środa, 25 stycznia 2012

Drożdżówki podwójnie jabłkowe




Cały dom już śpi, w kuchni, po cichu robię ostatnie porządki. Wycieram blaty. Lubię to. Twórczy bałagan też jest fajny, ale uporządkowane blaty niewątpliwie milej mnie nastrajają;) Podnoszę na chwilę rolety – pada śnieg. Jutro będzie biało, bo jest mróz. Nareszcie. Przez ostatnich kilka dni jak tylko spadło trochę śniegu, od razu się topił i brodziliśmy po kostki w wodzie. Śnieg wcale nie jest taki zły, ale ... Jak to dobrze, że jestem w ciepłym domu. Mimo to włączam piekarnik. Będzie jeszcze przytulniej. Zapach drożdżówek z jabłkami cudownie się komponuje ze spokojnym nocnym, mroźnym, białym światem za oknem. Cisza, aromat piekących się drożdżówek i ja. Ciekawe czy moim domownikom śni się ciepłe ciastko z jabłkami?
Będzie w sam raz do porannego ciepłego kakao, kawy i do szkolnego pudełka na drugie śniadanie. W tych drożdżówkach użyłam mąki krupczatki. Drożdżówki z mąką krupczatką są moimi ulubionymi. Puszyste i miękkie. Te dzisiejsze są podwójnie jabłkowe. W każdej bułeczce zrobiłam wgłębienie i nałożyłam domowego musu jabłkowego (takiego jak do szarlotek) i dodałam jeszcze cząstki surowych jabłek. Użyłam odmiany Golden delicious, bo te jabłka trzymają kształt po upieczeniu.





Drożdżówki podwójnie jabłkowe
16 szt.

550 g mąki krupczatki (można również użyć zwykłej, jeśli nie mamy krupczatki)
5 dkg drożdży
1 szkl. mleka
2 jajka
2 zółtka
10 dkg cukru
10 dkg masła (rozpuszczone)
szczypta soli
2 jabłka
200-250 g musu (puree) jabłkowego (16 łyżeczek)

Pokruszone drożdże wymieszać z 1 łyżką cukru, 1 łyżką mąki i szklanką letniego mleka, przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia, aby podwoiło objętość ( u mnie trwało to 15 min, ale wszystko zależy od drożdży i temperatury w kuchni).
Mąkę przesiać do miski, dodać wyrośnięte drożdże, jajka, cukier i szczyptę soli. Wyrabiać ręcznie lub mikserem z końcówkami ślimakowymi. Wyrabiać tak długo, aż ciasto zacznie odstawać od brzegów miski. Ja wyrabiałam około 10 min. Następnie dodać rozpuszczony i przestudzony tłuszcz i wyrabiać, aż się połączy z ciastem.
Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na około godzinę, aby podwoiło objętość.
W tym czasie jabłka obieramy ze skórki, wykrawamy gniazda nasienne i dzielimy na ćwiartki. Każdą ćwiartkę kroimy na cztery plasterki.
Piekarnik nastawiamy na 180°C. Dużą blachę z wyposażenia piekarnika wykładamy papierem do pieczenia.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na blat posypany mąką i dzielimy na 16 części. Z każdej formujemy placuszek z wgłębieniem. Na środku kładziemy łyżeczkę musu jabłkowego i wkładamy po dwa kawałki jabłka.
Odstawiamy na 20 minut do wyrośnięcia.
Drożdżówki można upiec wszystkie razem i po upieczeniu oddzielić nożem, gdyby się połączyły jedna z drugą.
Pieczemy 15-20 min. Studzimy na metalowej kratce i posypujemy cukrem pudrem.

czwartek, 19 stycznia 2012

Eksperymenty w domu i co z tego wyszło :)




Wystarczyło raz pójść na sanki i już moje dziecko miało taką chrypę, że zostało w domu zamiast iść do szkoły. Na szczęście po jednym dniu spędzonym w ciepłym domu chrypa minęła jak ręką odjął.
Ale jaki to był dzień! Tylko my we dwójkę aż do wieczora!
Mogliśmy razem pogapić się w telewizor, przeglądać książki o zwierzętach, pojazdach, wynalazkach ... co tylko było na półce.
Znaleźliśmy też czas na zrobienie czegoś pysznego na deser. I to wcale nie z ksiązki kucharskiej, ale z książki o eksperymentach z wykorzystaniem rzeczy dostępnych w każdym domu.
Przepis na nasz deser miał być eksperymentem, który pokazywał, że gdy jedzenie ma dużo powietrza w sobie, to wtedy jest bardzo puszyste.
Zrobiliśmy (a ściślej – Krzyś zrobił) puszysty deser – piankę truskawkową. To był naprawdę bardzo dobry deser! Polecam wszystkim dzieciom i dorosłym:)
A na dokładkę dodam jeszcze jedną fotkę innego eksperymentu, który warto przeprowadzić z dzieckiem. Nam się udał koncertowo:)





Pianka truskawkowa
około 5 porcji

100 g truskawek (użyłam mrożonych)
1 galaretka truskawkowa + 300 ml wody
2 jajka (białka oddzielone od żółtek)
50 g cukru pudru
75 g twarożku śmietankowego

Galaretkę rozpuścić w wodzie. Wystudzić i włożyć do lodówki. Poczekać aż zacznie gęstnieć.
Truskawki (mrożone trzeba rozmrozić) rozgnieść widelcem na papkę.
Żółtka przełożyć do miski i dosypać cukru. Miskę z żółtkami wstawić do garnka z gorącą wodą i ubić żółtka na jasną, pulchną masę. Do ubitych żółtek dodać rozgniecione truskawki i wymieszać.
Twarożek przełożyć do miski i wymieszać z tężejącą galaretką. Tą masę dodać do żółtek i wymieszać.
Ubić pianę z białek i dodać do mieszanki truskawkowo-żółtkowej. Delikatnie wymieszać.
Masę rozłożyć do pucharków i wstawić do lodówki do stężenia.

wtorek, 17 stycznia 2012

Makaron z ziołowo - śmietanowym sosem




Dzisiaj szybciutko podaję przepis na wykorzystanie wspomnianej tutaj reszty obiadowego sosu. Ugotowałam makaron, a w czasie jak się gotował, wrzuciłam do sosu pokrojoną zieleninę i podgrzałam całość.
Tym sposobem obiad powstał w 10 minut :)




Makaron z ziołowo - śmietanowym sosem
3 porcje

Reszta sosu z pieczarkami i porem (czyli pół porcji z tego przepisu)
1 łyżka posiekanego koperku
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1 łyżka posiekanego szczypiorku
1 duża garść posiekanej roszponki
1 garść porwanej cykorii radicchio (dla koloru), może być więcej roszponki w zamian
sól, pieprz

Ugotować dowolny makaron.
Sos podgrzać w garnku tak, aby było mocno ciepły. Zdjąć z palnika i dodać wszystkie składniki. Wymieszać i przyprawić solą i pieprzem.
Makaron wyłożyć na talerze, polać sosem.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Napoleonka ekspres




Napoleonka, z którą nie ma dużo zabawy. Na gotowym cieście francuskim, przełożona budyniem i gruszkami. Jeśli używamy mrożonego ciasta, dobrze jest dzień wcześniej przełożyć je z zamrażarki do lodówki. Po rozmrożeniu ciasta, deser robi się bardzo szybko.
Idealna na elegancki deser w tygodniu, kiedy liczy się każda minuta. Ta napoleonka zawiera też mniej kremu niż tradycyjne ciastka, więc bez wyrzutów sumienia można sięgać po dokładkę :) Na każde ciastko przypada 1 duża łyżka budyniu.
Aby maksymalnie ułatwić sobie pracę, ciasto francuskie pokroiłam na 12 części i ułożyłam je na dużej blasze z wyposażenia piekarnika. Upiekłam „poduszeczki”, które po wystudzeniu przekroiłam na pół, jak bułki i nałożyłam krem i gruszki.
Miłego tygodnia:)
U nas cudna, słoneczna zima:)






Szybka napoleonka z kremem budyniowym i gruszkami
12 ciastek

1 płat ciasta francuskiego (potrzeba trochę ponad 250 g)
1 białko rozmieszane z 1 łyżeczką wody

krem:
500 ml mleka
niecałe 0,5 szkl cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego lub ekstraktu waniliowego
0,5 szkl mąki
1 żółtko
1 łyżka masła

ponadto:
2 gruszki
1 łyżka soku z cytryny

cukier puder do posypania ciastek

Piekarnik nagrzać do 220°C. Ciasto francuskie rozmrozić i pokroić na 12 części. Przenieść na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia i ułożyć w niewielkich odstępach. Każdą część posmarować białkiem z wodą i upiec na złoty kolor (około 12 minut). Wyjąć, wystudzić na metalowej kratce.

Krem: W garnku z grubym dnem zagotować 1 szklankę mleka z cukrem i masłem. Pozostałe mleko wlać do miski, wsypać mąkę, dodać żółtko i wymieszać mątewką tak, aby nie było grudek mąki. Gdy mleko w garnku się zagotuje, wlać do niego zawartość miski, zmniejszyć moc palnika na średni i cały czas mieszając ugotować budyń. Gotować 1 minutę. Zestawić z palnika i wmieszać cukier waniliowy lub wanilię. Ostudzić. Aby budyń został gładki (nie było na jego powierzchni „kożucha”), trzeba przykryć go folią spożywczą tak, aby folia dotykała powierzchni budyniu. Najszybciej budyń studzi się w dużej misce z lodem.

Gruszki: obrać, wykroić gniazda nasienne, pokroić na ćwiartki i poszatkować na cieniutkie plasterki, najlepiej za pomocą tarki. Plasterki gruszek włożyć do miseczki i polać sokiem z cytryny, aby zachowały ładny kolor. Wymieszać.

Wystudzone ciastka francuskie – poduszeczki przekroić na pół (jak bułki) i na dolne ich części nałożyć po jednej dużej łyżce budyniu. Na nim kładziemy cienką warstwę gruszek i przykrywamy górną częścią ciasta. Przed podaniem napoleonki posypać cukrem pudrem
Najlepiej, jeśli mamy czas, schłodzić je przez 1-2 godziny w lodówce. Bez przykrywania ich.

sobota, 14 stycznia 2012

O Księżniczce, Szambelanie i Smoku.




Dzisiaj wpis gościnny autorstwa mojego męża Bartka :)

7 dnia drugiego roku rządów Księżniczki Mruczanki nastąpiło nieoczekiwane wydarzenie. Jeden z poddanych księżniczki przyjął tymczasowo funkcję tragarza i dostarczył do Księstwa cały sztapel desek o bardzo interesującym zapachu. Deski były przesiąknięte delikatną wonią tajemniczych zakamarków kryjących tak uwielbiane przez koty sekrety. Po wstępnej akceptacji przez Szambelana Balbina i samą Księżniczkę deski trafiły do magazynu, gdzie sąsiadowały ze spichlerzem pełnym kocich ciasteczek.
Ale największe zamieszanie rozpoczęło się dnia następnego. Rankiem, jakby nigdy nic wszyscy poddani zjedli śniadanie, a potem poddany, który wcześniej wcielił się w rolę tragarza wyjechał poza granice Księstwa i był nieobecny przez kilka godzin. Gdy wrócił dostarczył rulon dziwnej materii i kilka woreczków wydających przy poruszeniu miły dla ucha, szeleszczący dźwięk.
Wtedy nastąpiła kulminacja wydarzeń dziwnych, interesujących i strasznych zarazem. Wyżej wspomniany poddany tym razem wcielił się w rolę budowniczego (jak ci ludzie to robią, że ot tak zmieniają swoje role i nawet nie pytają Księżniczki o zgodę...) i zaczął zwiezione uprzednio deski ciąć straszliwie hałasującą maszyną. W dodatku zaczął jeszcze demolować ściany Księstwa za pomocą innej, wydającej jeszcze chyba potworniejsze dźwięki, machiny. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, choć i tak Księżniczka udała się z godnością do najdalszego zakątka swych włości i sprawowała rządy spod kanapy.
Gdy wreszcie można było wejść do prowincji, w której te wydarzenia miały miejsce oczom Księżniczki i jej szambelana ukazał się iście dantejski widok - wszystkie meble zakryte były folią i pokryte grubą warstwą kurzu przyczepiającego się do łapek. Jednak ta drobna niedogodność nie powstrzymała dostojników przed dokładnym sprawdzeniem wszystkiego. Deski, uprzednio długie teraz jakimś dziwnym sposobem rozmnożyły się płacąc za to swoją długością. Niektóre z nich zaczęły się nawet ze sobą łączyć!
Niestety sielankę szczegółowej inspekcji przerwało wejście na scenę smoka Odkurzacza. Księżniczka znowu zajęła się sprawami wagi państwowej pod kanapą i nawet nieustraszony Szambelan Balbin nie był w stanie powstrzymać smoka przed pożarciem całego kurzu i licznych wiórów zalegających w całej prowincji.
Smok, nażarłszy się umknął do swej jaskini. Straszne odgłosy zostały zastąpione przez znośne odgłosy stukającego młotka i wkrętarki (to już bardziej znane dźwięki zarówno Księżniczce jak i jej Szambelanowi). Z desek powstały jakieś tajemnicze konstrukcje. Szambelan Balbin nie omieszkał oczywiście sprawdzić, że w niektórych z tych konstrukcji da się położyć, zwinąć w kłębek i bardzo miło spędzać czas na rozmyślaniu o niebieskich migdałach i spaniu.
Jednak wszystko, nawet najbardziej interesujące, kiedyś może się znudzić. Zwłaszcza jak oczy się kleją i jakoś tak coraz mocniej ciągnie cię w stronę jakieś przytulnego, miękkiego miejsca gdzie można się troszkę zrelaksować.
Jakie było oburzenie Księżniczki, gdy nagle, w środku sjesty przyszedł poddany i śmiał ją przenieść (co za hańba!) na rękach do ogarniętej rewolucją prowincji... Położył ją na jakimś dziwnym czymś z czego w pierwszym momencie Księżniczka chciała, kocim zwyczajem, od razu zeskoczyć. Ale gdy minęło pierwsze oszołomienie stwierdziła, że jednak tu zostanie i wyrazi swoje niezadowolenie jedynie odwróceniem się na drugi bok. Bo okazało się, że została położona na bardzo wygodnej półeczce, której wcześniej tu nie było! Półeczka miała tak ulubiony przez Księżniczkę rozmiar pokrywy od skanera i jeszcze do tego była otoczona taką miluśką ścianką, żeby łapki czy brzuszek nie wypadały poza krawędź! W takich okolicznościach Księżniczka kontynuowała swoją drzemkę. A w tym czasie powstawały kolejne konstrukcje, które, służąc swej Pani, sprawdzał i testował osobiście Szambelan Balbin. Starał się przy tym z całych swych sił aby każdą półeczką sprawdzić jak najszybciej się da! Najlepiej nawet w czasie montażu...
Rewolucja w prowincji zakończyła się następnego dnia. Jak to w bajkach bywa, zakończenie było szczęśliwe. Okazało się bowiem, że włości Księżniczki rozszerzyły się o trzy sympatyczne półeczki i bunkier, do którego można się dostać jedynie po wskoczeniu na stół, skaner, drukarkę, dwie półeczki i po przejściu po długiej kładce. Już samo pokonywanie tej drogi jest wspaniałą okazją do rozrywki, a sam bunkier jest najwspanialszym miejscem w całym Księstwie. Jest najwyżej położonym punktem, doskonałym do obserwacji poddanych spędzających większość czasu w tej właśnie prowincji (na marginesie dodam, że ci poddani to zbijają bąki jak nikt inny - siedzą tam całymi dniami i gapią się w jakieś takie świecące prostokąty). Bunkier jest dwupiętrowy, Księżniczka od razu zajęła wyższą półkę pozostawiając Szambelanowi miejsce poniżej.
Bunkier ma jeszcze jedną fajną cechę - dolna kondygnacja jest prawie całkowicie zamknięta, jest tylko ciasne wejście, szczelina obserwacyjna i dwa otwory strzelnicze. I dzięki temu można doskonale bawić się, gdy Szambelan leży w środku i wystawia łapki przez różne otwory, a Księżniczka na dachu stara się trafić Szambelana wkładając łapki w akurat wolne otwory. :)

Zresztą zobaczcie sami jak wyglądają nowe włości Księżniczki Mruczanki.





czwartek, 12 stycznia 2012

Jajka. Obiad na dwa dni




Jest tak ciepło, że kury w gospodarstwie skąd biorę mleko i jajka niosą się jak szalone. Brak mrozu i śniegu sprawił, że kury znoszą jajka na potęgę! Korzystam z tego i kupuję póki mogę. Tym bardziej, że są naprawdę bardzo świeże i smaczne.
Robię z nich naleśniki, ciasta, pasty z ich dodatkiem, jajka w koszulkach, ale dawno już nie robiłam obiadu z jajkami w roli głównej. Po szybkim przejrzeniu zeszytu z przepisami znalazłam coś, co mnie bardzo zainteresowało. Posłużyło mi to jako inspiracja i w ten sposób powstały jajka w sosie, lecz nie koperkowym lub musztardowym, ale w sosie z dużą ilością pora i pieczarek.
Ważny w tym przepisie jest czas i sposób gotowania jajek*.
Polecam ten przepis! Tym bardziej, że sosu wychodzi sporo i można go wykorzystać na obiad następnego dnia.
Następnym razem pokażę Wam w jaki sposób użyłam pozostały sos od jajek.
Zobaczycie również kolejne doniesienia z kociego świata :)




Jajka w sosie pieczarkowo – porowym
jajka – 3 porcje, sos – około 6 porcji

6 jajek ugotowanych na półtwardo* i obranych
200 g pieczarek
1 średnia cebula
1 średni por (tylko biała część)
0,5 szkl wody
0,5 szkl śmietanki 18%
1 łyżka mąki
2 łyżki oleju
sól, pieprz
2 łyżki natki pietruszki

Cebulę pokroić w ćwierćplasterki, pora na cienkie półplasterki. Pieczarki też na półplasterki (chyba, że są duże, to na mniejsze części).
Na jednej łyżce oleju udusić cebulę i por. Dusić przez 5 minut na małym ogniu od czasu do czasu mieszając. Dodać pieczarki, szczyptę soli i dusić kolejne 5 minut. Następnie wlać wodę i zagotować. Zdjąć z palnika.
W rondelku rozgrzać drugą łyżkę oleju, wsypać mąkę i chwilę ją podsmażać. Powoli wlewać śmietankę cały czas mieszając rózgą / mątewką. Po wlaniu całej ilości śmietany, zagotować i mieszając gotować 0,5 minuty. Zdjąć z palnika, przyprawić solą i pieprzem. Dodać pieczarki z porem, natkę i obrane jajka.
Podawać z ziemniakami.

*Wkładam jajka (wielkości M, czyli średnie) do garnka z zimną wodą i gotuję je przez 6,5 -7 minut od momentu zawrzenia wody (czyli od kiedy duże bąble pary odrywają się od dna garnka). Gdy jajka zaczną się gotować zmniejszam moc palnika na średnią. Po ugotowaniu od razu zanurzam jajka w zimnej wodzie, aby przerwać gotowanie. Są wtedy ugotowane na półtwardo, w samym środku widać mały punkcik lekko płynnego żółtka. Tak gotowane jajka są bardzo delikatne i również ich wygląd po przekrojeniu mile zaskakuje. Nie ma mowy o nieapetycznej, ciemnej obwódce żółtka.

czwartek, 5 stycznia 2012

Sernik na czekoladowym spodzie i garść wieści z kociego świata




Śnieg z deszczem, który przywitał nas dzisiaj rano przykuł uwagę Balbina, naszego młodszego kota. Momentami padało całkiem mocno i Balbin z ledwością usiedział na swojej polarowej poduszeczce w kuchni na parapecie. Łapką łapał białe płatki przez szybę. (tak na marginesie, na szybie mamy mnóstwo kocich łapek i nosków – i to jeszcze razy dwa – bo dwa koty z nami mieszkają :)) Stawał na tylnych łapkach, prawie na paluszkach, i pokazywał jaki jest duży. A łapki ma chudziutkie i krzywe, na beczce prostowane, naprawdę śmieszny kotek z niego.
Mruczka vel Mruczanka, starsza o rok kotka, w tym czasie siedziała na parapecie w pokoju. Obserwowała co się dzieje za oknem, lecz nieco spokojniej. To już jej druga zima w życiu! A poza tym Mruczanka jest naszą księżniczką i jej nie wypada szaleć na parapecie;) Ona zachowuje się jak kocia arystokratka. Choć zdarza się jej zapomnieć i bawić bombkami z choinki jak mały kociak. Później, jak zostanie na tym przyłapana, to mogłabym przysiąc, że robi zawstydzoną minę i szybko biegnie na kanapę :) śmieszne te nasze kociska!
Zobaczcie sami, znów zostały przyłapane na czułościach. Balbin myje Mruczce łepek :) Taki salon piękności nasze koty fundują sobie przynajmniej raz dziennie. Zwykle to Mruczka jako starsza myje łepek i uszka Balbinowi, ale tym razem było odwrotnie :)



Pokażę Wam jeszcze dwa zdjęcia z Parku Oliwskiego zrobione w ostatnich dniach starego roku. Widzicie te pąki???




A żeby nie było całkiem niekulinarnie, to chciałabym Wam polecić pyszny, wilgotny sernik znaleziony u Asi z Kwestii Smaku. Nie zrobiłam tylko musu malinowego, więc przepis podaję bez musu. Po kompletny przepis idziemy do Asi :) A przepis jest idealny! Sernik równy jak stół, bez pęknięć i mający moją ulubioną konsystencję, bardzo kremową. Polecam!
A tu i tu, jeśli macie ochotę zobaczcie dwa szale, które ostatnio zrobiłam.
Ale teraz już sernik :)




Sernik na czekoladowym spodzie

Czekoladowy spód Brownie:
65 g ciemnej czekolady
65 g miękkiego masła
50 g drobnego cukru
1 jajko
40 g mąki

Masa serowa:
500 g tłustego sera twarogowego zmielonego trzykrotnie
500 g sera mascarpone
3 łyżki mąki ziemniaczanej (lub pszennej)
1 i 1/2 szklanki cukru
5 jajek
80 ml (1/3 szklanki) śmietanki kremówki 36% lub 30%
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

Potrzebne też będą:
- szczelna tortownica o średnicy 25 cm z odpinaną obręczą, wysmarowana masłem (jeśli nie mamy pewności co do szczelności tortownicy, smarujemy ją masłem, a samo dno bardzo małą jego ilością, na spód tortownicy kładziemy papier do pieczenia i wypuszczamy go na zewnątrz, zamykając ciasno obręcz). Wadą tego rozwiązania jest to, że papier może być ciężki do usunięcia spod upieczonego już sernika.
- kilka kawałków grubej folii aluminiowej do zabezpieczenia formy od zewnątrz
- duża i głęboka blacha do pieczenia, wypełniona wrząca wodą, do której włożymy tortownicę z sernikiem

Przygotowanie:
Przygotować i odmierzyć składniki na czekoladowy spód oraz na masę serową. Zagotować wodę, w której piekł się będzie sernik. Przygotować tortownicę: dokładnie obwinąć dno i boki folią aluminiową, zabezpieczając sernik przed dostaniem się wody do środka.

Czekoladowy spód Brownie: Piekarnik nagrzać do 175 stopni. Czekoladę połamać na kostki, roztopić, ostudzić (ma być lekko ciepła). Masło ucierać z cukrem aż będzie puszyste (około 7 minut). W innej miseczce ubić na pianę jajko.
Połączyć wszystkie składniki delikatnie mieszając (szpatułką lub łyżką): najpierw utarte masło z ostudzoną czekoladą, następnie z przesianą mąką, a na koniec z ubitym jajkiem. Gładką masę przełożyć do formy, wyrównać powierzchnię i wstawić do piekarnika. Piec przez 6 minut (na wierzchu ma pojawić się skorupka), wyjąć z piekarnika. W międzyczasie zacząć przygotowywać masę serową.

Masa serowa: do misy miksera włożyć ser twarogowy razem z serem mascarpone i mąką. Ucierać mieszadłem miksera przez około 2 - 3 minuty na małych obrotach miksera, aż masa będzie gładka. Stopniowo dodawać cukier cały czas miksując na małych obrotach miksera (starając się nie napowietrzać masy). Wbijać kolejno jajka miksując wolno przez około 15 - 30 sekund po każdym dodanym jajku. Na koniec zmiksować ze śmietanką i ekstraktem z wanilii.
Masę wylać (na początku wyłożyć łyżką) na podpieczony czekoladowy spód.

Tortownicę z sernikiem wstawić do większej formy do pieczenia, w którą wlać wrzącą wodę. Tortownica ma być zanurzona do połowy w wodzie. Całość wstawić do piekarnika i piec przez 15 minut w 175 stopniach. Następnie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec jeszcze przez 90 minut. Sernik należy studzić stopniowo: przez pierwsze 15 minut po wyłączeniu piekarnika pozostawić w zamkniętym piekarniku, przez następne 15 minut stopniowo uchylać drzwiczki. Po tym czasie wyjąć i całkowicie ostudzić, następnie zdjąć obręcz z tortownicy i wstawić sernik do lodówki (bez przykrycia) na minimum 8 godzin. Im sernik lepiej i dłużej schłodzony - tym lepiej. Kroić ostrym nożem zanurzanym na chwilę we wrzątku.

wtorek, 3 stycznia 2012

Zapiekanka z warzywami i wędliną




Dziękuję za wszystkie maile i komentarze z życzeniami. Dziękuję za to, że wciąż tu wchodzicie i zostawiacie po sobie ślad:)
To był dobry rok. Rodzina w komplecie, dzięki Bogu nikogo nie ubyło, wszyscy zdrowi, zakończyliśmy trwający półtora roku maraton ślubny. A cóż może być w życiu bardziej pozytywnego od narodzin dzieci i ślubów właśnie? Śluby napawają mnie ogromnym optymizmem i pozytywnie nastrajają. I wesela, gdzie jest okazja do szalonej zabawy i spotkań z dawno niewidzianymi krewnymi. Naprawdę uwielbiam śluby i wesela!!!
A dzieci - kolejny maluszek dołączy do rodziny już za niedługo, więc jest dobrze!
W domu i szkole, ogólnie rzecz biorąc, ubiegły rok minął spokojnie, nie licząc dwóch majowych tygodni związanych z komunią Krzysia, kiedy to udzielił mi się stres i nerwówka towarzyszące innym mamom komunijnych dzieci przygotowujących przyjęcie;)
Tak więc podsumowując miniony rok – poproszę takich więcej :)
A nowy rok – jak zwykle patrzę w przyszłość oczami niepoprawnej optymistki. Nie robię postanowień noworocznych, nie słucham wróżb i przepowiedni.
Będzie dobrze, jak tylko odpowiednio o to zadbam :)
A na dobry początek proponuję zimową zapiekankę z pieczoną aromatyczną wędliną i warzywami.
Do przeczytania niebawem!



Zapiekanka z warzyw i wędliny
3 osoby
forma żaroodporna 23 x 30 cm

2 marchewki
2 korzenie pietruszki
3 średnie ziemniaki
1 mała cebula
250 g dobrej, chudej kiełbasy (ja użyłam mysliwskiej)
1 łyżka masła
1 łyżka mąki
0,5 szkl mleka
0,5 szkl bulionu warzywnego
100 g tartego sera o łagodnym smaku
sól i pieprz do smaku
natka pietruszki do posypania zapiekanki

Warzywa obrać i pokroić w kostkę, kiełbasę i cebulę w plasterki. Naczynie żaroodporne wysmarować tłuszczem i wsypać warzywa i kiełbasę. Wymieszać.
Włączyć piekarnik na 200°C i w tym czasie przygotować sos:
Na małym palniku postawić rondelek. Włożyć masło, rozpuścić je i dosypać mąkę. Mieszać przez chwilę, dolewać stopniowo mleko i bulion, mieszając aż się zagotuje. Zdjąć z palnika, wsypać starty ser, doprawić solą i pieprzem i wymieszać aż się ser stopi. Gotowym, gorącym sosem polać warzywa z kiełbasą i całość włożyć do nagrzanego piekarnika na około 35 minut (dobrze jest najpierw sprawdzić, czy ziemniaki są miękkie). Po wyjęciu posypać natką pietruszki.

wtorek, 6 grudnia 2011

Ciasto bananowe z orzechami i czekoladą



Dzisiaj o piątej rano obudziły mnie koty. Skakały po mnie i bawiły się w najlepsze, zupełnie nie przejmując się tym, że chciałabym jeszcze dwie godziny pospać. Gdy już mnie obudziły na dobre, jak gdyby nigdy nic położyły się na kołdrze i zasnęły jak dwa aniołki. Niestety zdążyły tak mnie wybić ze snu, że nie mogłam ponownie zasnąć. Co przyłożyłam głowę do poduszki, myśli zaczynały dudnić w mojej głowie.

czy mam puścić Krzysia na basen, przecież jest podziębiony
co dziś mam zrobić na obiad?
czy dziś jest wtorek, czy środa?
o, Mikołaj dzisiaj!
zapomniałam wyjąć masła z lodówki i na śniadanie będzie twarde jak kamień


Ta ostatnia myśl wyrwała mnie z łóżka, do którego już nie wróciłam, bo właściwie to nie chciało mi się już spać. Wyjęłam masło z lodówki. Odsłoniłam rolety. Było przed szóstą. Pierwsze samochody ruszały z parkingu do pracy. W oknach w bloku naprzeciwko, w niektórych mieszkaniach zapalone były już światła. Pewnie ludzie idą na siódmą do pracy. Lub na późniejszą godzinę, ale mają dłuższy dojazd ... Jak to dobrze, że ja nigdzie nie dojeżdżam ... Zero stopni, kałuże pozamarzane ...
Mając ponad godzinę wolnego czasu postanowiłam upiec ciasto z bananami, których kolor alarmował, że już są w sam raz do ciasta :) Włączyłam piekarnik, wyjęłam jeszcze trochę masła z lodówki i zmiękczyłam je w cieple piekarnika. Upiekłam ciasto bananowe z orzechami i kawałkami czekolady w formie z kominkiem. Wyszło wilgotne i aromatyczne, czyli tak jak lubię. Nowością dla mnie było to, że ciasta po upieczeniu nie oprósza się cukrem pudrem, tylko kakao.
Autorka gwarantuje, że szczelnie zamknięte, to ciasto wytrzyma w temperaturze pokojowej 5 dni i wciąż będzie świeże.
Ja połowę zamroziłam, jak było jeszcze letnie.
Bardzo polecam to ciasto!





Ciasto bananowe z orzechami i czekoladą
przepis autorstwa Lauren Chattman
okrągła forma z kominkiem 25 cm

2 duże jajka
3 bardzo dojrzałe banany (najlepiej, jak będą już miały czarną skórkę)
2/3 szkl. kwaśnej, gęstej śmietany (użyłam 18%)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2-1/4 szkl. mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody oczyszczonej
½ łyżeczki soli (dałam ¼ łyżeczki)
100 g miękkiego masła
1 szkl. cukru
1 szkl. posiekanych orzechów włoskich
100 g kropelek czekoladowych (lub pokrojonej czekolady deserowej)

oraz
kakao w proszku do posypania ciasta

Nastawić piekarnik na 175-180°C.
Formę wysmarować masłem i wysypać mąką.
W jednej misce wymieszać przesianą mąkę z proszkiem, sodą i solą.
Banany rozgnieść widelcem (lub tłuczkiem do ziemniaków) i wymieszać ze śmietaną, jajkami i wanilią.
W innej misce zmiksować masło z cukrem do białości. Małym strumieniem wlewać mieszaninę bananową cały czas miksując. Gdy masa będzie jednolita, zmniejszyć obroty miksera do minimum i wsypać mąkę w trzech partiach, po każdym dosypaniu miksując tylko do połączenia się składników. Na końcu wsypać czekoladowe kropelki i orzechy i wymieszać łyżką.
Masę przełożyć do formy, włożyć do gorącego piekarnika i piec około 45 minut. Wystudzić przez 5 minut w formie, wyjąć ciasto na metalową kratkę i dokończyć studzenie. Po wystudzeniu oprószyć kakao w proszku.

niedziela, 27 listopada 2011

Buchty drożdżowe w wietrzny wieczór




Siedzimy w ciepłym domu, a za oknem wieje okropny wiatr i pada deszcz. Huczy i wyje złowrogo. Właśnie coś uderzyło w nasze okno – jest taki wiatr, że lekkie przedmioty pozostawione na balkonach latają w powietrzu.
Koty śpią, a my słuchamy Dzieci z Bulerbyn czytane przez Irenę Kwiatkowską. Czyta tak wspaniale, że momentami mam wrażenie, że czyta mi babcia. Raz naśladuje głos Ollego, raz Lassego, raz Britty, a później śmieje się, gdy wymaga tego scenka. Coś wspaniałego!
Gdy Lisa w pewien deszczowy dzień z nudów piecze ciasto drożdżowe, nie wytrzymałam i też poszłam do kuchni coś upiec. Lisa piekła ciasto z dwoma jajkami ....
Szybko poszukałam przepisu na ciasto drożdżowe koniecznie z dwoma jajkami (w książce przy reszcie składników oprócz cukru nie było proporcji) i upiekłam pyszne, pachnące masłem buchty :)
Zapraszam!
I polecam książkę, bo to nie tylko lektura dla trzecich klas, którą mój syn w grudniu będzie przerabiał, ale również dla dorosłych. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odgania wszystkie złe myśli i wyzwala pozytywne emocje :)




Buchty drożdżowe na krupczatce
16 szt
dwie tortownice 23 cm

30 g świeżych drożdży
50 g cukru
250 ml letniego mleka
500 g mąki krupczatki
2 jajka
szczypta soli
100 g roztopionego, ostudzonego masła

Cukier i drożdże rozmieszać w rondelku, dolać mleko i wymieszać. Odstawić, aby drożdże urosły – około 15- 20 min. Do wyrośniętych drożdży dodać mąkę, jajka, szczyptę soli i 3 łyżki rozpuszczonego masła. Wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Mikserem lub ręcznie.
Ciasto włożyć do dużej miski, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce aby podwoiło objętość.
W tym czasie przygotować dwie tortownice o średnicy 22-23 cm. Wyłożyć je papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i wysypać mąką.
Wyrośnięte ciasto wyjąć na blat, lekko zagnieść i podzielić na 16 części. Każdą część uformować w kulkę i namoczyć w rozpuszczonym maśle. Ułożyć w formie kwiatka po osiem sztuk w każdej tortownicy. Przykryć ściereczką i odstawić na 20 minut do ponownego wyrośnięcia.
Piekarnik nagrzać do 220°C. Włożyć wyrośnięte bułeczki i piec około 15 minut. Po wyjęciu i przestygnięciu posypać cukrem pudrem.