niedziela, 7 marca 2010

Początek marca i nowa energia:)




Początek marca to czas kiedy wysiewam nasiona warzyw i ziół do mini ogródka na balkonie. I choć za oknem aura wciąż jest zimowa, kiełkujące rośliny to dla mnie bardzo optymistyczny i budujący widok. W piątek w skrzynce na listy znalazłam kolejne zamówione nasiona. W spiżarni na podłodze piętrzą się trzy worki ziemi. Wszystko powoli budzi się z zimowego snu. Obudziłam również moje adidasy, kijki i rozpoczęłam sezon nordic walking. Jak na razie, na grzbiecie miałam w dalszym ciągu zimową kurtkę, ale teraz to już naprawdę niedługo i będzie wiosna.
A po godzinnym marszu zjadłam kromkę chleba z ...

Pasta ze szprotek i zielonego groszku

200 g wędzonych szprotek
2 jajka ugotowane na twardo
3 łyżki majonezu
4 łyżki mrożonego, ugotowanego groszku
1 kopiasta łyżka startego łagodnego żółtego sera
sól i słodka papryka do smaku


Usunąć głowy i ogony ze szprotek. Tak przygotowane szprotki wrzucić do pojemnika blendera, dodać jajka pokrojone na mniejsze części i majonez. Rozdrobnić na gładką masę. Do masy dodać ser, groszek i przyprawy i wymieszać łyżką.

Etykiety:

piątek, 5 marca 2010

Ciasteczka owsiane z wisienką




Ten przepis ma tyle lat co ja albo jeszcze więcej. Gdy słyszę od moich domowników, że mają ochotę na ciasteczka owsiane, to najchętniej sięgam po ten przepis. Piekę je bardzo często. Wspaniale nadają się nie tylko na podwieczorek, ale i na śniadanie.
Tym razem role się odmieniły i głównym cukiernikiem był mój syn, który doskonale sobie z nimi poradził. Przepis jest zupełnie bezproblemowy - w sam raz do kuchennych wprawek.
Najwygodniej jest wyrobić mikserem masło z cukrem, z wanilią i z jajkami, a później dodać mąkę i wymieszać łyżką. Tak właśnie te ciasteczka przygotowujemy my. Później tylko trzeba wsypać płatki owsiane do miseczki i obtaczać w nich kulki z ciasta. I obowiązkowo - wisienka!
Podwieczorek z takimi ciasteczkami, szczególnie gdy przygotowany dla kolegów lubiących Lego Bionicle, nie może się nie udać:)





Ciasteczka owsiane z wisienką
około 36 szt

20 dkg masła
16 dkg cukru
1 łyżeczka esencji waniliowej
2 jajka
28 dkg mąki
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
kilka łyżek płatków owsianych
wiśnie mrożone lub świeże bez pestek


Piekarnik nastawić na 175°C.
Masło, cukier, wanilię i jajka zmiksować. Dodać mąkę z proszkiem i wymieszać łyżką do połączenia się składników. Do niedużej miseczki wsypać płatki owsiane. Rękami formować kulki z ciasta wielkości mniej więcej orzecha włoskiego i obtaczać w płatkach owsianych. Lekko spłaszczyć i na środek położyć wisienkę. Zamrożonych wiśni nie rozmrażać.
Ciasteczka kłaść na blasze do pieczenia w odstępach. Piec 17-20 min. Nawet jeśli się posklejają, to po upieczeniu, gdy są jeszcze gorące, bardzo łatwo jest je poprzecinać nożem. Zdjąć z blachy i studzić na kratce.

Etykiety:

środa, 3 marca 2010

Chleb na cały tydzień




Dzisiejsza propozycja jest dla wszystkich tych, którzy nie mają czasu na pieczenie chleba, a bardzo by chcieli. Jest to przepis na dużą ilość chleba, którą się piecze za jednym razem. Z podanych proporcji wychodzą 3 bochenki. Dwa duże i jeden mniejszy. Piekę je w keksówkach i posypuję różnymi ziarnami. Czasem makiem, czasem słonecznikiem czy płatkami owsianymi. Trzymając się podanej ilości mąki (1100 g) i płynów (około820 g) ten chleb daje nam dużo możliwości. Ja dodaję dwa lub trzy rodzaje mąki w różnych proporcjach - tutaj piekłam bardzo podobny chleb z dodatkiem mąki kukurydzianej. Zamieniam też część wody na mleko lub maślankę. Chleb za każdym razem inaczej smakuje i jest naprawdę bardzo wygodny. Mimo, że jest na zakwasie, dla zaoszczędzenia czasu dodaję też drożdże. Gotowe, wyrośnięte ciasto przekładam do trzech keksówek, które piekę jednocześnie. Tu z kolei oprócz czasu oszczędzam też prąd (u części z Was będzie to gaz), ponieważ piekarnik piecze trzy razy krócej. Gotowe chleby zostawiam na kratce do ostygnięcia, a później oba duże bochenki zamrażam. Mały bochenek zostawiam do bezpośredniego zużycia. W zależności od jadłospisu jaki akurat przewiduję, taka ilość pieczywa starcza nam prawie na cały tydzień. Szczególnie teraz, zimą, kiedy w czasie przerwy w pracy jemy zupy, a nie kanapki.
Przepis dzisiejszy zawiera mąki, które użyłam w ostatnim pieczeniu. Lecz dowolnie można je zmieniać, aby tylko zachować właściwą ich wagę.
Aby upiec ten chleb, potrzebna jest naprawdę duża miska:)



Chleb pszenno-żytni na zakwasie
2 długie keksówki, 1 krótka keksówka

300 g zakwasu żytniego 100% hydracji
150 g mąki żytniej razowej
180 mąki żytniej chlebowej
170 g mąki pszennej typ 650
400 - 420 g letniej wody

600 g mąki pszennej typ 650
3 łyżki mąki ziemniaczanej (opcjonalnie)
50 g świeżych drożdży
370 - 400 g letniej wody
3 łyżeczki soli

Zakwas, mąki i wodę wymieszać w misce rózgą . Przykryć folią i odstawić na 12 godz. w temp. pokojowej. Najlepiej na noc.
Następnego dnia rano dodać mąkę pszenną, ewentualnie mąkę ziemniaczaną, pokruszone drożdże, wodę i zmiksować, aż wszystkie składniki się połączą. Posolić ciasto i znów zmiksować, aby otrzymać dobrze wymieszane ciasto. Nie będzie to kula, ale będzie się odrywać od ścianek miski.
Miskę przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce, aby ciasto wyrosło na około 1,5 godz. Wyrośnięte ciasto przełożyć do dwóch długich keksówek i jednej krótkiej, które należy wysmarować olejem i zostawić na 30-40 min.
Piekarnik nagrzać do 220°C. Do nagrzanego piekarnika włożyć wszystkie keksówki na raz, ścianki piekarnika oraz chleby spryskać wodą w sprayu. Piec 30 min, a później zmniejszyć temp. do 200°C i piec jeszcze 15-20min.

Etykiety:

niedziela, 28 lutego 2010

Dla odmiany - haft krzyżykowy :)




Wyszywanie i wszelkiego rodzaju dzierganie lubię prawie na równi z gotowaniem. Choć teraz, z braku czasu rzadko udaje mi się usiąść z robótką w ręku, staram się wykrzesać choć odrobinę czasu na swoje hobby. Tak więc, bez zbędnych słów, w ramach małej przerwy od gotowania pokażę Wam co w ostatnich latach udało mi się wyprodukować haftując krzyżykami.
Dwa pierwsze obrazy są spore i wiszą u mnie w domu na ścianie. Kobieta z książką, to obraz o wymiarach 60 x 70 cm, a róże mają 107 x 52 cm.
Reszta, te małe obrazki nie doczekały się jeszcze ramki. Dzbanuszki i filiżanki docelowo mają wisieć w kuchni nad stołem:)











Etykiety:

sobota, 27 lutego 2010

Klasyka - apple pie




Gdy zastanawiałam się co upiec na ostatni weekend ferii, dotarło do mnie, że w tym sezonie jabłkowym upiekłam rekordowo mało ciast z jabłkami. Jedno czy dwa - i to wszystko. W poprzednich latach ciast z jabłkami produkowałam wręcz za dużo. A teraz - jabłkowa posucha:)
W ramach choć częściowego nadrobienia i wyrównania moich jabłkowych statystyk postawiłam na apple pie. Ten klasyczny amerykański deser to debiut w moim wykonaniu. Wybrałam przepis z książki Pie napisanej przez Kena Haedricha. Jako, że był to debiut, nic w przepisie nie zmieniałam tym bardziej, że w książce nie było zdjęcia, a ja chciałam poczuć autentyczny smak klasyki. Apple pie wyszedł taki jak sobie wyobrażałam i jaki widuje się na amerykańskich filmach.
Ciasto, jak pękata beczka, napchane po brzegi jabłkami duszonymi w maśle, pieczone w okrągłej ceramicznej formie z falbanką. Dzięki temu kształtowi, pie różni się od szarlotki na ciepło z lodami - tak popularnej w naszych kawiarniach (z resztą często bardzo dobrej w smaku), która najczęściej jest w kształcie kwadratów.
Apple pie zrobił na nas bardzo dobre wrażenie, ciasto było po prostu pyszne! Najlepiej smakowało lekko ciepłe z gałką lodów waniliowych. Powtórzę je nie raz!
Z książką Pie dopiero się poznaję, ale już jest naszpikowana zakładkami - na razie w kolejce czekają orzechy, a później letnie owoce - już ja będę wiedziała co z nimi zrobić !:)



Klasyczny apple pie
okrągła forma 23 cm

Ciasto
3 szkl mąki
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
113 g zimnego masła pokrojonego na małe kawałki
113 g margaryny pokrojonej na małe kawałki
0,5 szkl lodowatej wody


Nadzienie
6-7 szt średniej wielkości jabłek
2 łyżki masła
0,5 szkl cukru (lub trochę mniej jak jabłka są bardzo słodkie)
1 łyżka mąki kukurydzianej
2 łyżeczki świeżego soku z cytryny
0,5 szkl rodzynek
0,25 łyżeczki cynamonu

Ciasto
Pierwszą czynnością jest nalanie do szklanki zimnej wody i włożenie jej do zamrażarki, aby dobrze się schłodziła podczas gdy będziemy przygotowywać składniki ciasta, formę itp.
Oba rodzaje tłuszczu przesiekać z mąką, cukrem i solą. Wyjąć wodę z zamrażarki i zagniatając ciasto stopniowo wlewać wodę. Zagniecione ciasto dzielimy na dwie części - jedna trochę większa niż druga. Obie części spłaszczamy do grubości około 2 cm i w osobnych woreczkach wkładamy do lodówki na co najmniej 1 godz. lub na noc.

Nadzienie
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić na ćwiartki a następnie na grube plasterki. W garnku rozpuścić masło i poddusić jabłka przez około 3 minuty często mieszając. Z pół szklanki cukru odsypać 2 łyżki. Resztę wsypać do jabłek. Dusić kolejne 2-3 minuty na małym ogniu. Do odsypanego cukru wsypać mąkę kukurydzianą, wymieszać i wsypać do jabłek, Wymieszać i gotować 1 min. Zdjąć z palnika, wlać sok z cytryny, cynamon, wymieszać i odstawić do wystudzenia.

***
Piekarnik nagrzać do 200°C. Formę wysmarować masłem. Większą część ciasta rozwałkować na grubość 3-4 mm i wyłożyć nim formę tak, aby brzegi wystawały około 1 cm ponad krawędź foremki. Nałożyć wystudzone jabłka, wyrównać łyżką. Drugą część ciasta wyjąć z lodówki i też rozwałkować. Przyciąć ciasto na kształt okręgu pasującego wymiarem do formy. Krążek ciasta położyć na jabłkach, wystające brzegi zwilżyć wodą i obie części ciasta skleić ze sobą. Brzeg wykończyć falbaną „pierogową” - wzorcową falbankę można zobaczyć u Asiejki :). Można też skleić brzegi pomagając sobie widelcem.
W środku ciasta wyciąć otwór wentylacyjny i zrobić nożem kilka nacięć.
Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec 45 min.
Studzić na kratce. Jeść lekko ciepły. Doskonale smakuje w towarzystwie lodów waniliowych lub bitej śmietany.

Etykiety:

czwartek, 25 lutego 2010

Chleb żytni z rodzynkami




Parę dni temu, gdy zaglądałam do Tili, zastał mnie tam opis porannego śniadania. Opisy śniadań zawsze mnie pozytywnie nastrajają i odpędzają przygnębiające myśli, których od pewnego czasu byłam pełna. Na szczęście wychodzę powoli z dołka i nie muszę udawać, ze wszystko jest w porządku, bo naprawdę jest:)
Nie wiem, czy to było odczuwalne dla postronnych, ale rozważałam poważnie zakończenia działalności blogowej. Uff!!!
Ale wracając do tematu:
Postanowiłam od razu wypróbować jeden z dwóch chlebów, który przed upieczeniem można na noc włożyć do lodówki. Metoda „lodówkowa”, to jedna z najwygodniejszych dla mnie metod przygotowania pieczywa.
Wstaję rano, wyciągam chleb z lodówki i wkładam do piekarnika.
Wykonałam go jak w przepisie, tylko zamiast melasy dałam miód, a rodzynki namoczyłam w soku jabłkowym, dzięki czemu dodały jeszcze więcej słodyczy temu pysznemu chlebkowi. Chleb kiedyś gościł w Weekendowej Piekarni (co dodatkowo przekonało mnie do jego upieczenia), za sprawą Chlebka.tv.


Chleb żytni z rodzynkami
mała keksówka

Zaczyn:
50 g zakwasu żytniego
60 g mąki żytniej (typ 2000)
120 g wody

Ciasto właściwe:
zaczyn jw
190 g mąki żytniej chlebowej
80 g wody
15 g melasy
1 łyżka cukru muscavado
1 łyżeczka soli
1/2 szklanka rodzynek namoczonych przez 4 godz. w soku jabłkowym i odsączonych

Składniki zaczynu wymieszać i odstawić na 12 godzin. Po tym czasie dodać pozostałe składniki i zagnieść lepkie i luźne ciasto. Przełożyć do keksówki wysmarowanej olejem. Przykryć naoliwioną folią i odstawić na 2-5 godzin do wyrastania (musi prawie podwoić objętość, tak o 90%) lub na 18 godzin do lodówki. Piec w piekarniku nagrzanym do 230°C przez 10 minut, potem zmniejszyć do 200°C i dopiekać ok. 50 minut (z czego ostatnie 10 minut bez foremki). Wystudzić zawinięty w ściereczkę.

Etykiety:

poniedziałek, 22 lutego 2010

Sama w domu




Od dziecka lubiłam zostawać sama w domu. Zdarzało się to bardzo rzadko i zawsze czekałam podekscytowana kiedy usłyszę -zamknij za nami drzwi. Głowa buzowała od pomysłów. Miewałam najróżniejsze, ale dwa z nich były stale w czołówce „rankingu”: zrobię sobie coś odlotowego do jedzenia i uzupełnię pamiętnik. Na spokojnie. Bez pośpiechu i obaw, że w połowie zdania ktoś wejdzie i nie dokończę myśli. Zawsze gdy przerywałam opisywanie jakiegoś ważnego przeżycia i wracałam do niego za jakiś czas, to już nie było to. Kreślenie, zamazywanie, bo już były inne emocje i inne spojrzenie na sprawę.
Dziś już nie piszę pamiętnika. Z biegiem lat wygasła we mnie ta potrzeba, lecz w dalszym ciągu lubię sama zostawać w domu. A teraz, w dorosłym życiu, zdarza mi się to chyba jeszcze rzadziej. Naprawdę są to nieliczne momenty. Urastają one do rangi chwil magicznych, które planuję z radością - każdą minutę spędzoną w bezcennej samotności. Chociaż bardzo kocham swoich Najbliższych, to cieszę się jak małe dziecko kiedy mam okazję pobyć sama ze sobą. Plany dotyczące drogocennych chwil sięgają zenitu -

zrobię sobie coś extra do jedzenia, najlepiej ze stu składników
obejrzę „Bezsenność w Seattle” . Obiorę jabłko ze skórki tak, żeby została w jednym kawałku
podrutuję, a może powyszywam?
zrobię sobie domowe spa


To plany. A rzeczywistość? Ostatnio było tak:
Kanapa, książka i prościutkie kotleciki. Ziemniaki, twaróg i kilka szprotek. I dobrze mi było!



Kotleciki ziemniaczano-twarogowe ze szprotkami

180g ugotowanych i rozgniecionych ziemniaków
90 g twarogu
3 szprotki z puszki winter sprouts
1 łyżka kaszy manny
30 g mąki
1 małe jajko
1-2 łyżki natki pietruszki
sól, pieprz do smaku

Wszystkie składniki wymieszać dokładnie (łyżką, ręką lub widelcem). Formować dłońmi kotleciki i smażyć na rozgrzanym oleju.

Etykiety: , ,

sobota, 20 lutego 2010

Drożdżówka na Czekoladowy Weekend







Przedwczoraj nad moim miastem przelatywało ogromne stado gawronów. Skoro ptaki już zaczynają odlatywać do Skandynawii, to znaczy, że wiosna stoi tuż za rogiem:)
A co najbardziej nam umili czas oczekiwania jak nie coś słodkiego? A najlepiej z czekoladą?
Bea, organizująca Czekoladowy Weekend wspaniale trafiła z tym przedwiosennym terminem.
Długo zastanawiałam się co przygotować w tym roku, przeglądałam internet i książki w nieskończoność. Aż znalazłam, na stronie firmowej King Arthur Flour przepis na pięknie wyglądającą brioszkę z czekoladą, wiśniami i kakao. Zainspirowało mnie to do stworzenia własnej jej wersji. Tutaj jest dokładnie pokazane krok po kroku jak przygotować taką drożdżówkę. Oryginalny przepis znajduje się w linku do King Arthur Flour, a poniżej wersja zainspirowana recepturą.





Zawijana drożdżówka z czekoladą i kakao
okrągła tortownica ø 23 cm

500 g mąki typ 650
30 g świeżych drożdży
200 ml mleka
50 ml wody
40 dkg cukru
2 jajka
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki świeżo startej skórki z pomarańczy
70 g rozpuszczonego masła

100 g deserowej lub gorzkiej czekolady
2 łyżki kakao w proszku
1/3 szkl. cukru

1 jajko do posmarowania ciasta

Drożdże rozpuścić w letnim mleku z wodą. Dodać cukier, mąkę, dokładnie wymieszać i zostawić w ciepłym miejscu do czasu, aż płyn się wzburzy.
Pozostałą mąkę wsypać do miski, posolić i wymieszać. Dodać wyrośnięte drożdże i jajka. Wyrobić mikserem, aż ciasto będzie gładkie i zacznie tworzyć kulę. Dodać letnie masło. Miksować tak długo, aż ciasto wchłonie całe masło. Teraz wsypać pokrojoną na małe kawałki czekoladę i skórkę z pomarańczy i krótko wymieszać mikserem, lub ręką.
Miskę z ciastem przykryć folią i zostawić do wyrośnięcia na około 40 min.
W tym czasie przygotować foremkę, której dno wyłożyć papierem do pieczenia.
Wyrośnięte ciasto wyjąć na oprószony mąką blat i uformować wałek długości 50 cm. Rozwałkować go na kształt mniej więcej prostokąta o wymiarach około 50 x 20 cm.
Kakao z cukrem zmieszać w kubeczku i posypać ciasto, dość grubo, zostawiając spore marginesy od wszystkich brzegów. Brzegi zwilżyć wodą i ciasto zwinąć w roladę. Szczelnie skleić. Roladę zwinąć „w ślimaka” i przełożyć do formy zlepieniem w dół. Oba końce wsunąć pod spód.
Foremkę z ciastem przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 20 - 30 min. W tym czasie nagrzać piekarnik do 220°C. Wyrośnięte ciasto posmarować rozbełtanym jajkiem i włożyć do nagrzanego piekarnika na 25-30 min.
Wystudzić na kratce i posypać cukrem pudrem.
Najlepiej smakuje taki kawałek drożdżówki, gdy go posmarujemy masłem.

Etykiety: ,

środa, 17 lutego 2010

Książka na spóźnione Walentynki

Herbata parzona w dzbanku przykrytym wełnianym, szydełkowym kubraczkiem stoi na stoliku nocnym. Kawałek babki mokrej od słonych łez.
Nikt mnie nie opuścił, ani nie przestał kochać. Ja czytam książkę.



Mężczyzna ze starym, zużytym pamiętnikiem na kolanach. Kobieta doświadczająca porannych rytuałów, których nie rozumie - do czasu, kiedy on zaczyna czytać. Powoli przypomina sobie czasy młodości, pierwsze spotkanie, rozstanie...

Książkę Nicholasa Sparksa Pamiętnik (ang. tytuł The Notebook) czytałam już parę razy i za każdym razem wzrusza mnie tak samo. Wciąż wracam do niektórych scen. Co tu dużo mówić -jest to powieść o potędze miłości. O tym jak dużo się dało i po stokroć więcej otrzymało. Jak dla mnie - najpiękniejsza książka o miłości jaką czytałam. Nie jest to romansidło, a romantyczna, czuła książka. Polecam ją wszystkim:)
Książka w dużej części opowiada o autentycznym życiu i miłości dziadków żony autora, którzy przeżyli razem ponad 60 lat.
Ze strony internetowej autora dowiedziałam się trochę więcej o kulisach jej powstania:
Żona autora była bardzo dumna ze swoich dziadków, była bardzo z nimi związana i podczas, gdy dziadkowie koleżanek dawno już odeszli, jej dziadkowie dotrwali do dnia jej ślubu. Jednak z powodu złego stanu zdrowia nie mogli dotrzeć na ceremonię, choć nie mieli daleko.
Następnego dnia, świeżo upieczona żona wpadła na pomysł, aby oboje wdziali ślubne stroje, zapakowali kawałek tortu weselnego i pojechali odwiedzić dziadków, by cieszyć się z nimi swym szczęściem.
Nicholas opowiada, że z tego spotkania najbardziej zapamiętał sposób w jaki On patrzył na Nią, jak Ją traktował, jaki miał błysk w oku gdy na Nią patrzył i jak Jej podawał herbatę. Nicholas pomyślał wtedy: jaki wspaniały prezent dostaliśmy od nich. Pokazali nam w pierwszym dniu małżeństwa, że prawdziwa miłość może trwać wiecznie.

Nicholas Sparks pisze takie właśnie książki. O ważnych uczuciach. Czytam wszystkie. To styl i tematy, w których dobrze się czuję. Chciałabym je również przeczytać je w oryginale, po angielsku i porównać, czy emocje, które mną targają są takie same jak w czasie czytania po polsku.
Książka na zimę, pasuje do kominka i ciepłego koca. Walentynki, czy nie Walentynki - pasuje zawsze.

Etykiety:

wtorek, 16 lutego 2010

Ten ostatni słoik





Otworzyłam ostatni słoik dżemu z letnich owoców. Czasem potrzebuję męskiej ręki do pomocy, ale tym razem udało mi się pokonać zassaną pokrywkę. Już po dżemie. Zapasy przetworów w spiżarni kurczą się niesamowicie, za to przybywa pustych słoików.
Teraz już tylko chwila i będzie wiosna.
Zaczęłam się przygotowywać na jej nadejście.

wymieniłam wierzchnią warstwę ziemi mojemu fikusowi
przesadziłam hibiskusy do większych doniczek
reszta roślin doniczkowych została poddana zabiegom kosmetycznym:)
posiałam nasiona aksamitek
zebrałam pierwsze plony rzeżuchy

Czekam aż będę mogła otworzyć balkon i okna na dłużej niż na chwilę.
Ostatni słoik dżemu został zjedzony z bułeczkami.






Bułeczki śniadaniowe
12 szt
źródło: stara kolekcja przepisów wysyłkowych

50 g drożdży
1 łyżka cukru
250 ml wody (dałam 270)
500 g mąki typ 650
1 łyżeczka soli
4 łyżki oleju

W kubeczku rozetrzeć drożdże z cukrem aż się zrobią płynne.
Do dużej miski wsypać mąkę, dodać olej i wodę (ja potrzebowałam trochę więcej wody - dodatkową porcję wlałam w trakcie miksowania) i rozpuszczone drożdże. Posolić. Ciasto miksować na średnich obrotach aż zacznie odchodzić od brzegów naczynia i utworzy gładką kulę. Ciasto oprószyć mąką, przykryć folią i włożyć na noc do lodówki.
Rano wyjąc ciasto z lodówki, 1-2 min pozagniatać na blacie i podzielić na 12 części. Każdą część uformować w bułeczkę i położyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (np. blacha od kompletu z piekarnikiem). Zostawić na 20 min. W tym czasie nagrzać piekarnik do 225°C.
Bułeczki posmarować olejem, można posypać sezamem lub makiem, włożyć do gorącego piekarnika i piec około 15 min.

Etykiety: