
Dzisiaj, jak tylko zobaczyłam za oknem słońce, postanowiłam, że odbędę pierwszy w tym roku spacer z kijkami Nordic Walking. Nie jestem fanem siłowni, a ten sposób zrzucenia paru wałeczków tłuszczu bardzo mi odpowiada. Chodzę na takie spacery od zeszłego roku i mam ustaloną trasę zajmującą około godziny czasu. Nie dość, że takie spacery korzystnie wpływają na moje zdrowie, to jeszcze doskonale odprężają. Podczas tej godziny sam na sam z kijkami mam ogromną łatwość zebrania myśli, zastanowienia się nad niektórymi nurtującymi mnie problemami i o dziwo właśnie w czasie marszu przychodzi sposób rozwiązania spraw teoretycznie nie do rozwiązania, większość moich pomysłów więcej lub mniej szalonych rodzi się „z kijkami w dłoni”. To na pewno w dużym stopniu wpływ dotlenienia, ale co jeszcze? Nie wiem. Po godzinie przychodzę wyciszona, odprężona i gotowa na czekające mnie zadania.
Jak przystało na fanatyczkę jedzenia i gotowania, nie trudno się domyślić, co przeważnie zaprząta moje myśli podczas tych sześćdziesięciu minut na świeżym powietrzu. Nawet na odchudzających spacerach najczęściej myślę o... jedzeniu! Trochę to straszne, trochę śmieszne, ale co zrobić, ten typ tak ma:) No więc... zastanawiałam się, co by tu słodkiego, niedużego upiec wykorzystując nowo nabyte foremki do tartaletek. Wymyśliłam, że zrobię mini tarty kakaowe ze śmietankowym kremem. Bardzo szybkie, stanowiące lekki deser po obiedzie. Wyszły całkiem przyjemne w smaku:)

Tartaletki kakaowe z kremem śmietankowo-waniliowym
8 tartaletek ø 10 cm
Ciasto
150 g masła
200 g mąki
3 łyżki cukru
2 żółtka
2 płaskie łyżki kakao
szczypta soli
ewentualnie 1 łyżka kwaśnej śmietany
Krem
400 ml śmietanki UHT 18%
1 jajko
2 żółtka
100 g cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki esencji waniliowej
Wykonanie:
Ciasto
Z podanych składników zagnieść ciasto. Jak nie będzie chciało się lepić, dodać śmietanę. Zagniecioną kulę ciasta owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na czas przygotowania kremu. Foremki wysmarować masłem. Ciasto rozwałkować. Wycinać krążki o trochę większej średnicy niż foremki i wylepić je ciastem. Ja wycinałam pucharkiem do lodów o średnicy 11 cm. Resztę (skrawki) ciasta zostawić do dekoracji.
Podpiec tartaletki w temp. 180°C przez około 12 min. Następnie wyjąć z piekarnika, nałożyć krem, prawie do pełna i ułożyć kratkę z resztek ciasta. Ponownie włożyć do piekarnika i zapiec przez 15-20 min. Przed podaniem posypać kakao.
Krem
Jajka z cukrem, mąką ziemniaczaną i wanilią ubić mikserem aż masa stanie się kremowa.
Śmietankę zagotować. Po zdjęciu z palnika od razu wlać śmietankę do masy jajecznej i ubijać całość na parze, aż zgęstnieje do konsystencji masy budyniowej. Wystudzić. Po wystudzeniu napełnić tartaletki, przykryć kratką z resztek ciasta i zapiec.





12 komentarze:
Coś jest z tym myśleniem o jedzeniu podczas odchudzających, w moim przypadku marszo-biegów...
A tarteletki smacznie wyglądają :-)
bardzo smacznie wyglądają:)
Piękne tartaletki! :))
Po ćwiczeniach odchudzających czas na małe co nieco i to najlepiej słodkie!;))
Pozdrawiam ciepło.
Ps. Ja sie na siłowni katuje :)
cudnie wyglądają
ja to bym mogła nawet nadmiar tego kremu z miseczki wyjadac :-)
Pyszne tartaletki :). Uwielbiam wszystko co kawowe, szczególnie po wysiłku ;). Gdyby mi obiecano, że zjem sobie po ćwiczeniach taką tarteletkę i trzy godziny bym mogła chodzić z tymi kijkami :).
Dawno nie piekłam tartaletek, a to taki fajny i pyszny drobiazg...Twoje zachęciły mnie do upieczenia!
ps. też chciałabym troche zrzucić z boków...ale jak tp zrobić? wciąż piekę jakies pyszne weekendowe chlebki, a to znowu coś słodkiego- bo w domu domagaja się...a ja codziennie uskuteczniam marsz a psami ok 2 km, i nic...boki jak były tak są... :(
Kasiu, jestem pewna, że podczas takich 'spacerów' myślałabym dokładnie o tym samym. :)) Zresztą o jedzeniu myślę prawie non-stop. Już od samego myślenia wałeczki mi rosną. ;-)
Mafilko, no właśnie, jakiś przekorny mechanizm, który bardzo nie chce, żebyśmy schudły:)
A za pochwały dziękuję:)
Atinko, dziękuję CI ślicznie:)
Majanko, oj, tak, po ćwiczeniach odchudzających miewam często ataki głodu. I ja siłownie kiedyś lubiłam, ale jakoś mi przeszło:)
Asieja, dziękuję za pochwały:) A wiesz, że ja właśnie tak zrobiłam? Nadmiar kremu dokładnie wylizałam z rondelka, prawie go myć nie trzeba było:)
Olalala, hihihi, to możemy sobie podać ręce:) Mam tak samo:)
Kass, u mnie też wszyscy się domagają słodkości, same łasuchy ze mną mieszkają:) Najlepiej zrzucić winę na nich... tylko od tego nie ubędzie tu i ówdzie...
Małgosiu, nie ma się co dziwić, że myślimy często o jedzeniu, skoro to nasze hobby... szkoda, że od takiego myślenia nie ubywa kalorii, w końcu myślenie, to też ćwiczenie nie?
Kasiu ,jakie fajne te tarteletki
I takie apetyczne wyglądają
Margot, dziękuję! A jak szybko zniknęły!
Ale ladne te tartaletki :)
TEz nie ejstem fanka silowni,z reszta to juz pisalam. Zanudzilabym sie w takim przybytku na smierc!
Aniu, to mnie bardzo pocieszyłaś! Mam wrażenie, że wszyscy wokół chodzą na siłownię, tylko ja nie.
Ja chodzę z kijkami i niektórzy przechodnie dziwnie się na mnie patrzą...
Prześlij komentarz