czwartek, 30 października 2008

Tradycyjna sałatka jarzynowa

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

Sałatka jarzynowa - pyszna, prawdziwa, z „niezdrowym” i kalorycznym majonezem i ogórkami kiszonymi była obecna na polskich stołach bardzo często za moich szkolnych czasów. Królowała w czasie świąt, imienin, urodzin i była świadkiem niejednych zaręczyn, ślubu, chrzcin czy stypy. Teraz widujemy ją rzadziej, wypartą przez sałatki polewane lekkim sosem winegret lub samą oliwą. Sama na własnym „gospodarstwie” robiłam ją może trzy razy... przygotowałam ją też dzisiaj i znów odżyły wspomnienia sprzed wielu, wielu lat.
Pamiętam jak w latach osiemdziesiątych, na początku podstawówki dziewczynki na zajęciach ZPT robiły sałatki jarzynowe. Cała szkoła tonęła w zapachu krojonej cebuli, jajek na twardo i ogórków kiszonych. Później degustacja z nauczycielką i koleżankami - i biegiem do domu pochwalić się Mamie pyszną sałatką. Oczywiście, że smakowała! Jeszcze tylko przegląd tornistra, czy nie zostały ślady majonezu czy marchewki. „Średnio” umyta deseczka i nożyk lądują w zlewie, ale duma jest taka, że hej! Do dziś to pamiętam.
Za czasów mojego dzieciństwa sałatką jarzynową witaliśmy Nowy Rok. Przygotowywaliśmy ją też często na sobotnie lub niedzielne kolacje i śniadania. Dla małej dziewczynki było coś magicznego w dzieleniu się sałatką, nakładaniu sobie na talerzyk ze wspólnej salaterki. Potrzebowałam tego niemal tak bardzo jak beztroskich rodzinnych spacerów po molo, czy grania w Chińczyka całą naszą czwórką...
Mam tak miłe wspomnienia i skojarzenia związane z sałatką jarzynową, że gdy obieram ugotowane na twardo jajka, to właśnie ona pierwsza przychodzi mi na myśl. Nie należę do gatunku tych, którym jajka na twardo kojarzą się tylko z pociągami dalekobieżnymi z dawnych lat. Prowiant tego typu był wtedy niemal obowiązkowy ;)
Sałatka jest propozycją do zabawy "Gotujemy po polsku" zorganizowaną przez Irenę i Andrzeja



Tradycyjna sałatka jarzynowa

2 marchewki
2 ziemniaki
0,5 selera
1 pietruszka
1 puszka groszku konserwowego
1 puszka kukurydzy konserwowej (opcjonalnie)
3 jajka
2 ogórki kiszone
1 jabłko
1 cebula
4 duże łyżki majonezu
1 łyżeczka musztardy (opcjonalnie)
sól, pieprz

Marchewkę, pietruszkę, seler i ziemniaki ugotować i pokroić w kostkę. Jajka ugotować na twardo i pokroić w kostkę. Ogórki, jabłko i cebulę też pokroić w kostkę. Cebulę sparzyć wrzątkiem na sitku i odsączyć. Wszystko wrzucić do miski, dodać groszek i ewentualnie kukurydzę, wymieszać z majonezem, dodać sól i pieprz do smaku. Dobrze wymieszać i przełożyć do salaterki.

poniedziałek, 27 października 2008

Panna cotta w kruchych miseczkach


Od dłuższego czasu chodził za mną włoski deser panna cotta. Jakoś nie mogłam się za niego zabrać, a czułam coraz większą ochotę widząc zdjęcia deseru pojawiające się na kolejnych przeglądanych przeze mnie blogach. Długo zastanawiałam się, czy ma być z sosem owocowym, czy czekoladowym, aż w końcu wymyśliłam, że wykonam go nietypowo - w jadalnych miseczkach zwieńczony malutką czekoladową różyczką.
Przepis zaczerpnęłam z blogu Liski. Spodobał mi się i chciałam przetestować właśnie ten.
Ilość deseru z tych proporcji starcza akurat na wypełnienie dwunastu babeczek z formy muffinowej plus dwie maleńkie tradycyjne porcyjki do zjedzenia np. wieczorem we dwoje:)
Babeczki upiekłam z mojego starego przepisu na kruche ciasto pomniejszonego o połowę. Wyszło idealnie 12 babeczek.

folia aluminiowa wysypana fasolą wyścielająca babeczki


Panna cotta w kruchych miseczkach

Babeczki
forma na 12 muffinek

200 g mąki krupczatki
100g zimnego masła
4 łyżki cukru pudru
1 łyżka gęstej, kwaśnej śmietany
1 żółtko

Przesiekać mąkę z masłem, dodać żółtko, cukier i śmietanę. Zagnieść szybko kruche ciasto.
Formę na muffiny wysmarować masłem i wysypać mąką. Ciasto rozwałkować na grubość 3-4 mm. Wykrawać koła średnicy 10 cm i wylepiać nimi wgłębienia w formie. Każdą babeczkę przykryć folią aluminiową i wysypać fasolą, aby zapobiec odkształcaniu się ciasta. Piec w temp. 200°C około 10 min. Następnie usunąć folię z fasolą i dopiekać jeszcze 2-3 min. Wyjąć babeczki z formy i wystudzić.

Panna cotta

250 ml śmietanki kremówki
250 ml pełnego mleka
100 g cukru pudru
4 łyżeczki żelatyny
1 łyżka rumu
1 łyżka słodkiego białego wina
1 laska wanilii (lub cukier waniliowy)

Żelatynę zalać 4 łyżkami zimnej wody, moczyć 10 minut. Powstanie "pasta". Podgrzać mleko, odstawić z ognia, rozpuścić w nim "pastę żelatynową". W drugim naczyniu mocno podgrzać śmietankę z cukrem pudrem i przekrojoną wzdłuż wanilią. Wyjąć wanilię i śmietankę wlać do mleka z żelatyną. Dodać rum, wino i odstawić do wystygnięcia. Gdy wystygnie i zacznie troszeczkę tężeć, masę nakładać łyżką do babeczek. Włożyć do lodówki na conajmniej 4 godziny.

Czekolada

1/2 tabliczki (50g gorzkiej czekolady)
1 łyżka masła
1 łyżka łagodnego miodu
2 łyżki śmietany kremówki


W rondelku podgrzać śmietanę z masłem i miodem, dodać pokrojoną czekoladę i wszystko mieszając zagotować. Wystudzoną lub lekko ciepłą masę (musi mieć miękkość taką, aby dała się wyciskać i formować) przełożyć do rękawa cukierniczego z końcówką gwiazdkową i formować małe różyczki na środku każdej babeczki. Z moją masą za długo zwlekałam i zbytnio zastygła przed formowaniem:(

P.S. Myślę, że smaczne by było również z pomarańczową czekoladą Lindt lub Wedla z kawałkami skórki pomarańczowej.

sobota, 25 października 2008

Chleb z prażoną śmietanką i kuminem



Kolejny, drugi (lub trzeci jeśli liczyć Dzień Chleba) wspólny wypiek z moim udziałem. Tym razem piekłyśmy chleb z prażoną śmietanką i kuminem. Przepis na chleb zaproponowała Margot.
Wyszedł całkiem nieźle, chyba tak, jak powinien... mam nadzieję:)
Zapach prażonej śmietanki był niesamowity!
W kwestii pieczywa cały czas raczkuję, ale wchodzę powoli w fazę drugą - samodzielne, niepewne kroczki. Chciałabym w niedalekiej przyszłości pewnie stąpać po chlebowym gruncie:)))
Cóż, trzeba ćwiczyć!
Oto, co mi dzisiaj wyszło: przepis podaję za Margot.



Chleb z kuminem i prażoną śmietanką

2 małe bochenki

prażona śmietanka-wychodzi ok. 50 g - 150 g śmietanki kremówki (36% tłuszczu )

pate fermentee

220 g mąki

5 g soli

0,5 g świeżych drożdży

170 g wody

właściwe ciasto

270 g mąki

20 g mąki pszennej pełnoziarnistej

150 g wody

8 g świeżych drożdży

pate fermentee

prażona śmietanka (ok. 50 g)

7 g soli

10 g kuminu


pate fermentem

Dobrze wymieszać wszystkie składniki, zakryć. Zostawić na 2 godziny w temperaturze pokojowej. A następnie zostawić na noc w lodówce.prażona śmietanka Doprowadzić śmietankę do wrzenia i gotować mieszając, aż cała woda odparuje.Wytrąci się tłuszcz ,a białko nabierze złocistego koloru

ciasto właściwe

Drożdże rozpuścić w 50 g wody, a resztę wody wymieszać z pate fermentee. Do miski włożyć wszystkie składniki oprócz soli . Wymieszać robotem kuchennym na najmniejszej prędkości przez 3 minuty, dodać sól i wymieszać na 6 minut średniej prędkości. Zagniecione ciasto ma być gładkie i niezbyt lepkie . Nakryć i odstawić do rośnięcia na 30 minut .Ciasto wyjąć na blat i złożyć ,a następnie ponownie zostawić na 30 minut do rośnięciaWyrośnięte ciasto podzielić na 2 części.. Ukształtować dwa okrągłe bochenki i ułożyć oba na jednej blasze wyłożonej papierem do pieczenia . Zostawić do rośnięcia na 45 minut. Rozgrzać piekarnik do 220 stopni C.Przed pieczenia spryskać wodą górną część chlebów i ukośnie ponacinać powierzchnię chlebków ostrym nożem czy żyletką.Piec przez 15 minut z parą wodna , otworzyć na chwile piekarnik ,aby uszła para i piec kolejne 20 minut. Jeśli chleb za szybko się rumieni przykryć folią aluminiową. Wyjąć i ostudzić na kratce do ciasta.

wtorek, 21 października 2008

Makaron Wonton z warzywami i polędwicą



Makaron jemy raz lub dwa razy w tygodniu. Bardzo go lubimy z sosem, w zupie lub na słodko. Chodząc po sklepach szukam i wypróbowuję coraz to nowsze makarony. Zmieniam producentów, kształty, kolory i szukam tych najodpowiedniejszych dla nas. Już kilka razy się przekonałam, że najdroższy nie zawsze znaczy najlepszy. Niedawno kupiłam makaron Wonton kojarzący mi się dotychczas tylko z zupkami chińskimi. Nigdy przedtem go nie kupowałam, ale w końcu się skusiłam. Zrobiłam z jego udziałem obiad, który wcale nie przypominał zupki chińskiej:) Do makaronu przygotowałam smażone warzywa z niewielkim dodatkiem polędwicy wołowej. Wyszło całkiem przyjemne, kolorowe danie, a na dodatek łatwe i szybkie.
Polędwicę potrzebną do tego dania włożyłam na parę godzin do zamrażarki i później, taką półzamrożoną kroiłam ostrym nożem na cieniutkie plasterki (jak żółty ser czy wędlinę). Takiej „miękkiej” chyba nie dałabym rady pokroić:)
Inspiracją był przepis z książki „Food For Sport”, którą kiedyś dostałam w promocji jako dodatek do dużego opakowania witamin Centrum:)))




Makaron Wonton z warzywami i polędwicą
3 porcje (i dokładki:)

2 łyżki oleju
150 g makaronu Wonton
100 g ugotowanej na półtwardo zielonej fasolki szparagowej
2 średnie papryki - 1 żółta, 1 czerwona, pokrojone w paski
80 g boczniaków pokrojonych w paski
1/2 pęczka dymki ze szczypiorkiem
175 g polędwicy wołowej pokrojonej na cieniutkie plasterki
2 łyżki sosu sojowego
sól i pieprz

Przygotować makaron wg przepisu na opakowaniu. Na patelnię lub wok wlać połowę oleju. Wrzucić paprykę i smażyć przez 1 minutę. Dodać boczniaki i dymkę ze szczypiorkiem posiekaną. Smażyć następną minutę. Dodać fasolkę i chwilę smażyć. Wyjąć warzywa z woka lub patelni. Podgrzać mocno pozostały olej. Usmażyć plasterki polędwicy. Dodać wyjęte wcześniej warzywa, sos sojowy, pieprz i jak trzeba to sól. Przemieszać. I gotowe!
Podawać z makaronem Wonton.

PS. Jak nie mam rąk zajętych mieszaniem czy krojeniem, to mam zajęte czymś innym...
Oto efekt chwil (krótkich niestety) siedzenia na kanapie i gapienia się w telewizor. Zrobiłam sobie szalik na zimę:) Na drutach robię od dziewiątego roku życia i mam trochę wprawy, więc mogę oglądać film i drutować jednocześnie:)))

piątek, 17 października 2008

Naleśniki śniadaniowe





Dzisiaj byliśmy wszyscy w domu, a więc rozpoczęliśmy weekend o dzień wcześniej.

Postawiłam sobie za punkt honoru, aby w weekendy nie uraczać rodzinki kanapkami, których mamy wszyscy pod dostatkiem w tygodniu. Wymyślam więc weekendowe śniadania i sprawia mi to sporo radości. Często robię tosty francuskie na słodko, czasem z chałki, a czasem z babki drożdżowej. W repertuarze są też oczywiście jajka pod różnymi postaciami oraz naleśniki - pancakes. Grube na pół centymetra, nieduże placuszki kojarzą mi się od zawsze z filmami amerykańskimi, gdzie w porze śniadania mama/pani domu smażyła placuszki - pancakes dla całej rodziny. Dzieci i mąż ( w garniturze i pod krawatem) zasiadają do stołu i zajadają naleśniki polane syropem klonowym. A wszystko to dzieje się w ogromnej kuchni z wielkim stołem. Od dziecka byłam ciekawa jak takie naleśniki smakują i jak smakuje syrop klonowy. Marzyłam, że kiedyś jak będę miała swoją rodzinę, to będę smażyć takie placki. Minęło wiele lat, założyłam rodzinę i smażę takie placki! Polewamy je sobie różnymi specyfikami - czasem dość dziwnymi, eksperymentujemy. Mąż niedawno próbował posmarowanych nutellą i dżemem ananasowym (jedno na drugim!) i stwierdził, że lepszych w życiu nie jadł. Krzyś woli z kwaśną śmietaną i z cukrem, a ja - różnie. Dzisiaj wypróbowałam polać swoje sosem owocowym i muszę przyznać, że było pyszne. Do jagód amerykańskich (niestety już tylko z zamrażarki) dodałam wyciśnięty sok z granata i wyszedł całkiem przyjemny smak. Z pewnością powtórzę ten sos, zwłaszcza, że zaczyna się sezon na granaty, pyszne, egzotyczne owoce.



Pancakes
3 osoby

2 szkl. mąki
2 łyżki cukru
1 łyżka proszku do pieczenia
2/3 łyżki sody
3/4 łyżeczki soli
500 ml. maślanki
2 jajka
1/4 szkl. rozpuszczonego masła


Wymieszać rózgą (mątewką) wszystkie suche składniki, dodać jajka, następnie maślankę i masło (może być lekko ciepłe). Z tymi placuszkami jest jak z mufinami - składniki należy wymieszać szybko i niedbale, nie rozcierać ciasta dokładnie na gładką masę.
Porcje ciasta kłaść łyżką lub małą chochelką na rozgrzaną patelnię z odrobiną tłuszczu. Smażyć z obu stron na złoty kolor.




Sos z jagód i granatów

200 g jagód amerykańskich
1 granat
2 łyżeczki mąki kukurydzianej
cukier do smaku

Metalowe sito ( jak do przesiewania mąki) ustawić na misce. Granat przekroić na pół. Łyżeczką lub widelcem wyjąć wszystkie pestki na sito, wycisnąć połówki owocu jak cytrynę i „rozgniatać” pestki drewnianą pałką, aby uzyskać cały sok.
Jagody z cukrem zagotować i gotować przez chwilę, aby puściły sok, ale nie powinny się rozpaść. Sok z granatu wymieszać z mąką kukurydzianą i wlać do garnka z jagodami. Gotować mieszając przez chwilę. Gotowy sos przelać do dzbanuszka lub miseczki.

czwartek, 16 października 2008

Chleb pszenny z otrębami i ziarnami


3rd World Bread Day hosted by 1x umruehren bitte aka kochtopf



W kwestii produkcji chleba jestem osobą raczkującą (bułki to co innego, jakieś takie łatwiejsze się wydają:)). Większość rzeczy z tym związanych jest dla mnie nowa, lecz staram się stawić czoła wyszukanym przepisom i produkuję chleb - raz lepiej, raz gorzej. Zauważyłam, że często ci, którzy zaczynają przygodę z własnym wypiekiem chleba czują, że stąpają po bardzo niepewnym gruncie. Jego pieczenie tworzy swoistą barierę psychiczną u wielu osób. Uważają, że nie dadzą rady (dajcie znać jeśli się mylę).
Jakiś czas temu przeglądając blog Dorotus - Moje wypieki znalazłam filmik o pieczeniu chleba, gdzie jeden z piekarzy twierdził, że prezentowany przez niego chleb potrafiłoby zrobić sześcioletnie dziecko. Rzeczywiście - metoda wyrobu tego chleba była dziecinnie prosta.
Mój dzisiejszy chleb jest równie łatwy. W sam raz dla początkujących i zapracowanych. Zrobienie go zajmuje chwilę, jest smaczny i zdrowy.
Przepis pochodzi z Tvn Style „Zdrowie na obcasach”. Trochę zmieniłam dodatki, bo nie zapisałam przepisu i nie pamiętałam dokładnie ile jakich ziaren było:)




Chleb pszenny z otrębami i ziarnami
2 długie keksówki

3 szkl. ciepłej wody
1 szkl. mleka
10 dkg drożdży
1 kg mąki typ 650
2 szkl. otrębów pszennych
3 łyżki ziaren słonecznika
1 łyżka siemienia
2 łyżki pestek dyni lub pokrojonych suszonych śliwek


Do dużej miski przesiać mąkę, dodać sól i otręby. Do mniejszej miski wlać mleko i wodę (mieszanka ma być letnia) i wkruszyć drożdże. Wymieszać.
Rozpuszczone drożdże wlać do mąki, dosypać ziarna i dobrze wymieszać mikserem (ręką też by się dało), aż ciasto będzie odstawać od brzegów miski.
Odstawić do wyrośnięcia. U mnie to trwało 25 min temp. około 24 °C. Obie keksówki wysmarować tłuszczem i wysypać otrębami. Gdy ciasto urosnie rozdzielić je do dwóch foremek , włączyć piekarnik na 200°C i odstawić chleby ponownie do wyrośnięcia na 20 min. Następnie za pomocą pędzelka posmarować wierzchy olejem i posypać makiem. Wstawić foremki do piekarnika na około 1 godzinę. Chleb jest gotowy, gdy postukany od spodu wyda głuchy odgłos.

wtorek, 14 października 2008

Odwrócone babeczki z węgierkami



Kupiłam jedne z ostatnich w tym roku węgierek. Po przyjściu do domu szukałam przepisu na coś wyjątkowego, aby ten ostatni wypiek ze śliwkami pozostawił miłe wspomnienie po skończonym sezonie śliwkowym. Zajrzałam na blog bakingobsession, gdzie znalazłam odwrócone babeczki ze śliwkami. Bardzo przekonujące zdjęcia przesądziły o decyzji. Zabrałam się za pieczenie babeczek, które oprócz tego, że stoją na głowie, to jeszcze mają w sobie składniki kojarzące się ze słoneczną Italią (jesienną porą takie przepisy przyciągają jak magnes!). Autorka bloga pisze również, że odwracanie babeczek we Włoszech, to bardzo, bardzo stary zwyczaj. Włosi odwracali je przed Amerykanami. Znane są tam np. crostata invertina z rabarbarem i anyżem (chętnie spróbuję, jak odwiedzę włoską ziemię!).
Babeczki zachwyciły mnie nie tylko wyglądem, ale i smakiem. Po prostu i dosłownie rozpływają się w ustach. Najlepiej smakują jeszcze ciepłe ze sporą dawką mascarpone - ja dałam bitą śmietanę. Wprowadziłam kilka drobnych zmian, które uwzględniłam w przepisie.
Polecam!



Odwrócone babeczki z węgierkami
forma muffinkowa na 12 babeczek

4 łyżki roztopionego masła + trochę do posmarowania foremki
0,5 szkl. cukru Muscovado (ja dałam zwykły)
6 małych śliwek węgierek wydrylowanych i przekrojonych na pół

1,25 szkl. mąki zwykłej
0,5 szkl. mąki kukurydzianej
0,25 szkl lekko przyrumienionych i zmielonych orzeszków piniowych
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
0,5 łyżeczki soli
0,5 szkl cukru
starta skórka cytryny (ja dałam skórkę z pół cytryny)
0,25 szkl. miodu
8 łyżek miękkiego masła
1 szkl. pełnotłustego sera ricotta (opakowanie 250 g)
2 duże jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżka soku z cytryny
pół łyżeczki estraktu cytrynowego (nie dałam)

bita śmietana lub serek mascarpone do podania z babeczkami

Formę muffinkową wysmarować masłem. Wlać 1 łyżeczkę rozpuszczonego masła na dno każdego dołka. Na masło wsypać po dwie łyżeczki cukru. Następnie położyć po jednej połówce śliwki przecięciem w dół.

Ważne! Śliwki muszą być małe, ponieważ wgłębienia na muffinki są niewielkie i sok ze śliwek w trakcie pieczenia wykipi. A po drugie, gdy użyjemy dużych śliwek nie zmieści się ciasto.

W misce wymieszać obie mąki, orzeszki, proszek do pieczenia, sodę i sól. Przesiać.
W drugiej, większej misce wymieszać cukier ze skórką cytrynową. Dodać masło i ubić mikserem na najwyższych obrotach na puszystą masę. Dodać miód i ubijać jeszcze przez minutę. Następnie dodać ricottę, a później po jednym jajku dobrze ubijając po każdym z nich. Na koniec wmieszać sok z cytryny i ekstrakt waniliowy i cytrynowy (jeśli używamy). Zmniejszyć obroty miksera na najniższe i wsypać suche składniki. Mieszać tylko tyle, żeby się połączyły. Powstałą masę wyłożyć na śliwki. Piec w temp 180°C przez 20-25 min aż będą złotobrązowe. Po wyjęciu z piekarnika wystudzić przez 5 min i przy pomocy tacy (czy deseczki) odwrócić formę. Ostrożnie unosić ją w górę, aby wszystkie babeczki ładnie z niej wyszły. Podawać najlepiej lekko ciepłe z serkiem mascarpone lub bitą śmietaną.


piątek, 10 października 2008

Weekendowa piekarnia - Ciabata



W ten weekend przyłączyłam się do wspólnego pieczenia weekendowego. Tematem były włoskie chlebki ciabatta. Przepis znalazła Tatter, a „dystrybucją” przepisu zajęła się Margot. Chlebki robiło się bardzo przyjemnie. Na żadnym etapie nie miałam jakichkolwiek trudności. Metoda Bertineta, według której miało się wyrabiać to ciasto okazała się łatwa i skuteczna. Faktycznie, kleista maź, która powstała po połączeniu składników, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stawała się stopniowo kulą ciasta chlebowego. Na pewno powtórzę ten wypiek. Pyszne te włoskie kapcie! Dzięki dziewczyny za ten przepis!
P.S. Dla wszystkich przestraszonych brakiem kamienia i łopaty - to nie musi być przeszkodą w wyrobie pieczywa - póki co, nie mam ani tego ani tego. Duża prostokątna blacha była moim kamieniem, a jako łopaty użyłam deseczki do krojenia (cienkiej).





Ciabata wg Bertineta
Biga:
350 g mąki ciabatta lub wymieszanej pół na pół tortowej (typ 450 ) z chlebową (typ 650)
180 g wody
2 g świeżych drożdży

Wymieszać dobrze ,zakryć szczelnie i zostawić w ciepłym miejscu ( 24 stopni C)
Na 17-24 godzin

Ciasto:

450 g maki ciabatta lub zmieszanej w proporcji 1:1 tortowej i chlebową
10 g świeżych drożdży
Cała biga
360 g wody
15 g soli
50g oliwy z oliwek

Dodatkowo oliwa ,mąka do sypania ,semolina do posypania łopaty

Na dwóch blachach rozłożyć płótno (ściereczki)
Piec z kamieniem rozgrzać do 250 stopni C
Do miski wsypać mąkę, zanurzyc w niej dłonie i omączonymi rozkruszyć drożdże na małe kawałeczki, wymieszać z mąką.
Dodać całą bigę i wodę ,olej i sól ,dokładnie wymieszać .
Wyjąć na blat i wyrabiać metodą Bertineta ok. 8 minut.
Miskę wysmarować oliwą i włożyć ciasto ,zostawić na 1 ½ godziny w temperaturze 24 stopni. C to jest np. temperatura piekarnika z włączoną żarówką .Stół wysypać mąką i wyjąć na nią wyrośnięte ciasto, posypać jego wierzch mąką ,uciskając delikatnie palcami nadając kształt prostokąta, pociąć ciasto na 5 pasków i każdy pasek złożyć na 3 dociskając każdą fałdę ,ułożyć złączeniem w dół i delikatnie rolować przód i tył. Potem ułożyć na omączonym płótnie ,złączeniem w górę ,przykryć ,zostawić na 40-60 minut. Łopaty obsypać miałką semoliną durum, brać wyrośnięte ciasto po jednym kawałku i rozciągać wzdłuż, oczywiście odwrócone już złączeniem w dół. Naparować piec i zsunąć chleb na kamień ,piec z parą po dwie ciabaty, po włożeniu chleba do pieca zmniejszyć temperaturę do 220 stopni C i piec 20 minut.

Aby uzyskać wygląd "starego kapcia", leżący na łopacie chleb należy lekko pociągnąć wzdłuż.

środa, 8 października 2008

Kotleciki ziemniaczane z pieczarkami



W ramach tygodnia ziemniaczanego usmażyłam dzisiaj pyszne kotleciki z gotowanych ziemniaków. Bardzo dawno ich nie robiłam, rok albo dłużej... Miło było je sobie przypomnieć. Właściwie, to nic innego jak odsmażone ziemniaki - ktoś by mógł powiedzieć. Zgadza się, ale dzięki sporej dawce zrumienionej na maśle cebulki mają wspaniały smak i zapach, a przez obtoczenie ich w bułce tartej są przyjemnie chrupiące. W mojej rodzinie podaje się je obowiązkowo z sosem pieczarkowym, ale pasuje również sos pomidorowy.



Kotleciki ziemniaczane z sosem pieczarkowym
10-12 szt.


Kotleciki
3 średnie ziemniaki (raczej większe)
1 jajko
2-3 łyżki mąki
1 duża cebula lub 2 mniejsze
sól, pieprz
1 łyżka masła do przysmażenia cebuli
bułka tarta do obtoczenia kotlecików

Sos
30dag pieczarek
1 mała cebula
0,5 szkl. wody
2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
sól, pieprz

Kotleciki
Ziemniaki ugotować w mundurkach, wystudzić i zdjąć skórkę, lub użyć ziemniaków np. z poprzedniego dnia. Przepuścić je przez praskę do ziemniaków. Cebulę pokroić w kostkę i usmażyć na maśle. Do ziemniaków dodać jajko, mąkę i zrumienioną cebulę. Przyprawić i wymieszać. Uformować okrągłe kotleciki i obtoczyć je w bułce tartej. Włożyć do lodówki na czas robienia sosu. Można też przygotować je poprzedniego dnia i usmażyć następnego dnia bezpośrednio przed obiadem.

Sos
Pieczarki obrać i pokroić w półplasterki. Cebulę pokroić w kostkę. Na maśle usmażyć cebulę, dodać pieczarki, posolić, żeby puściły sok i usmażyć. Gdy cały płyn odparuje, dodać wodę i dusić na małym ogniu pod przykryciem, a w tym czasie usmażyć kotleciki. Do sosu dodać śmietanę, pieprz i jak trzeba to jeszcze trochę soli. Można posypać natką.
Smacznego!

sobota, 4 października 2008

Ciasto czekoladowo - bananowo - pomarańczowe




Przez cały ten tydzień byłam z Krzysiem w domu na zwolnieniu - niestety dopadło go paskudne przeziębienie. Mnie na szczęście ominęło, pewnie dzięki wdychaniu oparów cebuli, czosnku, cytryny i olejku lawendowego, od których u nas w domu było aż gęsto. To siedzenie w domu sprzyjało nadrobieniu zaległości w praniu i prasowaniu, ale również pozwoliło mi nieco dłużej pobuszować w internecie w poszukiwaniu ciekawych przepisów. Znalazłam kilka, które sobie zapisałam, a jeden z nich wypróbowałam od razu. Raz, że zachęcona fotografiami na blogu, a dwa - z ciekawości, co mi z tego wyjdzie. Był to przepis na ciasto czekoladowe z wcale nie małym dodatkiem bananów i skórki z pomarańczy. Wyszło przepyszne! Wilgotne, pachnące i bardzo bogate w smaku. Wspaniałe połączenie gorzkiej czekolady, ciemnego kakao, z delikatną nutą pomarańczy i bananów. Znalazłam perfekcyjne ciasto czekoladowe! Jadłam je kilka dni pod rząd na śniadanie do kawy, aby jak najmilej zacząć dzień. Wręcz nie mogłam się doczekać, kiedy wstanę i oddam się jedzeniu tych czekoladowo - bananowych pyszności. Oprócz cudownych doznań smakowych, to ciasto ma jeszcze jedną zaletę - jest duże!
Posypałam je cukrem pudrem dla kontrastu kolorystycznego, ale nie trzeba, ponieważ samo w sobie jest dość słodkie.



Oryginalny przepis jest tutaj, a poniżej z moimi zmianami

Ciasto bananowo - czekoladowo - pomarańczowe
keksówka dł.35 cm

1 tabliczka (100g) gorzkiej czekolady (było 28g)
2 szkl. mąki
1/4 szkl. ciemnego kakao
3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1,5 szkl. cukru
skórka starta z 1 dużej pomarańczy
8 łyżek miękkiego masła
2 duże jajka
1 szkl. zmiksowanych dojrzałych bananów, czyli ok. 2 duże
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżki soku z pomarańczy (było Grand Marnier lub inny likier pomarańczowy)
1/2 szkl. maślanki

Rozpuścić czekoladę. Odstawić. Przesiać mąkę, kakao, proszek, sodę i sól i odstawić. W misce zmieszać łyżką cukier ze skórką z pomarańczy.

W dużej misce mikserem ubić masło na krem. Stopniowo dodawać cukier ze skórką pomarańczową, ubijać na najwyższych obrotach, na gładką masę około 4 min. Dodać po jednym jajku. Po każdym dobrze ubić (mi dopiero po pierwszym jajku udało się zmiksować na gładką masę). Dodać stopioną czekoladę, puree bananowe, wanilię i sok pomarańczowy. Po dodaniu każdego składnika dobrze ubić.
Zmniejszyć obroty miksera na najniższe i wsypać sypkie składniki w trzech ratach przedzielając je maślanką ( w dwóch ratach). Po dodaniu każdej części mieszać tylko tyle, aby się składniki połączyły. Nie więcej.
Wlać do blaszki i piec w 180°C 75 minut.

środa, 1 października 2008

Dary Ziemi




Ostatni weekend września rozpieszczał nas słoneczną pogodą i zachęcał do opuszczania domowych pieleszy. Jesień przywitała nas ciepło - aż miło! Wstając w sobotę rano i widząc tak piękne słońce, wiedziałam, że będziemy mieli udany dzień na świeżym powietrzu. Pojechaliśmy na piknik rodzinny organizowany już po raz piętnasty w Kolibkach, na granicy Gdyni i Sopotu. „Dary Ziemi i Europa od kuchni” to głównie prezentacja, sprzedaż i promocja płodów rolnych i roślin ozdobnych. Każdego roku organizatorzy przybliżają nam jakiś europejski kraj. W tym roku był weekend portugalski. Opowiadano o tradycjach, kulturze i kuchni portugalskiej. Można było posłuchać też muzyki portugalskiej. O siedemnastej miały być opowieści o winach portugalskich, lecz niestety nie byliśmy tak długo - przyszliśmy przed południem :-(((
Wśród stoisk prym wiodły, jak co roku, pasieki z Pomorza, jak i z głębi Polski, np. z Podlasia. Wędrowaliśmy wśród straganów miodowych oglądając i degustując coraz to inne gatunki miodów, jak mniszkowy, wrzosowy, z kwiatów malin (przepięknie pachnący malinami!) albo ze spadzi iglastej.
Były również miody pitne, najrozmaitsze, bardzo, bardzo smaczne. Oraz orzechy w miodzie. Ogólnie rzecz biorąc, byliśmy zachwyceni, ponieważ uwielbiamy różne ciekawe miody.





Na innych stoiskach królowały warkocze czosnku i papryczek, suche bukiety z lawendy, miechunek i traw ozdobnych, które aż się śmiały do przechodniów, aby je kupić do ozdoby kuchni. Najrozmaitsze kształty dyni ozdobnych również pięknie wyglądały.
Idąc miedzy pełnymi „darów ziemi” straganami podziwialiśmy też stroje regionalne, w których występowali niektórzy wystawcy, zachwycaliśmy się serwetkami kaszubskimi oraz regionalną kapelą grającą „na żywo”.
Jak piknik, to piknik! Centralne miejsce targów zajmowały najrozmaitsze punkty gastronomiczne, gdzie przy licznie ustawionych drewnianych ławach można było zjeść pajdę chleba ze smalcem, racuchy z jabłkami monstrualnych rozmiarów (moje dziecko zjadło prawie cały!) - udało mi się trochę „skubnąć”. Racuch - gigant był przepyszny, naszpikowany jabłkami i smażony na głębokim oleju - ja tak nigdy nie smażyłam. Dawno nie jadłam tak dobrych racuchów! Kto nie miał na nie ochoty, mógł się posilić szaszłykiem z wędzonych węgorzy, które obłędnie pachniały wędząc się na miejscu, lub spróbować wędzonej szynki z dzika. Można było też posmakować i kupić najrozmaitsze chleby na zakwasie, drożdżówki i pierniki oraz pysznej fasolówki. Oj, sama już nie robiłam chyba ze sto lat! Posileni chłopskim jadłem szliśmy dalej. Widzieliśmy nawet prawdziwe góralskie oscypki!





Dotarliśmy do miejsca gdzie baaardzo mi się podobało i spędziliśmy tam sporo czasu - piękne naczynia do kiszenia ogórków, na sól, na smalec, itp oraz wiklinowe kosze w ogromnym wyborze.
Ostatni etap naszej „wycieczki” poświęciliśmy roślinom. Był duży wybór drzew i krzewów oraz roślin jesiennych tarasowych, jak wrzosy i chryzantemy. Bardziej podziwialiśmy, niż nabywaliśmy, ponieważ mamy jedynie balkon (ale za to od południowej strony!).Wrzosy wyglądały przepięknie w pełnym rozkwicie!





Wielu z regionalnych dostawców na tegorocznych Darach Ziemi prowadzi swoje własne gospodarstwa agroturystyczne na Kaszubach. Chociaż mamy swoje ulubione gospodarstwo w Chmielnie, gdzie byliśmy już parokrotnie, pozbieraliśmy wizytówki od kilku gospodarzy - a nóż się przydadzą na jakiś długi weekend?
Tak więc mieliśmy wyjątkowy dzień w plenerze. Oby więcej takich słonecznych, jesiennych wypadów rodzinnych!