

Wczoraj , po cotygodniowych zakupach warzywno-owocowych, poszliśmy na spacer do pobliskiego lasu. Dzielnica Gdyni, gdzie mieszkamy mieści się w sąsiedztwie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego i w którą stronę byśmy nie poszli na spacer, i tak w końcu wylądujemy w lesie. I to nie byle jakim lesie! Ciągnie się on (z małymi przerwami) aż na Półwysep Helski.
Pomimo sporego chłodu, jaki nagle wczoraj się zjawił, słońce świeciło tak ślicznie, że po prostu żal było siedzieć w domu. Wzięliśmy więc ciepłe swetry i polary, Krzyś założył zapomnianą już czapkę i poszliśmy podziwiać piękno wiosennej przyrody. Próbowaliśmy rozpoznawać drzewa po pąkach i korze, obserwowaliśmy zapracowane mrówki, a nawet udało nam się zobaczyć w rzeczce ogromne skupisko żabiego skrzeku:). Zziębnięci przyszliśmy do domu i wypiliśmy po kubku gorącej herbaty. Z pomocą mojego dziecka szybko zrobiłam rozgrzewający, kolorowy obiad, składający się z warzyw, którym nie mogłam się oprzeć rano na targu. Pstrokaciznę na talerzu uzupełniał szpinak, pięknie zmieniający barwę po obróbce cieplnej ze zwykłej zieleni na przepiękny, głęboki, całkiem niezwykły zielony kolor. Ciepło ubrana zrobiłam zdjęcia obiadowi na balkonie i zmarzłam okropnie przestawiając miseczkę z jedzeniem z miejsca na miejsce:) Było tak zimno, że wieczorem, na wszelki wypadek okryłam agrowłókniną moje donice ze świeżo posadzonymi ziołami oraz młodziutkie pędy poziomek. Mam nadzieję, że dzięki temu przymrozek im nie zaszkodził:)

Ragoût warzywne
5-6 porcji
2 łyżki oliwy z oliwek
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
1 czerwona papryka
2 wąskie cukinie dł. około 20-25 cm
1 bakłażan
1 puszka pomidorów bez skórki (w sezonie 3 spore świeże pomidory)
ok. 100 g świeżego szpinaku
0,5 - 1 łyżeczka ostrej papryki w proszku
1 łyżeczka kurkumy
sól, pieprz do smaku
Przygotowania najlepiej zacząć od pokrojenia wszystkich warzyw. Cebulę w półplasterki, czosnek zetrzeć na tarce, paprykę, pomidory i cukinię w dużą kostkę, bakłażana w ćwierćplasterki (tak pokrojony bakłażan rozłożyć i posypać solą. Odstawić na 20 min i następnie osączyć papierowym ręcznikiem), szpinak na mniejsze części usuwając ogonki liściowe.
Na dużej patelni z pokrywką lub w garnku podgrzać oliwę i podsmażyć na niej cebulę, dodać czosnek. Niemal od razu wrzucić paprykę, cukinię i bakłażana. Dusić na małym ogniu 10 min, dodając kilka łyżek wody lub bulionu warzywnego, gdyby warzywa zaczęły przywierać do dna. Następnie dodać pomidory i przyprawy. Wymieszać i dusić następne 10 min. Zestawić z palnika i od razu wrzucić szpinak, póki potrawa jeszcze wrze. Zamieszać. Podawać z ryżem lub z chrupiącą bagietką.





10 komentarze:
o, a kumpela z Gdyni wczoraj była nad morzem i mówiła, że z kołtunem wróciła na włosach :) bo sztorm, a my też jacyś leśni jesteśmy - i pewnie też wynika to z sąsiedztwa :):)
a jedzonko pycha :)
Też uwielbiam chodzić po lesie. :-)))
Pozdrawiam :-)))
Uwielbiam las:) Też mieszkam niedaleko lasu, tyle że nie nad morzem;) Kiedys byłam w Gdyni na wakacjach, mieszkaliśmy blisko lasu i pamiętam jak rano pod domu podchodziły dziki, a ludzie je dokarmiali;)
Ojej, patrzę, cóż to jest, a to skrzek! :)
Uwielbiam spacery po lesie, uwielbiam wiosnę i jej zapachy :) I uwielbiam takie pyszne dania, które pokazujesz :) Pyszności Kasiu!:)
Pozdrowienia dla Cieie i Krzysia :)
Kasiu, ragout biorę w ciemno, zwłaszcza, że sama nader często podobne gotuję (niestety, Bea dałaby mi lanie, bo nie nie czekam na sezon warzywny ;-)).
A spacerków leśnych zazdraszczam. Bardzo. My tutaj w środku miasta szukamy wiosny i właściwie prawie każdy trawnik i każde drzewo mam sfotografowane. ;-))
A ten skrzek żabi... ojej! brrrrr! ;-))
Kasiu i my przemarzliśmy ostatnio w Gdańsku - w sobotę jeszcze na spacerze w Zoo byliśmy i na starówce oczywiście też :))) A obiadek taki bym z chęcią zjadła, tym bardziej jak Ci latorośl pomagała :)
Kasiu mieszkasz w moim ukochanym Trójmieście! Do Gdyni swego czasu jeździliśmy co roku, wcześniej do Kątów Rybackich, znam i uwielbiam te strony...u nas było w weekend ciepło, Wrocław zresztą zawsze ma wyższe temperatury niż północne rejony kraju...
A danie bardzo kolorowe i przypuszczam pyszne!
Zatęskniłam za warzywami po tym obżarstwie świątecznym. Pięknie się prezentuje Twoje ragout!
Zwegowani, hehe, wyobrażam sobie jak było nad morzem, skoro nam nawet w osłoniętym lesie wiało:)Czyli chodzimy po tym samym lesie?
Krokodylu, o tak, chodzenie po lesie uspokaja i odpręża:)
Atinko, dziki są u nas plagą. Kiedyś widziałam jednego z bliska, był ogromny! Ale one raczej są przyzwyczajone do ludzi. No, chyba, że jest to locha i w pobliżu są jej dzieci. Wtedy lepiej zwiewać!
Aniu, ano, skrzek!
Majanko, widzę, że Ty też lubisz las:) Dziękuję Ci bardzo za pochwały mojej pstrokacizny w misczce. My z Krzysiem też Was pozdrawiamy!
Małgosiu, ale przyznaj sama, że wyłączając pomidory, to warzywa "niesezonowe" smakiem przypominają te w sezonie i tak kuszą, że nie można się oprzeć!
Ojej, zniesmaczyłam Cię skrzekiem? A dla mnie to jest piękne! Z tych jajeczek niedługo powstanie mnóstwo ślicznych malutkich kijanek! Wszystko co się rodzi jest cudowne!
Tili, ja wycieczkę do zoo mam jeszcze przed sobą, może w pierwszych dniach maja pojedziemy, ponoć ma być letnia aura! Cieszę się, że obiadek się podoba:)
Kass, chociaż Gdynię kocham całym sercem, to na drugim miejscu jest właśnie Wrocław, za te temperatury!
U Was (choć nie byłam nigdy) pewnie rododendrony i magnolie występują o wiele częściej niż tutaj. A ja uwielbiam na nie patrzeć!
A dziękuję, danie było pyszne!
Aniu, tak, trzeba odreagować te pasztety świąteczne:)
Prześlij komentarz