piątek, 2 października 2009

obiad inaczej

Dzisiaj będzie mniej typowy wpis. Może „typowy wpis” to nie jest jakieś specjalnie trafione określenie, ale już „nietypowy” całkiem nieźle oddaje atmosferę dzisiejszego dnia i obiadu.
Otóż, jak to bywa jesienią, Kasia leży w łóżku z przeziębieniem i wszystkie obowiązki spadły na nas. I tak, po skończeniu szkoły poszliśmy z Krzysiem zrobić zakupy na obiad. Przeglądając półki sklepowe postanowiliśmy przyrządzić zupę z deserem. Muszę przyznać, ze zarówno zakupy jak i przygotowanie przysporzyło nam obu dużo satysfakcji i zabawy. A najbardziej zabawna była mina Kasi jak zobaczyła co jest na obiad :) Zarówno obiad jak i deser doskonale oddają moje umiejętności kulinarne :)
Proponuje przejść do konkretów - na obiad każdy dostał zupę w innym smaku. Krzyś rosół, Kasia pomidorową (bo jakżeby inaczej, taka fanka pomidorów) a mi trafiła się jakaś pikantna (pierwotny smak chyba nie ma tu znaczenia). Na deser była miska pełna niespodzianek (czyli mix mentosów z orzechami w czekoladzie). Cud-miód, palce lizać (tylko pod żadnym pozorem nie wolno czytać składu posiłków, hahaha).



Przepis (porcja na 3 osoby):
3 opakowania zupy
Bierzemy zupę, otwieramy wieczko do połowy, zalewamy wrzątkiem, zamykamy, czekamy 3 minuty, mieszamy i jemy. Tym co nie lubią parzyć sobie przełyku polecam dodać trochę chłodnej wody (może być zwykła przegotowana, może być mineralna, może być nawet gazowana - ta ostatnia dodaje bardzo ciekawego, lekko kwaskowego posmaku).

Mam nadzieję, że następny wpis będzie już bardziej pasował klimatem :)
Pozdrawiam wszystkie Czytelniczki i wszystkich Czytelników,
Bartek

19 komentarze:

majana pisze...

He he he :D
Świetny wpis :) Świetny obiad :)
Bywa i tak i jest cudnie!:)
Pozdrawiam serdecznie i zyczę Kasi duuuuużo zdrówka !:)

Sąsiadka zza miedzy ;)
Majana

bagli pisze...

Dziękuję Majanko za wsparcie :)
A co do miedzy, to mieszkałem przez długie lata po tej samej stronie, co Ty :)

Małgosia.dz pisze...

Hahaha, Kasiu wnioskuję, byś od czasu do czasu wpuszczała Bartka do kuchni i na blog. :D Chętnie bym pooglądała kulinarne zmagania mężczyzny (bo przecież mężczyźni są najlepszymi kucharzami!), a i wpis lekki i przyjemny w odbiorze (a podobno mężczyźni maja ciężką dłoń!). :D
Zatem brawa dla Bartka, a Ty Kasiu wracaj do zdrowia. :)

Bea pisze...

Kasiu, moc usciskow i pozytywnych fluidow zatem! Trzymaj sie cieplo i kuruj sie! :*
Ja gdy jestem chora mam do dyspozycji kanapki lub makaron ;)

Pozdrawiam serdecznie i Chora, i jej Nadwornego Kucharza ;)

aga-aa pisze...

no cóż nie pozostaje mi nic innego jak tylko życzyć wam wszystkim szybkiego powrotu Kasi do zdrowia ;)

grazyna pisze...

Poradziłeś sobie, to najważniejsze! Czasami tak trzeba...
Zdrówka dla Kasi życzę!

An-na pisze...

Kasiu, wracaj do zdrowia, przecież tego nie da się jeść, nawet jeśli z serca ugotowane! ... A Bartek mógłby nauczyć się gotować rosół ;)

bagli pisze...

Przede wszystkim dziękuję za Wasze życzenia zdrowia dla Kasi. Pomogły, bo dzisiaj już jest lepiej.

Małgosiu, widzę, że chciałabyś mnie zapędzić do garów :D Nie wiem czy to by nam wyszło na dobre... A co do lekkości wpisu, to mnie zaskoczyłaś - zawsze miałem problemy z wypracowaniami.

Beo, kanapki nie są tym, co Tygrysy lubią najbardziej :/ Kojarzą się z taką szarą codziennością... a ten obiadek miał zaskoczyć niecodziennością :) Ale makaron to rzeczywiście dobry pomysł, zwłaszcza, że Krzyś jest wielkim smakoszem makaronu... Następnym razem spróbuję zrobić makaron (tylko musze kupić taki z instrukcją, hahaha).

Ago, nie martw się, następna zupka z proszku jest planowana na daleką przyszłość.

Grażyno, dziękuję za słowa otuchy! Zgadzam się, że lepiej czasem zjeść tak niż wcale :)))

An-no, ale mi się dostało po uszach.... Nie mówię, że nie nauczę się gotować choćby rosołu, bo nigdy nie wiadomo co nas spotka w życiu. Ale na razie chyba lepiej żebym pozostał przy sprzątaniu :))

Bea pisze...

Nie no, ja nie pisalam tego w sensie, ze i u Was powinny byc kanapki, tylko zeby sie 'poskarzyc', ze u mnie wtedy niestety sa ;) Chociaz juz wole je od makaronu niestety... ;)

margot pisze...

no nie powiem pyszny obiad :DDD, no tak nie wolno czytać składu :)

życzę zdrowia całej rodzinie
pozdrawiam

Beata pisze...

Ha, ha Dobre!
Pewnie w każdy domu czasami tak bywa!
Dla Kasi dużo zdrowia, dla wszystkich pozdrowienia

bagli pisze...

Beo, doskonale Cię rozumiem. Też bym nie był zadowolony z kanapek :)))

Margot, bardzo lubię czytać. Wszystko, łącznie nawet z instrukcjami obsługi, składem potraw, ulotkami do lekarstw itp. Przepisy porządkowe ZKM znam niemal na pamięć :) Ale tu zrobiłem wyjątek i nie przeczytałem :)

Beato, pewnie bywa w wielu domach, na szczęście u nas dość rzadko. Mój wpis pojawił się właśnie z tego względu, że to tak niecodzienne dla nas danie.

majana pisze...

Bartku, wiem wiem ;) Kasia mówiła :)
Pozdrawiam serdecznie całą rodzinkę:)

Olasz pisze...

Kasiu, mam nadzieje, ze wyzrowiejesz szybko, najlepiej nim Cie zagladza na smierc, albo zaczniesz swiecic w ciemnosciach :) Buziaki wielkie dla calej rodziny.

bagli pisze...

Majanko, lepiej nie będę pytał, co Kasia jeszcze o mnie mówiła.

Olasz, melduję, że Kasia mimo wszystko doszła do siebie. A może właśnie ten "obiad" ją zmobilizował do walki z niemocą.....

Olasz pisze...

:) Ciesze sie, ze Kasia zdrowa, ukochaj ja ode mnie :)

buruuberii pisze...

Kasiu, Bartku - swietny wpis! Z tym pierwotnym smakiem zupy, az sie zastanowilam... :-)

Zdrowia Kasiu - usciski!

Mirabelka pisze...

Hihi, kurczę, jakoś tak mi się gwałtownie poprawił humor po przeczytaniu tego wpisu ;) fakt faktem z zupkami-zalewajkami mam b.dobre wspomnienia (wakacje) :)

PS. Niedawno założyłam swojego pierwszego kulinarnego bloga i jestem jeszcze w tym temacie "zielona" :) pozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnym czasie!

bagli pisze...

Olu, melduję wykonanie zadania :)))

Buruuberii, znam takie zupki z rożnych wypadów w dzikie zakątki bliższych i dalszych okolic. I te pikantne, czy są "kaczkowe", "kurczakowe" czy jakiekolwiek inne, zawsze smakują podobnie. Ale są wspaniałe, gdy po trzech dniach wiosłowania w deszczu i spania w mokrym śpiworze możesz zjeść coś tak rozgrzewającego....

Mirabelko, taki był właśnie mój zamiar - troszkę rozbawić Rodzinkę. W końcu śmiech to to dobre lekarstwo, nieprawdaż?