niedziela, 28 września 2008

Dzień jabłka




Na potrzeby dnia jabłkowego organizowanego przez Tatter mąż przyniósł od teściowej z ogródka całą reklamówkę jabłek. Jest to mój pierwszy w blogowym życiu dzień tematyczny i chciałam, aby to były świeżutkie, pachnące jabłka prosto z drzewa. Nie, żebym miała coś przeciwko kupowaniu jabłek na rynku, sama kupuję je przez cały okrągły rok, ale pomyślałam, że jak mamy wyjątkowy dzień, to użyję wyjątkowych jabłek. Nie ma w nich krzty nawozów sztucznych, nie wiem nawet co to za gatunek, ale smakują i pachną obłędnie, są niezwykle soczyste i mają tak mocno czerwoną skórkę, że aż w środku są czerwone!
Część z nich użyłam do „dość przyziemnych” dań, jak ryż z jabłkami i kapusta czerwona duszona z jabłkami, ale kilka przydało mi się do schabu (oryginalny przepis tutaj), jak również do trochę innej tarty z jabłkami (którą znalazłam tu). Przepis jest dość długi, ale to bardzo prosta tarta.

A, że mamy jesień i choroby nękają nas częściej niż latem, to znacie angielskie przysłowie „jedno jabłko dziennie trzyma lekarza z daleka” czyli: „one apple a day keeps the doctor away”?. A przysłowia są mądrością narodu...
Zatem jedzmy jabłka!



Schab z jabłkami w pięciu smakach
(wg mnie na 5-6 osób)


3 łyżki oleju sezamowego
0,5 kg schabu bez kości
2 łyżeczki przyprawy 5 Smaków
150 g pieczarek
3 średnie jabłka (od których nie oddziela się skórka)
2 średnie marchewki
1 cebula
1 duży ząbek czosnku
1/3 szkl. sosu sojowego

Schab pokroić na cienkie (3-4 mm) plastry i te plastry na 4-6 części. Oprószyć przyprawą 5 Smaków i smażyć 4-5 min. na części oleju. Wyjąć z woka (lub patelni).
Marchewki zetrzeć na tarce, grzyby i cebulę pokroić w półplasterki, czosnek przecisnąć przez praskę, jabłka pokroić w ósemki (i jeszcze na pół albo na trzy), lecz nie obierać ze skórki (dodatkowy kolor na talerzu!). Na patelnie lub wok dodać pozostały olej. Wrzucić cebulę, czosnek, marchew, pieczarki i jabłka i smażyć 3-4 min. Następnie dodać usmażony schab i sos sojowy (ja juz nie soliłam, ale trzeba spróbować). Dobrze wymieszać. Podawać z ugotowanym na sypko ryżem.

Tarta z jabłkami, budyniem i Calvadosem
forma ø 20-23 cm

Ciasto
210g mąki
50g cukru
szczypta soli
110 g masła
1 duże jajko, lekko ubite


Glazura:
3-4 łyżki dżemu morelowego
1 łyżka Calvadosu

Budyń:
1/4 szkl mąki
1/3 szkl. cukru
2 duże jajka
3/4 szkl. śmietanki 18%
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 łyżka Calvadosu

Jabłka:
3 duże jabłka trzymające kształt po obróbce termicznej
2 łyżki cukru
2 łyżki masła

Posypka cynamonowa:
1 łyżka cukru pudru
1/4 łyżeczki cynamonu

Ciasto:
Z podanych składników zagnieść ciasto. Zawinąć w folię i włożyć na minimum 30 min. do lodówki. Wyjąć i wylepić nim spód i brzegi formy. Aby ciasto dobrze utrzymało kształt, zakryć je papierem do pieczenia i wysypać suchą fasolą. Piec 15 min. w temp. 200°C. Następnie usunąć fasolę i podpiekać jeszcze przez chwilę, aż się spód zarumieni. Wyjąć ciasto i wystudzić.

Glazura:
Dżem morelowy zmiksować i zagotować. Zdjąć z palnika, dodać alkohol i wymieszać. Pędzelkiem posmarować spód i brzegi tarty. Odstawić na pół godziny do zastygnięcia.

Budyń:
Jajka z mąką i cukrem zmiksować na gładką masę. Śmietanę z wanilią doprowadzić do wrzenia. Wlać masę jajeczną i zagotować na małym ogniu cały czas mieszając. Budyń musi być gęsty. Po zdjęciu z palnika wmieszać Calvados i odstawić budyń do przestygnięcia. Gdy będzie letni rozprowadzić go równomiernie na morelowej glazurze.

Jabłka:
Jabłka obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić w półksiężyce około 0,5 cm grubości. Na patelni rozpuścić masło i dodać cukier. Na to położyć jabłka i dusić 5-7 min. Gorące jabłka „obklejone” karmelem kłaść gęsto na masę budyniową. Całość wystudzić

Posypka:
Cukier puder i cynamon zmieszać. Wyłożyć na drobne sitko i posypać tartę.



wtorek, 23 września 2008

Zupa a'la minestrone





Niedawno zaczęłam robić jadłospisy na cały tydzień. W czwartki wieczorem siadam przy ławie z kartką i ołówkiem i obmyślam, co by tu upichcić w nadchodzących dniach. Na domowników nie mam co liczyć w tej materii, bo jeden (ten większy) mówi, że mam ugotować to co uważam, bo i tak będzie pyszne - miłe, nie powiem, ale niezbyt pomocne :). Drugi z kolei zawsze chce „mięso z panierką i makaron”, ale na szczęście zwykle zjada to, co zrobię. Tak więc siadam i wymyślam sama. Bardzo mnie to bawi i bardzo to lubię. Robię listę, skreślam, rysuję strzałki i poprawiam, do momentu aż jadłospis zawiera to, co chcę. Muszę przyznać, że nawet cieszę się z takiego obrotu sprawy. Nie czuję nic w rodzaju „wszystko na mojej głowie”, lecz przeciwnie - świadomość, że domownicy akceptują moje propozycje obiadowo - deserowe i czasem lekką kolację jest bardzo budująca. Dużym plusem jest też to, że obiady zawsze jemy wspólnie, zwykle po siedemnastej, nie spiesząc się, biesiadujemy opowiadając sobie jak minął dzień. A następnie większy lub symboliczny deser. Uwielbiam te wspólne obiady, jest to czas tylko dla naszej trójki, żadnej telewizji, kolegów itp. Dlatego jest dla mnie bardzo ważne, aby zawsze przygotowywać coś wyjątkowego na te niezwykłe chwile spędzone razem przy stole.
Tak więc w czwartki wieczorem robię sobie kawę z cykorią i tworzę jadłospis. Skończony przepisuję „na czysto” i wieszam na lodówce. Na drugiej, mniejszej kartce robię listę zakupów na piątek do supermarketu i na sobotę do mojego ulubionego warzywniaka, w którym jest dosłownie wszystko.
Moim subiektywnym zdaniem zaletą robienia jadłospisu, oprócz tego, że nasze posiłki wreszcie są przemyślane, jest oszczędność czasu i pieniędzy na zakupach oraz na samym gotowaniu, bo część rzeczy można zrobić w większej ilości i zamrozić (np. sosy do makaronów) lub pokroić wieczorem, włożyć do hermetycznego pudełka do lodówki i użyć następnego dnia (np. warzywa do duszenia z mięsem).
Dzisiaj miałam w planie zupę, która była obiadem jednogarnkowym zagryzanym świeżym chlebem z masłem. Bazowałam na włoskiej zupie minestrone, której jest tak wiele odmian, że właściwie nie da się sprecyzować , z czego ta zupa ma być zrobiona. Charakterystyczne dla niej jest to, że używa się warzyw sezonowych, innych w każdym rejonie Włoch. Najczęściej: cukinię, fasolkę szparagową, marchew, groszek i trochę makaronu.
Znalazłam naprawdę dużo przepisów na tą zupę, każdy z innymi warzywami i zrobiłam mix - użyłam tych składników, które najbardziej lubimy. Nie wiem, czy Włoch jedząc tą zupę nazwałby ją minestrone... ,ale nam bardzo smakowała.

Zupa a’la minestrone


2 łyżki oliwy z oliwek
1 ząbek czosnku drobno posiekany
1 średnia cebula pokrojona w półplasterki
1 średnia marchewka pokrojona w półplasterki
1 średnia czerwona papryka pokrojona w kostkę
200 g fasolki szparagowej zielonej pokrojona na 2 lub 3 części
3 łodygi selera naciowego pokrojonego w plasterki
1 mała cukinia pokrojona w półplasterki
0,5 puszki pomidorów zmiksowanych
1 puszka białej fasoli
2 szkl. bulionu warzywnego
2 szkl. soku pomidorowego
1/3 szkl. niedużego makaronu
sól, pieprz, natka pietruszki

Do garnka na zupę wlać oliwę i podsmażyć cebulę i czosnek. Dodać cukinię, paprykę, seler naciowy, marchew i fasolkę szparagową. Cały czas mieszać około 1 min. Wlać bulion i gotować kilka minut. Następnie dodać pomidory, fasolkę z puszki i makaron. Gotować do miękkości makaronu mieszając od czasu do czasu. Wtedy wlać sok pomidorowy i przyprawić solą i pieprzem. Przed podaniem posypać pietruszką.

sobota, 20 września 2008

babeczki z pomarańczowym mascarpone




Wczoraj wieczorem zastanawiałam się co by tu upiec na sobotę. Wzięłam mój kilkunastoletni notes z przepisami i zaczęłam przeglądać, ale jakoś nic mi nie pasowało. Ale przynajmniej to wertowanie pozwoliło mi trochę sprecyzować plany. Chciałam, żeby to były babeczki z kremem. Ale nie wiedziałam jakie. Może orzechowe z czekoladowym? Albo waniliowe z kokosowym?
Postanowiłam poczekać do rana, a nóż mnie wtedy oświeci? I faktycznie - rano wstałam i już wiedziałam co będziemy dzisiaj mieli na deser. No... prawie wiedziałam. Marzyły mi się babeczki z bitą śmietaną i jakimiś owocami, coś jak tort Schwartzwaldzki w formie babeczek, ale jakoś nie miałam ochoty na wiśnie, lecz na biszkopt czekoladowy - owszem. A co pasuje do czekoladowego ciasta i śmietanowego kremu? Przyszły mi na myśl pomarańcze. Zatem zrobiłam babeczki z delikatnie pomarańczowym kremem.
Ciasto, to zmniejszone proporcje właśnie na biszkopt do tortu Schwartzwaldzkiego, a krem znalazłam tutaj, ale trochę zmieniłam proporcje.

Czekoladowe babeczki biszkoptowe z kremem pomarańczowym
Forma na muffinki - wyszło 16 szt.

Ciasto
4 jajka
75 g mąki
75 g cukru
1 łyżka cukru waniliowego
0,5 budyniu czekoladowego (cały ma 40 g)
1 łyżka kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Nasączenie
sok z 2 pomarańcz
2 łyżki cukru
3 łyżki wody

Polewa czekoladowa
2 tabliczki deserowej czekolady
6 łyżek śmietany 30%
2 łyżki miodu

Krem pomarańczowy
250 g serka mascarpone
125 g serka Philadelphia
0,5 szkl. cukru pudru
1 łyżka startej skórki pomarańczowej
1 łyżka Cointreau (ja dałam sok pomarańczowy)
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 szkl ubitej śmietany 30%

Ciasto
Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, a następnie dodać cukier i cukier waniliowy. Odkładamy mikser, bo już nie będzie nam potrzebny. Do masy białkowej delikatnie wmieszać łyżką po jednym żółtku. Wszystkie sypkie składniki (mąka, budyń, proszek do pieczenia i kakao) wymieszać razem i przesiać do jajek. Delikatnie, ale dokładnie wszystko wymieszać. Papilotki do muffinek wysmarować pędzelkiem zamoczonym w oleju. Napełniać foremki nie do pełna. Piec około 17 min w temp. 175 °C.
Po lekkim (lub całkowitym) wystudzeniu wyjąć ciastka z popilotek i ponakłówać widelcem w kilku miejscach.

Nasączenie
Zagotować sok wyciśnięty z pomarańczy z wodą i cukrem. Nasączyć babeczki.

Polewa czekoladowa
Do garnka wlać mleko, pokrojoną czekoladę i miód. Podgrzewać i mieszać, aż czekolada się rozpuści i połączy z resztą składników. Polać nasączone babeczki i włożyć do lodówki, aby masa zastygła.

Krem pomarańczowy
Wszystkie składniki oprócz śmietany wymieszać mikserem (na najmniejszych obrotach). Śmietanę ubić oddzielnie i dodać do masy. Wymieszać łyżką. Babeczki wyjąć z lodówki i udekorować kremem.






środa, 17 września 2008

Sałatka z ogórków i fety z miętą




Zrobiło się tak zimno, że boję się o moje zioła w donicy na balkonie. Ścięłam tymianek i suszę go w kuchni, bazylię częściowo użyłam do zupy, a kilka gałązek mięty do dzisiejszej sałatki. Tylko rozmaryn dzielnie się trzyma. Mam go już trzeci rok i nic go nie ruszy - jedynie podczas naprawdę zimnych dni przynoszę go do domu na jakiś czas.
Chętnie kupiłabym jakiś krzaczek z pysznymi owocami, np. jagodę amerykańską lub drzewko, np. miniaturową jabłoń lub gruszkę, ale podejrzewam, że niezbyt długo utrzymałyby się hodowane w donicy. Zimą jest problem z wodą w podłożu - albo jest za mokro albo za sucho. Chyba poprzestanę na ziołach i malutkich pomidorkach. Marzy mi się czasami ogródek...
Tak więc w ramach przerabiania ziół zrobiłam sałatkę w odcieniach zieleni z dodatkiem fety i czerwonej cebuli. Sałatka ma orzeźwiający, lekki smak. Może być dodatkiem do obiadu, lub zjedzona w towarzystwie świeżej bułki z masłem, tak jak ja to zrobiłam. Przepis znalazłam w internecie, lecz nieco w nim pozmieniałam. Oryginalny przepis jest tutaj.
A zmieniając temat, to mój Kochany Sześciolatek bardzo domaga się sławy na łamach tego bloga, a że już trochę umie czytać, to będzie przeszczęśliwy, jak jutro rano pokażę mu jego własne „danie” wraz z „przepisem”. Deserek ten wymyślił sam i prawie sam go przygotował, ja mu tylko trochę pomagałam.

Najpierw jednak przepis na sałatkę, bo wiadomo, że deser jest dopiero po zjedzeniu czegoś konkretnego :-)

Sałatka z ogórkami, fetą i miętą

1 duży ogórek
200 g fety
2 łyżki soku z cytryny
1 mała czerwona cebula
po jednej łyżce posiekanej miety, natki pietruszki i szczypiorku
sól i pieprz

Ogórek obrać, usunąć pestki i pokroić w małą kostkę. Polać sokiem z cytryny. Dodać pokrojoną cebulę i zieleninę. Fetę pokruszyć i zmieszać z ogórkiem i ziołami. Przyprawić solą i pieprzem.

Deser Krzysia

1 kisiel truskawkowy
truskawki
1 szklanka śmietanki UHT 12 lub 18%
1 łyżka cukru pudru z prawdziwą wanilią
2,5 łyżeczki żelatyny

Gotujemy kisiel zgodnie z przepisem na opakowaniu. Do pucharków wkładamy po trzy truskawki, zalewamy kisielem i studzimy. Śmietanę mocno podgrzewamy i zdejmujemy z palnika. Dodajemy cukier puder waniliowy i żelatynę i mątewką dokładnie mieszamy, żeby żelatyna się całkiem rozpuściła. Studzimy i wlewamy po trochu do każdego pucharka. Wkładamy do lodówki do stężenia.


sobota, 13 września 2008

Tarta cytrynowa



Dziś przepis na tartę cytrynową, która była moją pierwszą tartą. Do tej pory robiąc deser tego typu używałam swojskiej nazwy „placek”, lub „kruche ciasto”. Ale gdy upiekłam ją po raz pierwszy (jakieś cztery lata temu), doszłam do wniosku, że coś tak pysznego nie może po prostu się nazywać „placek”. Ten wypiek, to coś dużo więcej niż placek cytrynowy - to tarta, z harmonijnym połączeniem cytryny i śmietanki nadającej właśnie ten aksamitny smak.
Autorką przepisu jest Aniela Rubinstein, żona francuskiego pianisty i wielkiego smakosza - Artura Rubinsteina. Wyprawiała ona liczne bankiety i przyjęcia z udziałem sławnych osobistości z całego świata, nie tylko z branży muzycznej, ale również przedstawicieli dworów królewskich. Miała ona wspaniały talent kulinarny i z niektórymi osobami przyjaźniła się tak bardzo, że dostawała oryginalne przepisy na bardziej lub mniej wyszukane dania.
Dzisiejsza tarta cytrynowa została nieco przeze mnie zmodyfikowana. Może być jedzona na ciepło z gałką lodów śmietankowych lub po wystudzeniu pokryta warstwą ubitej słodkiej kremówki.
Deser dla tych, którzy lubią cytryny.



Tarta cytrynowa
blaszka ø 26 cm

Ciasto:
120 g masła
3 łyżki cukru
2 żółtka
220 g mąki (najlepiej krupczatki)
ewentualnie 1 łyżeczka gęstej, kwaśnej śmietany

Krem:
3 cytryny
3 łyżki miękkiego masła
1/3 szkl. bułki tartej
1 szkl. cukru
200 ml śmietany kremówki (do kremu)
200 ml śmietany kremówki ubitej z 1 łyżką cukru pudru (do posmarowania ciasta)

Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto i wkładamy je na co najmniej 1 godz. do lodówki, lub robimy wieczorem poprzedniego dnia i rano dokańczamy ciasto. Foremkę wyklejamy ciastem tak, aby brzegi były wysokie na 2 cm. Nakłuwamy, aby się nie podnosiło przy pieczeniu. Podpiekamy w 200°C przez 10 min.
W tym czasie robimy krem: do miski ścieramy skórkę z cytryn i wyciskamy z nich sok. Dodajemy cukier, masło, bułkę tartą i śmietanę i mieszamy dokładnie wszystkie składniki. Piekarnik tym razem nastawiamy na 180°C. Krem wylewamy na podpieczony spód zostawiając 0,5 cm od górnej krawędzi, bo krem trochę rośnie. Pieczemy na złoty kolor 30 minut. Po wyjęciu podawać jeszcze ciepłą, lub wystudzić i posmarować śmietaną.

piątek, 12 września 2008

Idealny chleb tostowy




U nas w domu oprócz czajnika i miksera z urządzeń kuchennych najczęściej słychać charakterystyczny stuk tostera. I niekoniecznie tylko w godzinach porannych! I wszystko byłoby dobrze (bo uwielbiamy tosty), gdyby nie to, że na opakowaniu od chleba tostowego widnieje skład - co użyto, aby ten pięknie wyrośnięty i równiutki chlebek powstał. Wypisane składniki, w większości nazwy chemiczne długie na sto liter, mnie przerażają. Staram się eliminować z tego co jemy sztuczne barwniki, konserwanty i środki antypleśniowe tam, gdzie się da. Nie zawsze jednak to się udaje - czasem używam kostek rosołowych, gotowych przypraw i sztucznych aromatów do ciast.
Cieszę się, że udało mi się znaleźć przepis na chleb tostowy, w którym wiem co jest i który idealnie nadaje się na grzanki. Bez wyrzutów sumienia mogę dać dziecku tyle kromek na ile ma ochotę.
A propos dziecka - jak na razie prawie w 100% jestem w stanie kontrolować to, co je - bo jest jeszcze za mały, aby samemu kupować większe lub mniejsze przegryzki, ale zdaję sobie sprawę z tego, że niedługo się to skończy...



Ten chleb znalazłam na forum cincin. Przepis podany przez Sylcię. Chleb tostowy



Chleb tostowy
keksówka 27 x 8,5 cm

2,5 szkl. mąki
0,5 szkl. mleka w temp. pokojowej lub letniego
0,5 szkl wody o temp. pokojowej
1 żółtko, 1 białko
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki drożdży instant Dr Oetkera
1 łyżka rozpuszczonego i przestudzonego masła


Ciasto robione bez użycia maszyny do chleba.
Mąkę przesiać. W małej miseczce wymieszać drożdże, cukier, 2 łyżeczki mąki i 0,25 szkl mleka i odstawić na 10 minut.
Do mąki dodać sól, rozczyn drożdżowy, żółtko i resztę płynu i wyrabiać mikserem około 10 minut aż się zbije w gładką kulę. Zostawić do wyrośnięcia na około 45 min. Przełożyć na blat, odpowietrzyć ( są różne techniki odpowietrzania ciasta - ja składam ciasto wzdłuż trzy razy, podsypując odrobinę mąką, gdy jest taka potrzeba). W ten sposób uformowane ciasto pasuje ładnie do keksówki. Formę smarujemy tłuszczem. Po włożeniu chleba do formy zostawiamy do drugiego rośnięcia na 30 minut. Smarujemy chleb białkiem, posypujemy sezamem (ja nie miałam) i wkładamy do porządnie nagrzanego do 200°C piekarnika na 30 minut.

wtorek, 9 września 2008

Dżem jabłkowy z orzechami



Często jadamy słodkie śniadania. Jak nie grzanki z dżemem lub z miodem to tosty francuskie albo nawet jakieś ciasto czy muffinki. Trochę słodkiego stawia nas na nogi.
Jesteśmy jednak wybredni jeśli chodzi o dżemy. Oprócz kilku smaków z Łowicza rzadko który powala nas na kolana. Albo za słodki, albo za rzadki itd. itp. Pomyślałam, że może by tak samemu zrobić jakiś dżemik? Chociaż poza powidłami śliwkowymi nigdy nie przygotowywałam żadnych przetworów, zawsze przecież musi być ten pierwszy raz... a, że na owoce dżemowe trochę już późno, do wyboru zostały właściwie tylko jabłka i śliwki właśnie. Postawiłam na jabłka. Ale czy z jabłek da się przyrządzić dżem? Zaczęłam przekopywać internet w poszukiwaniu ciekawego przepisu. I znalazłam! Był tak interesujący, że wypróbowałam od razu. Co prawda ilość składników nie wskazuje na to, że jest to typowy spiżarniowy specjał na całą zimę, ale myślę, że gdy się zwiększy proporcje, kilka słoiczków z pysznościami w środku dadzą się przechować w chłodnym i ciemnym miejscu ze trzy miesiące. Przepis pochodzi z Good Food 09.2004





Naprawdę polecam ! Takiego dżemu jeszcze nie jedliśmy. Wyszedł pachnący i wyśmienity w smaku.

Dżem z jabłek z orzechami włoskimi

0,5 kg jabłek (które trzymają kształt po ugotowaniu)
50 g masła
85 g cukru muscovado
1 mała cytryna
1 liść laurowy
100 g orzechów włoskich (pokrojonych na duże kawałki)
1 łyżka brandy (niekoniecznie)


Jabłka umyć, obrać, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić na ósemki i jeszcze na pół. Na patelni z pokrywką stopić masło, dodać jabłka, cukier, sok i startą skórkę z cytryny oraz liść laurowy. Dołożyć również obie połówki wyciśniętej cytryny. Smażyć na małym ogniu pod przykryciem 10 minut. Czasem delikatnie zamieszać. Następnie odkryć pokrywkę, wyjąć połówki cytryn i listek. Wlać łyżkę brandy (jeśli używamy). Gotować jeszcze około 5 minut, żeby sok trochę odparował. Po zdjęciu z palnika wmieszać pokrojone orzechy. Dżem jest doskonały na ciepło. Podpowiem jeszcze, że nam najbardziej smakował na świeżutkiej chałce z masłem.

niedziela, 7 września 2008

Drożdżówki z owocami i kruszonką



Pierwsze skojarzenie jakie mam myśląc o drożdżówkach, to sklepik uczniowski w podstawówce. Na długiej przerwie chodziłyśmy tam z koleżankami i stojąc w długim ogonku czekałyśmy na pyszne drożdżówki z kruszonką.
Kojarzą mi się one również (i jest to chyba nawet silniejsze wspomnienie) z pewną piekarnią niedaleko mojego ówczesnego osiedla, gdzie w czasach głębokiej komuny dziesiątki (czy może setki) ludzi stało w kolejce po gorący chleb - chyba wtedy najlepszy w Gdyni - i oczywiście po drożdżówki. Można powiedzieć, że dla mnie drożdżówki, to wspomnienie dzieciństwa, beztroski i niekończących się rozmów z koleżankami czekając w kolejce po pieczywo. Dawno, dawno nie byłam w tej piekarni. Ciekawe, czy jeszcze istnieje?
Tymczasem postanowiłam obudzić to wspomnienie, odtworzyć zniewalający zapach pieczonych drożdżówek we własnym domu. Zrobiłam je z owocami i kruszonką. Smakowały bardzo, bo zniknęły w mgnieniu oka. Udało mi się jednak zamrozić kilka sztuk. Krzyś będzie miał do szkoły, jak znalazł!

Drożdżówki z owocami i kruszonką
0,5 kg mąki
5 dkg drożdży
1 szkl. mleka
2 jajka
2 zółtka
10 dkg cukru
10 dkg masła lub margaryny (rozpuszczone)
szczypta soli
2 jabłka
4 duże śliwki lub 8 mniejszych

Pokruszone drożdże wymieszać z 1 łyżką cukru, 1 łyżką mąki i szklanką letniego mleka, przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia, aby podwoiło objętość ( u mnie trwało to 15 min, ale wszystko zależy od drożdży i temperatury w kuchni).
Mąkę przesiać do miski, dodać wyrośnięte drożdże, jajka, cukier i szczyptę soli. Wyrabiać jak komu wygodnie - ja użyłam miksera z końcówkami ślimakowymi. Wyrabiać tak długo, aż ciasto zacznie odstawać od brzegów miski ( czasem trzeba dodać łyżkę mąki). Ja wyrabiałam około 10 min. Następnie dodać rozpuszczony i przestudzony tłuszcz i wyrabiać, aż się połączy z ciastem.
Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia. W tym czasie robimy kruszonkę (przepis niżej).
Piekarnik nastawiamy na 180°C. Wyrośnięte ciasto przekładamy na blat posypany mąką i dzielimy na 16 części. Z każdej formujemy placuszek. Na środku kładziemy kawałek jabłka i ćwiartkę lub połówkę śliwki. Jeśli trzeba owoce posypujemy cukrem. Drożdżówki posypujemy kruszonką. Formę wykładamy papierem do pieczenia i kładziemy drożdżówki oddalone od siebie co najmniej 2,5 cm. Pieczemy około 20 min.

Kruszonka

3/4 szkl mąki
1/4 kostki masła
1/2 szkl cukru pudru
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli

Masło wymieszać z cukrem, dodać mąkę, sól i cynamon. Mieszać, aż powstaną grudki. Ja mieszałam mikserem z końcówkami ślimakowymi.

sobota, 6 września 2008

paczka z drugiego końca świata




Przyszła niedawno, a w niej... ale od początku.
Pewnego lutowego wieczoru, kiedy na dworze było zimno i wietrznie, siedzieliśmy z mężem przed komputerem z kubkami gorącej czekolady szukając ciekawych miejsc na świecie. Znaleźliśmy między innymi maleńką wysepkę Sark na Kanale La Manche. Do tej pory panuje tam system feudalny i gubernator Sark płaci Królowej Angielskiej daninę - 1 funta rocznie! Niespotykane, prawda? Oprócz tego na wyspie panuje całkowity zakaz poruszania się samochodami. Chociażby z tych względów Sark warto odwiedzić. My wpisaliśmy ją na listę ciekawych miejsc. http://www.sark.info/

Szukaliśmy dalej i dalej od Polski - aż znaleźliśmy prawdziwą perełkę - archipelag czterech wysp na południowym Pacyfiku. Samiuteńkie cztery wysepki i wokół absolutnie nic - tylko ocean. Zaintrygowało nas bardzo, więc zaczęliśmy czytać. Wysepki to Pitcairn - dom potomków załogi legendarnego buntu na Bounty. W skrócie historia była taka: statek Bounty w 1789 roku miał przewieźć sadzonki drzewa chlebowego z Morza południowego na Jamajkę dla robotników angielskich. Statkiem dowodził William Bligh. Był to człowiek bardzo surowy i niesprawiedliwy, który karał członków załogi za najmniejsze przewinienie. W pewnym momencie miarka się przebrała - marynarze nie mogli dłużej znieść „wybryków” kapitana i na statku wybuchł bunt. Załoga wysadziła kapitana wraz z nielicznymi jego zwolennikami. Dostał tylko małą szalupę i trochę jedzenia. Jednak kapitan doskonale sobie poradził i dopłynął do Timoru. Żył jeszcze dobrych parę lat, aż do 1817 roku.
Z kolei zbuntowani marynarze Bounty dotarli do wysp Pitcairn, a statek spalili dla zatarcia śladów. Jego wrak został odkryty dopiero w 1957 roku.
Na Pitcairn po dziś dzień mieszkają potomkowie owych buntowników. Jest ich tylko około pięćdziesięciu. Borykają się z wieloma problemami, głównie natury finansowej. Nie pomaga im w tym też ukształtowanie wysp - ciężko dopłynąć statkiem, o samolocie w ogóle nie ma mowy, bo nie istnieje tam lotnisko. Są praktycznie odcięci od świata. Istnieją jakieś plany wybudowania lotniska i hotelu, ale kto wie, czy się uda. http://www.government.pn/
W ramach pomocy finansowej dla wyspiarzy sprowadzono niedawno na Pitcairn 12 rojów pszczół. Sprzedając miód można załatać niewielkie dziury w budżecie - dobre i to...
Szukaliśmy informacji na temat tego miodu i tak nas urzekły egzotyczne nazwy roślin, z których zrobiono ten miód, że niemal czuliśmy zapach rajskich kwiatów w tropikalnym ogrodzie: passiflora, mango, lata, guava i roseapple. Nie zastanawiając się długo, po prostu kupiliśmy ten miód, nie zważając na fakt, iż dostaniemy go za pół roku (tak, tak, zamówiliśmy w lutym!). Trwa to tak długo, ponieważ statki odwiedzają Pitcairn raz na pół roku. Musieliśmy więc czekać aż przypłynie statek i weźmie nasz miód.
Ale wreszcie się doczekaliśmy. Po siedmiu miesiącach. Usiedliśmy do kolacji stawiając słoiczek egzotycznego miodu na stole i jedliśmy grzanki polane najpyszniejszym na świecie miodem. Wystarczyło zamknąć oczy by usłyszeć szum fal uderzających o skały i poczuć gorący wiatr rozwiewający włosy. Wśród tego wszystkiego kojące bzyczenie pszczół uwijających się wśród kwiatów mango i passiflory, przygotowujących miód - dla nas... Ale się rozmarzyłam.... a w słoiku już powoli widać dno... chyba zamówię następny miodzik! Podaję namiary, jeśli ktoś chciałby pójść w moje ślady. Smacznego!
http://www.government.pn/shop/index.html


środa, 3 września 2008

Zupa pomidorowa


Dostałam wczoraj przepiękne pomidory na zupę. Duże, czerwone, bardzo dojrzałe, lecz bez śladów uszkodzeń. Były tanie - baaardzo tanie. Na wszelki wypadek nie dociekałam, dlaczego to tak, czy może sprzedawczyni się pomyliła? Kupiłam wszystkie, które pani miała w koszyczku. Nazbierał się cały kilogram. Oczywiście nie musiałam długo główkować co z nimi zrobić. Ugotowałam zupę pomidorową. Wydaje mi się, że to jest klasyka w polskiej kuchni. Odnoszę wrażenie, że wymawiając słowo „zupa” aż nasuwa się dodanie „pomidorowa”. Czy tylko ja tak mam?


Zupa pomidorowa

5 szklanek bulionu bez soli (ja dałam domowy wywar z włoszczyzny)
1 kg pomidorów bardzo dojrzałych
1 cebula
1 ząbek czosnku
1 czerwona papryka
sok z pół cytryny
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli ( lub więcej, jeśli ktoś lubi)
150 ml słodkiej śmietanki
opcjonalnie koperek, makaron lub ryż (ja nie dawałam)

Wywar jarzynowy przecedzić. Pomidory włożyć do wrzątku na niecałą minutę, usunąć skórki i zdrewniałe części przy szypułce. Pokroić na mniejsze części i wrzucić do wywaru. Cebulę i czosnek obrać, paprykę umyć i usunąć pestki. Wszystko pokroić na nieduże kawałki i też wrzucić do wywaru. Gotować 20 minut. Następnie całość zmiksować na gładką masę, wycisnąć sok z cytryny, wsypać sól i cukier, zabielić śmietaną i wymieszać. Podawać z makaronem lub ryżem. Moje dziecko zażyczyło sobie grzanki do zupy - i też było dobre!