sobota, 6 września 2008

paczka z drugiego końca świata




Przyszła niedawno, a w niej... ale od początku.
Pewnego lutowego wieczoru, kiedy na dworze było zimno i wietrznie, siedzieliśmy z mężem przed komputerem z kubkami gorącej czekolady szukając ciekawych miejsc na świecie. Znaleźliśmy między innymi maleńką wysepkę Sark na Kanale La Manche. Do tej pory panuje tam system feudalny i gubernator Sark płaci Królowej Angielskiej daninę - 1 funta rocznie! Niespotykane, prawda? Oprócz tego na wyspie panuje całkowity zakaz poruszania się samochodami. Chociażby z tych względów Sark warto odwiedzić. My wpisaliśmy ją na listę ciekawych miejsc. http://www.sark.info/

Szukaliśmy dalej i dalej od Polski - aż znaleźliśmy prawdziwą perełkę - archipelag czterech wysp na południowym Pacyfiku. Samiuteńkie cztery wysepki i wokół absolutnie nic - tylko ocean. Zaintrygowało nas bardzo, więc zaczęliśmy czytać. Wysepki to Pitcairn - dom potomków załogi legendarnego buntu na Bounty. W skrócie historia była taka: statek Bounty w 1789 roku miał przewieźć sadzonki drzewa chlebowego z Morza południowego na Jamajkę dla robotników angielskich. Statkiem dowodził William Bligh. Był to człowiek bardzo surowy i niesprawiedliwy, który karał członków załogi za najmniejsze przewinienie. W pewnym momencie miarka się przebrała - marynarze nie mogli dłużej znieść „wybryków” kapitana i na statku wybuchł bunt. Załoga wysadziła kapitana wraz z nielicznymi jego zwolennikami. Dostał tylko małą szalupę i trochę jedzenia. Jednak kapitan doskonale sobie poradził i dopłynął do Timoru. Żył jeszcze dobrych parę lat, aż do 1817 roku.
Z kolei zbuntowani marynarze Bounty dotarli do wysp Pitcairn, a statek spalili dla zatarcia śladów. Jego wrak został odkryty dopiero w 1957 roku.
Na Pitcairn po dziś dzień mieszkają potomkowie owych buntowników. Jest ich tylko około pięćdziesięciu. Borykają się z wieloma problemami, głównie natury finansowej. Nie pomaga im w tym też ukształtowanie wysp - ciężko dopłynąć statkiem, o samolocie w ogóle nie ma mowy, bo nie istnieje tam lotnisko. Są praktycznie odcięci od świata. Istnieją jakieś plany wybudowania lotniska i hotelu, ale kto wie, czy się uda. http://www.government.pn/
W ramach pomocy finansowej dla wyspiarzy sprowadzono niedawno na Pitcairn 12 rojów pszczół. Sprzedając miód można załatać niewielkie dziury w budżecie - dobre i to...
Szukaliśmy informacji na temat tego miodu i tak nas urzekły egzotyczne nazwy roślin, z których zrobiono ten miód, że niemal czuliśmy zapach rajskich kwiatów w tropikalnym ogrodzie: passiflora, mango, lata, guava i roseapple. Nie zastanawiając się długo, po prostu kupiliśmy ten miód, nie zważając na fakt, iż dostaniemy go za pół roku (tak, tak, zamówiliśmy w lutym!). Trwa to tak długo, ponieważ statki odwiedzają Pitcairn raz na pół roku. Musieliśmy więc czekać aż przypłynie statek i weźmie nasz miód.
Ale wreszcie się doczekaliśmy. Po siedmiu miesiącach. Usiedliśmy do kolacji stawiając słoiczek egzotycznego miodu na stole i jedliśmy grzanki polane najpyszniejszym na świecie miodem. Wystarczyło zamknąć oczy by usłyszeć szum fal uderzających o skały i poczuć gorący wiatr rozwiewający włosy. Wśród tego wszystkiego kojące bzyczenie pszczół uwijających się wśród kwiatów mango i passiflory, przygotowujących miód - dla nas... Ale się rozmarzyłam.... a w słoiku już powoli widać dno... chyba zamówię następny miodzik! Podaję namiary, jeśli ktoś chciałby pójść w moje ślady. Smacznego!
http://www.government.pn/shop/index.html


0 komentarze: