sobota, 28 lutego 2009

Bardzo szybkie brioszki śniadaniowe




Czytając na wielu blogach opisy przepięknych, rodzinnych, nieśpiesznych śniadań weekendowych z cieplutkimi bułeczkami w roli głównej (oczywiście samodzielnie upieczonymi) zaowocowało tym, że i ja dołączyłam dzisiaj rano do szczęśliwej grupy pieczących „rannych ptaszków”. Nie było to większym problemem, ponieważ codziennie wcześnie wstaję, a mój zegar biologiczny nie zauważa, że jest sobota czy niedziela i można by dłużej pospać. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych członków rodziny, zupełnie nie wiem dlaczego tak się dzieje...
Tak więc wstałam raniutko, szybko zarobiłam ciasto na te trochę oszukane brioszki* i odłożyłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Miałam godzinę dla siebie. Później wypełniłam foremki wyrośniętym ciastem i nagrzałam piekarnik, aby po pół godzinie włożyć brioszki. W tym czasie domownicy zaczęli powoli budzić się ze snu. Gdy byli gotowi do śniadania, brioszki akurat na tyle przestygły, że nie parzyły przy wkładaniu ich do ust. Były bardzo puszyste i intensywnie maślane. Zjedliśmy je z miodem i konfiturą wiśniową.
*Piszę „oszukane brioszki”, ponieważ prawdziwe robione są dzień wcześniej, wyrastają przez około 2 godziny i wkładane są na noc do lodówki. A rano, po następnym rośnięciu się je piecze. Moje nie mają też charakterystycznego kształtu z kulką ciasta na wierzchu. Są za to szybkie i niezwykle proste do wykonania. Bardzo nam smakowały.



Brioszki śniadaniowe po mojemu
8 szt - silikonowa forma na małe brioszki
(nieznacznie większe niż foremki muffinkowe)

190 g mąki (dałam typ 650)
20 g mleka
2 duże jajka
0,5 łyżeczki soli
15 g świeżych drożdży
40 g cukru
110 g dobrego miękkiego masła


Drożdże pokruszyć do kubka i utrzeć z 1 łyżeczką cukru. Dodać całe mleko i 1 łyżeczkę mąki i dobrze wymieszać. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na około 20 min.
Mąkę przesiać do miski, dodać jajka, sól i wyrośnięte drożdże i zmiksować aż powstanie gładka masa.
Powoli wsypywać cukier cały czas miksując, aż ciasto zacznie przypominać kulę (nie będzie takie gęste, żeby powstała zgrabna kula). Dodać masło pokrojone w kostkę i miksować tak długo, aż całe masło wmiesza się w ciasto i całość będzie gładka i błyszcząca.
Miskę przykryć i odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie łyżką napełnić foremki prawie do pełna, każdą posmarować mlekiem i odstawić do wyrośnięcia na 30 min. W międzyczasie nagrzać piekarnik do 190-200°C i piec brioszki około 15 min.

piątek, 27 lutego 2009

Weekendowa piekarnia #21 - Ciemny wiejski chleb







Dzisiaj gospodynią Weekendowej Piekarni była sama jej założycielka, Margot, więc mogłyśmy się spodziewać samych dobrych rzeczy :) I tak też było - Margot wybrała dwa chleby, jeden na maślance z selerem i sezamem, a drugi na zakwasie z dodatkiem drożdży. Zdecydowałam się na ten drugi, jako, że zakwasu uzbierało mi się co niemiara i troszeczkę go ubyło :) Chleb jedliśmy nie całkiem ostudzony, wprost nie mogliśmy się doczekać jego smaku i wyglądu w środku. Jest pyszny! Wszystkim, którzy się wahają polecam ten chleb. Mimo, że piekłam z połowy porcji wyszedł całkiem spory bochenek! A ten drugi też kiedyś upiekę, bo gdzie nie spojrzę, wszyscy go zachwalają :)



Ciemny wiejski chleb
1 duży bochenek lub 2 mniejsze

20 g świeżych drożdży
10 g cukru pudru
25 ml wody
500 g mąki pszennej typ 812 *
250 g mąki żytniej typ 1370 **
1 łyżeczka słodu piekarskiego ( według uznania)- nie dałam
500 g wody
15 g miodu
10 g miękkiego masła
18 g soli65 g mocnego zakwasu – dałam taki dokarmiony 6 godzin wcześniej

W 25 ml wody, rozpuścić drożdże z cukrem pudrem. 250 g mąki pszennej i 125 g żytniej dać do miski robota kuchennego, dodać 500 g wody, wymieszać aż się połączy wszystko i zostawić na 30 min. (autoliza)
Dodać rozpuszczone drożdże, pozostałą mąkę pszenną i żytnią oraz miód, masło i zakwas. Wszystko zagnieść na pierwszym biegu ok. 4 min. - aż utworzy się kula z ciasta. Następnie dodać sól i wyrabiać na 3 biegu ok. 5 min. Ciasto przełożyć do lekko naoliwionej miski, przykryć ( najlepiej wkładając do foliowej torebki) i odstawić na 45 min.
I teraz zależy czy wybieramy jeden wielki bochenek czy dwa mniejsze –jeśli wybraliśmy dwa mniejsze to dzielimy ciasto równe części dwie części. Ciasto uformować w kulę- lub 2 kule ( przykryć i odstawić na 5-10 min).
Po tym czasie, uformować bochenek ( bochenki ) i ułożyć złączeniem do góry, w dobrze omączonym koszyku (dla jednego bochenka, użyć koszyczka na 1,5 kg) Jeszcze raz odstawić do rośnięcia ( zostawiłam na 45 min.) Jednocześnie rozgrzać piekarnik z kamieniem do 240 st.
Chleb naciąć według upodobania i piec z parą przy spadającej temperaturze. Ja po 15 minutach zmniejszyłam temperaturę na 210 stopni, po następnych 10 minutach na 190 stopni C i piekłam jeszcze 15 minut. Wystudzilam na kratce.

*żeby otrzymać mąkę pszenną typ 812 brać na każde 100g mąki-80g mąki typ 550 lub 650 i 20 g mąki typ 2000
**na każde 200g maki żytniej brać 140g razowej typ 2000 i 60 g białej typ 720

środa, 25 lutego 2009

Różowa sałatka z czarną fasolą


Bardzo lubię wszelkiego rodzaju fasole. W taki pochmurny i paskudny dzień jak dzisiaj czekam z utęsknieniem aż nadejdzie lato i będę mogła delektować się świeżą zieloną i żółtą fasolką polaną zrumienioną tartą bułką z masełkiem. Uwielbiamy ją w takiej właśnie postaci. Zimą z kolei używam paczkowanych suchych fasoli i przyrządzam z nich barszcz ukraiński, fasolkę po bretońsku i sałatki. Nie stronię również od mrożonek. A duża fasola Jaś służy mi do obciążania kruchego ciasta na tarty, przez cały okrągły rok. Mam ją w słoiku po kawie już od dwóch lat cały czas tą samą!
U nas w domu mówimy na fasolę „safolka”, bo tak to warzywko nazwało nasze dziecko jak zaczęło mówić. Trwa to już dobrych kilka lat. Oczywiście dziecko zna już dawno prawidłową nazwę, ale ta jest o niebo słodsza, więc w domu używamy właśnie tej :) Tak się przyzwyczaiłam do tego określenia, że muszę się pilnować w warzywniaku, aby nie powiedzieć „poproszę kilogram safolki”:)
Czarną fasolę, bo to ona jest tutaj głównym bohaterem, niedawno wypatrzyłam u Małgosi z „Pieprz czy Wanilia”, przy okazji Jej lecza. Tak mnie te czarne ziarenka oczarowały, że niezwłocznie udałam się do sklepu i je kupiłam. U mnie czarna fasola wylądowała w sałatce, którą ze smakiem pałaszowałam na przerwie w pracy.

Pomysł na sałatkę zaczerpnęłam z książki „Surówki i sałatki” Zofii Zawistowskiej.



Różowa sałatka z czarną fasolą
3-4 porcje

0,5 szklanki czarnej fasoli
2 średnie buraki
1,5 -2 średnich ogórków kiszonych
1 por - biała część
sól, pieprz
3 łyżki majonezu


Fasolę zalać zimną wodą i zostawić na noc. Następnego dnia odlać wodę z namaczania, nalać świeżej wody, posolić do smaku i ugotować fasolę do miękkości około 50 min.
Buraki umyć i nie obierając upiec w piekarniku nagrzanym do 180°C. Trwa to mniej więcej godzinę. Blaszkę, na której będzie się piec buraki wykładamy folią aluminiową, zakrywamy nią także buraki. Można również zawinąć w folię każdy burak osobno i tak upiec. Ewentualnie ugotować je do miękkości w lekko osolonej wodzie. Gdy będą już miękkie, wystudzić, obrać ze skórki i pokroić w kostkę.
Do miski wrzucić ugotowaną i osączoną fasolę, pokrojone buraki, pokrojone w kostkę ogórki kiszone i krążki pora. Doprawić solą i pieprzem, wymieszać z majonezem i gotowe.

Włożyć do lodówki na parę godzin, aby sałatka się przegryzła.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Brioszki de la Riviera na zakwasie jabłkowym



Są takie przepisy, które wywołują dreszczyk emocji i stanowią prawdziwe wyzwanie. Dla mnie okazały się tym dzisiejsze brioszki (znalezione tutaj), na które przepis czytałam raz po raz i zastanawiałam się - uda się czy się nie uda. Postanowiłam jednak stawić czoło wyzwaniu i to, co później wyjęłam z piekarnika przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Najdelikatniejsze w świecie ciasto - puch właściwie lekki jak piórko z cytrusowymi aromatami i rumianą, słodką, lekko chrupiącą skórką. Zapach przy pieczeniu był zniewalający.
Aż chciałabym powiedzieć, że „jestem z siebie dumna”, ale po upieczeniu stwierdzam, że te brioszki wcale nie są trudne do wykonania. Trzeba tylko dobrze rozplanować je w czasie i nie zniechęcić się widząc całą stronę wypełnioną drobnym maczkiem wyjaśniającą jak to upiec. Nie taki diabeł straszny:) Namawiam gorąco do spróbowania tego wypieku. Niech Wam Wszystkim będzie dane delektować się tymi niebiańskimi brioszkami.
Duchowo i dobrą radą wspierała mnie Margot, która piekła wirtualnie razem za mną. Dziękuję!
Torebki do pieczenia kupiłam w Przydasiowni. Użyłam 4 torebki jednorazowe 110 mm i 2 wielkości 70 mm. Piekłam z połowy proporcji. Przepis podaję na całą porcję.





Brioszki de la Riviera na jabłkowym zakwasie*

Zakwas
100 g (1 średnie) jabłko ze skórą (użyłam szarą renetę) pokrojone na kawałki
140 g (niepełne 3/4 szklanki) ciepłej wody (temp. 38°C)
750 g wysokoglutenowej mąki (użyłam
typ 650, bo taką miałam)

Ciasto - Sponge
114 g (1/2 szkl. + 1 łyżka) cukru
170 g (12 łyżek) zimnego masła pokrojonego na kawałki
100 g (około 6 szt.) zimnych żółtek
400 g (3,1/4 szkl) mąki wysokoglutenowej
114 g zakwasu

Ciasto - Dough
250g (18 łyżek) masła
40 g (5 łyżeczek) miodu
20ml (4 łyżeczki) ekstraktu waniliowego
20ml (4 łyżeczki) olejku cytrynowego
20ml (4 łyżeczki) olejku pomarańczowego
140 g (1/2 szkl + 1,1/2 łyżeczki) wysokoglutenowej mąki
100 g (6 dużych) zimnych żółtek
220 g (1,1/2 szkl) złotych rodzynek
220 g (1,1/2 szkl) kandyzowanej skórki pomarańczowej
olej z pestek winogron do posmarowania blatu
114g (1/2 +1 łyżka) cukru
8 g (1 łyżeczka) soli

glazura
15 g (2 łyżeczki) oleju z pestek winogron
15 g (4 lyżeczki) mąki zwykłej
200 g (1,3/4 szkl) cukru pudru
100 g (3/4 szkl) całych migdałów + trochę do dekoracji (ja nie zostawiłam do dekoracji)
90 g białek
cukier perłowy do posypania


Wykonanie

Zakwas:
1. W litrowym naczyniu zmieszaj jabłko z wodą. Zmiksuj. Mikserem z końcówką do zagniatania połącz puree jabłkowe z 300g mąki. Mieszaj na małych lub średnich obrotach około 3 min aż składniki się połączą.
2. Przełóż zakwas do czystego pojemnika. Dokładnie przykryj i zostaw w ciepłym miejscu (26°C) na 24-48 godzin. Ciasto powinno potroić objętość i często potem opada.
3. Wziąć 150 g zakwasu ze środka ciasta, a resztę wyrzucić. W misce zmiksować zakwas z 150 g mąki i 1/3 szkl. ciepłej wody, aż się zrobi spójne ciasto. Przełożyć na blat i wyrabiać ręcznie (ja wyrabiałam mikserem). Uformować kulę, włożyć do miski i przykryć. Odłożyć w ciepłe miejsce aż potroi objętość (około 4 godziny). Proces ten powtórzyć jeszcze dwa razy. Zakwas jest teraz gotowy do użytku. Zawsze brać zakwas ze środka ciasta, bo tam jest największa koncentracja dzikich drożdży.

Ciasto - sponge
4. W naczyniu wymieszaj cukier z niecałą szklanką wody. Pomieszać, aby się cukier rozpuścił. W misce wymieszaj mikserem mąkę razem z mieszanką wody z cukrem i z przygotowanym zakwasem. Zacząć na małych obrotach, a później, gdy mąka się już wmiesza, zwiększyć obroty i miksować aż będzie gładkie ciasto. Powinno to trwać około 6 min.
5. Po trochu dodawać masło i miksować na małych obrotach około 1 min. Zwiększyć obroty do średnich i miksować aż ciasto będzie gładkie 6-8 min. Dodać żółtka i miksować na małych obrotach aż składniki się połączą. Zwiększyć obroty na średnie i miksować aż ciasto będzie błyszczące, elastyczne i będzie odchodzić od brzegów miski. Przykryć folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce (26°C) na 12 godz. Ciasto powinno potroić objętość.

Ciasto - dough
6. W misce ubić mikserem masło i miód na gładką masę przez około 1 min. Odstawić. W innym naczyniu wymieszać 80 ml wody (niecałe pół szkl.), cukier, sól, ekstrakt waniliowy, olejek cytrynowy i pomarańczowy. Pomieszać, aby składniki się połączyły.
Wyrośnięte ciasto sponge posypać mąką. Miksować na małych obrotach, aż mąka się wmiesza
około 3 min.
7. Na średnich obrotach stopniowo dodawać płynne składniki (z punktu 6). Jeśli ciasto się rozwarstwia, zakończyć na chwilę dodawanie płynów i zwiększyć obroty miksera do momentu, aż ciasto znowu stworzy jedną całość. Zmniejszyć obroty i kontynuować dodawanie płynów. Wlanie całości powinno trwać około 4 min. Zwiększyć trochę obroty miksera i miksować aż ciasto będzie gładkie, błyszczące i elastyczne, jeszcze około 5 min.
8. Na średnich obrotach dodaj do ciasta zmiksowane masło z miodem (wszystko od razu). Miksuj, aż się połączy około 4 min. Dodaj żółtka i miksuj na średnich obrotach aż składniki się połączą i ciasto będzie błyszczące i elastyczne - około 4 min. Dodaj rodzynki i skórkę pomarańczową i miksuj tylko tyle, żeby się połączyły - około 2 min.
9. Blat, gdzie będzie się wyrabiać brioszki lekko natłuścić olejem. Wyjąć ciasto na blat i podzielić na 6 części po 190 g i 4 części po 250 g. Każdy kawałek ciasta zagnieść w kulę. Umieścić kule w torebkach z papieru do pieczenia.** Postawić wypełnione torebki na papierze do pieczenia. Włożyć każdą torebkę do dużego plastikowego worka i zamknąć. ***
10. Zostawić w ciepłym miejscu (26°) na 6-8 godz. aż potroją objętość.
11. Piekarnik nagrzać do 190°C. Zrobić glazurę: do miski malaksera włożyć migdały, mąkę i cukier puder i zmielić na puder. Przełożyć do zwykłej miski i dodać olej i białka. Pomieszać, aby się połączyło. Glazura powinna być gęsta.
12. Ostrożnie posmaruj każdą brioszkę około dwoma łyżkami glazury. Połóż na każdej sześć całych migdałów. Obficie posyp cukrem perłowym. Piecz aż będą złotobrązowe 25-30 min mniejsze i 30-35 min. większe.

*moje rozplanowanie w czasie:
czwartek rano - nastawiłam zakwas
sobota godz. 8.00 - pierwsze dokarmienie zakwasu
sobota godz. 12.00 - drugie dokarmienie zakwasu
sobota godz. 16.00 - trzecie dokarmienie zakwasu
sobota godz. 20.00 - wyrobienie ciasta sponge (punkty 4 i 5)
niedziela godz. 10.00 - wyrobienie ciasta dough (punkty 6-9)
niedziela godz. 16.00 - pieczenie

** ja nie bawiłam się w zagniatanie w kule i ważenie, bo moje ciasto było na to zbyt luźne. Po prostu każdą torebkę wypełniłam ciastem do 1/4-1/3 wysokości.
*** wszystkie wypełnione torebki postawiłam na blasze do pieczenia i całość włożyłam do dużego worka, szczelnie zamknęłam i wtedy postawiłam w cieple do rośnięcia.

niedziela, 22 lutego 2009

Weekendowa piekarnia #20 - Mixed-Flour Miche









W tym tygodniu weekendowa piekarnia obchodzi jubileusz. Pieczemy już po raz dwudziesty. Nie wszystkie wypieki dane mi było przetestować, ale za każdym razem przyłączając się do wspólnego pieczenia była to wspaniała zabawa. Dziękuję za to organizatorce Weekendowej Piekarni, Margot oraz Tatter za dzisiejszy chleb. Chleb ten zawiera trzy rodzaje mąki i jest przepyszny. Na pewno zrobię powtórkę z powodu jego niesamowitego smaku, jak też dlatego, że nie wyszedł mi do końca tak jak bym chciała. Zrobiłam go z połowy proporcji i nie uwzględniłam tego przy pieczeniu. Trzymałam w piekarniku tyle, co duży chleb i trochę mi się spiekł. Lecz na szczęście smak został. Bardzo dobry chleb! Konsystencja mojego ciasta chlebowego nie wymagała foremki i piekłam na kamieniu (a raczej na gorącej blaszce)
Przepis podaję za Tatter:



Mixed-Flour Miche

Zaczyn:
100g mąki pszennejT85*
100g mąki żytniej razowej
140g wody
3 łyżki aktywnego zakwasu żytniego


Składniki zaczynu wymieszałam w misce, zakryłam szczelnie folia i zostawiłam na 12 godzin w temperaturze 21C.

Ciasto własciwe:
500g mąki pszennej T85*
100g mąki żytniej razowej
200g białej pszennej mąki chlebowej
690g wody, temp. 26C
1 łyżka soli
340g zaczynu (wszystko minus 3 łyżki)

Do dużej (dużej!!!)miski wsypałam mąki, zalałam je wodą, wymieszałam wszystko dokładnie. Miskę szczelnie przykryłam folią i zostawiłam na godzinę autolizy.
Następnie wierzch ciasta posypałam solą i dodałam zaczyn podzielony na kwałki. Wyrabiałam ciasto ręcznie (metoda bertineta) przez ok. 6 minut. Ciasto jest mokre, dość luźne, a gluten średnio rozwinięty. Po wyrobieniu temperatura ciasta wynosiła 24C.

Zostawiłam ciasto do wyrośnięcia na 2 1/2 godziny, składając ciasto w tym czasie 3 razy, co 40 minut. Gotowe ciasto odgazowałam lekko i ukształtowałam z niego kule. Włożyłam ja do dużej drewnianej misy wyłożonej omączonym płótnem piekarskim. Zostawiłam do wyrośnięcia na
2 - 2 1/2 godziny w temp. 24C.

Piec z kamieniem rozgrzałam do 240C. Piekłam z parą przez 45 minut. Potem dopiekałam jeszcze przez 15 minut w temperaturze 215C. Po upieczeniu chleb należy dobrze wystudzić na kratce i unikać pokusy pokrojenia go przed upływem 12 godzin (wiem - trudne, ale konieczne!)

*Z braku powyższych można wymieszać mąkę pszenną z pełnego przemiału z białą pszenna mąką chlebową (85% i 15% odpowiednio).

piątek, 20 lutego 2009

Torcik nanaimo





Nadszedł jeden z najpyszniejszych weekendów w roku - Czekoladowy Weekend! Zorganizowała go Bea prowadząca „Moją Kuchnię”. Z tej okazji przygotowałam ( w pierwszej chwili chciałam napisać „upiekłam”, lecz tego ciasta się nie piecze:)) trójwarstwowy torcik nanaimo zainspirowany ciastkami nanaimo, które znalazłam w książce naszej amerykańskiej „koleżanki po fachu” Anity prowadzącej blog „Desert First”. Zmieniłam znacznie warstwę białą oraz kształt całości. W oryginale ciasto kroi się na kwadraty.
Nazwa deseru pochodzi od miasta Nanaimo w Kanadzie. Nanaimo odnosi się do nazwy związku pięciu grup tubylców, którzy zimowali we wspólnej wiosce w miejscu, w którym dziś znajduje się Nanaimo. Uważa się, że ciastka te zostały wymyślone i nazwane przez pewną gosposię, która przepis na nie opublikowała w lokalnej gazecie. Dużo jest wersji dotyczących pochodzenia ciastek. Niekiedy nazywa się je również New York Slice. W 1986 roku w Nanaimo odbył się czterotygodniowy konkurs na najlepsze ciastka nanaimo. Przetestowano prawie setkę przepisów! Wygrał ten, który od tej pory uznawany jest za oficjalny przepis. Miasto jest tak dumne z tych ciastek, że wyprodukowało nawet maskotkę, wielkie ciacho nanaimo nazwane Nanaimo Barney.
.



Torcik nanaimo
Pochyłym drukiem podałam oryginalną recepturę
tortownica ø 23 cm ( blaszka 20x20 cm)


Pierwsza warstwa

110 g masła
0,25 szkl cukru
4,5 łyżek kakao
1 ubite jajko
1,5 szkl (150g) pokruszonych ciastek pełnoziarnistych, dałam Digestive
0,5 szkl posiekanych orzechów włoskich
1 szkl (100g) wiórków kokosowych

Masło rozpuścić, dodać kakao i cukier, dobrze wymieszać. Zdjąć z palnika. Do wrzącej masy dodać jajko i szybko wymieszać. Dodać pokruszone ciastka, orzechy i wiórki kokosowe. Wszystko dobrze wymieszać łyżką i wyłożyć równą warstwą w formie. Wystudzić i włożyć do lodówki.

Druga warstwa

0,5 szkl. śmietanki 18%
0,5 szkl. mleka
1 budyń waniliowy (paczka 40g)
0,5 szkl cukru pudru
50 g masła

Zagotować mleko. Dodać masło i cukier puder. Wymieszać. Proszek budyniowy rozrobić w śmietanie. Ugotować budyń. Wystudzić. Po wystudzeniu wyłożyć na pierwszą warstwę, wyrównać i włożyć do lodówki. W tym czasie przygotować trzecią warstwę.

Druga warstwa w oryginale:

110 g miękkiego masła
2 łyżki proszku budyniowego waniliowego
3,5 łyżki mleka
2(!) szkl cukru
Wszystkie składniki miksować przez około 2 minuty. Masę wyłożyć na pierwszą warstwę i włożyć do lodówki.

Trzecia warstwa

100g czekolady deserowej
1,5 łyżki masła

Rozpuścić masło z czekoladą w kąpieli wodnej. Po wystudzeniu, jak już zacznie gęstnieć wylać na masę budyniową. Całość schłodzić w lodówce.
Ciasto kroić na małe porcje (jeśli kwadraty, to takie o boku 3 cm), ponieważ jest bardzo syte.

wtorek, 17 lutego 2009

Quiche lorraine



Najpopularniejszą wersją wytrawnej tarty z nadzieniem jajeczno-bekonowym jest Quiche Lorraine, czyli placek lotaryński. Jest to tradycyjne danie pochodzące z Lotaryngii - regionu południowo- wschodniej Francji. Jest jedzone często w okresie świąt Bożego Narodzenia. Pod nazwą Quiche Lorraine figuruje farsz zrobiony ze śmietany kremówki, jajek i bekonu. Dodatek sera, cebuli czy pomidorów sprawia, że nie jest to quiche lorraine, tylko quiche au gruyere (jeśli z serem gruyere) czy quiche alsacienne (jeśli z cebulą). Tyle podaje Wikipedia.
Co tu dodać? Chyba tylko tyle, że chciałabym, aby zrobił się w Polsce bardziej popularny. Mnie Quiche Lorraine bardzo smakuje. I na ciepło i na zimno. Farsz wzbogaciłam uwielbianą przeze mnie gałką muszkatołową i odrobiną zielonego koloru w postaci brokułów i groszku.
Sposób przygotowania bekonu i cebuli zaczęrpnęłam od Tatter. Dziękuję:)
Kruche ciasto zrobiłam z przepisu Tessy Capponi - Borawskiej z książki „Moja kuchnia pachnąca bazylią”

Ouiche lorraine z cebulą, serem i zielonymi dodatkami
forma do tart ø 26 cm

Ciasto

15 dkg mąki krupczatki
7,5 dkg masła
3 łyżki wody
szczypta soli.

Nadzienie

200 g bekonu
1 cebula
200 g tartego żółtego sera
1 szkl - 240 ml śmietany kremówki
0,5 łyżeczki soli
3 jajka
pieprz i gałka muszkatołowa do smaku
3 różyczki brokułów
1 garść mrożonego groszku


Składniki ciasta zagnieść, uformować kulę i schłodzić w lodówce przez min. 15 minut. Po schłodzeniu rozwałkować i wylepić ciastem formę na tartę - dno i brzegi. Ciasto przykryć folią aluminiową i wysypać suchą fasolą (gdy obciążymy ciasto w ten sposób, zachowa ono kształt i brzegi nie opadną). Piec 15 min. w temp. 200°C. Gdy brzegi zaczną się leciutko rumienić, zdjąć folię aluminiową z fasolą i wysuszyć dno tarty prze parę minut. Wyjąć z piekarnika.
W międzyczasie przygotować farsz: bekon i cebulę pokroić w drobną kostkę. Na patelni usmażyć bekon na chrupko, wyjąć go łyżką cedzakową na papierowy ręcznik kuchenny, aby osączyć go z tłuszczu. Na tłuszczu pozostałym na patelni po wytopieniu bekonu usmażyć cebulę, którą również później osączyć z nadmiaru tłuszczu.
Jajka rozbełtać. Dodać śmietankę, połowę sera, przyprawy i wymieszać.
Brokuły podzielić na malutkie różyczki.
Na spodzie upieczonej tarty ułożyć bekon z cebulą, posypać pozostałym serem i polać masą jajeczną. Na końcu ułożyć różyczki brokułów i posypać groszkiem. Włożyć do piekarnika nagrzanego do 190°C na około 45 min. Po wyjęciu odczekać co najmniej 10 min. przed krojeniem.

niedziela, 15 lutego 2009

Weekendowa piekarnia #19 - Weekendowy chlebek Dany






W tym tygodniu Weekendowa Piekarnia gości u Dany, która zaproponowała pyszny chlebek żytni. Smakuje lekko orzechowo, pięknie pachnie i naprawdę go polecam wszystkim, a Danie dziękuję, za przepis który dołączam do mojej powiększającej się kolekcji przepisów piekarniczych:)
Wprowadziłam nieznaczne zmiany: z braku octu balsamicznego dałam ocet z białego wina, posypałam makiem, a nie dynią oraz upiekłam 1 foremkę. Przepis podaję za Daną, wykonałam go jak w przepisie łącznie z podanymi czasami.
W tym miejscu należą się specjalne podziękowania dla mojego kochanego męża, który nie robi mi wyrzutów, gdy stawiam chleb do wyrastania na cieplutkim zasilaczu od jego komputera:)

Weekendowy chlebek Dany

Ciasto zakwaszone: metoda trzystopniowa

1. Dzień poprzedzający pieczenie, u mnie godz. 16.30
100g aktywnego zakwasu z mąki razowej typ 2000
150g mąki żytniej białej typ 720
150ml wody
Wszystkie składniki mieszamy tak do ich połączenia i pozostawiamy przykryte folią na 6 godzin, czyli do 22.30

2. Ten sam dzień godz. 22.30
200g mąki żytniej białej typ 720
150ml wody
Mieszamy i pozostawiamy do wyrośnięcia na min 8 godz.

3. Następny dzień rano
100g mąki żytniej białej typ 720
100ml wody
Mieszamy i pozostawiamy do wyrośnięcia na max 3 godz.

4. W międzyczasie tych 2 -3 godzin
100 g pestek dyni mielimy na mąkę
200ml wrzącej wody
1 łyżka miodu gryczanego / ma bardzo intensywny zapach /
2 łyżki octu balsamicznego
Sól morska do smaku

Wrzątkiem zalewamy mąkę z pestek dyni, mieszamy i dodajemy pozostałe składniki.
Zanim minie te 2-3 godziny, papka ostygnie.

5. Czas minął, możemy zabrać się do robienia właściwego ciasta chlebowego.
950g ciasta zakwaszonego z mąki żytniej białej typ 720
400g mąki żytniej białej typ 720
100ml wody / jeśli będzie to konieczne, możemy całej nie zużyć /
Papka, czyli punkt 4
Najpierw do ciasta zakwaszonego dodajemy papkę, mieszamy, następnie mąkę i ewentualnie te 100 ml wody. Ciasto mieszamy jakieś 3 minuty aby wszystkie składniki się połączyły.
Zostawmy je w spokoju tylko na taki czas aby przygotować 2 foremki.

Posmarowałam smalcem, niedużo i wysypałam mąką razową.
Ciasto wykładamy łyżką, maczaną w ciepłej wodzie. Konsystencja nie za luźna ale też nie może być za ścisła. Dużo luźniejsza od dobrze wyrobionej plasteliny.
Ciasto w foremkach wypełnionych do połowy, wygładźmy na mokro, popryskajmy wodą i od razu posypmy pestkami dyni, aby po wyrośnięciu, tylko jeszcze spryskać wodą z dodatkiem odrobiny cukru i włożyć do piekarnika. Przykryjmy go folią spożywczą.
Teraz musimy uważać aby nam nie przerosło. W odpowiednim czasie nagrzejmy piekarnik do 210st / u mnie termoobieg /
Musi podwoić swoją objętość ale lepiej jak ciut mniej.
Zmniejszyłam tem po 10 min. z 210st do 200-190 i piekłam jeszcze 30-40 min.
Przykryłam pod koniec pieczenia papierem i przełączyłam na termoobieg dół, aby spód chlebka był rumiany. Włożyłam 2 x po kilka kostek lodu na dno piekarnika w trakcie pieczenia.
Pozostawiłam chwilę w wyłączonym piekarniku aby gwałtownie nie wyjmować chlebków.

piątek, 13 lutego 2009

Boeuf Strogonow




Na dworze zimno, sypie śnieg i hula wiatr. Gosposia raz po raz spogląda w okno i kręci głową. Cieszy się, że zakupy zrobione i nigdzie nie trzeba wychodzić. Ogrzewa ręce nad kuchnią węglową.
Powolutku w pomieszczeniu zaczyna robić się cieplej. Słychać czyjeś kroki na korytarzu. Przychodzi jeden ksiądz, drugi, a trzeci po pewnym czasie, po skończeniu porannego nabożeństwa. Siadają przy drewnianym stole, piją herbatę z cytryną, jedzą jajecznicę ze szczypiorkiem zagryzając chrupiącymi bułeczkami.
Ale, że księża to też ludzie, jeden z nich już przy śniadaniu pyta:
- Pani Mario, co będzie dziś na obiad?
A pani Maria odpowiada jak gdyby nigdy nic:
- A co by ksiądz proboszcz sobie życzył? Bo dzisiaj to chyba będą tylko bagietki z masłem, no, ewentualnie kompot wiśniowy jak jeszcze znajdę jakiś w piwnicy.
Gosposia doskonale wie jakie danie „chodzi” za proboszczem od tygodnia, ale, że ma poczucie humoru, lubi się czasem trochę podroczyć. Ksiądz proboszcz nieco zbity z tropu, nie wie, czy gosposia mówi na serio, czy żartuje, bo jest przy tym śmiertelnie poważna.
- Ale pani Mario, może by tak coś konkretnego, bo czterech nas tu jest i nie możemy chodzić głodni...
- No to księże proboszczu pomyślę, może uda mi się coś znaleźć w spiżarni, ale nic nie obiecuję - mówi pani Maria robiąc nieco tajemniczą minę i już planuje w głowie pyszny obiad, ale nie powie o tym księdzu:)
Księża rozchodzą się do swoich zajęć, a gdy po południu wracają, już od progu wita ich cudowny zapach będący zapowiedzią pysznego obiadu. Pani Maria zrobiła księdzu proboszczowi niespodziankę i ugotowała jego ulubione danie, o którym nieustannie wspominał przez ostatni tydzień. Na stole, w białej wazie stoi boeuf stroganow, specjalność pewnej gosposi na pewnej plebanii. Bardzo daleko stąd. Sława tego Stroganowa doszła również do sióstr zakonnych, również bardzo daleko od Gdyni. A teraz rozsławiam to danie i ja. Niech idzie fama na cały świat jak pysznie potrafią gotować gosposie na plebaniach!!!*



Boeuf Strogonow (lub Stroganow)

1 kg polędwicy wołowej (może być też inna część, ja użyłam zrazówkę)
1 spora cebula
330 ml bulionu
2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 łyżki musztardy (dałam Sarepską firmy Kamis)
400 g pieczarek
1 papryka czerwona
250 g ogórków kiszonych
sól
1 płaska łyżeczka słodkiej papryki
ostra papryka - do smaku
1 łyżka mąki i pół szklanki śmietany do zagęszczenia sosu



Mięso pokroić w kostkę i usmażyć na odrobinie dobrze rozgrzanego tłuszczu. Najlepiej smażyć na dwie tury, aby mięso dobrze się przyrumieniło. Pod koniec smażenia drugiej tury mięsa na patelnie dodać pokrojona w kostkę cebulę. Mięso przełożyć do garnka, wlać bulion, dodać przecier i musztardę. Garnek przykryć pokrywką i dusić mięso na małym ogniu aż będzie prawie miękkie. U mnie zajęło to 60 minut. W razie potrzeby podlewać bulionem lub wodą. W międzyczasie pokroić pieczarki w półplasterki, paprykę w paseczki i ogórki w kostkę (lub paseczki). Na patelni bez tłuszczu poddusić pieczarki, dodać paprykę i ogórki i chwilę razem dusić. Następnie zawartość patelni dołożyć do garnka z prawie miękkim mięsem, przyprawić i dusić do miękkości.
Mąkę wymieszać ze śmietaną i odrobiną sosu z mięsa i zagęścić sos. Zagotować. Podawać z pieczywem, makaronem lub kaszą.
Ja połowę porcji zamroziłam (bez zagęszczania sosu). Podana w przepisie mąka i śmietana do sosu przewidziana jest na całą porcję mięsa.


*Historyjka jest fikcyjna, ale przepis pochodzi naprawdę od znajomej zakonnicy, która dostała go z pewnej parafii.

poniedziałek, 9 lutego 2009

Rogaliki z jabłkami



Czym można poczęstować dzieci na zabawie karnawałowej, żeby było smaczne, słodkie i nie pobrudziło za bardzo małych rączek księżniczek, piratów i spidermanów?

Przewertowałam dziesiątki przepisów od kruchych ciasteczek po magdalenki. Te ostatnie to już nawet prawie zaczęłam przygotowywać, gdy nagle przypomniałam sobie o rogalikach z jabłkami, a właściwie to cząstkach jabłek owiniętych cienkim ciastem.
Rogaliki te są prawie dietetyczne... prawie samo jabłko i nic więcej. Upiekłam je więc dla dzieci na zabawę karnawałową do szkoły. Chyba smakowały, bo wszystkie zostały zjedzone:)
Ciasto z tego przepisu jest najszybszym jakie w życiu zagniatałam. Warunkiem ekspresowego tempa jest dodanie miękkiego masła. Później kula pachnącego twarożkiem ciasta wędruje do lodówki na noc. Ten długotrwały chłód sprawia, że rogaliki zyskują wspaniały smak.
Z przepisu tego korzystam od dziesięciu lat, a niedawno odkryłam, że ciasto twarożkowe jest bardzo podobne do ciasta, z którego robiłam ślimaczki orzechowo - kawowe.



Rogaliki z jabłkami
około 30 szt.

2 szkl mąki
200 g serka homogenizowanego waniliowego
200 g miękkiego masła


4 średniej wielkości jabłka

Lukier
175 g cukru pudru
2 łyżki wody


Zagnieść ciasto, uformować kulę, owinąć folią spożywczą i włożyć na noc do lodówki.
Następnego dnia obrać jabłka, usunąć gniazda nasienne i pokroić w ósemki. Ciasto rozwałkować na grubość około 3 mm i pokroić w kwadraty o boku nieco szerszym niż kawałki jabłek (mniej więcej o 1 cm). Na każdym kwadracie kłaść kawałek jabłka i zawijać zlepiając końcówki. Rogalik zrobi się sam dzięki kształtowi cząstki jabłka:)
Piec w temp.180°C aż się lekko zezłocą. Po wystudzeniu polukrować.

sobota, 7 lutego 2009

Zakopane - zima 2009

Widok na Gubałówkę z naszego okna


Pierwszy tydzień ferii zimowych spędziliśmy w Zakopanem. Jako, że nie jeździmy na nartach, czas spędzaliśmy spacerując i napawając się widokiem białego puchu. Pod koniec tygodnia śnieg zaczął się topić i w samym Zakopanem było go już niewiele, ale w okolicznych dolinach i na Gubałówce - całkiem sporo. Ku naszej radości tym razem nie tonęliśmy w morzu turystów jak to było w latach poprzednich. Owszem było ich dużo, ale zdecydowanie mniej niż dawniej.
Pierwszy dzień przywitał nas obfitymi opadami śniegu, a następny pięknym słońcem, jak na kurort przystało:). Mieszkaliśmy na stoku Gubałówki (u rodziny ze strony Taty) i widoki z okien wprost zapierały dech w piersiach. Z jednej strony (uwieczniona na pierwszym zdjęciu) Gubałówka, z drugiej strony mieliśmy widok na miasto i skocznię (Wielką Krokiew), a z trzeciej - panorama Tatr. Mimo, że widziane już ze trzydzieści razy, wciąż zachwycają na nowo. Nie ma nic piękniejszego niż widok gór za oknem. Ale tak pewnie sądzi większość tych, którzy na co dzień widzą z okien morze:).
Dawno nie nachodziłam się tyle co tym razem. Mam nadzieję, że schudłam chociaż kilogram, mimo przepysznej kuchni moich cioć oraz cukierni i restauracji na Krupówkach. A mówiąc o nich, to ze słodyczy szczerze polecam cukiernię „Samanta” i torcik hiszpański - bezowy z bitą śmietaną, a z dań konkretnych - karczmę „Sabała” i kiełbaski jagnięce z czosnkiem i pomidorami oraz zupę cebulową zapiekaną z serem obficie przyprawioną tymiankiem. Oba lokale znajdują się kilka kroków jeden od drugiego.
Miasto, to dla turystów przede wszystkim Krupówki, ale również piękne stare drewniane domy i kościółki jedyne w swoim rodzaju, których nie spotyka się nigdzie indziej.

Kościół, tzw. "stary kościółek" przy ul. Kościeliskiej


W Zakopanem działa dobrze rozwinięta sieć prywatnych busów, które za kilka złotych od osoby dowożą turystów do ciekawych miejsc. Takim sposobem dojechaliśmy na parking przy wejściu do doliny Kościeliskiej i parę dni później do doliny Chochołowskiej. Odbyliśmy dwa wspaniałe i długie spacery. Tam do woli mogliśmy się napawać pięknem zimowej przyrody. Śniegiem, który tutaj naprawdę był śnieżnobiały. Włóczyliśmy się bez pośpiechu, nie popychani przez chordy turystów. Czasami tylko mijali nas rodzice wiozący dzieci na sankach i pojedynczy narciarze.


Dolina Kościeliska



Dolina Kościeliska



Dolina Chochołowska


Nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności wjechania kolejką na Gubałówkę. W dni kiedy jest dobra widoczność, z góry pięknie widać całą panoramę Tatr.




Widok z Gubałówki


Wyciągów narciarskich widzieliśmy bez liku, lecz, jak już pisałam, nie jeździmy na nartach i niestety nic nie mogę o nich powiedzieć:(
Tydzień minął niesamowicie szybko i intensywnie. Śnieg prawie zniknął w dniu naszego wyjazdu, ale nam udało się z nim poobcować. A w Gdyni ... szaro, buro i mgła... ani śladu śniegu.