niedziela, 6 września 2009

Leśne wędrówki pachnące miętą


Jeszcze podczas wakacji, wykorzystując kolejny słoneczny weekend, poszliśmy na nasz ulubiony spacer - czyli do pobliskiego lasu. Jak już niektórzy z Was może wiedzą, osiedle, gdzie mieszkamy sąsiaduje z lasem ogromnych rozmiarów, ciągnącym się przez całe Trójmiasto aż po Półwysep Helski.
Nasze spacery zazwyczaj połączone są ze zbieraniem jagód, jeżyn i grzybów - rekreacyjnie raczej, nie na kilogramy:). Często też robimy sobie przerwę w marszu i siadamy na kocyku, a nasze dziecko bawi się w leśnej rzeczce. Tu mała dygresja - mamy niezły ubaw idąc do lasu i patrząc na reakcje ludzi nas mijających - żar leje się z nieba i susza jak nie wiem co, a Krzyś maszeruje w kaloszach:))) Aby mógł bez przeszkód wchodzić do rzeczki - lecz to wiemy tylko my, a mijający nas ludzie, w sandałach i klapkach dziwnie na nas patrzą:)
Napawając się leśną ciszą i wdychając świerkowo - sosnowe zapachy, zauważyłam, że wszędzie wokół rośnie mięta. Jest to mięta polna Mentha arvensis, zaliczana do roślin leczniczych stosowanych w zaburzeniach trawienia. Lubi wilgotne tereny i dlatego zadomowiła się nad rzeczką. Ma niezwykle intensywny miętowy zapach, czego brakuje mojej mięcie balkonowej.
Jako, że zawsze idziemy do lasu zaopatrzeni w woreczki na wypadek, gdybyśmy coś ciekawego znaleźli, nie namyślałam się długo i zaczęłam zrywać. Mięta rozrosła się tak bardzo, że mogłam pozwolić sobie na zrywanie dwóch najmłodszych par liści z każdego pędu, prawie tak, jak to czynią zawodowi zbieracze liści herbacianych:) Możecie sobie wyobrazić zapach moich rąk po skończonych zbiorach. Dosłownie aż dech zapierało przy głębszym wciągnięciu powietrza!



Po przyjściu do domu nazbierane liście wysuszyłam i włożyłam do szklanego słoiczka. Będzie jak znalazł jako dodatek do herbaty:)



Jako, że dzisiaj jest wpis ogrodniczy, to pochwalę się Wam pomidorami San Marzano, które wreszcie zaczynają dojrzewać na moim balkonie (wrzesień!!!). Pomysł na tą odmianę zrodził się w mojej głowie już w zeszłym sezonie, chciałam zrobić eksperyment i byłam przygotowana na fiasko, ponieważ jest to odmiana gruntowa, wielkoowocowa i potrzebująca wiele godzin nasłonecznienia, którego nawet na moim balkonie od południowej strony jest za mało. Przekonałam się, że faktycznie pomidory te nienajlepiej czują się na balkonie - mam 8 zielonych owoców i boję się, że zgniją przed dojrzeniem, bo zaczynają się chłody. Poza tym musiałam obciąć krzew w połowie wysokości, bo był za wielki jak na balkon. W przyszłym roku kupię mniejsze pomidorki:)

10 komentarze:

Bea pisze...

Wspaniale sa takie spacery dajace mozliwosc przynoszenia do domu skarbow natury :)
A pomidory sliczne! I jakie okazale!

Pozdrawiam serdecznie Kasiu! I mam nadzieje, ze nasze weekendowe slonce i do Was niebawem zawita ;)

Małgosia.dz pisze...

Kasiu, takie piękne pomidory wyhodowałaś na balkonie! Aj, teraz mnie zżera zazdrość. :D A jak w smaku? Przypominają nasze limy, czy raczej niekoniecznie?
Bliskości lasu też Ci zazdroszczę, bo takie rodzinne spacery zielonymi ścieżkami to sam miód. No i ten zapach... Aj, uwielbiam zapach lasu...

majana pisze...

Kasiu, uwielbiam spacery po lesie, uwielbiam zapach miętowych lisci no i pomidorki uwielbiam! Gratuluję pięknych pomidorków,jestem pod wrażeniem!:))
Pozdrawiam ciepło:)

Gosi@ pisze...

woooooooow,ale pomidory!!!!ciekawe,jaki smak maja ....
A spacery po lesie tez uwielbiam.....
Pozdrawiam :)

edysia79 pisze...

My miętę mamy w ogródku i dzisiaj wybieram się za miętowe zbiory ;)
Pamiętam z dzieciństwa miętową herbatkę z suszonych liści.. W tym roku sama sobie liście mięty zasuszę i będę się cieszyć herbatą w zimowe wieczory :)

Beata pisze...

Pomidorki przepiękne! Moje z ogródka nawet w połowie nie są takie ładne!

buruuberii pisze...

Kasia, czytanie Twych wspomnien z wypraw to przyjemnosc, Krzys w kaloszach - ciekawie to brzmi :-)
Wielkie uznanie dla pomidorow - niesamowite! Wiesz, moze to nie najlepszy pomysl, ale gdyby cos to moze zielone smazone zrobisz gdyby jesien byla zimna...
Sciskam :-)

aga-aa pisze...

pięknie wszystko opisujesz, az chce się to przeżyc razem z Tobą i anwet w kaloszach ;)
Gratuluje pomidorów, czy to odmiana bezpestkowa (albo mało)?

kasiac pisze...

Beo, tak, ten las to nasze największe szczęście:) A słonko już jest u nas! Też Cie pozdrawiam!
Rzeczywiście pomidory są duże. Ten na zdjęciu nie jest największy. Jeden z nich jest wielkości (a raczej długości) dłoni!

Małgosiu, te pomidory są troche podobne w smaku do limy. Mają mało pestek. Z lasu bardzo się cieszymy, lecz teraz czeka nas zakup kaloszy dla wszystkich:))) Będzie coraz częściej padać i nie wyschnie już tak szybko.

Majanko, wszyscy chyba lubią las. Jak tu go nie lubić! Dziękuję za pomidorowe pochwały i pozdrawiam Cię serdecznie

Gosiu, pomidory w smaku sa takie mięsiste i lekko słodkie i maja cienka skórkę. POzdrawiam Cie serdecznie!

Edysiu, ja tez mam mięte na balkonie. Często dekoruję nia potrawy. Mięta na zimowe wieczory będzie pycha!

Beato, dziękuję! Ładne, nie ładne, ale na pewno Twoje są pyszne! Te moje pomidory naprawdę lubią słońce. Gdyby nie piekny sierpień to nic by z nich nie wyszło.

Basiu, z nieba mi spadłaś z tym pomysłem! Oczywiście, że smażone zielone pomidory! Jak tytuł książki Fannie Flag! POzdrawiam CIę serdecznie:))

Aga, z tym opisywaniem, to chciałabym lepiej! Nie mam daru pisania, ale sie staram jak mogę:))
A pomidory te maja pestki, ale niewiele ich jest.

buruuberii pisze...

A juz sie Kasiu troszke wystraszylam, ze wystrzelilam jak filipz konopi tym pomyslem :-) teraz jak sobie o tych pomidorach i Twoim przecierze mysle, to naprawde salatka z obiadu mi nie wsytarcza... Pozdrowienia!