

Brioszka, to jedna z trzech propozycji, które wybrała dla nas Bea, gospodarząca nam w tym tygodniu w Weekendowej Piekarni. Wiedziałam, że będę mogła upiec tylko jedną rzecz i padło na brioszkę - La Taillaule, brioszka z Neuchâtel.
Już czytając przepis czułam, że ta brioszka będzie nam smakować. I tak było! Jedliśmy ją z dżemem i z żółtym serem. Do porannej kawy pasowała idealnie:)
Musiałam jednak zrezygnować z rodzynek, ponieważ moje dziecko ze wszystkiego je wydłubuje. No i podczas pieczenia zanikły nacięcia, chociaż nacinałam „do dna”. Te zmiany nie zaważyły na szczęście na smaku. Przepis już został wpięty do segregatora z przepisami podręcznymi, czyli takimi, z których korzystam na okrągło. To najlepszy dowód na to, jak nam smakował ten wypiek!
Cieszę się, że zostało trochę na jutrzejsze śniadanie!!!
Beo, dziękuję za wynalezienie świetnego przepisu, a Margot za cale przedsięwzięcie!

La Taillaule, brioszka z Neuchâtel
zaczerpnięte z bloga Bei
500 g mąki T45 (tortowej)
2,5 łyżeczki drożdży w proszku (lub 20 g świeżych)
1,5 łyżeczki soli
200-250 ml letniego mleka
2 jajka
60 g cukru
10 g miodu
75 g miękkiego masła
100-125 g rodzynek (ja nie dałam)
otarta skórka z 1/2 cytryny
+ jajko do posmarowania
Mąkę wymieszać z solą i drożdżami. Zrobić wgłębienie i umieścić w nim jajka, cukier, miód i mleko. Powoli wymieszać składniki, wyrobić gładkie ciasto (ok. 10 minut); możemy ewentualnie dodać odrobinę mąki, jeśli ciasto jest zbyt klejące, jednak nie więcej niż łyżkę za każdym razem. Następnie partiami dodawać masło i skórkę cytrynową i dalej wyrabiać. Na koniec dodać rodzynki i raz jeszcze wyrobić ciasto (ma być dosyć ‘miękkie’ i elastyczne).
Przełożyć je do miski, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na ok. godzinę.
Następnie złożyć ciasto kilka razy (można podzielić je na dwie mniejsze części) i spłaszczyć, formując mniej więcej kwadrat. Boki kwadratu złożyć do środka tak, by się stykały, a następnie zrolować ciasto. Umieścić je w natłuszczonej keksówce lub foremce chlebowej, przykryć i zostawić do wyrośnięcia na ok. 45 minut (do 3/4 wysokości formy). Po wyrośnięciu posmarować wierzch ciasta rozkłóconym jajkiem, a następnie ponacinać (dosyć głęboko) ostrymi nożyczkami naprzemiennie – raz z lewej, raz z prawej strony.
Mniejsze brioszki pieczemy ok. 20-25 min w 200°C (jedną większą pieczemy ok. 45-55 minut); w połowie pieczenia możemy nieco obniżyć temperaturę, a jeśli brioszka zbyt szybko brązowieje – nakryć ją folią aluminiową.
Tradycyjnie, po wyjęciu z piekarnika, smaruje się brioszkę gładką konfiturą morelową i wodą; można też posypać ją zrumienionymi płatkami migdałowymi.





11 komentarze:
żółwik z Twoim synkiem, tez z nich zrezygnowałam bo bym potem i tak je wydziobywała:)
śliczna, u mnie niestety już nie ma, ale upiekę sobie jeszcze kiedyś
a ja Kasiu dziękuje ,że mimo okrojonego czasu przyłączyłaś się do pieczenia
I dobrze zrobiłaś bo mogę sobie oczy nacieszyć taka piękna brioszką
A wiesz,że mi też te nacięcia zniknęły , a czym nacinałaś?Bo ja stchórzyłam i nożem ,ale następny raz będzie nożyczkami
Hihi dobrze że ja nie mam prolemu z rodzynkami :) Nawet dałam garść więcej:D
Kasia ale jest fantastycznie puchata! Piękna!
Piękna, puchata brioszka! Mysle, ze nawet bez rodzynek smakuje wyśmienicie!:))
Pozdrawiam Kasiu:)
Piekna! Cudnie wyrosnieta :)
Ciesze sie bardzo, ze szwajcarska brioszka Wam podsmakowala :)
Milo mi, ze moglysmy razem kucharzyc :)
Pozdrawiam serdecznie!
Kasiu, ślicznie puchata wyszła Ci ta brioszka :) A mojej już nie ma buuuu trzeba by chyba wpaść wirtualnie do Gdyni na herbatkę i kawałek brioszki :)
Kasiu cudowna! Tak smaczniusio wyglada, nawet mimo braku rodzynek;) Pyszniasta:)
Dziewczyny, dziękuję Wam Wszystkim za odwiedziny! Jak patrzyłam u Was, to chyba prym wiedzie brioszka!
Alu, nacinałam nożyczkami
Beo, to ja Ci dziękuję!!!
jej u wszytstkich niemal ta obledna brioszka, a teraz jeszcze Kasia kusi ze dobra z niemal wszystkim :-)
Zawodowa brioszka, nawet bez rodzynek. :D Nam tez smakowała. :)
Basiu, a kuszę, kuszę, czemu nie? A ten uniwersalny smak, to zawdzięcza chyba temu brakowi rodzynek:)
Małgosiu, zawodowa, jak zawodowa - nacięcia gdzieś znikły:) Ale smak obłędny:)
Prześlij komentarz