
Mimo, że rok szkolny w pełni, dopiero teraz udało się nam wygospodarować czas na urlop. Spędziliśmy gorący i słoneczny tydzień na pięciogwiazdkowym campingu La Marina koło Alicante w Hiszpanii.
Tegoroczne wakacje były pod znakiem totalnego lenistwa. Po raz pierwszy absolutnie nic nie zwiedziliśmy, a nasz czas wypełniały „wędrówki” plaża - basen (raczej baseny:)) - restauracja oraz podejmowanie ważnych decyzji typu „ czy czytać gazetę, czy skakać przez fale, czy budować falochron czy może zamek?
Och, mówię Wam, tego nam było trzeba. Takiej gigantycznej laby!!!


Wieczorami, po spłukaniu z siebie ton piasku szliśmy do jednej z okolicznych restauracji. Odkryliśmy przy tej okazji jedną, zupełnie niepozorną z wyglądu restaurację pod nazwa Tio Pepe, gdzie podają najlepszego na świecie łososia z grilla. Nigdzie przedtem nie jadłam czegoś tak pysznego! (Przepraszam Mamę, Teściową, wszystkie Ciocie i inne kucharki, ale taka jest prawda - tam podają najlepszego łososia!):)
Poszliśmy tam zachęceni śpiewem i grą na gitarze lokalnego artysty, który cudnie śpiewał hiszpańskie piosenki zarówno romantyczne jak i w rytmie flamenco. W końcu nawet kupiliśmy jego płytę:)

Każdego ranka budził nas śpiew ptaków, które nic sobie z tego nie robiły, że w namiocie kilka metrów pod nimi ktoś chce jeszcze spać:) Oczywiście nie mówię tego w gniewie, bo taka pobudka należy do najprzyjemniejszych na świecie :) W oddali dało się słyszeć dźwięki muzyki, w takt której panie ćwiczyły aerobik przy basenie pod okiem przystojnego, baaardzo opalonego instruktora;)
Dzień zaczynaliśmy od pysznej kawy w cafeterii, a później obowiązkowa wizyta w campingowym supermarkecie celem nabycia cieplutkiej i chrupiącej bagietki, która znikała w naszych brzuchach w drodze na plażę lub stanowiła przekąskę podczas szaleństw na basenie. Po całodziennym pobycie w wodzie, jak już wyżej wspomniałam, szliśmy doprowadzić się do porządku i następowała narada rodzinna gdzie byśmy dziś wieczorem zjedli kolację. W większości przypadków wygrywała Tio Pepe, (wędrowaliśmy tam przy akompaniamencie cykad ) choć ta hotelowa też nie była niczego sobie. Była w odróżnieniu od Tio Pepe elegancka, ze śnieżnobiałymi lnianymi serwetkami kładzionymi na kolanach i bardzo przestronna, dostosowana wymiarami do ogromnego campingu.
Camping La Marina, to pokaźnych rozmiarów teren, gdzie są parcele dla namiotów i camperów (najmniejsze parcele mają 70 m kw.) oraz drewniane domki w pięciu rozmiarach mające wszystko co potrzeba od pościeli, przez kuchenkę aż po sztućce. Wielkie, przepiękne łazienki z suszarkami do włosów sprawiały, że czuliśmy się jak w luksusowym hotelu. Do węzła sanitarnego należy też pralnia z pralkami, suszarką bębnową i żelazkiem oraz zmywalnia. Alejki campingu otaczają palmy daktylowe, bananowce, fikusy i hibiskusy mające wielkie kolorowe kwiaty. Wprost tropikalny ogród stworzony do odpoczynku!

A jak to się stało, że padło na to miejsce? Camping znalazłam zupełnie przypadkiem oglądając hotele i apartamenty do wynajęcia w Alicante. Któraś z kolei pozycja w wyszukiwarce „googlowej” to był właśnie ten camping. Poczytałam, pooglądałam, namówiłam rodzinkę i już! A dlaczego Alicante? Ponieważ z miejsc ciepłych i słonecznych, a tylko takie braliśmy pod uwagę, wygrało Alicante, dokąd jest wręcz idealne połączenie z Gdańska. Mieliśmy bezpośredni samolot Ryanair z Rębiechowa do Alicante, a później 20 km z lotniska i jesteśmy na campingu. Zamawiając bilety lotnicze w dużym wyprzedzeniem cena jest naprawdę bardzo atrakcyjna.
Cały ten wpis pewnie brzmi jak jedna wielka reklama La Marina, ale naprawdę jest to miejsce godne polecenia! Oprócz Alicante warta zwiedzenia jest też Cartagena oddalona tylko o 70 km od campingu.
Kogo przekonałam, mówię od razu, że miejsce trzeba rezerwować!





9 komentarze:
cudne cudne cudne
a u nas zimno, ech
a u nas była już zima
A ty masz takie ciepełko , ciut zazdroszczę:)
Och, cieplutko i ślicznie:)))
Super !
:)))
Mnie przekonałaś i chętnie pojechałabym tam nawet jutro :) Bardzo mi sie podoba:) A takie niepozorne restauracje, czy knajpy zawsze są najlepsze;)
oj,jak fajnie pogrzac sie przy takim wirtualnym sloneczku :)
piekne miejsce :)
Kasiu, to ja tu w Gdańsku chucham w ręce, żeby się rozgrzać, gdy prowadzę Kubę do szkoły, a Ty w tym czasie zażywałaś kąpieli basenowych w pełni słońca? I zapewne jeszcze wróciłaś do domu wielce opalona? :D Nooo... to fajnie Wam było1 :)
Ooooj, zazdraszczam! Fajną porę sobie wybraliscie na wyjazd, zawsze to jakies oderwanie od szarej polskiej jesieni.
wow, cudnie... zazrościmy
Kochani! Gorąco polecam wyjazd na ten camping. Jeśli ktoś lubi duży kontakt z naturą i spanie w namiocie lub w camperze (choć u Polaków, campery jeszcze nie są popularne), na pewno będzie miał udane wakacje. I ta cena ... duuuży plus z porównaniu z hotelem!
Węzeł sanitarny w pełni zasługuje na swoje 5 gwiazdek:)
Prześlij komentarz