć łyżką do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Ciasto będzie gęste. Do pozostałego ciasta dodać kakao, 1 łyżkę mleka, kawę i wymieszać. Masę wyłożyć na jasne ciasto i porobić esy -floresy patyczkiem do szaszłyków, aby oba kolory trochę na górze się zmieszały.
Piec około 1 godz. w temp. 180°C. Po wyjęciu i wystudzeniu polać polewą.

Polewa
Wszystkie składniki oprócz kardamonu włożyć do rondelka i zagotować mieszając od czasu do czasu. Gotować mieszając 10 min na małym ogniu, aż masa zgęstnieje. Zdjąć z palnika, wsypać kardamon i zamieszać. Ciepłą polewą polać ciasto i odstawić do stężenia polewy.

sobota, 14 marca 2009

Gotowany kurczak z ananasem i mandarynkami



Gotowany kurczak kojarzy mi się z wczesnym dzieciństwem. Z jesienią, zimą i czasem spędzonym w łóżku wśród chusteczek i syropów. Gdy dopadało mnie porządne przeziębienie, takie, że musiałam leżeć przykryta po uszy, Mama gotowała mi rosół i pierś lub udko z kurczaka. Podawała mi to z ryżem, na tacy do łóżka. Nie przypominam sobie, żebym grymasiła. Smakowało mi to dietetyczne jedzenie. Na co dzień Mama nigdy nie robiła gotowanego kurczaka, więc mam tylko i wyłącznie skojarzenia „chorobowe” z nim związane. Niemniej miłe skojarzenia, bo nawet przy gorączce zawsze jeść lubiłam i zostało mi to do dziś:) Ja w swojej kuchni, gdy gotuję rosół z kury ( z prawdziwej kury rosołowej!), mięso zazwyczaj wkładam do zamrażarki i w wolnej chwili mielę, aby zrobić farsz do pierogów, które wszyscy uwielbiamy.
Wracając do gotowanego kurczaka, to robię go w zupełnie innej wersji, często wtedy, gdy podejmuję gości. Jest to bardzo szybkie danie i wygodne, bo łatwe do podgrzania. Czy dietetyczne? No w sumie, to mięso gotowane, ale nie zaryzykuję takiego stwierdzenia. Nazwałabym je „lekkie”. Takie lekkie mięsko przyrządzam, gdy planuję po obiedzie obfity deser, np. tort.

Gotowany kurczak z ananasem i mandarynkami
6-8 porcji

2 podwójne piersi z kurczaka
2 szkl wody
1 kostka rosołowa
1 puszka ananasów (580g)
3/4 puszki mandarynek (puszka około 300g)
2 łyżeczki curry w proszku
1/2 szkl. śmietanki UHT 18%
1,5-2 łyżki mąki krupczatki
sól i ewentualnie cukier do smaku

Całe piersi z kurczaka ugotować w bulionie z kostki rosołowej. Gotować 15 minut. Wyjąć łyżką cedzakową i trochę wystudzić. Zachować 1 szkl bulionu. Resztę zużyć np. do zupy. Gdy kurczak będzie na tyle wystudzony, że nie będzie parzyć rąk, pokroić go w kostkę.
Do bulionu wsypać curry w proszku, 3/4 soku z ananasów z puszki i wrzucić kurczaka. Gotować 3-4 minuty na małym ogniu. Po tym czasie wrzucić pokrojone na kawałki ananasy i mandarynki. Śmietanę wymieszać z mąką i również dodać do garnka. Wszystko zagotować i gotować przez 1 minutę. Jak trzeba, to doprawić solą. Można też dać trochę cukru.
Posypać natką pietruszki i podawać z ryżem.

Weekendowa piekarnia #23 - Chleb na czerwonym winie z orzechami piniowymi i figami







W tym tygodniu gospodynią Weekendowej Piekarni zarządzanej przez Margot została Zawszepolka, która wyszukała przepis na chleb z czerwonym winem, figami i orzeszkami pini. Musiałam pozmieniać dodatki z braku takowych w domu. Figi zastąpiłam rodzynkami, a orzeszki piniowe pół na pół orzechami włoskimi i pestkami słonecznika. Chleb wyszedł bardzo smaczny i pierwszy raz w życiu moje nacięcia nie zniknęły w czasie pieczenia. Wino, które kupiłam miało bardzo głęboki kolor i dzięki temu chleb ma ciekawą barwę. Przepis na pewno zachowam, ponieważ polubiliśmy ten chleb.
Nie obyło się bez przygód - mikser, który służył mi do wyrabiania ciasta chlebowego postanowił zakończyć swój żywot jak tylko zobaczył składniki jakie ma zagniatać:) Tak więc pierwszy raz w życiu ciasto chlebowe zagniatałam ręcznie (nie licząc metody Bertineta w niektórych wypiekach).
Polko, dziękuję za tą edycję Piekarni i za znalezienie takiego pysznego chleba!
Piekłam z całej porcji i wyszedł mi wieeeelki bochenek (czym się wcale nie martwię:)



Chleb na czerwonym winie z orzechami piniowymi i figami

Pasta orzechowo-figowa (waga po namoczeniu i odsączeniu - 350g)

250g czerwonego wina (autor nie określa jakiego, ja myślę ze dobrze byłoby użyć wytrawnego)
100g orzeszków piniowych ( dałam orzechy włoskie i słonecznik)
200g suszonych fig, pokrojonych w ósemki (dałam rodzynki)

Ciasto właściwe

250g pszennej maki chlebowej (50%)
250g pszennej maki chlebowej razowej (50%)
1,5 łyżeczki soli

260g wina i wody (należy zużyć cale wino, które zostanie nam po odsączeniu fig i orzeszków piniowych oraz dodać tyle wody by razem było 260g) (52%)
1,25 łyżeczki świeżych, pokruszonych drożdży (1%) (czyli będzie jakieś 0,5 łyżeczki drożdży suszonych i niepełne 0,5 drożdży instant)
150g pszennego zakwasu (30%) (nie mam wiec użyłam żytniego)
350g odsączonych fig i orzeszków piniowych (u mnie słonecznik, orzechy włoskie i rodzynki)

W rondlu umieszczamy pokrojone figi, orzeszki piniowe i wino. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy ok. 1 minutę. Zdejmujemy z palnika, przykrywamy i zostawiamy na noc w temperaturze pokojowej mieszając jeden raz przed pójściem spać. Na drugi dzień odcedzamy i zachowujemy cale wino. Dodajemy do niego tyle wody, by cały płyn dal nam 260g.

W dużej misce mieszamy obie maki i sol. W drugiej misce mieszamy zakwas z woda i winem; dodajemy figi i orzeszki piniowe. Dodajemy make do mokrych składników i całość mieszamy ręką (lub za pomocą miksera, ale na niskich obrotach bo z naszych fig nie zostanie nic). Gdy składniki połączą się, miskę przykrywamy i odstawiamy na 10 minut, aby ciasto odpoczęło. Po 10 minutach ciasto wyjmujemy na lekko omączony lub naoliwiony blat i krotko zagniatamy (10-15 sekund). Przekładamy do czystej miski, przykrywamy i odstawiamy na 30 minut. Po tym czasie ciasto zagniatamy ponownie (10-15 sekund), po czym ciasto składamy i przekładamy z powrotem do miski na 1,5 godziny. Po tym czasie ciasto wyjmujemy, lekko odgazowujemy (inaczej będziemy mieć wieeeelekie dziury) , formujemy w kulę i wkładamy do (koszyka) złączeniem do góry i przykrywamy omączona ścierka. Zostawiamy do rośnięcia na ok. 1,5 godziny.
Piekarnik nagrzewamy do 210°.C. Wierzch bochenka lekko smarujemy oliwa (za pomocą pędzelka) i nacinamy na ukos na całej powierzchni (można naciąć jak kto lubi). Przenosimy bochenki na blachę (kamień) i pieczemy przez 45 minut do złoto-zbrązowienia. Upieczony bochenek wyda pusty odgłos jeśli w niego popukamy.

czwartek, 12 marca 2009

Tartaletki kakaowo - śmietankowe




Dzisiaj, jak tylko zobaczyłam za oknem słońce, postanowiłam, że odbędę pierwszy w tym roku spacer z kijkami Nordic Walking. Nie jestem fanem siłowni, a ten sposób zrzucenia paru wałeczków tłuszczu bardzo mi odpowiada. Chodzę na takie spacery od zeszłego roku i mam ustaloną trasę zajmującą około godziny czasu. Nie dość, że takie spacery korzystnie wpływają na moje zdrowie, to jeszcze doskonale odprężają. Podczas tej godziny sam na sam z kijkami mam ogromną łatwość zebrania myśli, zastanowienia się nad niektórymi nurtującymi mnie problemami i o dziwo właśnie w czasie marszu przychodzi sposób rozwiązania spraw teoretycznie nie do rozwiązania, większość moich pomysłów więcej lub mniej szalonych rodzi się „z kijkami w dłoni”. To na pewno w dużym stopniu wpływ dotlenienia, ale co jeszcze? Nie wiem. Po godzinie przychodzę wyciszona, odprężona i gotowa na czekające mnie zadania.
Jak przystało na fanatyczkę jedzenia i gotowania, nie trudno się domyślić, co przeważnie zaprząta moje myśli podczas tych sześćdziesięciu minut na świeżym powietrzu. Nawet na odchudzających spacerach najczęściej myślę o... jedzeniu! Trochę to straszne, trochę śmieszne, ale co zrobić, ten typ tak ma:) No więc... zastanawiałam się, co by tu słodkiego, niedużego upiec wykorzystując nowo nabyte foremki do tartaletek. Wymyśliłam, że zrobię mini tarty kakaowe ze śmietankowym kremem. Bardzo szybkie, stanowiące lekki deser po obiedzie. Wyszły całkiem przyjemne w smaku:)



Tartaletki kakaowe z kremem śmietankowo-waniliowym
8 tartaletek ø 10 cm

Ciasto
150 g masła
200 g mąki
3 łyżki cukru
2 żółtka
2 płaskie łyżki kakao
szczypta soli
ewentualnie 1 łyżka kwaśnej śmietany

Krem
400 ml śmietanki UHT 18%
1 jajko
2 żółtka
100 g cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki esencji waniliowej

Wykonanie:

Ciasto
Z podanych składników zagnieść ciasto. Jak nie będzie chciało się lepić, dodać śmietanę. Zagniecioną kulę ciasta owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na czas przygotowania kremu. Foremki wysmarować masłem. Ciasto rozwałkować. Wycinać krążki o trochę większej średnicy niż foremki i wylepić je ciastem. Ja wycinałam pucharkiem do lodów o średnicy 11 cm. Resztę (skrawki) ciasta zostawić do dekoracji.
Podpiec tartaletki w temp. 180°C przez około 12 min. Następnie wyjąć z piekarnika, nałożyć krem, prawie do pełna i ułożyć kratkę z resztek ciasta. Ponownie włożyć do piekarnika i zapiec przez 15-20 min. Przed podaniem posypać kakao.

Krem
Jajka z cukrem, mąką ziemniaczaną i wanilią ubić mikserem aż masa stanie się kremowa.
Śmietankę zagotować. Po zdjęciu z palnika od razu wlać śmietankę do masy jajecznej i ubijać całość na parze, aż zgęstnieje do konsystencji masy budyniowej. Wystudzić. Po wystudzeniu napełnić tartaletki, przykryć kratką z resztek ciasta i zapiec.

wtorek, 10 marca 2009

Drożdżówki z twarogiem




Drożdżówki w tym kształcie widziałam wczoraj rano w mojej ulubionej piekarni, a po południu na stoisku z pieczywem w Bomi. Tak naprawdę, to widziałam je setki razy. Nadziewane makiem, dżemem lub twarogiem.
Często się tak zdarza, że próbuję „sklonować” w domu jedzenie widziane w sklepie czy restauracji. Czasem mi się to udaje, a czasem nie. Jak wszystko w życiu. W przypadku tych drożdżówek kopia wyszła mi bardzo zbliżona do oryginału, Mąż, gdy zobaczył je na talerzu, był pewien, że byłam w piekarni za rogiem. Jednak smak, mimo, że nadzienie pozornie identyczne jak w kupnych, o niebo lepszy.
Zmieniłam też ich nazwę...
Nie lubię czegoś nie lubić, ale - no właśnie... - nie lubię brzmienia wyrazu „ser” i nie wyobrażam sobie, żeby coś tak dobrego jak te drożdżówki nosiły nazwę „drożdżówki z serem”, jak to ma miejsce w niemal wszystkich piekarniach. Mimo, że nie stronię od tych białych, żółtych i topionych, nazywam je „serek (już jest lepiej:)) lub twaróg, czy twarożek. Słowo „ser” mnie odstrasza. Po prostu. Mam nadzieję, że nie jest to jeszcze jedzeniofobia...
Tak więc zapraszam na pyszne drożdżówki z twarogiem, z przepisu zaciągniętego ze strony Dorotus „Moje wypieki”. Nadzienie również pochodzi ze strony Doroty, lecz z innego przepisu.
Ja moje drożdżówki posypałam dodatkowo cukrem pudrem.




Drożdżówki z twarogiem
12 - 15 drożdżówek

75 g margaryny lub masła
250 ml mleka
25 g świeżych drożdży (lub o połowę mniej suszonych)
szczypta soli
70 g cukru
50 dag mąki pszennej

Ponadto:
jajko do posmarowania, roztrzepane

Nadzienie

4 łyżki miękkiego masła
pół szklanki cukru pudru
1 żółtko
1 łyżka cukru waniliowego
400 g sera twarogowego

Składniki nadzienia połączyć ze sobą i utrzeć do momentu uzyskania gładkiej konsystencji

Ciasto:
Tłuszcz roztopić, dodać mleko, podgrzać do letniej temperatury (nie może być gorące!). Dodać drożdże, rozpuścić. Dodać pozostałe składniki, wyrobić ciasto, aż będzie gładkie. Odłożyć przykryte w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (1 - 1,5 h). Po wyrośnięciu dokładnie wyrobić, by usunąć pęcherzyki powietrza (ciasto w przekroju powinno być gładkie).
Rozwałkować na placek o wymiarach około 30 x 50 cm. Posmarować ciasto nadzieniem, zwinąć w roladę, którą pokroić na kawałki o grubości 2 - 3 cm. Ułożyć je na blaszce w sporych odstępach. Trzonkiem noża, drewnianą łyżką, itp. nacisnąć wzdłuż środka każdego kawałka, aby jego boki uniosły się do góry. Odstawić do wyrośnięcia, ale nie na długo, około 10 - 15 minut. Kiedy lekko podrosną, posmarować roztrzepanym jajkiem.

Piec w temp. 220°C przez 10 minut. Studzić na kratce.

poniedziałek, 9 marca 2009

Panettone z kawałkami czekolady






Znowu udało mi się piec przez Internet! I znowu z Margot! Tym razem piekłyśmy babki drożdżowe Panettone, lecz nie z bakaliami, jak to zwykle bywa w ich przypadku, lecz z czekoladą we własnoręcznie zrobionych foremkach. Przepis znaleziony tutaj obfitował w nowe dla mnie doświadczenia. Nauczyłam się robić foremki z papieru do pieczenia (tutaj pokazane jest jak je się robi, a pod przepisem podałam tłumaczenie opisów poszczególnych etapów) oraz dowiedziałam się, że panettone powinny zaraz po upieczeniu zostać powieszone do góry nogami aż zupełnie wystygną. Moje, po powieszeniu bardzo chciały spaść, więc przyszpiliłam je w wielu miejscach, a nie jak podaje przepis, w dwóch. Nigdzie w necie nie znalazłam odpowiedzi czemu muszą tak wisieć. Mogę jedynie się domyślać. Wydaje mi się, że mają wtedy bardziej chrupiąca skórkę, ponieważ wilgoć ucieka do góry. Moje miały bardzo chrupiącą skórkę, były bardzo dobre w smaku, lecz nie tak piękne jak u Margot, której dziękuję za „towarzystwo” w pieczeniu:))).
A tak na marginiesie wiszące na kijach od miotły i mopa panettone wzbudziły wielką wesołość moich chłopaków:)



Panettone z kawałkami czekolady

Sponge
200 g mąki
106 g wody
1,25 łyżeczki drożdży
33 g cukru


Dough
138 g mąki
55 g zimnego masła
3,5 g soli
niecałe 0,75 łyżeczki drożdży
55 g żółtek
całe sponge
nasionka z pół laski wanilii
69 g drobnego cukru
69 g masła pokrojonego na kawałki jednocentymetrowe
200g czekolady deserowej (łącznie z drobinkami pozostałymi na papierku)

Glazura
55 g cukru
3 g mielonych migdałów
4 g oleju
4 g mąki kukurydzianej
4 g kakao
30 g białek
nasionka z pół laski wanilii
cukier perłowy do posypania


Ponadto:
3 koszyczki origami z papieru do pieczenia*
6 patyczków do szaszłyków (mi było potrzebnych więcej)

1. Sponge: Wymieszać wszystkie składniki i odstawić na 2 godziny
2. W misce miksera wymieszać na małych obrotach 6 pierwszych składników do momentu połączenia
3. Zwiększyć obroty i miksować dalej 1 - 2 minuty dodając wolno cukier w 4-5 porcjach. Miksować 2 min po każdej dodanej porcji cukru
4. Miksować, aż ciasto prawie będzie odchodzić od brzegów miski
5. Stopniowo dodawać masło i miksować na średnich obrotach aż ciasto będzie odchodzić od brzegów miski
6. Na najmniejszych obrotach dodać pokrojoną czekoladę i miksować do momentu połączenia się składników.
7. Zakryć miskę i zostawić na 10 min.
8. Wyjąć ciasto na omączony blat i podzielić na 3 równe części, z każdej uformować kulę.
9. Przykryć wszystkie kule i zostawić na 30 min. W tym czasie zrobić torebki* i przetkać po 2 patyczki u dołu każdej torebki.
10. Uformowane kule przełożyć do torebek.
11. Zostawić na 3,5 godz. aż powiększą objętość 2,5 razy. Wierzchołek kuli może być nieznacznie ponad brzegami torebki.
12. Piekarnik nastawić na 175°C.
13. Przygotować glazurę: wymieszać mątewką wszystkie składniki oprócz cukru perłowego. Rozsmarować glazurę na wszystkich trzech wyrośniętych kulach ciasta i posypać cukrem perłowym.
14. Włożyć torebki z ciastem do piekarnika bezpośrednio na „ruszt” i piec 30-35 min aż będą ciemnobrązowe.
15. Podczas jak babki się pieką przygotować „aparaturę wiszącą” (jak na zdjęciu u autorki). Jak babki się upieką jak najszybciej powiesić je do góry nogami.
16. Niech wiszą co najmniej 2 godziny, aż wystygną.

*Wymiary papieru do torebek - 20 x 25 cm.

Wykonanie koszyka:
1. Potrzebna będzie prostokątna kartka papieru.
2. Odwróć kartkę na drugą stronę i złóż na pół
3. Otwórz kartkę i złóż obie jej strony do środkowego zagięcia
4. Zegnij kartkę na pół w druga stronę
5. Otwórz znowu, aby wyglądała jak w punkcie # 3
6. Zegnij górę i dół kartki do środkowego zagięcia
7. Otwórz i połóż poziomo kartkę przed sobą
8. Zagnij każdy róg aż do pierwszego zagięcia
9. wystające brzegi kartki odegnij na zewnątrz
10. Włóż kciuk w każdy róg kartki tak, aby ścianki pudełka podniosły się do pionu
11. Jeśli zostało to zrobione prawidłowo, powinno wyglądać jak na zdjęciu obok

wtorek, 3 marca 2009

Weekendowa piekarnia #22 - Zaproszenie

Upieczone i prawie zjedzone:)

Z wielką przyjemnością upiekłam dwa chleby. Dwa zupełnie różne chleby - i w smaku i w kształcie. Pierwszy, czosnkowy smakuje idealnie z masłem. Podgrzałam go przed podaniem na stół, jak radzono w przepisie i to był strzał w dziesiątkę. Na zimno jest pyszny, ale po podgrzaniu jeszcze lepszy.
Jeśli chodzi o szczegóły techniczne, to ciasto jest bardzo miękkie, ale jakoś udały mi się te wszystkie żonglerki i nadzienie zostało tam gdzie trzeba, czyli w środku:)
Ponadto ten chleb jest mistrzem w wypełnianiu kuchni zniewalającym zapachem czosnku. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam ten zapach!!!







Drugi, jabłkowy, jest delikatnie słodki, bardzo dobry w smaku. Kromeczki w ciekawym, jasnokakaowym kolorze, wręcz stworzone, aby je zjeść z łagodnym żółtym serem lub z waniliowym serkiem Danio. U nas w domu w tej drugiej wersji bił rekordy popularności. Dodam jeszcze, że jest to chleb bardzo prosty do wykonania. Robiłam z połowy porcji i wyszedł mi jeden spory bochenek. Chociaż nie było podane w przepisie, przed pieczeniem górę warkocza posmarowałam mlekiem.




Nadchodzący weekend będzie 22-gim weekendem, kiedy spotkamy się wirtualnie w jednej wielkiej kuchni i będziemy piec. Niezmiernie się cieszę, że nasza założycielka Weekendowej Piekarni, Margot, powierzyła mi pieczę nad tą edycją. Margot, bardzo Ci dziękuję:)
Wybrałam dwa chlebki, jeden na zakwasie, mocno czosnkowy i pyszny (już go testowałam, ale nie omieszkam upiec go ponownie). Pochodzi z książki Maggie Glezer "Artisan Baking". Ten chlebek jest pięknie zilustrowany zdjęciami tutaj na każdym etapie jego powstawania. Natomiast drugi chleb jest na drożdżach. Pszenny, z dodatkiem jabłka i cynamonu. Tutaj jest on w formie warkocza (trzeba trochę przewinąć stronę). „Moja” edycja nakłada się akurat na Dzień Kobiet, więc pomyślałam, że jabłko z cynamonem będzie bardzo kobiecym dodatkiem do chlebka:)
Oba chleby będzie można zobaczyć u mnie w czwartek wieczorem (jak nic nie stanie na przeszkodzie;).
Z góry dziękuję wszystkim, którzy będą mieli chęć przyłączyć się do tej edycji i pozdrawiam!

Rustykalny chleb z pieczonym czosnkiem
2 bochenki ø około 20 cm

Zaczyn
22 g. zakwasu
31 g wody
30 g mąki*
30 g maki pszennej razowej


Ciasto właściwe
500g mąki
390 g wody
całe zakwaszone ciasto
12 g soli

Nadzienie i przybranie
3 łyżki pasty czosnkowej**
60 g tartego sera (w oryginalnym przepisie był podany ser Dry Jack lub Asiago, a autorka użyła Manchego)
2 nieobrane ząbki czosnku
6-8 gałązek natki pietruszki lub kolendry

Wykonanie
1. W misce wymieszać składniki zaczynu do momentu aż składniki się połączą. Przykryć i odłożyć w ciepłe miejsce na 8 godzin.
2. Składniki ciasta właściwego włożyć do miski zostawiając około 60g wody na później. Miksować aż składniki się połączą.
3. Zwiększyć obroty i miksować aż ciasto będzie gładkie, a gluten średnio rozwinięty (moje ciasto było miękkie).
4. Dodać pozostałą wodę. Ciasto będzie bardzo miękkie, nie da się z niego utworzyć kuli, ale powinno być elastyczne.
5. Przełożyć ciasto do miski lekko naoliwionej. Zostawić na około 4 godz. w temp. pokojowej, składając po 30, 60 i 90 minutach. Po tych 4 godzinach ciasto dalej będzie luźne i średnio będzie chciało trzymać kształt.
6. Przełożyć ciasto na lekko omączony blat i podzielić na dwie części. (Ja tutaj dodałam 2 łyżki mąki, bo było bardzo luźne). Uformować dwie kule , przykryć i zostawić na 20 minut.
7. Przełożyć 1 kulę do góry nogami na omączoną część blatu. Lekko spłaszczyć tworząc gruby placek. Na środku ułożyć 1,5 łyżki nadzienia z pasty czosnkowej i pokryć połową startego sera.
8. Brzegi placka podnieść do góry i złapać razem tworząc sakiewkę. Dobrze zlepić brzegi. Delikatnie przewrócić ciasto na drugą stronę i utworzyć kulę. Nadzienie jest w środku, a łączenie sakiewki na dole.
9. Na środku kuli zrobić mały znaczek „x” i włożyć tam nieobrany ząbek czosnku. Zwilżyć 3-4 gałązki pietruszki lub kolendry i ułożyć je naokoło ząbka czosnku. Z drugą kulą powtórzyć punkty 7-9.
10. Oprószyć natkę mąką i oba chleby ułożyć w koszyczkach do wyrastania (z płótnem porządnie omączonym) pietruszką do dołu.
11. Zostawić w temp. pokojowej 4 godziny.
12. Nastawić piekarnik z kamieniem do pieczenia na 215°C
13. Przełożyć bochenki na papier do pieczenia i naciąć naokoło 2,5 cm od krawędzi. Nie należy strzepywać mąki z natki, żeby przy pieczeniu się nie przypaliła.
14. Przełożyć bochenki na kamień. Piec z parą 10 min i następnie około 25 min bez pary, aż będą złotobrązowe. Zostawić w uchylonym piekarniku 10 min i dopiero wyjąć. Strzepnąć nadmiar mąki.
15. Przed podaniem podgrzać w piekarniku 10 min nastawionym na 175°C.

*autorka nie wspomina jaką mąkę użyć - ja dałam 650, ale chlebowa 720 pewnie byłaby lepsza
** wykonanie pasty czosnkowej: 3 cale główki czosnku, 3 łyżki oliwy z oliwek, sól i pieprz do smaku. Piekarnik nagrzać do 175°C. Każda główkę ściąć 0,5 cm od góry. Zostawić całe główki. Nie rozdzielać ich. Każdą główkę włożyć do formy muffinowej wyłożonej papilotkami do muffinek, polać każdą 1 łyżeczką oliwy i upiec w piekarniku. Piec około 1 godziny aż będą miękkie. Trochę ostudzić i wyjąć ząbki czosnku ze skórek. Ugnieść na papkę z resztą oliwy, solą i pieprzem. Trzymać w lodówce do momentu użycia.



Warkocz pszenny jabłkowo-cynamonowy
2 foremki 31x13 cm

1 łyżka suszonych drożdży
2 łyżki jasnego cukru brązowego
1 szkl. ciepłej wody (40-45°C)
1 szkl ciepłego mleka
6-6,5 szkl mąki chlebowej typ 720
2 średnie jabłka obrane i pokrojone w kostkę (np. szara reneta)
0,5 szkl. suszonych owoców ( np. żurawinę lub rodzynki)
0,5 szkl. posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki oleju z orzechów włoskich
2 duże jajka w temp. pokojowej
2 łyżeczki mielonego cynamonu
0,5 łyżeczki słodu piekarskiego (mąka słodowa, można dać też melasy, albo pominąć w ogole.)
0,5 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego
1 łyżka soli

1. W dużej misce używając mątewki lub miksera wymieszać drożdże, cukier, ciepłą wodę i ciepłe mleko i 2 szkl. mąki. Mieszać, aż masa będzie gładka około 1 min. Przykryć folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia w pokojowej temperaturze na 1 godz.
2. Dodać jabłka, suszone owoce, orzechy, olej, jajka, cynamon, słód, ziele angielskie, sól i 1 szkl. mąki. Miksować, aż powstanie kremowa masa, około 2 min. Dodać pozostałą mąkę, po pół szkl. za jednym razem, aż ciasto utworzy kulę i będzie odstawało od brzegów miski. Całość można również zagniatać ręką pomagając sobie drewnianą łyżką jak trzeba.
3. Przełożyć ciasto na lekko omączony blat i wyrabiać ręcznie aż będzie gładkie i sprężyste - około 5 min. Jak trzeba, to lekko podsypywać mąką blat w czasie wyrabiania ( 1 łyżka mąki za jednym razem). Wgnieść wszystkie owoce i orzechy, które wypadły w czasie zagniatania.
4. Przełożyć ciasto do dużej miski wysmarowanej olejem. Obrócić je tak, aby całe pokryło się olejem. Miskę zakryć folią spożywczą i zostawić w temp. pokojowej aż podwoi objętość - 1,5 - 2 godz.
5. Delikatnie odgazować ciasto. Przełożyć je na lekko omączony blat. Wysmarować dwie foremki 23x13 cm. Ciasto podzielić na dwie równe części i albo zapleść dwa warkocze, albo uformować dwa bochenki. Zostawić do wyrośnięcia w temp. pokojowej aż wierzchołki będą wystawały około 2,5 cm ponad krawędzie foremek (około 45 min)
6. Piec 45-50 min w temp. 175°C.