
Ostatni weekend września rozpieszczał nas słoneczną pogodą i zachęcał do opuszczania domowych pieleszy. Jesień przywitała nas ciepło - aż miło! Wstając w sobotę rano i widząc tak piękne słońce, wiedziałam, że będziemy mieli udany dzień na świeżym powietrzu. Pojechaliśmy na piknik rodzinny organizowany już po raz piętnasty w Kolibkach, na granicy Gdyni i Sopotu. „Dary Ziemi i Europa od kuchni” to głównie prezentacja, sprzedaż i promocja płodów rolnych i roślin ozdobnych. Każdego roku organizatorzy przybliżają nam jakiś europejski kraj. W tym roku był weekend portugalski. Opowiadano o tradycjach, kulturze i kuchni portugalskiej. Można było posłuchać też muzyki portugalskiej. O siedemnastej miały być opowieści o winach portugalskich, lecz niestety nie byliśmy tak długo - przyszliśmy przed południem :-(((
Wśród stoisk prym wiodły, jak co roku, pasieki z Pomorza, jak i z głębi Polski, np. z Podlasia. Wędrowaliśmy wśród straganów miodowych oglądając i degustując coraz to inne gatunki miodów, jak mniszkowy, wrzosowy, z kwiatów malin (przepięknie pachnący malinami!) albo ze spadzi iglastej.
Były również miody pitne, najrozmaitsze, bardzo, bardzo smaczne. Oraz orzechy w miodzie. Ogólnie rzecz biorąc, byliśmy zachwyceni, ponieważ uwielbiamy różne ciekawe miody.


Na innych stoiskach królowały warkocze czosnku i papryczek, suche bukiety z lawendy, miechunek i traw ozdobnych, które aż się śmiały do przechodniów, aby je kupić do ozdoby kuchni. Najrozmaitsze kształty dyni ozdobnych również pięknie wyglądały.
Idąc miedzy pełnymi „darów ziemi” straganami podziwialiśmy też stroje regionalne, w których występowali niektórzy wystawcy, zachwycaliśmy się serwetkami kaszubskimi oraz regionalną kapelą grającą „na żywo”.
Jak piknik, to piknik! Centralne miejsce targów zajmowały najrozmaitsze punkty gastronomiczne, gdzie przy licznie ustawionych drewnianych ławach można było zjeść pajdę chleba ze smalcem, racuchy z jabłkami monstrualnych rozmiarów (moje dziecko zjadło prawie cały!) - udało mi się trochę „skubnąć”. Racuch - gigant był przepyszny, naszpikowany jabłkami i smażony na głębokim oleju - ja tak nigdy nie smażyłam. Dawno nie jadłam tak dobrych racuchów! Kto nie miał na nie ochoty, mógł się posilić szaszłykiem z wędzonych węgorzy, które obłędnie pachniały wędząc się na miejscu, lub spróbować wędzonej szynki z dzika. Można było też posmakować i kupić najrozmaitsze chleby na zakwasie, drożdżówki i pierniki oraz pysznej fasolówki. Oj, sama już nie robiłam chyba ze sto lat! Posileni chłopskim jadłem szliśmy dalej. Widzieliśmy nawet prawdziwe góralskie oscypki!


Dotarliśmy do miejsca gdzie baaardzo mi się podobało i spędziliśmy tam sporo czasu - piękne naczynia do kiszenia ogórków, na sól, na smalec, itp oraz wiklinowe kosze w ogromnym wyborze.
Ostatni etap naszej „wycieczki” poświęciliśmy roślinom. Był duży wybór drzew i krzewów oraz roślin jesiennych tarasowych, jak wrzosy i chryzantemy. Bardziej podziwialiśmy, niż nabywaliśmy, ponieważ mamy jedynie balkon (ale za to od południowej strony!).Wrzosy wyglądały przepięknie w pełnym rozkwicie!


Wielu z regionalnych dostawców na tegorocznych Darach Ziemi prowadzi swoje własne gospodarstwa agroturystyczne na Kaszubach. Chociaż mamy swoje ulubione gospodarstwo w Chmielnie, gdzie byliśmy już parokrotnie, pozbieraliśmy wizytówki od kilku gospodarzy - a nóż się przydadzą na jakiś długi weekend?
Tak więc mieliśmy wyjątkowy dzień w plenerze. Oby więcej takich słonecznych, jesiennych wypadów rodzinnych!





2 komentarze:
Ojej Kasiu, załuje,że tam nie byłam! Piękne zdjecia, cudowna opowieść! Wrzosy wyglądają niesamowicie, a wielki racuch gigant po prostu super! :)))
Naczynka do kiszenia i do smalcu - piękne, podobają mi sie takie rzeczy:)
Pozdrawiam.
Było naprawdę fajnie i pogoda dopisała. O ile wiem, następna taka impreza ma być na wiosnę
Prześlij komentarz