czwartek, 27 listopada 2008

Sos bolognese na zapas




Uwielbiam zamrażać jedzenie. Oprócz miksera, zamrażarka jest moją największą kuchenną przyjaciółką :) Pomaga mi zimą wyczarować cudnie pachnący sorbet truskawkowy albo tartę z jagodami... Dzięki niej mam przez cały rok aromatyczny koperek do ziemniaków... natkę pietruszki do zupy... fasolkę... lód do chłodzenia napojów...
Ale najcenniejszą rzeczą jaką mi ofiarowuje jest czas. Dzięki jej niezastąpionej pomocy mam więcej czasu i dla bliskich i dla siebie.
Wypracowałam w sobie nawyk przygotowywania jedzenia na zapas. Moja zamrażarka jest cały czas zapchana po brzegi. Pudła, pudełka i pudełeczka, czasem woreczki pełne sosów, mięska, zup i ciasta. Leżą sobie spokojnie zahibernowane i czekają na swoją kolej.
Przekonałam się, że przygotowanie np. zupy z podwójnej ilości składników zajmuje tyle samo czasu, co z jednej porcji. To samo jest z kruchym ciastem, czy sosem do makaronu. Robię więc bardzo często więcej jedzenia niż dla naszej trójki i resztę zamrażam. Później wystarczy tylko wyjąć, rozmrozić i... reszta popołudnia wolna! Bez krojenia, smażenia, duszenia itp, co zajmuje mnóstwo cennego czasu.
Dzisiejszy sos bolognese robię zawsze z kilograma mięsa mielonego i starcza mi na trzy obiady. Sosów bolognese przetestowałam kilka. Każdy z nich miał trochę inny skład, ale z reguły coś mi w nich nie odpowiadało. Aż w końcu po pewnym czasie wyszedł mi sos idealny dla nas. Ilości poszczególnych składników są w sam raz, poza tym nie dodaję ani wina ani parmezanu. Od dwóch lat robię taki właśnie sos i wszystkim nam bardzo smakuje. Dzisiaj dzielę się z Wami przepisem na niego. 2/3 ilości zamrażam w dwóch pojemnikach, a ostatnią część jemy na obiad z ulubionym makaronem :)

Sos bolognese
3 obiady na 3osoby

80 g bekonu pokrojonego w kostkę
1 duża posiekana cebula
500 g mięsa mielonego wołowego
500 g mięsa mielonego wieprzowego
1 drobno starta średnia marchewka
2 gałązki selera naciowego pokrojonego w małą kostkę
1 puszka pomidorów bez skórki
200 ml przecieru pomidorowego
1/2 szkl. mleka
sól

Na dużej patelni z pokrywką usmażyć bekon (ja nie daję tłuszczu do smażenia, ale jak bekon jest bardzo chudy, to troszeczkę trzeba dać). Dodać cebulę. Gdy się zarumieni dać mięso mielone i mieszać drewnianą łyżką rozdrabniając mięso. Gdy mięso się podsmaży dodać marchew i seler. Wymieszać, zmniejszyć ogień i przykryć pokrywką.
Do miski wrzucić pomidory z puszki, dodać przecier pomidorowy i mleko. Zmiksować blenderem na gładką masę. Wlać powstały sos pomidorowy do mięsa, przykryć pokrywką i dusić na małym ogniu 30 min. Posolić do smaku. I gotowe! Podawać z makaronem.

niedziela, 23 listopada 2008

Ciasto z cukierkami Dumle i kremem custard




Kiedyś buszując po internecie szukałam czegoś słodkiego, sama nie wiedziałam czego. Aż znalazłam ciasto, które wydawało mi się, że musi być zniewalająco pyszne ze względu na sporą zawartość moich ulubionych cukierków Dumle. Zapisałam przepis na dysku. No właśnie... zapisałam? Szukałam go niedawno i nie znalazłam. Takie są skutki surfowania w sieci po nocach, jak zmęczenie daje się we znaki ;)
Dumałam, dumałam i wymyśliłam swoją wersję tego ciacha. Pamiętałam po części składniki (ale nie ilości) i trochę wykonanie.
Użyłam mojego starego, sprawdzonego przepisu na ciasto piaskowe, trochę z nim pokombinowałam i wyszło mi przepyszne ciasto, chrupiące od orzechów i lekko „ciągnące się” miejscami od cukierków Dumle.
Jak juz niektórzy zdążyli zauważyć, lubię przygotowywać sosy i kremy do ciast. Są one idealnym dopełnieniem deseru, a postawione na stole w miseczce dają gościom możliwość dozowania według indywidualnych upodobań ilości sosu jakim polewają sobie ciasto. Zdarza się, że niektórzy jedzą sos z niewielką ilością ciasta... o to właśnie mi chodzi - każdy sam ocenia ile sosu sobie życzy.
Do dzisiejszego ciasta z Dumlami dopasowałam sos custard. Jak dla mnie, idealnie tu pasuje. Nie wiem czy nazwa custard ma polski odpowiednik, jak jest, to proszę dajcie mi znać :)
Ciasto jest najlepsze pierwszego dnia. Polecam!



Ciasto z cukierkami Dumle
tortownica ø 23 cm

2 jajka
1/2 szkl. cukru
1 szkl. mąki
100 g rozpuszczonego masła
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szkl. posiekanych orzechów włoskich
100 g posiekanych cukierków Dumle


Ubić pianę z białek, dodać cukier, a później żółtka. Następnie do tej masy powoli wsypywać przesianą mąkę z proszkiem. Na końcu wmieszać przestudzone masło.
Orzechy i cukierki wsypać do drugiej miski. Dodać do nich 2 łyżki ciasta i wymieszać, aż powstanie gęsta masa.
Tortownicę wysmarować tłuszczem i wysypać mąką. Wlać ciasto (będzie go niedużo) i rozprowadzić je łyżką. Na ciasto kłaść łyżką w miarę równomiernie masę orzechowo-cukierkową.
Piec w temp. 180°C 25-30 min.

Krem custard

150ml mleka
1 żółtko
1 lyżka cukru
1 łyżka mąki kukurydzianej
ekstrakt waniliowy

Mleko zagotować. Żółtko, cukier, mąkę kukurydzianą i ekstrakt waniliowy wymieszać dokładnie łyżką (lub rózgą-mątewką). Do wymieszanej masy wlać wrzące mleko małym strumieniem cały czas mieszając. Mieszać, aż masa nieco zgęstnieje.
Podawać do ciasta na ciepło.

Update: właśnie się dowiedziałam od Tilianary, ze custard, to po polsku krem angielski! Dziękuję!

sobota, 22 listopada 2008

Chleb na zakwasie z kawą i cebulką






Dzisiejszy chleb w Weekendowej Piekarni Margot jest pierwszym na zakwasie, bez wspomagania drożdżami. Przyznam, że pierwszy raz w życiu piekłam chleb bez choćby okruszynki drożdży, tylko na moim zakwasie, który ma już około 5 tygodni i jak dotąd (odpukać!) ma się dobrze.
Jako, że miałam obawy, czy uda mi się pierwszy chleb na zakwasie, zrobiłam z 1/3 proporcji.
Chleb jest wyraźnie kwaskowaty w smaku i zapachu. Dobrze pasuje do twarogu i do dżemu (z którym pochłonęłam parę kromek!)
Chleb wybrała Izolda z forum Cin Cin.



Chleb z kawą i suszoną cebulką

Składniki na 1 bochenek:

1 szklanka aktywnego zakwasu żytniego (166% hydracji, wg autorki każdy inny zakwas też się nadaje)
2/3 szklanki ciepłej wody
1/3 szklanki mocnej, ostudzonej czarnej kawy
1 łyżka oleju
na dnie szklanki melasy
1 łyżka kminku
2/3 łyżki suszonych płatków cebulowych (nie chodzi tu o prażoną cebulkę, którą można dostać w sprzedaży, chodzi tu o normalną suszoną cebulę, trzeba ją przygotować samemu)
1/3 łyżki suszonej cebuli w proszku
1,5 łyżeczek niejodowanej soli
2/3 szklanki jasnej mąki żytniej
3,5 szklanek mąki chlebowej



W misce łączymy ze sobą zakwas, wodę i 2,5 szklanek mąki i pozostawiamy na 15 - 20 minut (autoliza). Po tym czasie dodajemy pozostałe składniki i stopniowo pozostałą mąkę. Ciasto ma mieć lekko lepką konsystencję, ale nie może się ciągnąć na palcach jak klej. Jeśli potrzeba dosypać jeszcze trochę mąki do właściwej konsystencji. Wyrabianie ciasta nie powinno trwać dłużej niż 5 minut. Po wyrobieniu odstawiamy ciasto do pierwszego rośnięcia na 6 godzin (lub dłużej w zależności od siły zakwasu). W międzyczasie odgazowujemy ciasto dwa razy w dwugodzinnych odstępach. Po zakończeniu fermentacji wyciągamy ciasto na oprószony mąką blat, odgazowujemy, formujemy kulę i odkładamy na 5 - 10 minut aby gluten mógł się zrelaksować. Następnie formujemy bochenek i układamy je w przygotowanym koszyczku zlepieniem do góry. Zabezpieczamy folią spożywczą przed wyschnięciem i umieszczamy na noc w lodówce. Rano jeśli trzeba pozwalamy mu jeszcze podrosnąć na blacie kuchennym. Pieczemy z parą przez 40 minut przez pierwsze 15 minut w temperaturze 230 stopni Celsjusza, a następnie obniżamy temperaturę do 200 stopni.

wtorek, 18 listopada 2008

Ciastka migdałowe z mąką ryżową. Almond Shortbread





Wciąż się uczę by lepiej gotować i piec. Uczę się od mamy, od teściowej, z książek i blogów kulinarnych. Przeglądam polskie blogi kulinarne, ale również zagraniczne i jednym z moich ulubionych zagraniczych jest Desert First z obłędnymi wręcz zdjęciami, będący kopalnią wiedzy o deserach, ciastach i ciasteczkach. Anita Chu, właścicielka bloga, dziewczyna po szkole cukierniczej, nie jest taką „zwykłą blogerką”. Ona poszła o krok dalej i napisała książkę kucharską z przepisami na ciasteczka pt. "Field Guide to Cookies". Niedawno się ukazała i kupiłam ją w Amazonie. Byłam pewna, że nie będą to pieniądze wyrzucone. I miałam rację! Jestem bardzo zadowolona z książeczki. Są w niej przepisy na ponad 100 ciasteczek, każdy przepis poprzedza historia danego ciasteczka, oraz sugestia do czego najlepiej pasują dane ciasteczka. Na końcu jest przydatny przelicznik miar i wag. Polecam!
Podaję przepis na przepyszne ciasteczka migdałowe Shortbread, które są na blogu Anity, jak również występują w jej książce. Muszę przyznać, że ciasteczka są wyśmienite. Niezwykle delikatne i kruche. Może takie czary robi ten dodatek mąki ryżowej? Nie wiem. Z pewnością dla mnie są numerem jeden wśród kruchych ciastek maślanych. Od tej pory jeśli ciastka maślane, to tylko te!
Część z nich udekorowałam hojnie pysznym kremem czekoladowym, ale zanim zrobiłam im zdjęcie, zostały pożarte :)



Ciastka migdałowo maślane
Almond Shortbread

1,1/2 szkl. mąki zwykłej
1/2 szkl mąki ryżowej
227 g miękkiego masła
1/2 szkl. cukru
1/4 łyżeczki soli
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1/4 szkl. płatków migdałowych (do zmielenia - ja użyłam od razu mielonych migdałów)

Wymieszać obie mąki i odłożyć. W drugiej misce wymieszać mikserem masło, cukier, sól i ekstrakt migdałowy na puszystą masę. Dodać mąki i wmieszać je do masy drewnianą łyżką aż składniki się połączą. Ciasto ma być jednolite i tworzyć jedną bryłę. Im delikatniej będzie się mieszało, tym delikatniejsze będą ciasteczka.
Zrobione ciasto wyłożyć na folię spożywczą, rozpłaszczyć do grubości 2 cm, przykryć folią i włożyć do lodówki na 2 godz.
Po tym czasie wyjąć ciasto i rozwałkować na posypanym mąką blacie na grubość 6 mm. Wykrawać ciasteczka. Na tym etapie ciasto robi się bardzo miękkie. Ja wykrojone ciasteczka kładłam na deseczkę i dałam do lodówki na 15 min. Po tym czasie wyjąć ciastka i obtaczać ich krawędzie w zmielonych migdałach.
Kłaść na blachę w pewnej odległości od siebie. Każde ciastko nakłuć widelcem w dwóch miejscach. Piec 15-17 min w temp. 165 °C. aż będą lekko złote.

Krem czekoladowy
113 g czekolady deserowej
3/4 szkl. kremówki 36%
1 łyżka syropu kukurydzianego (dałam miodu akacjowego)
1 łyżka Framboise (dałam syrop malinowy Łowicz)

Czekoladę pokroić i wrzucić do miski. Śmietanę i syrop wlać do garnka i doprowadzić do wrzenia. Gorącą śmietanę wlać na czekoladę i delikatnie pomieszać. Mieszać, aż czekolada się całkiem rozpuści i połączy ze śmietaną, ale mieszać delikatnie, żeby wprowadzić jak najmniejszą ilość powietrza. Dolać Framboise.
Wystudzić do temp. pokojowej. Jak masa jest za rzadka (moja była :)), to włożyć na 1 godz. lub dłużej do lodówki. Dekorować ciastka. Można też przekładać robiąc markizy.

sobota, 15 listopada 2008

Weekendowa piekarnia #7 - Bialys






Dzisiejszym zadaniem w Weekendowej Piekarni (której pomysłodawczynią jest Margot prowadząca blog Kuchnia Alicji) były żydowskie bułeczki Bialys z cebulowym farszem. Pieczenie tych bułeczek, to propozycja Tatter (Palce lizać!). Wpadła ona na świetny pomysł, aby połączyć dwie imprezy w jedną, jako, że aktualnie znajdujemy się na rozpoczętym wczoraj Festiwalu Kuchni Żydowskiej.
Bułeczki piekłam z wielką przyjemnością, ciekawa, co mi z tego wyjdzie. Wyszły pyszne, dość płaskie, ale nie zbite bułeczki z pikantnym cebulowym środkiem. Najlepsze były jeszcze ciepłe. Nie miałam suszonych drożdży, więc dałam 1 dkg świeżych.
Pozdrawiam wszystkie „piekarki” i już się cieszę na następny weekend!
Przepis cytuję za Tatter:



Bialys

630g mąki
370g wody
2 łyżeczki soli
3/4 łyżeczki drożdży instant
1 średnia cebula
miąższ białego chleba (ok.10% wagi cebuli)


Cebulowy farsz zwykle przygotowuję dzień wcześniej. Miele cebule i do papki dodaje miąższ chleba. Mieszam dokładnie, zakrywam i zostawiam na noc w lodówce.
Do miski wsypuję mąkę, dodaję drożdże, sól i wodę, mieszam, a potem zagniatam dość sztywne ciasto (ciasto na bialys ma ok. 58% hydracji - jest wiec dość ścisłe). Aby sprawdzić gotowość ciasta przeprowadzam test membrany - odrywam mały kawałek ciasta i rozciągam go...jeśli gluten jest dobrze rozwinięty, ciasto nie powinno się rwać, a błonka ma być bardzo cieniutka. Dobrze wyrobione ciasto wkładam do miski i zostawiam w cieple na 2 godziny, składając je w połowie fermentacji.
Dzielę ciasto na 12 części i z każdej kształtuję dobrze naciągniętą kulkę. Umieszczam je na blasze grubo wysypanej mąką, złączeniami do dołu i pozwalam wyrastać przez 1 1/2godziny.
Biorę po jednej bułce i w środek wkładam kciuki obu dłoni, obracając ciasto i jednocześnie rozciągając je w przeciwnych kierunkach, formuję wgłębienie (ok. 4cm średnicy), którego spodem powinna być tylko cieniutka błonka. Układam bułeczki na łopacie, jedna po drugiej, a gdy są gotowe, do wgłębienia wkładam jedną (sporą) łyżeczkę nadzienia.
Piekę w piecu nagrzanym do 250C przez 8-10 minut.
Nadzienie cebulowe można połączyć z roztartym z solą czosnkiem. Doskonałą posypką jest mak lub sezam.

czwartek, 13 listopada 2008

Chłopskie jadło z rozmarynem i boczkiem



Czy od czasu do czasu można zjeść coś przygotowanego z produktów niekoniecznie lekkostrawnych i dietetycznych? Chyba można....
Ten posiłek zawiera sporo tłuszczu i kalorii, wątroba być może średnio się ucieszy, ale aromat dania jest taki, że od razu człowiek robi się głodny. W mojej subiektywnej ocenie zaliczam tego kurczaka do posiłków poprawiających nastrój. „Aromaterapia” na bazie wędzonego boczku czasami jest mi potrzebna. Czasem jest to czekolada, a czasem wędzony boczek!
Przepis z gazetki reklamowej „Somerfield”. Trochę w nim pozmieniałam.


Kurczak z rozmarynem i boczkiem
4 porcje

0,5 kg ziemniaków średniej wielkości
2 łyżki oliwy z oliwek
1 średnia cebula
1 duży ząbek czosnku
2 podwójne piersi z kurczaka
sól i pieprz
55 g wędzonego boczku
1 gałązka świeżego rozmarynu
szczypiorek

Ziemniaki obrać i pokroić na 4 lub 6 części (w zależności od wielkości). Gotować w osolonej wodzie 8-10 min. Mają być lekko twarde. Odlać.
W międzyczasie zagrzać oliwę na patelni i zeszklić cebulę. Smażyć 2-3 min. Dodać czosnek przepuszczony przez praskę. Piersi z kurczaka pokroić na małe kawałki, posypać solą i pieprzem i dorzucić na patelnię. Smażyć około 5 min. Następnie dodać pokrojony w kostkę boczek, ziemniaki i listki rozmarynu (ja dałam 20 listków, bo rozmaryn łatwo może zepsuć danie, jak się da za dużo, ale można próbować potrawę i dorzucać stopniowo po kilka nowych). Wszystko razem smażyć jeszcze kilka minut. Wyłożyć na talerz i posypać szczypiorkiem.

środa, 12 listopada 2008

Orzechowiec





Jesteśmy w połowie Orzechowego Tygodnia. Na większości blogów trzaskają łupiny orzechów. A jak w ruch idą dziadki do orzechów, to znak, że święta już bardzo blisko. Nieważne czy ze śniegiem, czy bez. Ważne, że ze wszystkimi, których kochamy i na których nam zależy.
U nas rodzinny, magiczny nastrój trwa już od teraz, ponieważ tak jakby się wszyscy umówili, jak nie czyjeś urodziny, to imieniny, czy rocznica ślubu (Bartek i ja). Czasami sobie myślę, jakie ja mam szczęście, że bardzo wiele imprez rodzinnych odbywa się właśnie w tej części roku, ponieważ wtedy szarówki i niepogody mijają prawie niezauważone, a dni są przepełnione pozytywnymi myślami, krążącymi wokół bliskich sercu ludzi, wyszukiwaniem najlepszych prezentów i gotowaniu dla nich najlepiej jak umiem.
Dzisiejszy przepis pochodzi z archiwów rodzinnych i ja jestem przedstawicielką czwartego pokolenia, pieczącą ten orzechowiec. Jego zapach znam od zawsze (nie pytałam Rodziców, ale pewnie poznałam jego zapach mając kilka miesięcy) i przez tyle lat zawsze zachwyca mnie tak samo i uspokaja, daje mi poczucie bezpieczeństwa. W okresie przedświątecznym i na Święta zawsze muszę go upiec. To orzechowiec - symbol. Jest dla mnie niezbędny prawie jak opłatek na wigilijnym stole i żywa choinka z bombkami i pierniczkami.



Orzechowiec
Ciasto:
3 dkg drożdży
3 łyżki cukru
3 łyżki mleka
3 żółtka
20 dkg masła
25 dkg mąki

Masa:
20 dkg orzechów włoskich zmielonych
18 dkg cukru
1 paczka cukru waniliowego
3 białka

Drożdże rozetrzeć z cukrem i mlekiem i odstawić. Masło posiekać z żółtkami i mąką, zrobić dołek, wlać do niego drożdże i szybko zagnieść ciasto. Można też wszystko wrzucić do miski miksera i zagnieść mikserem (tak ja robię). Schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.
Składniki masy łyżką zmieszać w misce.
Ciasto rozwałkować na prostokąt długości foremki keksówki i grubości 5 mm i rozsmarować masę orzechową zostawiając nie posmarowane krawędzie szer. 1,5 cm. Zwinąć w rulon i włożyć łączeniem w dół do foremki keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Mnie, jak widać, się pomyliło i włożyłam łączeniem do góry :) Posmarować rozmąconym jajkiem i piec około 40 min w temp. 180°C. Po wyjęciu można posypać cukrem pudrem.
Orzechowiec kroić po dwóch lub nawet trzech dniach, ponieważ wcześniej się kruszy.

poniedziałek, 10 listopada 2008

Masło orzechowe






Dzisiaj zaczął się Tydzień Orzechowy, którego gospodynią jest Ela, prowadząca blog „My best food”. Moją dzisiejszą propozycją jest domowej roboty masło orzechowe.
Niedawno mój synek, maniak masła orzechowego, oglądał na kanale Discovery program „Jak to jest zrobione”. W tym odcinku pokazywano jak się robi masło orzechowe. Krzyś od razu podniósł alarm :”Tato, tato, chodź tu szybko!!!”. Mąż pobiegł co sił w nogach zobaczyć, czy dziecku nie dzieje się jaka krzywda. Ale dziecko było po prostu pod wrażeniem tego na co patrzy. Mąż zresztą też...
Później przepytałam go dokładnie o tajniki tej „skomplikowanej” technologii i okazuje się, że z powodzeniem takie masło orzechowe można zrobić samemu, ponieważ produkcja fabryczna niczym nie różni się od produkcji domowej. Wystarczą orzeszki ziemne, olej i sól i po zmiksowaniu otrzymujemy smarowidło równie pyszne jak to sklepowe, o ile nie lepsze (bo wiemy co jest w środku).
I jeszcze jedna ważna sprawa: w dobrej jakości maśle orzechowym oddziela się cienka warstwa oleju i pływa sobie po wierzchu. W słoiczkach sklepowych rzadko widać tą właściwość - producenci zapewne używają utwardzonych tłuszczy za względów estetycznych. Niejeden klient odłożyłby słoik z lejącym „czymś” u góry, myśląc, że zawartość jest zepsuta.
Zatem kto chce spróbować własnych sił w produkcji najprawdziwszego masła orzechowego, podaję przepis :)



Masło orzechowe
niecały słoiczek 125 g.

1 szkl orzechów ziemnych bez łupinek i brązowych otoczek
2 łyżki oleju arachidowego (ja dałam z pestek winogron)
0,5 łyżeczki soli

Wszystko włożyć do malaksera i zmielić jak najdrobniej się da. I gotowe!
Wersja crunchy - chrupka: zmielić 3/4 szkl. orzechów z olejem i solą. Resztę orzechów posiekać drobniutko i wmieszać do gładkiej masy.

sobota, 8 listopada 2008

Ciasto z jabłkami i ciepłym sosem toffee




Jabłka jak nic innego na świecie pasują do bardzo wielu ciast, nieważne czy kruchych czy piaskowych. Dodatek cynamonu nadaje im niepowtarzalny smak.
Dla mnie jesiennym ciastem rozgrzewającym ciało i duszę po wietrznym i zimnym dniu jest właśnie to ciasto. Jego zapach jest nie do pobicia. Nic, tylko usiąść w kuchni z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i patrzeć jak rośnie w piekarniku. A później tylko szybciutko przygotować sos toffee (który jest tutaj „kropką nad i”) i ciepłym polać ciasto. I zajadać!
Można powiedzieć, że są to jabłka w cieście, a nie ciasto z jabłkami, tyle ich jest!
Sos odkryłam na stronie Marthy Stewart.



tak naprawdę, to ten sos wcale nie jest taki żółty :)



Ciasto z jabłkami i sosem toffee
tortownica ø 26 cm

4 duże jajka
1 szkl. cukru
2 szkl. mąki
2/3 szkl. oleju
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
1/2 szkl. posiekanych orzechów włoskich
1/2 szkl. rodzynek
5 sporych jabłek


Jabłka obrać, pokroić na ósemki, a ósemki na plastry i odłożyć. Mąkę, sodę, proszek, cynamon i sól przesiać do miski i odstawić. W drugiej, większej misce ubić mikserem jajka z cukrem na puszystą masę. Dodać olej, ubijać, aż się połączy z jajkami, a następnie zmniejszyć obroty na najmniejsze i stopniowo wsypać suche składniki. Miksować tylko do momentu połączenia się składników. Drewnianą łyżką delikatnie wmieszać jabłka i orzechy z rodzynkami. Tortownicę wysmarować masłem, wysypać mąką i wlać do niej ciasto.
Piec około 50 min w temp. 180°C.

Sos toffee

1 szkl. brązowego cukru (dałam zwykły)
0,5 kostki masła
0,25 szkl. mleka skondensowanego niesłodzonego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
szczypta soli

Wszystkie składniki włożyć do garnka z grubym dnem, doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu do pożądanej konsystencji. Ja gotowałam aż sos miał lekko złoty kolor i konsystencję śmietany.
Myślę, że gdy ma to być ciasto dla gości, można sos przelać do czajniczka od herbaty, który stawiamy na podgrzewaczu ze świeczką na stole. Sos będzie wtedy ciepły i lejący. Gdy zbytnio zgęstnieje dodać ciut mleka.
P.S. Tym razem nie dodałam ani rodzynek ani orzechów, a ciasto w dalszym ciągu było wyśmienite.

środa, 5 listopada 2008

Buraczki

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

Buraczki jako dodatek do obiadu często widać na talerzach w polskich domach. Pasują i do schabowego i do mielonego. Przeważnie w parze z ziemniaczkami. Takie buraczki robiła moja Babcia. Ja w swojej kuchni robię je udekorowane śmietaną z chrzanem. Wtedy w smaku są trochę podobne do ćwikły, która również kojarzy się z polską kuchnią.
Ta buraczkowa przystawka jest przyjemnie słodka dzięki jabłku i bardzo aromatyczna dzięki przysmażonej na maśle cebulce. A któż nie lubi tego zapachu... :-)




Buraczki ze śmietaną

4 buraki
1 średnia cebula
1 słodkie jabłko
1 łyżka masła
100 ml śmietany kremówki
1 łyżka tartego chrzanu

Buraczki

Buraki ugotować „w mundurkach” w osolonej wodzie i wystudzić. Zdjąć skórkę i zetrzeć na tarce o średnich oczkach. Cebulę drobniutko posiekać i przysmażyć na maśle. Jabłko zetrzeć na tej samej tarce co buraczki i odłożyć. Do przysmażonej cebuli dołożyć buraczki. Smażyć razem około 2 min mieszając. Dodać starte jabłko i smażyć jeszcze około 1 min. Dobrze wymieszane buraczki przełożyć do salaterki i wyrównać powierzchnię (ja to robiłam dnem szklanki przykładając ją miejsce przy miejscu). Schłodzić.


Śmietana

Śmietanę kremówkę ubić na sztywno. Delikatnie wmieszać chrzan i całość przełożyć do rękawa cukierniczego lub szprycy do dekorowania deserów. Poprowadzić dekoracyjne paski na buraczkach w jedną, a później w drugą stronę. I gotowe!

niedziela, 2 listopada 2008

Kolorowy ryż z warzywami



Lubię eksperymentować w kuchni i wymyślać swoje własne przepisy. Nie zawsze wymyślane przeze mnie dania są „jadalne” - muszę się jeszcze dużo nauczyć, ale dzisiaj podam przepis na ryż z warzywami, który metodą prób i błędów doprowadziłam do perfekcji, dopasowany do naszych trzech podniebień. Lubimy ten ryż bardzo, a z racji tego, że część warzyw dodaję na surowo oraz jest tu dużo ziół, zaryzykuję stwierdzenie, że jest to bardzo zdrowe danie wegetariańskie.
Nie jest to jednak typowe risotto, ponieważ nie dodaję ani wina, ani później masła czy parmezanu. Ale i tak jest pyszne!

Ryż z warzywami
4 porcje

2 łyżki oliwy z oliwek aromatyzowanej czosnkiem
300 g ryżu arborio
1 duży pomidor pokrojony w kostkę (usunęłam pestki)
1 czerwona papryka pokrojona w kostkę
2 posiekane dymki ze szczypiorkiem
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1 łyżka koperku
2-3 małe gałązki tymianku (tylko listki)
około 1 litr rosołu warzywnego
2 łyżki mrożonych ziaren kukurydzy
2 łyżki mrożonego groszku
pieprz i sól

Na dużą patelnię wlewamy oliwę i wsypujemy ryż. Podsmażamy około 2 min. mieszając drewnianą łyżką. Stopniowo, małymi porcjami wlewamy rosół, aż ryż wchłonie cały płyn i będzie miękki. Po 10-15 min od wlania pierwszej porcji rosołu dodajemy kukurydzę i groszek.
Gdy ryż będzie gotowy, patelnię zdejmujemy z palnika i wmieszamy pomidora, paprykę i wszystkie zioła. Przyprawiamy pieprzem i w razie potrzeby solą. Dzięki surowym warzywom i ziołom, potrawa jest od razu do jedzenia, nie trzeba czekać aż przestygnie.